Rynek w Krakowie: ślady po kulach, wywrócone stoliki, milczenie. „Nic nie będzie już takie samo”
Rynek Główny w Krakowie został otwarty po ponad dobie od tragicznych wydarzeń. Wciąż widać ślady po ucieczce, przewrócone stoliki, wybite szyby. W miejscu, gdzie zginęli ludzie, palą się znicze.
Przy ogródku kawiarnianym, z którego zwykle widać stojące przy Sukiennicach dorożki, zebrał się tłum ludzi. Podchodzę bliżej i już wiem dlaczego. To miejsce-symbol, bolesna pamiątka po tym, co działo się na Rynku Głównym zaledwie dzień temu. Na stolikach niedojedzone ciastka, niedopita kawa. Krzesła poprzewracane, jakby przed chwilą klienci uciekali przed zamachowcem.
Rynek Główny został otwarty przez policję o godz. 18 w niedzielę, prawie 30 godzin po tragicznym ataku. W sobotnie popołudnie do serca Krakowa wjechało czarne subaru, a jego kierowca – Michał O. zaczął strzelać na oślep. Zabił sześć osób, ranił 15. Później okazało się, że zanim wyruszył do Krakowa, zabił też swoją rodzinę.
Na miejscu tragedii pracowało siedmiu prokuratorów i policja, prowadząc oględziny miejsca zbrodni. Funkcjonariusze wyciągali z murów pociski. Wszystkie uliczki prowadzące do Rynku zamknięto, ogradzając wejście taśmami. Nadal na drogach wjazdowych stoją radiowozy, blokując jakikolwiek ruch samochodowy. Piesi, mimo gęstej mgły i zimna, przychodzą na Rynek chętnie. Część z nich po to, żeby zapalić znicz w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło.

Komentarze