0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Patryk Ogorzalek / Agencja Wyborcza.plFot. Patryk Ogorzale...

Prawomocne orzeczenie ws. tymczasowego aresztu dla byłego ministra sprawiedliwości stołeczny sąd wydał w środę, 1 lipca 2026 roku, po godzinie 19. Sąd zgodził się, by Zbigniew Ziobro trafił do aresztu w związku z zarzutami, które chce mu postawić Prokuratura Krajowa, głównie za aferę Funduszu Sprawiedliwości.

Posiedzenie sądu w tej sprawie trwało cały dzień. Obrońcy Ziobry, w tym adwokat Bartosz Lewandowski, składali liczne wnioski formalne, których celem było odroczenie posiedzenia. Najpierw składali wnioski o wyłączenie ze składu orzekającego poszczególnych sędziów.

Ale sąd na takie wnioski był przygotowany. Był sędzia dyżurny, który od ręki je rozpoznawał. I oddalił wnioski jako bezzasadne.

Obrońcy chcieli też, by zadać pytania prawne do Sądu Najwyższego i Trybunału Sprawiedliwości UE, ale te wnioski też nie chwyciły. W ostateczności złożyli wniosek o wyłączenie ze sprawy całego składu orzekającego. Ale też został on oddalony. W efekcie wieczorem sąd oddalił zażalenie obrony na decyzję Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa z lutego 2026 roku, w którym orzeczono o zastosowanie tymczasowego aresztu wobec Ziobry. I utrzymał tę decyzję w mocy.

O tym, dlaczego sąd okręgowy utrzymał areszt poinformowała rzecznik sądu, sędzia Anna Ptaszek. Mówiła, że zażalenie sąd orzekł, że są spełnione wszystkie przesłanki do zastosowania aresztu.

Przeczytaj także:

Prokuratura Krajowa uprawdopodobniła w dużym stopniu popełnienie czynów w przypadku najważniejszych zarzutów dotyczących afery Funduszu Sprawiedliwości, mówiła sędzia Ptaszek.

— Sąd nie decydował o winie. A jedynie ocenił, czy materiał dowodowy, który zgromadził prokurator, jest mocny i uzasadnia areszt. I sąd uznał, że są spełnione wszystkie przesłanki do aresztu. Jest obawa matactwa, zagrożenia surową karą oraz przesłanka ucieczki i ukrywania się. Areszt jest zasadny i uprawniony — powiedziała sędzia Ptaszek.

Mówiła też, że sąd uznał, że sprawstwo Ziobry co do kilku czynów nie jest uprawdopodobnione w stopniu dużym, ale są to zarzuty mniejszej wagi.

Teraz ekstradycja

Teraz minister sprawiedliwości Waldemar Żurek będzie mógł wystąpić o ekstradycję Zbigniewa Ziobry z USA, gdzie były minister wyjechał na kilka godzin przed zaprzysiężeniem nowego premiera Węgier, Petera Magyara.

Magyar zapowiadał szybkie wydanie Polsce Ziobry, który dostał na Węgrzech azyl polityczny od prorosyjskiego rządu Viktora Orbána. Ziobro do Budapesztu wyjechał pod koniec 2025 roku, by ukryć się przed zarzutami i zatrzymaniem, w związku ze śledztwem ws. afery Funduszu Sprawiedliwości.

Prawomocna zgoda sądu na tymczasowy areszt jest wymagana, by móc złożyć wniosek do USA o ekstradycję byłego ministra.

Najnowsze orzeczenie sądu przyspieszy też rozpoznanie innego wniosku Prokuratury Krajowej o wydanie europejskiego nakazu aresztowania (ENA) za Ziobrą. Ten wniosek prokuratura złożyła jeszcze w lutym 2026 roku. Ale do dziś nie został rozpoznany, bo sędzia czekała na rozpoznanie zażalenia obrońców Ziobry, którzy chcieli zawieszenia tej sprawy do czasu wydania prawomocnej zgody na areszt. Sędzia nie musiała na to czekać, bo decyzję ws. ENA wydaje się szybko – co miało na przykład miejsce w przypadku innego zbiega PiS, byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego.

