Prawa autorskie: Grzegorz Dabrowski / Agencja Wyborcza.plGrzegorz Dabrowski /...
31 marca 2022

Sąd: wywiezienie Afgańczyków do lasu niehumanitarne i niezgodne z prawem. Miażdżące uzasadnienie

Sąd uznał, że Straż Graniczna zatrzymując i wywożąc trójkę Afgańczyków do lasu na granicy polsko-białoruskiej złamała prawo. Uzasadnienie sądu nie zostawiło suchej nitki na SG. Jednak od orzeczenia sądu do zmiany sytuacji na polsko-białoruskiej granicy droga daleka. A ludzie cały czas są wywożeni na druty

Po raz pierwszy w Polsce sąd orzekł, że push-backi są nielegalne. Uznał „niezasadność, nielegalność i nieprawidłowość zatrzymania cudzoziemców (…) dokonanego w dniu 29/30.08.2021 r. przez funkcjonariuszy Placówki Straży Granicznej w Narewce”.

Chodzi o trzech Afgańczyków, którzy wyraźnie prosili o ochronę międzynarodową, a zostali wywiezieni i porzuceni w Puszczy Białowieskiej, tuż przy granicy z Białorusią. Losy mężczyzn opisywaliśmy w OKO.press w sierpniu 2021 roku, a później w marcu 2022 roku w reportażu Doroty Borodaj.

Trzech uchodźców z Afganistanu, Ahmed, Rashid i Hamid (jedno imię zmienione – red.), zostało znalezionych 29 sierpnia w Pasiekach, woj. podlaskie, ok. 5 km od granicy z Białorusią.

Jak pisaliśmy w sierpniu, uchodźców spotkała osoba przebywająca w miejscowości na wakacjach. Po krótkiej rozmowie skontaktowała się z działającymi w pobliżu granicy aktywistami broniącymi praw człowieka. Wzięła też od mężczyzn pełnomocnictwo dla prawnika Tadeusza Kołodzieja z Fundacji Ocalenie.

Na miejsce przyjechała Straż Graniczna, a uchodźcy wyraźnie poprosili funkcjonariuszy o ochronę międzynarodową. Moment ten został nagrany telefonem przez osobę, która znalazła Afgańczyków.

W dalszym toku postępowania Straż Graniczna przewiozła Afgańczyków do placówki w Narewce, gdzie powinna rozpocząć się procedura azylowa. Reprezentujący Afgańczyków Tadeusz Kołodziej nie został jednak dopuszczony do swoich klientów, tak jak miało to wielokrotnie miejsce w innych przypadkach, o których również informowaliśmy na łamach OKO.press. To już stała praktyka stosowana przez Straż Graniczną.

Tadeuszowi Kołodziejowi towarzyszyła wówczas Aleksandra Chrzanowska, członkini zarządu Stowarzyszenia Interwencji Prawnej:

„Nie wiemy, ile dokładnie czasu ci ludzie spędzili w placówce w Narewce i co dokładnie się tam wydarzyło. Ale między pierwszą a drugą w nocy, zadzwonili do osoby, która ich znalazła, i poinformowali, że zostali wywiezieni do lasu. Mieli być dość brutalnie wypychani kolbami przez funkcjonariuszy na drugą stronę. I tam pozostawieni. W środku nocy, w lesie” – mówiła w sierpniu OKO.press Chrzanowska.

Wydane 28 marca, a upublicznione dziś (31 marca) uzasadnienie decyzji Sądu w Hajnówce potwierdza to, co pisaliśmy już w sierpniu. Potwierdza też to, co od miesięcy mówią obecni na granicy polsko-białoruskiej działacze na rzecz praw człowieka, na co wskazuje w rozmowie z nami Małgorzata Jaźwińska, prawniczka SIP–u.

„Sąd potwierdził to, co prawnicy, aktywiści i RPO mówią od miesięcy, czyli że nie można w środku nocy wywozić ludzi do lasu i przepychać ich przez granicę, bo jest to i nielegalne, i niehumanitarne. A rozporządzenie, na które tak chętnie powołuje się Straż Graniczna jest wydane w sposób nieprawidłowy i tym samym nie może być stosowane, co sędzia podkreśliła w swoim uzasadnieniu” – tłumaczy Jaźwińska.

"Poza zasięgiem kamer"

Sąd w Hajnówce bardzo szczegółowo uzasadnił swoją decyzję, omawiając działania Straży Granicznej. Pełna treść uzasadnienia wydanego przez Sąd Rejonowy w Bielsku Podlaskim VII Zamiejscowy Wydział Karny w Hajnówce dostępna jest na stronie SIP.

