0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Prawa autorskie: Tagesthemen, kadr z materiału o uzbrojonym dronie na lotnisku w LipskuPrawa autorskie: Tag...

Kończący się tydzień przyniósł nowe doniesienia o operacjach sabotażowych, realizowanych – wiele na to wskazuje – na zlecenie Rosji. Tym razem zdarzenia miały miejsce w Niemczech. Zwraca uwagę fakt, iż sabotaże zaplanowano w taki sposób, by wywołać poważne straty. Wcześniej celem podobnych akcji było głównie przestraszenie społeczeństwa na przykład przez podpalenie pustego centrum handlowego.

W najnowszych atakach najważniejsze staje się zniszczenie konkretnego obiektu, samolotu lub… człowieka. Dzięki działaniom europejskich służb akcje te wciąż jednak nie przynoszą oczekiwanego przez Kreml efektu i można je dodać do katalogu rosyjskich porażek w wojnie hybrydowej.

W tym samym czasie pojawiły się nowe ostrzeżenia przed operacją militarną pod fałszywą flagą. Wcześniej Polacy, teraz także Ukraińcy i Litwini informują, że rosyjskie wojsko szykuje się do ataku dronowego na któryś z krajów NATO. Perfidia tego scenariusza kryje się w tym, że Rosjanie zamiast własnych bezzałogowców planują użycie odzyskanych maszyn ukraińskich.

W nowym cyklu OKO.press: „Pod progiem wojny” informujemy o działaniach Rosji w ramach prowadzonej przez nią wojny hybrydowej z Zachodem. A także o podejmowanych przez państwa zachodnie krokach, które mają zapobiec kolejnemu konfliktowi.

Przeczytaj także:

Dron z bombą w Lipsku

Drona przenoszącego bombę zauważono w nocy z 4 na 5 sierpnia na płycie lotniska w Lipsku (Niemcy). Bezzałogowiec miał przyczepiony zapalnik oraz ładunek wybuchowy o dużej sile rażenia. Odkryto go obok ukraińskich samolotów transportowych Antonow. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że obiekt mógł się pojawić na lotnisku już kilka godzin wcześniej, tyle że znajdował się na ziemi, a potem nagle zawisł w powietrzu. Wtedy na ziemię ściągnął go jeden z pracowników lotniska. Loty natychmiast wstrzymano, a dronem zajęły się służby.

„To hybrydowy scenariusz zamachu i nowa jakość zagrożenia” – tak skomentował to zdarzenie Alexander Dobrindt, szef niemieckiego resortu spraw wewnętrznych. – „Po raz pierwszy na terenie lotniska znajdował się dron z materiałem wybuchowym. Musimy być świadomi zagrożenia. (…)

Ten dron nie był dziełem amatorów, został wykonany przez wysokiej klasy profesjonalistów".

Bezzałogowiec przenosił materiał wybuchowy, prawdopodobnie semtex, używany przez wojsko, ale także przez niektóre firmy przemysłowe. Samą maszynę zmodyfikowano w taki sposób, aby była w stanie obejść zabezpieczenia lotniskowe. Dlatego nie została wykryta przez system obronny, zainstalowany w Lipsku.

Odłamał się zapalnik

Jak podkreślają niemieckie media, lotnisko cudem uniknęło katastrofy. Jeden z samolotów, obok którego znaleziono drona, był załadowany amunicją przetransportowaną z Francji. Gdyby bomba przenoszona przez bezzałogowiec wybuchła uderzając w załadowanego Antonowa, doszłoby do bardzo silnej eksplozji. Ładunek jednak nie odpalił, ponieważ w trakcie lotu drona przymocowany do niego zapalnik odłamał się.

W Niemczech trwa śledztwo w tej sprawie. Jedną z głównych hipotez jest sabotaż, realizowany na zlecenie Rosji.

Kiedy zamknięto ruch na lotnisku w Lipsku, samolot transportowy DHL, lecący z Marsylii, który zamierzał właśnie tam wylądować, musiał przerwać manewr. Wykonał nawrót i odleciał na inne lotnisko.

W trakcie nawrotu, około sześciu kilometrów od lipskiego lotniska, zderzył się z niezidentyfikowanym obiektem.

Mógł to być kolejny dron. Na szczęście samolot DHL wylądował bezpiecznie w Hanowerze. Tam okazało się, że został uszkodzony, ale tylko w niewielkim stopniu. W tej chwili maszyna jest poddawana badaniom kryminalistycznym.

Zamach na szefa firmy zbrojeniowej

To niejedyne niepokojące doniesienia z Niemiec. Dziennik „Die Zeit” ujawnił, że rosyjskie służby specjalne planowały zamach na Stefana Thumanna, szefa niemieckiej firmy Donaustahl, która jest producentów dronów w Niemczech. Donaustahl to nie wielki koncern zbrojeniowy, lecz niewielki start-up militarny. Jego znaczenie jednak istotnie wzrosło kilka miesięcy temu, kiedy otrzymał licencję na produkcję i eksport mini-dronów bojowych (typu Maus) dla Ukrainy. Takie bezzałogowce to swego rodzaju platformy do przenoszenia amunicji, np. głowic bojowych granatników czy bomb szybujących.

Spisek, którego celem było zabicie szefa firmy, wykrył niemiecki wywiad.

