Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Przyznam szczerze: nie spodziewałam się, że prawa zwierząt i sytuacja w schroniskach staną się jednym z najważniejszych politycznych tematów początku 2026 roku. A już na pewno w moim bingo nie miałam tego, że rządzący zauważą luki w systemie dopiero, kiedy pokaże im je celebrytka, piosenkarka Dorota „Doda” Rabczewska. Jej zaangażowanie wywołało lawinę reakcji – o psy martwią się teraz ministrowie rolnictwa i sprawiedliwości, prezydent Karol Nawrocki, premier Donald Tusk, a razem z nimi całe grono celebrytów, którzy odwiedzają schroniska, przywożą karmę, ocieplają budy i namawiają do adopcji.

Ale po kolei.

"Widzę to tak” to cykl, w którym od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik

Zaczyna się od Dody

Na początku stycznia Doda zaczęła publikować w swoich social mediach posty dotyczące sytuacji zwierząt w schroniskach w trakcie mrozów. Piosenkarka od lat regularnie wrzucała ogłoszenia o psach do adopcji czy pomocy potrzebnej w azylach czy schroniskach. Sama ma dwa psy, ale do tej pory nie angażowała się w ochronę praw zwierząt tak intensywnie, jak w styczniu 2026.

Jej posty wywołały pozytywne reakcje. Pojawiły się jednak również komentarze oskarżające ją o ocieplanie własnego wizerunku. Te zarzuty będą się powtarzać przez kolejne tygodnie z przypomnieniem, że Doda w 2017 roku została oskarżona przez byłego partnera o szantaż i wymuszenia, których miała dokonywać z eksmężem, Emilem S. W 2025 roku sąd uznał ją za winną i prawomocnie skazał na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata, grzywnę 100 tys. złotych oraz 20 tys. zł nawiązki na rzecz byłego partnera. Portal Wirtualne Media dodatkowo przypomniał, że niedługo premierę będzie miał dokument o Dodzie.

Przeczytaj także:

„Wyciągacie rzeczy sprzed dekady, że komuś w mordę dałam. (...) Jak będziecie mnie tak obrażać, nękać i nachodzić, to po prostu pie***ę to wszystko i pojadę na wakacje, jak 99 proc. gwiazd. Zaznaczam, że psów nie obchodzi, kto im pomaga” – odpowiedziała na te zarzuty Doda w nagraniu na Instagramie.

Niezależnie od intencji, efektem działań celebrytki jest największe poruszenie wokół praw zwierząt od lat.

„W ciągu dziesięciu dni mi, piosenkarce i mediom, które wyprosiłam o pomoc, udało się stworzyć taką presję społeczną, że zamknęły się dwa patoschroniska, nietykalne przez ostatnią dekadę i próby różnych organizacji i protestów. I to w ogóle nie jest dla mnie powód do dumy, żaden. To jest dla mnie taka porażka i jednocześnie wstyd. Jest mi tak bardzo przykro i mam takie poczucie bezsilności, które mnie dopada szybciej niż ulga, bo wiem, ile jeszcze takich miejsc jest” – mówiła Doda w Sejmie.

Bytom

Pierwsza interwencja odbyła się w schronisku w Bytomiu. Doda z kamerami dojechała tam 16 stycznia, spotkała się z kierowniczką schroniska, której powiedziała: „To powinno być miejsce, w którym zwierzęta nie wegetują, nie cierpią, nie są narzędziem do interesów, tylko gdzie mogą znaleźć ukojenie i adopcję”.

Wcześniej raport o działaniu schroniska opublikowali miejscy radni (radna z KO i radny z PiS). Wynikało z niego, że boksy i budy są nieocieplone, wiele psów jest brudnych, worki z karmą są zniszczone i widać w nich ślady gryzoni. Zwierzęta były zaniedbane – znaleziono na przykład suczkę po sterylizacji, której puściły szwy. Z rany wypadały jej wnętrzności. Inny pies – Kropka – miała przecięte gardło przez źle założony kołnierz pooperacyjny. Wolontariusze schroniska donosili o psie, którego eutanazja w schronisku się nie powiodła i jeszcze żywy został umieszczony w chłodni.