Sąd przede wszystkim wskazał, że do zatrzymania doszło – Straż Graniczna bowiem przekonywała, że było inaczej. Twierdziła, że było to jedynie czasowe ograniczenie swobody przemieszczania się. W związku z czym można było nie sporządzać żadnej dokumentacji z wykonywanych czynności.

Straż Graniczna powoływała się w tym miejscu na przepisy Rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 20 sierpnia 2021 roku, które zmieniają rozporządzenie w sprawie czasowego zawieszenia lub ograniczenia ruchu granicznego na określonych przejściach granicznych.

Wielokrotnie pisaliśmy o tym rozporządzeniu, wskazując, że łamie prawo międzynarodowe, jak choćby postanowienia Konwencji Genewskiej. Rozporządzenie łamało także ówczesne prawo polskie, w tym prawo azylowe i prawo o procedurach powrotowych. Jako takie, rozporządzenie nie powinno być w ogóle stosowane.

W październiku 2021 przyjęto ustawę o wywózkach - według prawników sprzeczną m.in. z Konwencją Genewską i Konstytucją RP.

Komendant Placówki Straży Granicznej w Narewce w piśmie przesłanym do sądu przyznał, że Afgańczycy zostali przewiezieni do Placówki SG w Narewce. Mieli tam otrzymać posiłek oraz rzekomo mogli odpocząć. Następnie, w nocy, zostali przewiezieni na granicę polsko-białoruską.

Komendant podkreślił też, że nie posiadał żadnych informacji odnośnie wyrażonej woli o złożenie wniosku o udzielenie ochrony międzynarodowej przez Afgańczyków.

Sąd tym wyjaśnieniom nie dał wiary.

"W żadnej mierze nie można nazwać postępowania funkcjonariuszy Straży Granicznej jako „czasowego ograniczenia swobody przemieszczania się” – czytamy w uzasadnieniu.

Dlaczego?

„Świadczą o tym czynności jakie wykonywali funkcjonariusze Straży Granicznej - przewiezienie pod eskortą cudzoziemców do Placówki SG w Narewce, następnie zamknięcie ich w pomieszczeniach dla osób zatrzymanych na kilka godzin, pilnowanie ich, brak możliwości swobodnego dysponowania swoją osobą w tym opuszczenia placówki – czynności te odpowiadają zatrzymaniu” – argumentuje sąd.

„Faktycznie zatrzymanie na celu miało wywiezienie cudzoziemców na granicę polsko-białoruską w nocy – poza zasięgiem wzroku osób postronnych czy kamer dziennikarzy” – stwierdza dobitnie sąd.

Dodaje, że wywiezienie grupy osób w środku nocy, w głąb ścisłego rezerwatu przyrody, bez odpowiedniego ekwipunku było wysoce niehumanitarne, a także niezgodne z prawem i niezasadne”.

„Byłoby zasadne gdyby wdrożono od razu procedury z ustawy o cudzoziemcach (a były ku temu podstawy – cudzoziemcy przekroczyli bowiem granicę wbrew przepisom i nie posiadali polskiej wizy) lub w trybie ustawy o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej – gdyby przyjęto od cudzoziemców wnioski w tym zakresie zgodnie z ich wolą” – stwierdza sąd.

Sąd odrzucił też zasadność powoływania się na rozporządzenie powrotowe, przychylając się do argumentacji pełnomocnika Afgańczyków.

„Rozporządzenie MSWiA zostało wydane z przekroczeniem ustawowego upoważnienia i jako takie nie powinno być stosowane” – ocenił sąd i jednocześnie wskazał, że rozporządzenie powrotowe nie może ograniczać prawa do składania wniosku o ochronę międzynarodową.

„W aktach sprawy znajdują się bowiem nagrania z udziałem skarżących, w których w języku angielskim wnoszą o udzielenie im takiej ochrony” – wskazał sąd i podkreślił, że „skoro cudzoziemcy deklarowali taką wolę, to należało im umożliwić złożenie stosownych wniosków w tym zakresie, tym bardziej że była taka możliwość po przewiezieniu ich do placówki Straży Granicznej w Narewce”.

Dodatkowo sąd nadmienił, że kilka dni później cudzoziemcom, po kolejnej próbie przekroczenia granicy, udało się złożyć wnioski, które są obecnie rozpatrywane. Z reportażu Doroty Borodaj wiemy, że Afgańczycy przeszli przez ośrodek zamknięty w Wędrzynie, gdzie wraz z innymi rozpoczęli strajk głodowy.