Już wiosną niemieckie służby aresztowały dwie osoby, podejrzane o udział w tej operacji. To Rumunka Ałła S. i Ukrainiec Serhiy N. Oboje śledzili Thumanna przez kilka miesięcy na przełomie lat 2025/2026. Robili zdjęcia i wideo jego domu, firmy, zbierali w internecie informacje na temat jego prywatnego życia. Po aresztowaniu prokurator postawił im zarzuty szpiegostwa na rzecz obcego wywiadu, zaś Thumannowi przydzielono osobistą ochronę.

„Die Zeit” twierdzi, że rosyjskie służby interesują się szefostwem jeszcze jednego koncernu zbrojeniowego (jego nazwy nie ujawniono). Zaś kilka tygodni temu zatrzymano dwie inne podejrzane osoby na granicy serbsko-węgierskiej. W ciężarówce, którą jechały, znaleziono materiał wybuchowy. Po przeanalizowaniu treści na telefonach zatrzymanych ustalono, że zmierzali oni do Niemiec, konkretnie do Bawarii, byli też w stałym kontakcie z funkcjonariuszami służb w Rosji. W Bawarii mają swoje siedziby dwie firmy, produkujące sprzęt wojskowy.

Niemieckie służby wciąż pamiętają, że w 2022 r. Kreml planował zamordowanie Armina Pappergera, szefa koncernu Rheinmetall, który m.in. dostarcza amunicję i pojazdy opancerzone do Ukrainy. Do zamachu nie doszło, ponieważ plan został wcześniej wykryty przez CIA i zneutralizowany przez Niemców.

Więcej rosyjskich dronów

Kremlowskie służby usiłują zdestabilizować europejskie dostawy broni na Ukrainę, a jednocześnie

Moskwa intensyfikuje własną produkcję bezzałogowców.

Chodzi głównie o produkcję maszyn FPV – tak zwanych dronów kamikadze, które niszczą cele w samobójczych atakach. Do tej pory Rosja musiała sprowadzać chińskie części i z nich składać drony. Problemem były zwłaszcza baterie litowo-jonowe, których sama w ogóle nie była w stanie wyprodukować. Ich import utrudniały jednak zachodnie sankcje ekonomiczne.

Z tego powodu Moskwa zrezygnowała z kupowania gotowych akumulatorów. Przerzuciła się na sprowadzanie surowców i samodzielne konstruowanie z nich baterii. Rosnąca liczba ton importowanego z Chin specjalnego elektrolitu do akumulatorów pokazuje, jak szybko rozrasta się ten nowy w Rosji przemysł. W 2025 r. import tego surowca wzrósł skokowo: gdy w całym 2024 r. kupiono go dziewięć ton, tylko w pierwszym kwartale 2025 r. było to już niemal siedem ton. Według portalu The Insider, który opisał cały proceder, przez ubiegły rok Rosja importowała co najmniej 26 ton tego surowca.

Teraz sytuacja wygląda jeszcze gorzej dla Zachodu. Rosja zamierza się uniezależnić od zewnętrznych dostaw surowców, ponieważ w wyniku walk przejęła duże złoże litu w Ukrainie, jedyne w tej części świata. Jest zlokalizowane we wsi Szewczenko w obwodzie donieckim.

Czy Rosja fałszuje drony?

Rosja nie tylko zwiększa własną produkcję bezzałogowców, ale także zbiera ukraińskie maszyny, które odzyskuje po atakach ukraińskiego wojska. Następnie naprawia je i wykorzystuje do własnych działań. Zdjęcia takich maszyn opublikował niedawno jeden z największych ukraińskich portali o tematyce wojskowej „Militarnyj”. Serhij Beskriestnow, doradca prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, ostrzegł, że

Moskwa może w ten sposób przygotowywać się do operacji pod fałszywą flagą.

„Wrogowie zbierają nasze drony, naprawiają je i przygotowują do przyszłych prowokacji w Europie. Naiwnie byłoby oczekiwać, że Rosjanie do celowych prowokacji użyją własnych dronów” – mówił Beskriestnow. – „Czy ktoś myśli, że tajemnicze drony nad Europą to były (i będą) Supercamy i Orlany (rosyjskie drony – przyp. red.) z gwiazdami na skrzydłach? To bardzo ważne, aby społeczność światowa to zrozumiała. Tak właśnie wygląda nowoczesna wojna hybrydowa”.

Ostrzeżenia z Polski i Litwy

Przed takim scenariuszem już wcześniej ostrzegali polscy wojskowi i politycy. W lipcu na posiedzeniu komitetu bezpieczeństwa przy KPRM wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz wskazywał, że istnieje możliwość rosyjskiej operacji dronowej pod fałszywą flagą. Chodzi o to, że Rosja zaatakuje jakiś kraj NATO, wykorzystując maszyny ukraińskie lub podobne do nich. Zrobi to, aby przerzucić odpowiedzialność za zdarzenie na Ukrainę.

Teraz przed takim podstępnym działaniem ostrzegł także minister obrony Litwy, Robertas Kaunas.

„Mamy informacje, że Rosja rozważa możliwość przeprowadzenia niekonwencjonalnych ataków kinetycznych na infrastrukturę krytyczną w regionie bałtyckim. Jest prawdopodobne, że Rosja mogłaby w tym celu użyć dronów produkcji ukraińskiej” – powiedział Robert Kaunas w wywiadzie dla litewskiego programu 15min.

Jednocześnie zaznaczył, że są dziś znane szczegóły tego rodzaju operacji ani czas jej realizacji. Wciąż są to jedynie ostrzeżenia, dotyczące samej metody ataku.

Na zdjęciu Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.

Komentarze