Raporty, interwencje radnych i alarmujące doniesienia wolontariuszy nie wystarczyły. Po tym, jak w Bytomiu pojawiła się Doda, prezydent miasta Mariusz Wołosz zdecydował się na interwencję. Dotychczasową zarządczynię schroniska odwołano, a przytulisko przejął urząd miasta. Sprawą znęcania się nad zwierzętami zajmuje się teraz prokuratura, a NIK sprawdza, czy nie dochodziło do nieprawidłowości w rozliczeniach między schroniskiem a gminami.

Sobolew

Tydzień po akcji w Bytomiu Doda pojechała do Sobolewa. Tamtejsze schronisko 21 stycznia kontrolował powiatowy inspektorat weterynarii (PIW). Na 24 stycznia wyznaczono datę protestu przed urzędem gminy – miłośnicy zwierząt chcieli sprzeciwić się złym warunkom w schronisku, utrudnianiu adopcji, braku leczenia weterynaryjnego. W dniu protestu okazało się, że PIW wydał decyzję o zamknięciu schroniska ze względu na niedopełnienie obowiązków. Jak się jednak okazało, nie chodziło o dobrostan psów, a o brak “wykazu zwierząt przebywających w schronisku w formie elektronicznej”.

Protestujący przenieśli się spod urzędu gminy pod schronisko, przecięli płot i zaczęli na własną rękę wyciągać psy z boksów. Dopiero później sprawę przejęły organizacje prozwierzęce. Adwokat Katarzyna Topczewska w nocy z soboty na niedzielę negocjowała warunki przejęcia psów z urzędem gminy. Szczegóły opisywałam tutaj:

Większość zwierząt pojechała do schroniska w Wojtyszkach, które prowadzi organizacja DIOZ. Psami zaopiekowały się też m.in. Fundacja Judyta, Pogotowie dla Zwierząt i Fundacja Psa Karmela. O zamknięciu schroniska napisał nawet premier Donald Tusk w swoich mediach społecznościowych.

Na miejscu w Sobolewie był też Kanał Zero. Krzysztof Stanowski z mikrofonem odpytywał w tłumie osoby, które wynoszą zwierzęta, denerwował się na policję, która miała utrudniać akcję likwidacji schroniska. Dzień później ten sam Kanał Zero zaatakował fundacje biorące udział w akcji za to, że zbierają środki na psy ratowane z Sobolewa. Prowadząca program Maria Stepan ogłaszała na antenie, że fundacje „wyciągają psy z umieralni i dopiero po wszystkim zastanawiają się, za co te psy uratuje”.

Odpowiedziała jej wspomniana już Katarzyna Topczewska: „Organizacje utrzymują się z darowizn. Dzięki temu, że dobrzy ludzie wspierają ich cele. Organizacje prozwierzęce wykonują wyjątkową pracę, bo wyręczają państwo polskie w ratowaniu skrzywdzonych zwierząt tam, gdzie państwo nie działa. Bo nie mamy służb, które byłyby w stanie to skutecznie robić w takim szerokim zakresie i nie mamy pieniędzy, aby z budżetu państwa można było utrzymywać setki tysięcy odbieranych interwencyjnie zwierząt”.

Celebryci

Po Sobolewie ruszyła lawina – na posiedzeniach Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Praw Zwierząt pojawiły się kolejne znane twarze, w tym Małgorzata Rozenek-Majdan i Joanna Krupa, która w swoich social mediach publikuje filmy z odwiedzin w różnych schroniskach.

Na zdjęciu głównym: Doda i Rozenek-Majdan podczas posiedzenia w Sejmie. Między nimi poseł Paweł Suski.

W sprawę angażuje się poseł Łukasz Litewka z Lewicy, który był w Sobolewie i który w swojej fundacji często zajmuje się sprawami dotyczącymi zwierząt. Podczas ostatniego posiedzenia Zespołu (11 lutego) krytykował jednak Fundację Judyta, że już z trasy do Sobolewa uruchomiła zbiórkę BLIK na zwierzęta, których nawet jeszcze nie zobaczyła. Judyta odpowiedziała mu przez media społecznościowe, że już w drodze była w kontakcie z organizacjami na miejscu, które same ją poprosiły o pomoc i wiedziała, że będzie musiała zapewnić psom opiekę oraz leczenie.

