0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Cezary Aszkieło...

W sobotę i niedzielę odbędzie się Przyszłość.pl. Prezydent Karol Nawrocki zaprosił kilkuset przedstawicieli młodego pokolenia, by „wsłuchać się w ich potrzeby, spojrzeć na świat ich oczami i rozmawiać o sprawach, które są dla nich ważne”.

W planach są dwa dni spotkań i aktywności w prezydenckiej rezydencji w Juracie i – podobno – wszystko to ma mieć charakter kompletnie apolityczny. „Zupełnym przypadkiem” odbywa się to wtedy, gdy w Olsztynie trwa kolejna edycja współorganizowanego przez Rafała Trzaskowskiego Campusu Polska Przyszłości.

Na prezydenckiej imprezie, poza dyskusjami o nauce, biznesie czy sporcie i spotkaniami z politykami ma się również znaleźć miejsce na rekreację. W programie między innymi picie matchy z Martą Nawrocką (na które zaproszone są uczestniczki – nie uczestnicy – Przyszłości.pl), strefa sportowa czy koncerty.

Karol Nawrocki zaprosił na Mierzeję Helską zarówno mistrzowskich pianistów z Seulu, jak popularnych wśród młodego pokolenia twórców, których utwory zbierają na platformach streamingowych miliony odsłuchań.

Opowieść o emocjach i zrywaniu majtek

W tym gronie prezydenckich wybrańców znalazł się Skolim, czyli Konrad Skolimowski. To wedle oficjalnej zapowiedzi wydarzenia „artysta, wokalista i twórca hitów, które łączą ludzi i zostają w pamięci. Scena to jego przestrzeń, muzyka – sposób, w jaki opowiada o emocjach”.

Jak to robi? Na przykład tak:

"Rozkładam nogi twoje i biorę to, co moje.

Kolejną nockę, skarbie, spędzamy już we dwoje.

Chciałaś mieć łobuza jak twoje koleżanki.

Podejdę teraz bliżej, ja zerwę z ciebie majtki",

i tak:

"Zrobię ją na ladzie, chociaż wygląda na damę.

Zrobię ją na blacie, lubi rzeczy zakazane.

Znów się przy mnie kładzie i ma wszystko rozebrane.

Zrobię ją na blacie, lubi rzeczy pojebane".

Poza śpiewaniem o robieniu wybranek na blacie Skolim walczy we freak fightach (pokonał między innymi Jasia Kapelę z Krytyki Politycznej) czy reklamuje swoją twarzą kiełbasę wieprzową.

Dzieci na scenie

W drugiej połowie sierpnia media społecznościowe obiegły nagrania przedstawiające Skolima śpiewającego o robieniu (kobiet – przyp. aut.) na ladzie (i blacie) ze sceny, na której towarzyszyły mu małe dzieci. Internet zapłonął i podzielił się na dwa skrajne obozy: tych, którzy domagać się odwołania jego występu na wydarzeniu organizowanym przez Karola Nawrockiego oraz tych, którzy nie widzą w tym żadnego problemu, argumentując, że młodzi ludzie nie zmienią swoich gustów muzycznych tylko dlatego, że chcieliby tego dorośli.

Zdaniem Anny Weber, edukatorki muzycznej, popularyzatorki idei wychowania przez sztukę i współzałożycielki portalu pomelody, zaproszenie Skolima jest złym pomysłem: „To oburzenie nie jest na wyrost. To, że duża część zaproszonych przez prezydenta zna Skolima, nie oznacza, że to jest rozsądne. To, co wkładamy dzieciom do głów, jest bardzo ważne. To ma znaczenie i pozostawia ślad – nawet jeśli wydaje nam się, że najmłodsze dzieci nie są świadome tego, co słuchają”.

Przeczytaj także:

Edukatorka opublikowała kilka dni temu w mediach społecznościowych wraz z mężem, Adamem Weberem, wideo, w którym apeluje do prezydenta Karola Nawrockiego o odwołanie występu Skolimowskiego.

Artystka wyjaśnia, że apel ma zwrócić uwagę na odpowiedzialność organizatorów wydarzenia. „Stać nas na więcej. Oczywiście – z pewnością dla ogromnej części publiczności koncert Skolima będzie wielką atrakcją, ci ludzie będą się bawić i śpiewać razem z nim. Jednak dzieło muzyczne można oceniać. Krytyka jest narzędziem, które może w takiej sytuacji pomóc dojść do wniosku, że treści prezentowane na tym konkretnym wydarzeniu powinny być wyższych lotów” – tłumaczy.

Różnorodność zamiast skrajności

Anna Weber podkreśla, że w zdrowym rozwoju dzieci i młodzieży – również muzycznym – kluczowa jest różnorodność: "To nie jest tak, że młodzi ludzie powinni słuchać wyłącznie muzyki poważnej. Warto użyć tu porównania do zbilansowanej diety. Każda potrawa posiada jakieś wartości odżywcze.

Muzyka poważna czy jazzowa są takim odpowiednikiem awokado czy nasion chia. Pomaga odżywić organizm i dostarczyć mu tego, co najlepsze. Nikt z nas nie spożywa jednak wyłącznie superfoodów.