Borodaj przytaczała szczegółowe relacje mężczyzn z ośrodka. Przeczytaj cały reportaż:

Sąd nie pozwala na zastraszanie aktywistów

To nie pierwsza taka decyzja sądu w Hajnówce. W ostatnim tygodniu ten sam sąd nie zgodził się na areszt tymczasowy dla zatrzymanych aktywistów. Również w tym przypadku prokurator wysunął zarzuty organizowania nielegalnego przekroczenia granicy, za co grozi osiem lat więzienia. Decyzją sądu czteroosobowa grupa aktywistów została zwolniona. Podobne stanowisko zajął sąd w Sokółce, który zwolnił działaczkę Klubu Inteligencji Katolickiej.

„Takie działanie wobec aktywistów mają na celu zastraszanie i utrudnianie niesienia najbardziej podstawowej pomocy humanitarnej. Zwalniając zatrzymanych aktywistów do domu, sąd dał do zrozumienia, że Straż Graniczna nie może się tak zachowywać” – komentuje Jaźwińska.

„Dotychczas było to słowo aktywistów przeciwko słowu funkcjonariuszy Straży Granicznej – teraz jest słowo sądu, który miał możliwość obiektywnego zbadania wszystkich argumentów i dowodów przedstawionych przez obydwie strony i orzekł, że push-backi są nielegalne" – dodaje odnosząc się już do ostatniej decyzji sądu.

Tyle, że to zwycięstwo dla obrońców praw człowieka – jak na tę chwilę przynajmniej – ma wymiar moralny i etyczny, a w praktyce zmienia niewiele.

W chwili, gdy piszemy te słowa, wiemy o dwunastu osobach, które nadal koczują tuż przy granicy z Polską. Według ostatnich doniesień, jakie do nas dotarły, grupa prosi o wezwanie pogotowia do ciężarnej kobiety, która jest w złym stanie.

To iraccy Kurdowie, którzy przekroczyli granicę z Polską w ubiegłym tygodniu idąc w 18-osobowej grupie.

View post on Facebook

Udzielająca wówczas grupie pomocy lekarka Paulina Bownik alarmowała, że w grupie był 20-letni, całkowicie sparaliżowany mężczyzna, który do Polski był niesiony na noszach, a także niepełnosprawny intelektualnie chłopiec, dziewczynka z chorobą nerek oraz kobieta w trzecim miesiącu ciąży z krwiomoczem. Po zatrzymaniu przez Straż Graniczną, część z tych osób została wywieziona na granicę z Białorusią.

Podczas zwołanej w ostatni weekend przez aktywistów konferencji prasowej Paulina Bownik ujawniła treść wiadomości, jaką otrzymała już po wywózce od tej grupy.

„Nie mamy wody i jest nam bardzo zimno. Do Polski szliśmy 10 km, aresztowali (Straż Graniczna – red.) nas. Prosiliśmy – nie deportujcie nas do Białorusi, jesteśmy zmęczeni, nasze dzieci chorują. Powiedzieli, że zawiozą nas do obozu, ale nas nie zawieźli. Boimy się o swoje życie i życie naszych dzieci. Potrzebujemy natychmiastowej pomocy. Jesteśmy uwięzieni między drutami, czy ktoś może nas stąd zabrać? Błagamy was!”

W związku z tymi doniesieniami aktywiści postanowili złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy polskiej Straży Granicznej z placówki w Narewce.

Czy wobec takich, a nie innych decyzji sądu w Hajnówce oraz doniesień do prokuratury, możemy liczyć, że sytuacja na polsko–białoruskiej granicy się zmieni?

Jaźwińska uważa, że tak, ale pod warunkiem, że Polska byłaby demokratycznym państwem prawa. Komentując decyzję sądu w sprawie Afgańczyków naświetla ścieżkę dalszego postępowania.

"Sąd teraz informuje prokuraturę oraz organ nadzorujący jednostkę Straży Granicznej, że funkcjonariusze siłowi nadużyli swojego prawa, a to powinno pociągnąć za sobą realne konsekwencje, prawne i dyscyplinarne wobec osób, które w sposób oczywisty działały w sprzeczności z prawem, czego jako funkcjonariusze publiczni nie powinni robić"

"Natomiast żyjemy w takim państwie, w jakim żyjemy" – kwituje Jaźwińska i dodaje, że brak reakcji ze strony prokuratora w takich sytuacjach daje przedstawicielom służb mundurowych duże poczucie bezkarności, co mogliśmy obserwować także w przypadku wyroków sądu w sprawie bezprawnych zatrzymań przez policję, np. podczas protestów.

Jest jednak światełko w tunelu. Jaźwińska nie wyklucza bowiem złożenia w imieniu poszkodowanych wniosku o odszkodowanie za bezprawne zatrzymanie oraz wywózkę.

"Informacje o tym, że funkcjonariusze Straży Granicznej działają w sposób niedopuszczalny są przez polskie władze ignorowane. Ciekawe, czy tak samo będą ignorowane kolejne pozwy o zadośćuczynienie i wypłatę odszkodowań?".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne