0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: FOT. MARCIN WOJCIECHOWSKI / Agencja Wyborcza.plFOT. MARCIN WOJCIECH...

Sala, w której odbywają się komisje sejmowe, była wypełniona do tego stopnia, że dla spóźnialskich parlamentarzystów brakowało krzeseł. W piątek 30 stycznia obradowała nadzwyczajna komisja ds. ochrony zwierząt, na którą poza posłami i posłankami przyszły organizacje prozwierzęce i celebrytki – a za nimi media.

Podczas obrad przemawiały piosenkarka Doda, która od początku stycznia nagłaśnia nieprawidłowości w schroniskach, i znana z telewizji oraz social mediów Małgorzata Rozenek-Majdan. Schroniska, i to, w jaki sposób przetrzymywane są tam zwierzęta, stały się tematem dla osób z medialnego świecznika. Doda spotkała się w tej sprawie z ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem i prezydentem Karolem Nawrockim.

Popularne gwiazdy mówią dziś o tym, o czym organizacje społeczne krzyczą od lat: potrzebujemy przepisów, które pozwolą odpowiednio chronić bezdomne zwierzęta i wyeliminują patologie w schroniskach.

„Mamy prawo, mamy przepisy, które dotyczą funkcjonowania schronisk” – odbijał te argumenty podczas posiedzenia komisji wiceminister rolnictwa Jacek Czerniak (Lewica). „Według przepisów, opieka nad zwierzętami bezdomnymi to zadanie gminy, ale prezydent, burmistrz czy wójt może powierzyć je podmiotom gospodarczym. Rolą gminy jest dopilnowanie, że ta umowa ma być realizowana” – podkreślał.

Przykład schroniska w Sobolewie, które zostało zamknięte 24 stycznia, pokazuje jednak, że gminy nie zawsze się z tych obowiązków wywiązują. Opisywaliśmy to w OKO.press:

Przeczytaj także:

Rozmowa na temat tego, co powinno zmienić się w przepisach – w dalszej części tego tekstu.

Schroniska z nieprawidłowościami

„Podjąłem decyzję o rozszerzeniu kontroli w Sobolewie na cały okres działania tego schroniska” – podkreślał na obradach komisji Główny Lekarz Weterynarii Paweł Meyer. Dodał, że kontroli zostanie poddany zarówno powiatowy inspektorat weterynarii w Garwolinie, który nadzorował Sobolew, jak i jego wojewódzki zwierzchnik.

„Podjąłem również decyzję o przeprowadzeniu audytu systemowego nadzoru powiatowych lekarzy weterynarii nad schroniskami. To będzie pierwszy taki audyt w kraju. MSWiA wydało polecenie wojewodom, żeby były przeprowadzone kontrole schronisk przede wszystkim w zakresie przygotowania do warunków meteorologicznych. Z informacji, które posiadamy, te kontrole są realizowane” – mówił.

Główny Lekarz Weterynarii wliczył, że w 2026 roku powiatowi lekarze weterynarii w całej Polsce przeprowadzili 380 kontroli w schroniskach, a wojewódzcy – 29. W 49 przypadkach stwierdzono nieprawidłowości – zamarzniętą wodę w miskach, niewłaściwe ocieplenie bud, niską temperaturę w pomieszczeniach, niewłaściwie prowadzoną dokumentację, uchybienia w zakresie szczepień i profilaktyki.

Jak podkreślił, jeśli schronisko nie usuwa nieprawidłowości, trzeba je zamknąć lub zawiesić jego działalność. Takie decyzje podjęto w sześciu przypadkach.

Setki tysięcy podpisów

„To się nie dzieje od wczoraj” – mówił poseł Lewicy Łukasz Litewka. „W 2024 roku co drugie schronisko nie spełniało wymogów” – dodał. Posłanki, posłowie, celebrytki i organizacje mówili jednym głosem: potrzebujemy zmian.

„Obligatoryjny wolontariat w schroniskach, ustalona stawka dzienna, którą gmina płaci za psa, zakaz wywozu psów do odległych schronisk, system informacji o schroniskach dla zwierząt – tego potrzebujemy” – mówiła posłanka KO Katarzyna Piekarska.

Po komisji Doda uruchomiła internetową zbiórkę podpisów pod petycją do rządu, parlamentarzystów i prezydenta, apelując o obowiązkową kastrację i czipowanie psów czy wyższe kary za znęcanie się nad zwierzętami. Do momentu publikacji tego tekstu petycję podpisało ponad 136 tys. osób.

Przypomnijmy, że w 2024 roku pod obywatelskim projektem ustawy „Stop Łańcuchom, Pseudohodowlom i Bezdomności Zwierząt” podpisało się ponad 500 tysięcy osób, dzięki czemu trafił do Sejmu. Posłowie i posłanki mają się nim zająć w najbliższych tygodniach.

My pytamy jedną z autorek projektu – adwokatkę Sarę Balcerowicz – o to, jakich zmian potrzebujemy, żeby nie dochodziło do krzywdy zwierząt w schroniskach.

Schronisko 400 km od gminy

Katarzyna Kojzar, OKO.press: Jakie rozwiązania dotyczące schronisk znalazły się w projekcie?

Sara Balcerowicz, prawniczka, przewodnicząca komitetu inicjatywy ustawodawczej „Stop łańcuchom, Pseudohodowlom i Bezdomności Zwierząt”: Chcemy przede wszystkim doprecyzować obowiązki gmin. Obecnie obowiązkiem gminy jest zapobieganie bezdomności i opieka nad bezdomnymi zwierzętami. Za realizację programu opieki odpowiada prezydent, burmistrz lub wójt i na tym w zasadzie kończą się regulacje.

Praktyka pokazuje, że jeżeli gmina nie ma swojego schroniska jako jednostki budżetowej i zawiera umowę z prywatnym podmiotem, to cała opieka nad bezdomnymi zwierzętami ogranicza się właśnie do zawarcia tej umowy. Rzadko są prowadzone kontrole w tych schroniskach – a jeśli już, to pozorne i dokonywane przez ludzi, którzy nie mają wiedzy i doświadczenia do oceny warunków w takich miejscach.

Dlatego proponujemy, żeby wprowadzić obowiązek kontrolowania schroniska nie rzadziej niż co pół roku, w obecności osoby, która ma wiedzę i doświadczenie. W sytuacji, w której okazałoby się, że podmiot nie wywiązuje się należycie ze swoich zadań, gmina może umowę z nim zerwać. Po drugie, chcemy uściślić, z jakimi podmiotami gmina może zawierać umowy.

Dzisiaj panuje wolna amerykanka – gmina z, dajmy na to, województwa zachodniopomorskiego, może podpisać umowę ze schroniskiem na Podkarpaciu. Nie ma żadnych ograniczeń w tej sprawie.

Moja praktyka pokazuje, że są gminy, które potrafią zawierać umowy ze schroniskami oddalonymi na przykład o 400 kilometrów. W takim wypadku kontrolowanie schroniska przez gminę jest niemożliwe, a przede wszystkim niemożliwe jest szybkie odłowienie zwierzęcia. Bo jeżeli gmina ma zgłoszenie, że jest jakieś bezdomne zwierzę błąkające się na ulicy, dzwoni do podmiotu, z którym ma umowę, a ten podmiot jest na drugim końcu Polski, to przecież nie uda mu się dojechać na miejsce w ciągu kilku godzin czy nawet tego samego dnia. Pomoc zwierzętom staje się iluzoryczna.

Koty, które żyją wolno

Proponujecie, żeby schroniska były oddalone maksymalnie 100 km od granic gminy.

Tak, to rozwiązuje jeden z problemów. Ale w projekcie zapisaliśmy również, że gminy mają zawierać umowy z podmiotami, które zagwarantują skuteczne odłowienie zwierzęcia nie później niż w ciągu 8 godzin od zgłoszenia. To jest niezwykle ważne, bo zagubione, błąkające się zwierzę, przeżywa duży stres, trzeba mu pomóc jak najszybciej. Poza tym, szczególnie teraz, zimą, kiedy mamy mrozy, pies może nie przeżyć, jeśli będzie czekał na odłowienie przez całą noc.

A co z kotami?