Stanowisko Litewki wywołało poruszenie Rozenek-Majdan i Krupy, co wyłapały media plotkarskie po raz kolejny obecne na posiedzeniu zespołu. Zwróciły też uwagę na to, że Doda zareagowała na ich komentarze, wywracając oczami.

Izba i inspekcja

Łukasz Litewka 11 stycznia zaatakował w swojej wypowiedzi nie tylko organizacje. Powiedział, że „izbę [weterynarii] trzeba zaorać do zera”. Odpowiedziała mu więc Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna: „Od parlamentarzysty oczekujemy przynajmniej podstawowego rozeznania w sprawach, w których zabiera głos publicznie. Pan poseł najwyraźniej nie rozumie fundamentalnej różnicy pomiędzy Krajową Izbą Lekarsko-Weterynaryjną a Inspekcją Weterynaryjną. Są to dwa odrębne podmioty, 0 odmiennym statusie prawnym, kompetencjach i zakresie odpowiedzialności. Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna jest samorządem zawodowym lekarzy weterynarii, działającym na podstawie ustawy. Inspekcja Weterynaryjna jest natomiast organem administracji rządowej, realizującym zadania z zakresu nadzoru weterynaryjnego, w tym poprzez powiatowych lekarzy weterynarii”.

Dalej w oświadczeniu czytamy: „Formułowanie postulatów »zaorania izby« przy jednoczesnym braku zrozumienia tej podstawowej różnicy nie jest przejawem odwagi politycznej, lecz dowodem ignorancji”.

Główny Lekarz Weterynarii

Główna Inspekcja Weterynarii, czyli ten organ, o który Litewce chodziło, ogłosiła właśnie konsultacje projektu „Przewodnik dobrych praktyk dla schronisk dla zwierząt”. Główny Lekarz Weterynarii podaje, że wciąż odbywają się kontrole, a w 50 miejscach stwierdzono nieprawidłowości.

„Już w grudniu 2025 roku, a więc jeszcze przed wydarzeniami, do których doszło w Sobolewie, zdecydowałem o przeprowadzeniu kompleksowego audytu systemu nadzoru nad schroniskami dla zwierząt w całym kraju. To pozwoli realnie ocenić całą sytuację, a następnie przygotować nowe regulacje, być może bardziej dostosowane do aktualnej sytuacji, w której funkcjonują dziś wszystkie elementy systemu” – zapowiedział Paweł Meyer, Główny Lekarz Weterynarii na konferencji prasowej.

Taka zapowiedź oczywiście cieszy. Problem w tym, że GLW nie przekazuje szczegółów dotyczących interwencji. Raport z kontroli ujawniono i szeroko opisano w mediach w jednym przypadku – i nie było to schronisko dla zwierząt, gdzie gminy oddają bezdomne psy.

Było to prywatne Pogotowie dla Zwierząt, które z akcji w Sobolewie wróciło z 30 psami. O nieprawidłowościach poinformowała Wirtualna Polska i (ponownie bardzo przejęty) Krzysztof Stanowski z Kanału Zero.

Pogotowie dla Zwierząt

Pogotowie dla Zwierząt prowadzi azyl w Kuflewie na Mazowszu. Inspektorzy odkryli zamrażarkę z ciałami zwierząt – miało być ich 300 kilogramów (właściciel azylu Grzegorz Bielawski tłumaczył, że są to ciała psów, które są dowodami w toczących się sprawach). Karma była rozsypana i trzymana w brudnej szopie, zwierzęta siedziały w małych klatkach (tu znowu wyjaśnienie ze strony Bielawskiego: w ciasnych kennelach były psy po operacjach, na czas rekonwalescencji).

W azylu żyło ponad 200 psów i kilkanaście kotów. Służby odebrały tylko siedem psów „w najgorszym stanie” i przewiozło je do schroniska Małe Boże. Media, które opisywały sprawę, zwracały uwagę na to, że Bielawski był kilkukrotnie skazywany za kradzież zwierząt.

Sprawie przygląda się prokuratura.

