0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Olga MALTSEVA / AFPFot. Olga MALTSEVA /...

Oksana Ishchuk (Оксана Іщук) jest dyrektorką wykonawczą kijowskiego think tanku Centrum Globalistyki „Strategia XXI”. Jest ekspertką z ponad 13-letnim doświadczeniem. Zajmuje się międzynarodowymi rynkami energetycznymi i bezpieczeństwem międzynarodowym, w szczególności rolą energetyki w wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz w transformacji Europy. Publikujemy jej tekst napisany dla OKO.press

Europa wyciągnęła wnioski z 2022 roku. Przeżyła szok gazowy, rekordowo wysokie ceny, gorączkowe poszukiwania nowych źródeł dostaw skroplonego gazu, przyspieszoną budowę terminali, bolesną rewizję niemieckiej Ostpolitik i wreszcie prawnie ugruntowała kurs na całkowitą rezygnację z rosyjskiego gazu.

W styczniu 2026 roku Rada UE ostatecznie zdecydowała: całkowity zakaz importu rosyjskiego LNG od 1 stycznia 2027 roku, a importu gazu przesyłanego gazociągami – od 30 września 2027 roku (z możliwością okresu przejściowego do końca października).

Rosja nie rezygnuje

Rosja jednak nie porzuca idei powrotu na europejski rynek gazu i zachowuje się tak, jakby lekcje z 2022 roku można było wymazać. Moskwa czeka na odpowiedni moment, gdy Europa się zmęczy, przemysł ponownie zacznie domagać się „taniego gazu”, a część polityków zaproponuje powrót do „pragmatyzmu”.

Dlatego kwestia rosyjskiego gazu przesyłanego gazociągami nie jest dziś dyskusją o bilansie energetycznym, lecz testem strategicznej pamięci Europy.

W czerwcu 2026 roku Władimir Putin otwarcie wezwał Niemcy do wznowienia zakupów rosyjskiego gazu za pośrednictwem gazociągu Nord Stream 2. Podczas tegorocznego Petersburskiego Międzynarodowego Forum Ekonomicznego zadeklarował gotowość do przesyłu 28 mld m³ gazu: „Nie żartuję – wystarczy nacisnąć przycisk, a gaz popłynie. Do tego potrzebna jest jedynie decyzja rządu” [Niemiec].

Wypowiedzi te nie są jedynie elementem czystej retoryki, lecz sygnałem, że Moskwa nie uważa „gazowych drzwi” do Europy za definitywnie zamknięte.

Przeczytaj także:

Kolejny sygnał pojawił się pod koniec czerwca i ma charakter wyłącznie prawny. Spółka Nord Stream 2 AG, operator gazociągu Nord Stream 2, kontrolowana przez Gazprom, wniosła skargę do Sądu Unii Europejskiej, domagając się unieważnienia rozporządzenia UE 2026/261, przewidującego stopniowe zakończenie importu rosyjskiego gazu ziemnego. Spółka twierdzi, że rozporządzenie to faktycznie pozbawia operatora możliwości komercyjnego wykorzystywania gazociągu.

Nord Stream 2 AG opiera swoją skargę na dwóch głównych argumentach. Po pierwsze – proceduralnym: według spółki UE zastosowała niewłaściwą podstawę prawną, przedstawiając środek o charakterze sankcyjnym jako regulację z zakresu energetyki i handlu, co miało umożliwić obejście prawa weta przysługującego poszczególnym państwom członkowskim.

Po drugie – majątkowym: spółka utrzymuje, że zakaz w praktyce pozbawia ją możliwości komercyjnego wykorzystania gazociągu. Rosja aktywnie podejmuje więc działania na rzecz powrotu na europejski rynek gazu nie tylko poprzez deklaracje polityczne, lecz także stara się pozostawić otwarte kanały prawne, infrastrukturalne i informacyjne, które mogłyby umożliwić taki powrót w przyszłości.