W ustawie zawarliśmy zapisy dotyczące kotów wolno żyjących. Ja się oczywiście zgadzam z głosami, że takich kotów w ogóle nie powinno być, bo miejsce kota jest w domu. Ale rzeczywistość jest taka, że takie zwierzęta niestety są, a zamknięcie ich w schronisku byłoby sprzeczne z dobrostanem. Dlatego chcemy wprowadzić definicję kota wolno żyjącego i dostosować obowiązki gminne. Gmina powinna zadbać, żeby miały co jeść i żeby miały zapewnioną opiekę weterynaryjną. Koty żyjące wolno nie powinny trafić do schroniska – w innej sytuacji oczywiście są koty udomowione.

Rozporządzenie to za mało

W piątek (30.01) byłam na sejmowej komisji zajmującej się kwestią bezdomnych zwierząt. Wiceminister rolnictwa Jacek Czerniak odbijał argumenty dotyczące tego, że nie ma odpowiednich regulacji dotyczących schronisk. Mówił, że jest przecież ministerialne rozporządzenie z 2022 roku i tam zapisano wymogi, co powinno być w schroniskach i jak powinny dbać o zwierzęta. To za mało?

Zgadzam się z panem ministrem w jednej sprawie – to rozporządzenie istnieje. I na tym koniec, bo ono jest absolutnie niewystarczające. Zapisano w nim na przykład, że w boksach podłoże musi być wykonane z takich materiałów, które ułatwiają sprzątanie, czyli mówiąc prościej: powinno być betonowe, a nie piaszczyste. Że kojce muszą mieć określoną wielkość, że schronisko musi mieć wybieg, a psy muszą być wyprowadzane minimum dwa razy w tygodniu na spacery.

Schroniska często interpretują to – moim zdaniem błędnie – że jeśli pies jest wyprowadzany na spacer dwa razy w tygodniu, to z wybiegu korzystać nie musi.

Rozporządzenie jest więc mocno okrojone i w dużej mierze skupia się na wymogach technicznych, a nie na dobrostanie zwierząt.

Na tym też skupiają się kontrole inspekcji weterynaryjnej?

Po kontroli tworzy się tzw. SPIWET-y, czyli protokoły inspekcji weterynaryjnej. Podczas komisji, o której wspomniałaś, padło, że przecież lekarze weterynarii z inspekcji też kontrolują zwierzęta. To nieprawda, bo SPIWET-y nie zawierają nawet takiej rubryki, jak sprawdzenie stanu zdrowia zwierząt. My praktycy doskonale wiemy, jak wyglądają takie kontrole w schroniskach – nie wchodzi się do boksów, nie dokonuje się oględzin tych zwierząt. Musimy wprowadzić regulacje, które to zmienią.

Proponujemy, żeby schronisko miało obowiązek kontrolowania stanu zdrowia zwierząt.

Takiej kontroli miałby dokonywać regularnie lekarz weterynarii albo technik weterynarii. Dzisiaj te gorsze schroniska funkcjonują tak, że zwierzęta są wrzucone do boksu czy do kociarni i dopóki nie wykazują skrajnych objawów chorobowych, nikt się nimi nie przejmuje. Nikt ich nie sprawdza, nie diagnozuje i nie leczy.

Schroniska pod kontrolą, ale to za mało

Na razie kontrole schronisk ograniczają się do tego, co zawarto w rozporządzeniu. Czy podłoże jest prawidłowe? Jest. Czy jest droga dojazdowa odpowiednia? Jest. Czy schronisko jest odpowiednio oddalone od zabudowań mieszkalnych? Jest.

Jeżeli więc sprawdzamy kwestie techniczne i na tym się skupiamy, to gdzieś zatracamy dobrostan zwierząt – który powinien być kluczowy.

W kontekście kontroli inspekcji weterynaryjnej mogę dodać jedno: obecnie mam w toku siedem postępowań karnych dotyczących znęcania się nad zwierzętami w schroniskach. Niektóre już przed sądami, inne jeszcze na etapie dochodzenia. Łączy je jeden wspólny mianownik: zaniechania gmin i inspekcji weterynaryjnej.

Jak powinno zostać rozszerzone to rozporządzenie?