Podobnie jest z muzyką: nie chodzi o to, by na przykład nagle zakazać najmłodszym słuchania takich utworów jak »Baby shark«. Naszym zadaniem – jako dorosłych – jest zadbanie o różnorodność i odpowiednie wykorzystanie kształtujących się w mózgach młodych ludzi połączeń nerwowych. Trochę popu, trochę jazzu, odrobina głupkowatych utworów z playlist dziecięcych i muzyka poważna na deser".

W wydarzeniu Karola Nawrockiego mają wziąć udział osoby w wieku 18-26 lat – więc nie tyle dzieci, co młodzież i młodzi dorośli. Sęk w tym, że w toczącej się dyskusji nie chodzi wyłącznie o jeden weekend nad morzem. Głosy sprzeciwu wykraczają daleko poza wydarzenie w Juracie i zwracają uwagę, że na treści, z jakimi na co dzień spotykają się, z jakich czerpią wzorce i przekonania o rzeczywistości młodzi odbiorcy.

W chwili publikacji tego artykułu apel Anny i Adama Weberów na samym Instagramie został wyświetlony ponad 2 miliony razy. Zareagowały osoby ze świata sztuki, ale i psycholożki czy logopedki. Ogromną stanowią komentarze popierające jego autorów.

Zakazy nie rozwiążą problemu?

Joanna Leśniewska, psycholożka z Fundacji Słonie na Balkonie, tłumaczy z kolei, że sytuacja nie jest czarno-biała. To, czy i jak pojawienie się Skolima na wydarzeniu organizowanym przez Karola Nawrockiego wpłynie na uczestniczki i uczestników, nie jest jednoznaczne: „Jak duży ten wpływ będzie, jest kwestią bardzo indywidualną. Dla części osób – w tym dzieci – impreza nie będzie miała większego znaczenia, niektórzy zapamiętają przekaz płynący z takiego wydarzenia na bardzo długo”.

Zdaniem ekspertki warto realnie zainteresować się tym, co interesuje najmłodszych nie po to, by wiedzieć, czego im zakazać, ale po to, by móc budować bliską, opartą na zaufaniu relację:

"Zakazując młodzieży przyswajania konkretnych treści, możemy dojść do sytuacji, w której ta sama młodzież na złość mamie odmrozi sobie uszy – więc nadal będzie na przykład słuchać tego, co słuchała do tej pory, jednak od teraz będzie się z tym lepiej kryć. Tak często działają nastolatki: jeśli rodzice nie chcą, żebym coś zrobił, to ja tym chętniej to zrobię.

Rozwiązaniem może być odejście od zakazów na rzecz pokazania szerszego kontekstu. Naszą rolą jest podejście do zainteresowań młodych ludzi z otwartymi głowami;

tak, by nastolatkowie mogli zatrzymać się na chwilę i samodzielnie przemyśleć, czy aby na pewno to, czego słuchają, czy co oglądają, jest w porządku i chcą takich treści konsumować więcej".

Skolim to nie „Mydełko Fa”

Według Anny Weber należy postawić granicę między niekoniecznie ambitnymi, ale nieszkodliwymi treściami konsumowanymi przez najmłodszych a utworami, których przekaz może wyrządzić realną szkodę: "W momencie, w którym dyskutujemy o tym, czy prezentowanie dzieciom – często naprawdę małym – utworów o »rozkładaniu nóg i braniu tego, co swoje« ponieważ »lubi się rzeczy pojebane«, można odnieść wrażenie, że pewna granica została przekroczona. I nie chodzi tu wyłącznie o granicę dobrego smaku. Tutaj nie zadziała argument »Przecież my słuchaliśmy w dzieciństwie piosenek o mydleniu mydełkiem Fa i jakoś żyjemy«. Oczywiście:

każdy z nas potrzebuje czasem w życiu sięgnięcia po coś mniej zdrowego. Jest jednak różnica między sięgnięciem po czekoladę a zażyciem dla odstresowania po ciężkim dniu kokainy.

To, że jako społeczeństwo w przypadku muzyki – czy ogólnie kultury – tej różnicy nie widzimy, jest bardzo niepokojące".

Joanna Leśniewska zauważa, że Skolim nie jest jedynym artystą zaproszonym na wydarzenie Przyszłość.pl, którego twórczość zawiera treści mogące zostać uznane przez część odbiorców za wulgarne czy przekraczające granice: „Tu nie chodzi o odwołanie – lub nie – jednego koncertu. Powinniśmy interesować się tym, co oglądają młodzi ludzie, co podsuwają im algorytmy. Nie wystarczy przyjąć, że takie mamy czasy. Nie dając młodym ludziom rzetelnej wiedzy, skazujemy ich na czerpanie informacji o seksualności od kolegów, z pornografii, muzyki czy sztucznej inteligencji – a to nie jest optymalne rozwiązanie”.

Na zdjęciu Oliwia Gęsiarz
Oliwia Gęsiarz

Absolwentka położnictwa, pedagożka, psycholożka, logopedka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.

Komentarze