TurkStream – ostatnia nitka Gazpromu

Po wstrzymaniu tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę z dniem 1 stycznia 2025 roku gazociąg TurkStream pozostał ostatnią funkcjonującą trasą, którą rosyjski gaz przesyłany gazociągami nadal trafia do Europy, w szczególności do Węgier, Słowacji, Bułgarii i Serbii. W zasadzie chodzi nie tylko o fizyczny przepływ rosyjskiego gazu, lecz także o wciąż działające narzędzie wpływu politycznego, dzięki któremu Moskwa może utrzymywać w Unii Europejskiej grupę państw gotowych opowiadać się za wyjątkami od sankcji, domagać się szczególnych warunków i przedstawiać to jako realizację „interesu narodowego”, podważając tym samym jedność UE od wewnątrz.

Słowacja i Węgry już dziś pokazują, jak w praktyce może wyglądać scenariusz rosyjskiego rewanżu gazowego. Ich stanowisko nie ogranicza się wyłącznie do politycznej krytyki Brukseli czy retoryki o „tanim gazie”. Oba państwa sprzeciwiały się prawnemu usankcjonowaniu całkowitej rezygnacji z rosyjskiego gazu. Działania Bratysławy i Budapesztu są istotne nie jako odosobniony gest polityczny, lecz jako test odporności nowej polityki energetycznej Unii Europejskiej.

Słowacja wniosła już skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, domagając się stwierdzenia nieważności rozporządzenia UE 2026/261 dotyczącego stopniowego wycofywania importu rosyjskiego gazu ziemnego (to samo rozporządzenie zaskarżyła spółka Nord Stream 2 AG).

W swojej argumentacji prawnej Bratysława twierdzi, że rozporządzenie zostało przyjęte na niewłaściwej podstawie prawnej. Jej zdaniem środki tego rodzaju, zarówno pod względem celu, jak i treści, stanowią ograniczenie stosunków gospodarczych z konkretnym państwem trzecim i dlatego powinny zostać przyjęte jako instrument wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, a nie w ramach procedury dotyczącej rynku energii i handlu.

Ponadto Słowacja powołuje się na naruszenie zasad proporcjonalności i solidarności oraz na niewystarczające uzasadnienie aktu prawnego. Z kolei Węgry również w lutym wniosły skargę o unieważnienie tego rozporządzenia.

Na płaszczyźnie politycznej Budapeszt i Bratysława starają się przedstawiać zakaz importu rosyjskiego gazu nie jako instrument ograniczania zależności od państwa-agresora i zmniejszania jego dochodów finansujących wojnę, lecz jako ingerencję w suwerenność energetyczną poszczególnych państw członkowskich.

Taka narracja jest szczególnie korzystna dla Moskwy, ponieważ pozwala przenieść debatę z kwestii rosyjskiego gazu jako narzędzia szantażu i finansowania przez Rosję wojny na płaszczyznę „kompetencji krajowych”, „bezpieczeństwa energetycznego” oraz „ochrony konsumentów” w poszczególnych państwach UE.

Szczególnie wymowne jest postępowanie słowackiej spółki SPP, która wprowadziła zmiany do długoterminowego kontraktu z Gazpromem. Formalnie uzasadniano je koniecznością dostosowania umowy do przepisów unijnych, jednak w rzeczywistości negocjacje były ukierunkowane na zwiększenie wolumenu importu przed wejściem w życie całkowitego zakazu.

Celem było osiągnięcie efektu przeciwnego do zamierzonego przez unijne regulacje – maksymalizacja pozostałych dostaw rosyjskiego gazu, zabezpieczenie pozycji kontraktowych oraz zgromadzenie argumentów na potrzeby przyszłych roszczeń prawnych.

W szerszej perspektywie sytuacja ta pokazuje główną słabość europejskiej strategii.