Przede wszystkim działanie schronisk powinno być uregulowane ustawą, a nie rozporządzeniem.

Proponujemy, żeby został wprowadzony system informacji o schroniskach, który pomoże wyeliminować różne patologie. Na przykład były przypadki, kiedy jeden pies miał pięć czipów, a więc płaciło za niego pięć gmin. Wprowadzenie systemu uniemożliwi takie praktyki i zdecydowanie ułatwi nadzór w schroniskach. Nie wszędzie oczywiście do takich nadużyć dochodzi – są schroniska transparentne, które dobrze zajmują się zwierzętami. Ale dużo jest również patoschronisk i tu mamy duże pole do pracy.

Pies nieadopcyjny? Nie istnieje

Chcemy wprowadzić obowiązek zapewnienia odpowiedniej liczby pracowników w odniesieniu do liczby zwierząt – minimum jedna osoba na 40 zwierząt w schronisku. W 2023 roku prowadziliśmy z Fundacją Mondo Cane interwencję w schronisku w Wojtyszkach – tam było kilkaset zwierząt, a zaledwie ośmiu opiekunów. Oczywiste było, że te osoby nie są w stanie zapewnić psom spacerów, sprzątania boksów i karmienia. To nie jest odosobniony przypadek.

Proponujemy też wprowadzenie opieki behawioralnej do schronisk, żeby pomóc psom z problemami. O takich zwierzętach mówi się, że są „nieadopcyjne”. Ja uważam, że nie ma nieadopcyjnych psów, tylko takie, które mają nieprzepracowane zaburzenia czy traumy. Kontrola stanu zdrowia i kontrola behawioralna zwiększą szanse zwierząt na znalezienie domu.

Z tym wiążemy kolejne obowiązki dla schronisk. Chcemy, żeby utrzymywany był określony wskaźnik adopcyjności. W dzisiejszych realiach jest tak, że gminy płacą albo stawkę jednorazową za przyjęcie zwierzęcia do schroniska, albo stawkę dzienną za każdego psa czy kota. Przy stawce jednorazowej te patologiczne schroniska nie są zainteresowane dbaniem o zdrowie zwierząt – dostają pieniądze raz i więcej ich nie obchodzi. Natomiast przy stawce dziennej patoschroniska nie są zainteresowane wydawaniem zwierząt do adopcji.

Schroniska kasują grosze

Bo każde zwierzę to pieniądz.

Dlatego chcemy wprowadzić obowiązek utrzymywania określonego wskaźnika adopcyjności – według projektu ma być to 65 proc. Dzisiaj mogę powiedzieć, że w trakcie prac nad ustawą należy go trochę obniżyć, żeby nie doprowadzić do rozdawnictwa zwierząt. Będziemy nad tym dyskutować. Chcemy też narzucić obowiązek wypłacania stawek dziennych, żeby przez cały okres utrzymywania zwierzęcia w schronisku miało zapewnioną należytą opiekę. Jednorazowa opłata, dziś stosowana przez wiele gmin, nie daje takiej gwarancji. Wysokość tej stawki ma określać odpowiednie rozporządzenie, ale my wskazaliśmy, że minimum to 20 zł.

Dziś niektóre gminy płacą nawet po kilka złotych dziennie za psa.

Albo nawet kilkadziesiąt groszy, byli tacy rekordziści. Przecież za 50 groszy dziennie nie jesteśmy w stanie zapewnić odpowiedniego wyżywienia dla takiego zwierzęcia. Co dopiero warunków, leczenia, opieki.

Trzeba jednak pamiętać, że jeśli stawka dzienna by wzrosła, do schronisk zaczęłyby płynąć spore pieniądze — a to tworzy pole do nadużyć. Dlatego, żeby nie doprowadzić do sytuacji, że przedsiębiorca będzie czerpał zysk kosztem zwierząt, proponujemy ściśle określone reguły, na co mogą być wydawane te środki. A mieliśmy już sytuację, w której właściciel schroniska sprezentował sobie mercedesa z pieniędzy pozyskiwanych od gminy.

Skąd pieniądze na schroniska?

Wyższa stawka dzienna będzie oznaczała większe wydatki dla gmin. Ich sprzeciw może zablokować prace nad ustawą. Bierzesz pod uwagę taki scenariusz?

