Sąd: Fundacja musi usunąć krwawe billboardy. „Nie mogłam być obojętna na krzywdę mojego dziecka”
11-letni Franek krwawe billboardy zobaczył przy autostradzie. Od tamtej pory rozczłonkowany płód śni mu się po nocach. Chłopak bał się, że on też padnie ofiarą aborcji. Mama Franka dla OKO.press: – Sześć lat walczyłam przed sądem z Fundacją Pro-Prawo do Życia, tłumacząc, że te banery traumatyzują mi dziecko. Wygraliśmy!
— Do pana Adama Brawaty, działacza Fundacji Pro-Prawo do Życia miałam tylko jedno pytanie. Jeśli tak bardzo na sercu leży mu dobro nienarodzonych dzieci, to dlaczego tak łatwo zapomina o nich, kiedy już przyjdą na świat? Epatując brutalnymi, krwawymi obrazkami w miejscach publicznych realnie skrzywdził mojego syna. Zapewne nie tylko jego. O co więc toczy ten bój? — mówi nam Agnieszka Kossowska, mama 17-letniego Franka, chłopca z niepełnosprawnością sprzężoną, w stopniu znacznym.
Dodaje: — Pan Brawata nie przyszedł jednak na ogłoszenie wyroku. Zresztą: widziałam go może raz czy dwa. A walczyliśmy w sądzie sześć lat. Trudno o lepszy przykład ignorancji wobec matki dziecka z niepełnosprawnością.
3 sierpnia Sąd Okręgowy we Wrocławiu nakazał antyaborcyjnej fundacji Pro-Prawo do Życia zdjęcie dwóch billboardów ze zdjęciami zakrwawionych płodów ludzkich, które ustawili przy autostradzie między Opolem a Wrocławiem. Sędzia Anna Strzebinczyk-Stembalska wydała zakaz umieszczania tam podobnych plakatów w przyszłości oraz zasądziła 50 tysięcy złotych odszkodowania 17-letniemu dziś Frankowi Kossowskiemu.

Komentarze