Putin siedzi przed wielkim monitorem, na którym przemawia szef Gazpromu Miller
Putin siedzi przed wielkim monitorem, na którym przemawia szef Gazpromu, Miller, 19 stycznia 2021. Fot. Alexey NIKOLSKY/SPUTNIK/AFP

Rosja będzie dążyła do powrotu na rynek niekoniecznie poprzez nowe wielkie porozumienia polityczne, lecz poprzez „szarą strefę” pomiędzy obowiązującymi kontraktami, okresami przejściowymi, postępowaniami sądowymi oraz argumentami dotyczącymi bezpieczeństwa energetycznego poszczególnych państw.

Dlatego sprawa Nord Stream 2 AG, skargi Węgier i Słowacji oraz strategia kontraktowa spółki SPP stanowią elementy jednej, spójnej logiki. Wywierają one na Unię Europejską jednoczesną presję prawną i polityczną z różnych stron: operator infrastruktury wskazuje na utratę wartości swoich aktywów, państwa członkowskie podnoszą zarzuty naruszenia unijnych procedur i zasad, a przedsiębiorstwa importujące gaz argumentują koniecznością wykonania lub dostosowania długoterminowych kontraktów.

Łącznie działania te nie stanowią jedynie sprzeciwu wobec zakazu importu rosyjskiego gazu, lecz próbę zachowania dla Moskwy „okna negocjacyjnego” na wypadek zmiany sytuacji politycznej w Europie.

Mit o tanim rosyjskim gazie był jednym z najskuteczniejszych narzędzi politycznych Moskwy. Funkcjonował jednak tylko dlatego, że rachunek nigdy nie był kompletny. Nie uwzględniał kosztów zależności politycznej, sieci korupcyjnych, osłabiania europejskiej solidarności, inwestycji w alternatywne szlaki przesyłowe, podatności na szantaż ani strategicznej ślepoty wobec Rosji.

Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE) w 2021 roku Rosja dostarczyła 45 proc. gazu importowanego przez Unię Europejską – około 155 mld m³ gazu rocznie.

Nie był to jedynie surowiec energetyczny, lecz także narzędzie wpływu politycznego.

Polska zrozumiała to wcześniej niż wiele innych państw. Gdy Warszawa ostrzegała przed ryzykiem związanym z gazociągami Nord Stream, w Europie Zachodniej argumenty te często postrzegano jako przejaw historycznej nieufności lub wschodnioeuropejskich uprzedzeń.

Po ataku Rosji na Ukrainę w 2022 roku stało się jednak jasne, że nie była to „rusofobia”, lecz realistyczna ocena zagrożenia. Polska nie ograniczała się do krytyki rosyjsko-niemieckiej osi gazowej, lecz konsekwentnie inwestowała w rozwiązania alternatywne: terminal LNG w Świnoujściu, Baltic Pipe umożliwiający import gazu z Norwegii, połączenia międzysystemowe oraz rozwój regionalnej infrastruktury.

Gdy w 2022 roku Gazprom wstrzymał dostawy gazu do Polski w ramach kontraktu jamalskiego po odmowie płatności w rublach, polski system energetyczny wytrzymał ten cios właśnie dlatego, że dywersyfikacja nie pozostała jedynie deklaracją.

To polskie doświadczenie ma dziś szczególne znaczenie.

Polska, kraje bałtyckie, Ukraina, Czechy, Rumunia i inni partnerzy powinni prowadzić dialog z państwami Unii Europejskiej nie z pozycji politycznych wyrzutów, lecz w oparciu o zgromadzone doświadczenie strategiczne.

Dla tych państw rosyjski gaz nigdy nie był wyłącznie towarem handlowym. Doświadczyły już szantażu cenowego, manipulacji kontraktami, wykorzystywania infrastruktury energetycznej jako narzędzia nacisku politycznego oraz prób rozbijania europejskiej jedności za pośrednictwem poszczególnych rządów narodowych.