OKO.press zajmie się tą sprawą szczegółowo, ale w kontekście ogólnego zwierzęcego poruszenia wygląda ona dość podejrzanie. W Sobolewie, gdzie przy boksach stały kije ze śladami krwi, a psy na widok człowieka załatwiały się pod siebie ze strachu, główną nieprawidłowością według kontrolerów był brak elektronicznej ewidencji.

W Kuflewie inspektorzy odkryli rzeczy, które nimi wstrząsnęły tak bardzo, że musiała o nich jak najszybciej usłyszeć cała Polska (zwłoki w lodówkach, poobgryzane budy, klatki i bałagan).

O Bytomiu nikt z urzędników mówić nie chciał. Sobolew nie był też nagłaśniany przez państwowe służby – zrobiły to działające na miejscu organizacje i Doda.

Ale to nie koniec: sprawę Pogotowia nagłośniono i co dalej? Nic. Psy – 0 których inspekcja weterynaryjna podobno napisała ponad 200 stron raportu – dalej mieszkają w Kuflewie. Państwo nie ma miejsca, żeby je przejąć.

Minister rolnictwa

Sprawa Pogotowia dla Zwierząt dała Ministerstwu Rolnictwa (które odpowiada za nadzór nad GLW) do ręki gotowy argument: fundacje, które punktują nieprawidłowości w pracy inspekcji i ratują psy ze schronisk, święte nie są. Minister Stefan Krajewski (z PSL, jedyna osoba z koalicji rządzącej, która głosowała przeciwko ustawie zakazującej trzymanie psów na łańcuchach) był gościem programu „Trójkąt Polityczny” w TVP.

Na pytanie: „Czy trzeba było dopiero akcji celebrytki, żeby się minister włączył?”, odpowiedział: „Są kontrole prowadzone, są audyty prowadzone. Poprawiamy dobrostan zwierząt, ale też rozdzielmy. Bo są schroniska prowadzone dobrze, wzorcowo wręcz, ale też są różnego rodzaju azyle, pogotowia dla zwierząt rejestrowane w różnych formułach, jako stowarzyszenia. Zbierane są pieniądze na utrzymanie tych zwierząt”.

Czyli schroniska są wzorcowe. To fundacyjne azyle są problemem. Minister nie pamięta już, że to fundacje likwidowały ogromną mordownię – schronisko w Radysach. Fundacje wyciągnęły ponad 400 psów z koszmarnego schroniska w Wojtyszkach i same zajęły się szukaniem im nowych domów. Nie inspekcja weterynaryjna, która przez lata regularnie te miejsca kontrolowała.

„Obecnie mam w toku siedem postępowań karnych dotyczących znęcania się nad zwierzętami w schroniskach. Niektóre już przed sądami, inne jeszcze na etapie dochodzenia. Łączy je jeden wspólny mianownik: zaniechania gmin i inspekcji weterynaryjnej” – mówiła mi prawniczka Sara Balcerowicz.

Ministerstwo Rolnictwa na fali zainteresowania prawami zwierząt wpadło na kolejny pomysł – program „Pies w zagrodzie”. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ma zapewniać wsparcie finansowe w formie ryczałtu dla rolników, którzy zdejmą łańcuchy z szyj swoich psów i będą chcieli wybudować im kojce.

Minister ogłosił również, że członkowie organizacji prozwierzęcych nie powinni nosić mundurów przypominających mundury państwowych służb – nawiązując zapewne do ubioru aktywistów Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, który przejął większość psów z Sobolewa.

Czy to jest w tym momencie najbardziej palący problem do rozwiązania w kwestii dobrostanu zwierząt?

Minister sprawiedliwości

Ale nie tylko resort rolnictwa się zaktywizował. Dodę do swojego gabinetu zaprosił minister sprawiedliwości Waldemar Żurek i zadeklarował, że w zakładach karnych w Olsztynie i Hajnówce powstaną „mikroschroniska”. Psami, które tam trafią, mają się opiekować osadzeni, którzy zostaną przeszkoleni przez behawiorystów.

Pomysł budzi kontrowersje. Kto te miejsca skontroluje? Kto będzie sprawdzał, czy osadzeni właściwie zajmują się psami? W jakich miejscach staną kojce? Kto będzie dostarczał karmę i leki? Czy na miejscu będzie gabinet weterynaryjny? Konkretów na razie nie ma.

Minister pytany o zaostrzenie kar za znęcanie się nad zwierzętami przyznał, że najważniejsze jest egzekwowanie prawa, które już mamy. A to kuleje. „Mamy bardzo mało spraw, kiedy ktoś dostaje bezwzględną karę pozbawienia wolności za znęcanie się nad zwierzęciem, czy też zabicie zwierzęcia bez jakiegokolwiek powodu” – mówił.

Prezydent

Dodę do gabinetu zaprosił również prezydent Karol Nawrocki. Razem z nią na spotkanie poszedł poseł Łukasz Litewka oraz... Krzysztof Stanowski. Nie wiemy, jakie są wnioski z debaty w tym zaskakującym gronie. Prezydent nagrał po rozmowie krótkie wideo, w którym pouczył naród, że o zwierzęta trzeba dbać.

Po zawetowaniu ustawy, która miała zakazać łańcuchów, Karol Nawrocki narzekał, że nikt z pomysłodawców nie chciał się z nim spotkać i porozmawiać o możliwych rozwiązaniach. Wiem od jednej z osób działających dla zwierząt, że wysłała do Kancelarii Prezydenta prośbę o spotkanie o prawach zwierząt. Odpowiedzi nie dostała. „Ale zdjęcie ze mną nie byłoby tak efektowne, jak z Dodą” – skwitowała gorzko.

Co dalej?

Obserwowanie tego, co wokół praw zwierząt się dzieje, wywołuje u mnie mieszane emocje – z jednej strony cieszę się, że wokół schronisk jest taki hałas, że kończy się przyzwolenie na traktowanie psów i kotów jak maszynek do zarabiania pieniędzy.

Z drugiej jednak: im dalej w las, tym więcej chaosu.

Tym więcej mikrocelebrytów, których nawet w tym tekście nie wymieniałam, próbujących zbić kapitał na sprawie schronisk. Jest więcej podszczypywania się, tarć między organizacjami i napięć podczas posiedzeń parlamentarnego zespołu (a na tych napięciach i wywracanych oczach korzystają jedynie portale plotkarskie – na pewno nie zwierzęta). Dużo dezinformacji, ataków również na te dobre schroniska, gdzie zwierzęta dostają opiekę, jakiej potrzebują.

Pamiętam, jak likwidowano koszmarne schronisko w Wojtyszkach – ta historia nie przyciągnęła żadnej celebrytki, więc o sprawie pisały nieliczne media (w tym my). Po wszystkim nie zorganizowano regularnych dyskusji o zwierzętach w Sejmie, prezydent nie nagrywał filmików.

To jest chyba w całej sprawie najsmutniejsze: społecznicy od lat krzyczeli o tym, że potrzebujemy zmian. Nie zapraszali ich prezydenci i ministrowie. Potrzeba było osoby z dwoma milionami obserwujących na Instagramie, żeby rząd zauważył cierpienie, które trwa od dziesiątek lat. Pytanie, czy to pociągnie za sobą realne zmiany. Sejm ma się za chwilę zająć obywatelskim projektem ustawy, który reguluje m.in. kwestię schronisk, czipowania i kastracji zwierząt.

To nie będzie pierwsza próba zmiany prawa.

Prezes Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej lek. wet. Marek Mastalerek w oświadczeniu po słowach Łukasza Litewki podkreśla: „Problem bezdomności zwierząt mógł zostać skutecznie rozwiązany już kilkanaście lat temu. Samorząd lekarzy weterynarii przygotował wówczas kompletne propozycje aktów prawnych wprowadzających obowiązkowe znakowanie oraz centralny rejestr zwierząt towarzyszących. Z przyczyn, które do dziś pozostają dla nas niezrozumiałe, kolejne rządy nie zdecydowały się na wdrożenie tych oczywistych i sprawdzonych w innych krajach rozwiązań”.

;
Na zdjęciu Katarzyna Kojzar
Katarzyna Kojzar

Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.

Komentarze