Sędzia zajmujące się wnioskiem o ENA za Ziobrą została jednak wyłączona ze sprawy. Okazało się, że jest współwłaścicielką akcji powiązanej z PiS Telewizji Republika, której Ziobro został amerykańskim komentatorem. Ostatecznie brak ENA pomógł w wyjeździe Ziobry do USA (wpuszczenie go do Ameryki było polityczną decyzją administracji Donalda Trumpa).

Do sprawy ENA przez Sąd Okręgowy w Warszawie został wyznaczony nowy sędzia, ale on też do dziś nie wydał decyzji, bo czekał na zwrot akt sprawy z Sądu Apelacyjnego w Warszawie (ma rozpoznać zażalenie obrońców na odmowę zawieszenia tej sprawy). Sąd apelacyjny akt jeszcze nie zwrócił, bo cały czas ze sprawy wyłączani są kolejni neo-sędziowie.

Sąd Okręgowy w Warszawie nie musi już czekać na zwrot akt tej sprawy. Wniosek obrońców o zawieszenie ENA jest już bezprzedmiotowy, wszak sąd właśnie wydał ostateczną decyzję o areszcie.

Prokuratura nie może być do końca pewna, czy sąd wystawi ENA za Ziobrą. Zgodnie z formalnymi procedurami ENA sąd poprosił o informację, czy Ziobro przebywa na terenie UE. Jednak orzecznictwo sądów w takich sprawach nie wymaga obecności poszukiwanego na terenie Unii. Wystarczy, że prokuratura wykaże, że przebywał tu wcześniej lub że ma związki z UE. Na przykład posiada nieruchomości na terenie UE i może w każdej chwili się tam pojawić.

W związku z aferą Funduszu Sprawiedliwości poszukiwany jest też wspomniany wyżej były wiceminister Romanowski. On też ukrywał się na Węgrzech i uciekł stamtąd, gdy Magyar zaczął przejmować władzę. Spekuluje się, że Romanowski może ukrywać się w Serbii. Ale to tylko jedna z hipotez.

W sprawie Romanowskiego też jest prawomocna decyzja sądu o zgodzie na jego aresztowanie. Jest też wystawione ENA. Jego obrońcy w ostatnim czasie wystąpili o jego uchylenie, przekonując, że Romanowskiego nie ma na terenie UE. Powołują się na publikacje prasowe, które są jednak tylko spekulacjami.

Prokurator Piotr Woźniak z Prokuratury Krajowej, prowadzi śledztwo ws. afery Funduszu Sprawiedliwości. Ostateczna zgoda Sądu Okręgowego na areszt dla Ziobry to jego sukces. Fot. Robert Kowalewski/Agencja Wyborcza.pl.

26 zarzutów prokuratury dla Ziobry

Prokuratura Krajowa chce postawić Zbigniewowi Ziobrze 26 zarzutów, głównie za aferę Funduszu Sprawiedliwości. Przypisuje mu się sprawstwo kierownicze i główną odpowiedzialność za to, co się działo w Funduszu.

Prokuratura zarzuca mu wręcz, że stał na czele zorganizowanej grupy przestępczej. Bo sam często decydował, kto ma wygrać dany konkurs. Nie dopełnił też nadzoru nad Funduszem jako minister sprawiedliwości.

Najmocniejsze są zarzuty związane z blisko 100 mln zł dotacji dla księdza Michała O. z Fundacji Profeto na centrum medialne. Mocne są też informacje o limitach wydatków z Funduszu dla polityków Suwerennej Polski w związku z prowadzeniem kampanii wyborczej w 2023 roku.

Prokuratura twardo obstaje przy tym, że Zbigniew Ziobro miał świadomość tego, co działo się w Funduszu Sprawiedliwości. I sam podejmował najważniejsze decyzje. Ma na to dokumenty, zabezpieczone nośniki elektroniczne i zeznania świadków, w tym tego najważniejszego – Tomasza Mraza.

Dotacje przydzielano nawet po przegranych przez PiS wyborach w 2023 roku. Robił to Romanowski, który według prokuratury przez pewien okres nawet nie miał do tego upoważnienia.

Prokuratura ma też zeznania znanego prawnika Waldemara G., który za czasów PiS pisał na zlecenie resortu Ziobry opinie prawne. Zeznał on, że zwrócił się do niego proboszcz jednej z parafii, który szukał dofinansowania z Funduszu Sprawiedliwości.