Ich przekaz powinien wybrzmiewać jako praktyczne ostrzeżenie: znamy już instrumenty, za pomocą których Rosja próbuje odzyskać wpływy na europejskim rynku gazu, i właśnie te instrumenty należy zneutralizować, zanim ponownie staną się elementem rzeczywistości politycznej Unii Europejskiej.

Dlaczego ryzyko jest szczególnie niebezpieczne teraz?

Ponieważ pojawia się nie w okresie potęgi Europy, lecz w okresie jej zmęczenia. Wojna się przedłuża. Część zachodnich społeczeństw odczuwa znużenie wspieraniem Ukrainy. Przemysł wskazuje na wysokie koszty energii. Zarówno prawicowi, jak i lewicowi populiści poszukują prostych odpowiedzi na złożone problemy. W Niemczech przedstawiciele opozycyjnej partii AfD otwarcie opowiadają się już za wznowieniem współpracy energetycznej z Rosją.

Ryzyko powrotu rosyjskiego gazu na rynek europejski może dziś wydawać się nierealne, ponieważ Unia Europejska realizuje politykę stopniowego odchodzenia od rosyjskich surowców energetycznych, a większość przedwojennych szlaków przesyłowych i modeli kontraktowych utraciła swoje znaczenie. Właśnie ta pozorna nieodwracalność może jednak okazać się złudna.

Moskwa nie musi dążyć do powrotu poprzez bezpośrednią decyzję polityczną o wznowieniu importu. Znacznie bardziej prawdopodobne jest stopniowe odbudowywanie kanałów wpływu za pośrednictwem postępowań sądowych, odwoływania się do długoterminowych kontraktów, wykorzystywania okresów przejściowych, uzyskiwania wyjątków dla poszczególnych państw członkowskich, argumentów dotyczących „bezpieczeństwa energetycznego” oraz nacisków ze strony środowisk przemysłowych zainteresowanych tańszym gazem.

Russia's energy giant Gazprom logo is pictured at the Saint Petersburg International Economic Forum (SPIEF) in Saint Petersburg on June 19, 2025. The 28th edition of Saint Petersburg International Economic Forum (SPIEF) takes place at the ExpoForum Convention and Exhibition Centre in Saint Petersburg on June 18-21, 2025. (Photo by Olga MALTSEVA / AFP)
Logo Gazpromu na Forum Ekonomicznym w Sankt Petersburgu, 19 czerwca 2026. Fot. Olga MALTSEVA/AFP

W tym kontekście skarga wniesiona przez Nord Stream 2 AG stanowi próbę prawnego osłabienia zakazu importu rosyjskiego gazu jeszcze przed jego pełnym wejściem w życie, a tym samym stworzenia precedensu podważającego możliwość podejmowania przez Unię Europejską strategicznych decyzji w obszarze bezpieczeństwa energetycznego większością kwalifikowaną.

Gdyby taka interpretacja zyskała choćby częściowe poparcie, przyszła polityka uniezależniania się od rosyjskich surowców stałaby się znacznie bardziej podatna na blokowanie, opóźnianie oraz wykorzystywanie instrumentów prawnych jako formy nacisku.

Rosja nie musi wracać na rynek europejski na skalę sprzed wojny, aby odzyskać wpływ polityczny. Wystarczy zachować poszczególne szlaki przesyłowe, kluczowe węzły infrastrukturalne, spółki operatorskie, mechanizmy handlowe, spory arbitrażowe, a także politycznych sojuszników, którzy w odpowiednim momencie stwierdzą: infrastruktura istnieje, kontrakty obowiązują, popyt nadal występuje – zatem należy „racjonalnie” powrócić do dostaw.

Zagrożenie nie polega wyłącznie na wolumenie importowanego gazu, lecz przede wszystkim na samym przywróceniu opcji rosyjskiej jako prawowitego elementu polityki energetycznej Unii Europejskiej.

Co należy zrobić?

Po pierwsze, zakaz importu rosyjskiego gazu powinien stać się nieodwracalny. Nie może zawierać politycznych „wyjść awaryjnych”, które będzie można otworzyć podczas kolejnego kryzysu cenowego. Europa potrzebuje bezpieczeństwa energetycznego, ale nie może ono opierać się na powrocie do dostawcy, który już udowodnił, że jest gotów wykorzystywać gaz jako broń.

Po drugie, Unia Europejska powinna zwiększyć przejrzystość kontraktów gazowych. Niezbędne jest ustalenie, które podmioty nadal pozostają związane umowami z rosyjskimi dostawcami, jakie wolumeny obejmują te kontrakty, jaki jest okres ich obowiązywania, jacy pośrednicy w nich uczestniczą oraz jakie przewidziano warunki ich rozwiązania. Bez tej wiedzy nie da się rzetelnie ocenić ani skali ryzyka, ani rzeczywistych kosztów dywersyfikacji.

Po trzecie, należy zamknąć luki umożliwiające wprowadzanie na rynek „przepakowanego” rosyjskiego gazu. Jeżeli rosyjski gaz będzie trafiał do odbiorców poprzez pośredników, mieszanie LNG, transakcje swapowe lub kraje trzecie, polityczny zakaz pozostanie jedynie zapisem na papierze.

Unia Europejska potrzebuje skutecznych mechanizmów weryfikacji pochodzenia gazu oraz odpowiedzialności za obchodzenie obowiązujących regulacji.

Po czwarte, państwa Europy Środkowej i Wschodniej powinny utworzyć koalicję na rzecz odporności energetycznej. Polska, Ukraina, kraje bałtyckie, Czechy, Rumunia, Chorwacja oraz inni partnerzy mogą koordynować rozwój infrastruktury, zdolności importowych LNG, magazynów gazu, połączeń międzysystemowych, przepływów rewersowych oraz wspólnych zakupów. Chodzi o grupę państw, które najlepiej rozumieją, że

zależność energetyczna od Rosji nie jest jedynie problemem gospodarczym, lecz zagrożeniem dla bezpieczeństwa.

Po piąte, ukraińska infrastruktura gazowa powinna zostać włączona do europejskiej architektury bezpieczeństwa energetycznego. Ukraińskie podziemne magazyny gazu, system przesyłowy, doświadczenie w zarządzaniu kryzysowym, a także przyszły potencjał produkcji biometanu i wodoru stanowią nie tylko aktywa Ukrainy, lecz również część odpowiedzi Europy na pytanie, jak funkcjonować bez rosyjskiego gazu.

Wreszcie Europa musi w sposób przekonujący wyjaśniać swoim społeczeństwom rzeczywistą cenę rosyjskich surowców energetycznych. Nie językiem abstrakcyjnych „ryzyk geopolitycznych”, lecz poprzez pokazanie realnych kosztów.

Tani gaz od państwa-agresora oznacza jedynie odroczony rachunek za bezpieczeństwo.

W 2022 roku rachunek ten już został wystawiony. Zapłaciły za niego ukraińskie miasta. Polska dokonała wcześniej wyboru, który wielu uważało za kosztowny i nadmiernie upolityczniony. Dziś decyzja ta okazuje się strategicznie słuszna. Zadaniem Europy jest nie dopuścić do tego, aby zmęczenie, strach i pokusa krótkoterminowych korzyści ponownie otworzyły drzwi, których zamknięcie kosztowało tak wiele wysiłku.

Tłumaczenie Solomiia Harbich

Oksana Ishchuk

dyrektor wykonawcza Centrum Globalistyki „Strategia XXI”, analityczka zajmująca się międzynarodowymi rynkami energetycznymi i bezpieczeństwem międzynarodowym z ponad 13-letnim doświadczeniem. W swojej pracy łączy dogłębną analizę badawczą z praktycznym zrozumieniem wyzwań związanych z bezpieczeństwem, w szczególności roli energetyki w wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz transformacji Europy.

Komentarze