Rodzice mieli lepiej – mówią studenci w Mediolanie. Korespondencja z protestów
“1000 euro miesięcznie w Mediolanie nie pokryje ci czynszu i wydatków na jedzenie, no może najwyżej na tydzień. Tak się nie da żyć”. „Nie mamy już takich samych możliwości jak nasi rodzice”. We Włoszech nie jest już lepiej, tylko tak samo, albo gorzej. A władza chce wydawać 5 proc. PKB na obronę.
Na dworcu Milano Centrale zawsze można spotkać sporo policjantów pilnujących porządku, ale tym razem było ich wyjątkowo wielu. Kontrolowali zdecydowaną większość osób próbujących dostać się do głównej hali dworcowej. To efekt wzmożonych środków bezpieczeństwa, podjętych w związku demonstracjami, które od kilku tygodni odbywają się w Mediolanie.
Europejska fala protestów, która przetoczyła się przez Francję, Hiszpanię, Portugalię czy Belgię nie ominęła też Włoch. Protestuje cały kraj: od Turynu aż po Palermo. Na południu strajkowała głównie branża transportowa i rolnictwo. Na jakiś czas doprowadziło do niedoborów w sklepach, a także problemów z dostępnością paliwa. Zaś na północy buntują się przede wszystkim studenci, którzy mówią o tym, że w Italii nie ma dla nich przyszłości.
Na 30 października związek zawodowy USB zaplanował strajk generalny w całym kraju. Tego dnia, w ponad pięćdziesięciu włoskich miastach, odbywały się przemarsze związkowców, ale równoległe także studentów. Te grupy niekiedy się łączyły, tak jak choćby w Mediolanie, gdzie jedni i drudzy wspólnie wyrażali sprzeciw wobec rosnących kosztów życia, zbrojeń, cen paliwa, niewydolności usług publicznych, kryzysu mieszkaniowego oraz zapaści w systemie edukacji.

Komentarze