W tym celu spotkał się on z Romanowskim, który miał powiedzieć, że decyzje o podziale środków z Funduszu podejmuje Ziobro. Potem G. spotkał się z Ziobro, który miał to potwierdzić, ale szczegóły miał ustalić z Romanowskim. Bo on tylko akceptuje podział środków.

Za aferę Funduszu Sprawiedliwości zarzuty dostali jeszcze poseł PiS Dariusz Matecki (niedawno zaczął się jego proces) i były wiceminister sprawiedliwości Michał Woś, który przekazał miliony z Funduszu Sprawiedliwości na zakup Pegasusa.

Dla przyjaciół Zibi

OKO.press opisywało te zarzuty, gdy prokuratura wystąpiła do Sejmu o uchylenie immunitetu Ziobrze.

Z wniosku prokuratury wynika, że ksiądz Michał O. z Fundacji Profeto – w jego sprawie akt oskarżenia trafił już do sądu i trwa proces – miał szczególne względy w resorcie Ziobry.

Pozycja księdza O. wynikała z tego, że poprzez Fundację Profeto politycy Suwerennej Polski chcieli stworzyć swoje centrum medialne, coś na kształt nowej TV Trwam o. Rydzyka. Oficjalnie placówka Fundacji w Warszawie miała zajmować się pomocą osobom pokrzywdzonym przestępstwami.

Wniosek Profeto nie spełniał wymogów formalnych i pierwotnie Tomasz Mraz ocenił go negatywnie. Ówczesna dyrektorka Funduszu kazała mu go poprawić tak, by Fundacja dostała dotację. Ostatecznie przyznano jej blisko 100 mln zł.

Prokuratura twierdzi, że ksiądz O. był preferencyjnie traktowany przez resort Ziobry. Przed konkursem i w jego trakcie był 36 razy w ministerstwie, co potwierdza m.in. księga wejść do resortu. Spotykał się z Ziobrą oraz z Romanowskim.

Romanowski, który bezpośrednio odpowiadał za Fundusz, pośredniczył nawet w zakupie działki pod ośrodek. Wskazał pośrednika nieruchomości, który pomógł księdzu w znalezieniu działki na obrzeżach stołecznego Wilanowa. Działo się to rok przed ogłoszeniem konkursu, w którym Profeto dostała dotację.

Zdaniem prokuratury ksiądz O. cieszył się względami u Ziobry co najmniej od 2016 roku. Wtedy złożył pismo w resorcie z adnotacją: „Koperta do rąk własnych Pana Michała Woś, Pan min. Łukasz Piebiak. Przekazuję z polecenia p. min. Z. Ziobro z prośbą o analizę sprawy i rozmowę” [pisownia oryginalna – red.]

Ksiądz telefon do Ziobry miał zapisany jako „Zibi” i „Zibi old”.

Miał też telefony do Wosia, Michała Wójcika, czy ówczesnych prokuratorów krajowych Bogdana Święczkowskiego i Dariusza Barskiego. W swoim kalendarzu zapisał „chrzest u Ziobrów” w listopadzie 2016 roku.

Po co Fundacja chciała budować centrum medialne? Zdaniem prokuratury politycy partii Ziobry chcieli mieć swoje media. W TVP Jacek Kurski wprowadził na nich embargo. W tym celu Fundusz Sprawiedliwości zawierał też z mediami umowy na reklamowanie swojej działalności, co łączono z promocją resortu Ziobry. Liczono też na przychylność tych mediów.

Najwięcej zarobił w ten sposób portal WP.pl. Tomasz Mraz zeznał: „Często listy mediów, z którymi mają być zawarte umowy, dostarczali Darek Matecki, Marcin Warchoł, Michał Woś, Michał Wójcik”.

Z Funduszu poszły też środki na założenie lokalnych portali, które miały promować polityków partii Ziobry. Zarzuty w tej sprawie ma m.in. Matecki. O portalach rozmawiano w domu Ziobry w Jeruzalu pod Skierniewicami.

Były wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski. Ukrywa się przed zarzutami za aferę Funduszu Sprawiedliwości. Fot. Robert Kowalewski/Agencja Wyborcza.pl.

Miliony na promocję ludzi Ziobry ze środków Funduszu Sprawiedliwości

We wniosku do Sejmu o uchylenie immunitetu Ziobry prokuratura zarzuca też byłemu ministrowi i jego ludziom rozdysponowanie dotacji z Funduszu dla poszczególnych polityków Suwerennej Polski. Szły one na zakup wozów strażackich, czy sprzętu dla kół gospodyń wiejskich, szpitali i szkół wyższych. A potem politycy partii Ziobry mogli się promować w gminach ze swojego okręgu na tle tego przekazywanego sprzętu.