To możliwe, ale przypomnę, że ustawowym obowiązkiem gminy jest zapewnienie opieki bezdomnym zwierzętom. Jeśli gmina wybiera schronisko, w którym płaci nierealnie niską stawkę dzienną, to działa na czyją korzyść? Zwierząt, czy swoją korzyść? Czy płacenie kilku złotych dziennie za psa to jest „opieka nad bezdomnym zwierzęciem”?

Zresztą już są wyroki wydane względem włodarzy miast czy gmin za niedopełnienie obowiązków służbowych, czyli przestępstwo z artykułu 231 kodeksu karnego, jak i za przestępstwo znęcania się nad zwierzętami w schroniskach. Pozorne przerzucanie obowiązku na schronisko, niekontrolowanie tego miejsca i niepochylanie się nad tym, czy faktycznie zwierzęta mają zapewnioną opiekę, według mnie jest niedopełnieniem obowiązków i działaniem na szkodę zwierząt.

Chcąc wyeliminować takie sytuacje, uważam, że powinna być ustalona stawka minimalna. Rolą gminy tak rozdysponować środki, żeby te pieniądze się znalazły.

Oczywiście to wygeneruje nowe koszty, dlatego zaproponowaliśmy, żeby gminy były uprawnione do pobierania opłat lokalnych od hodowców psów i kotów rasowych, za każde urodzone szczenię i każdego kota. To pozwoli pozyskać dodatkowe środki na zapewnienie opieki i zapobieganie bezdomności zwierząt.

Podatek od posiadania zwierząt również mógłby zasilić budżet na schroniska.

Oczywiście, że tak. Jeżeli są gminy, które rezygnują z podatku za psa, to najwyraźniej stać je na zapewnienie świetnej opieki bezdomnym zwierzętom. A jeśli ich nie stać, powinny korzystać ze wszystkich możliwych środków prawnych, które pomogą im zgromadzić odpowiednie środki.

Czipowanie i kastracja

W toczącej się dyskusji o dobrostanie zwierząt przewija się stwierdzenie, że najlepsze schronisko to puste schronisko. A najlepszym sposobem do zwalczania bezdomności jest czipowanie i kastracja. Te punkty też znalazły się w obywatelskim projekcie ustawy.

Bezwzględnym obowiązkiem dla każdego opiekuna psa i kota powinno być czipowanie i rejestracja zwierzęcia. To pojawia się nie tylko w naszej ustawie. Rząd przygotował swój projekt dotyczący czipowania – tzw. KROPiK.

O KROPiK pisaliśmy w OKO.press:

My proponujemy też wprowadzenie powszechnego obowiązku kastrowania psów i kotów, które nie są przeznaczone do hodowli. W sejmowych kuluarach słyszałam, że nawet przy obecnej koalicji rządzącej nie znajdzie się poparcie dla takiego rozwiązania. Bo to narusza prawo własności człowieka względem zwierzęcia.

Nie zgadzam się z tym. Prawo własności jest chronione Konstytucją, ale to nie jest prawo absolutne. Mamy przepisy, które ograniczają prawo własności w pewnych zakresach — jednym z tych przepisów mógłby być też obowiązek kastracji. Jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądać procedowanie tej propozycji.

Zgadzam się oczywiście z tym, że dobre schronisko to puste schronisko, ale na razie jest to utopijne myślenie.

Po pierwsze, w schroniskach dziś mamy bardzo, bardzo dużo zwierząt i tego żadna ustawa nie zmieni.

Po drugie, nie doprowadzimy do tego, że bezdomne zwierzęta w ciągu kilku lat znikną. Nie znikną. Dzięki tym przepisom byłoby łatwiej egzekwować odpowiedzialność od właścicieli. Prostsze byłoby np. karanie za porzucanie zwierzęcia, co jest też przestępstwem znęcania się. Możemy ograniczyć skalę bezdomności dzięki kastracji, ale na pewno szybko nie uda się jej wyeliminować w pełni.

Cały obywatelski projekt można przeczytać TUTAJ.

;
Na zdjęciu Katarzyna Kojzar
Katarzyna Kojzar

Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.

Komentarze