Za te sprawy formalnych zarzutów prokuratura jednak nie stawia. Decyzje o takich dotacjach były uznaniowe. Nie było konkursów. Ale pokazuje to, że miliony z Funduszu szły na promocję polityków partii Ziobry i ich kampanię wyborczą. O tym, by tego nie robić, ostrzegał w liście do Ziobry prezes PiS Jarosław Kaczyński. Ten jednak list zignorował.

Mraz zeznał: „Członkowie Solidarnej Polski [partia zmieniła potem nazwę na Suwerenna Polska – red.] na każdy okręg wyborczy posiadali limit środków, który mogli wykorzystać na pomoc strażakom lub szpitalom. Wysyłali oni sms-em ministrowi Romanowskiemu informacje na temat gmin, które miały otrzymać środki. Politycy często zabiegali o głosy w zbliżających się wyborach w ten sposób”.

Limit wydatków na jeden okręg miał wynosić 1 milion złotych. Ale Mraz zeznał, że gdy Marcin Warchoł startował w wyborach na prezydenta Rzeszowa, miał mieć ekstra limit 2 miliony złotych.

Wnioski o dotacje szły drogą formalną lub trafiały bezpośrednio do osób odpowiedzialnych za Fundusz Sprawiedliwości. Zdarzało się, że Fundusz kontaktował się z daną gminą, by pomóc jej złożyć wniosek. Mraz: „Według mnie najczęściej to nie same gminy były zainteresowane otrzymaniem dotacji, ale w pierwszej kolejności kontaktowali się z nimi pełnomocnicy SolPolu [skrót nazwy partii Ziobry – red.]”.

Wniosek o dotację w takim trybie nie był nawet dostępny na stronie Funduszu. Mraz: „To pełnomocnicy w okręgach wyborczych zgłaszali się do gmin z ofertą dofinansowania z Funduszu [...] te dofinansowania miały tak naprawdę na celu być platformą windującą ich poparcie w danym okręgu”.

Kryterium wyboru gminy do wsparcia miała być liczba głosów oddanych na polityka partii Ziobry w poprzednich wyborach lub relacje z wójtem albo burmistrzem.

Według Mraza limity wydatków z Funduszu w tym trybie przed wyborami w 2023 roku miało mieć ok. 50 osób, w tym: Ziobro, Matecki, Woś, Warchoł, Wójcik, Edward Siarka, Mariusz Gosek, Beata Kempa, czy Patryk Jaki.

Słowa Mraza potwierdza zabezpieczona dokumentacja elektroniczna. Prokuratura ma „Ewidencję podziału”, w której jest tabela z kolumnami – numer okręgu, siedziba okręgu, imię i nazwisko, liczba podpisów, jakość struktur, propozycja podziału, zrealizowano, zamrożone, zwiększone.

W tabeli są dane 54 osób, do których przypisano kwoty. I tak na przykład:

  • Romanowski, kandydujący do parlamentu z Chełma, z kwoty 2 mln złotych wykorzystał 805 tysięcy.
  • Woś, który kandydował z Rybnika, z kwoty 2 mln złotych wykorzystał 1,8 mln.
  • Matecki, który kandydował ze Szczecina, z przyznanej kwoty 1,4 mln złotych wydał 1,1 mln.

W sumie do podziału na wydatki z Funduszu Sprawiedliwości politycy przyznali sobie 54,2 mln złotych! W tabeli zaś zapisano, że wydano 40,7 mln (stan na połowę lipca 2023 roku). Dane te potwierdził jeden ze świadków, pracownik ministerstwa.

W sumie na okręgi, z których kandydowali politycy partii Ziobry, wydano w formie dotacji z Funduszu Sprawiedliwości 200 milionów złotych.

Łysyu mężczyzna w okulrach trzma w ręku telefon komórkowy, Dariusz Matecki
Poseł PiS Dariusz Matecki jest już oskarżony wz. z aferą Funduszu Sprawiedliwości. Niedawno zaczął się jego proces. Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Wyborcza.pl.
Na zdjęciu Mariusz Jałoszewski
Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze