Europejska skrajna i narodowo-konserwatywna prawica błyskawicznie podchwyciła temat kryzysu migracyjnego w Ceucie. Obrazy z hiszpańskiej enklawy pozwalają snuć mocne, upolitycznione, legitymizujące ich wizję świata narracje. To bardzo mocne paliwo wyborcze. A 2027 to w Unii Europejskiej superrok wyborczy.
„Inwazja afrykańskich migrantów na hiszpańską Ceutę wstrząsnęła Europą” – mówi alarmistycznym tonem w opublikowanym 3 sierpnia na X nagraniu wideo Patryk Jaki, europoseł, wiceprzewodniczący zrzeszającej eurosceptyczne, narodowo-konserwatywne partie grupy Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (EKR).
W tym momencie na ekranie pokazują się niepokojące obrazy: tłumy ludzi usiłują szturmować duże, betonowe ogrodzenie, wspinając się na nie; tłoczą się na plaży; wysypują ze sklepu spożywczego. Kamera się trzęsie, obrazy są niewyraźne, co potęguje wrażenie stanu zagrożenia.
Jaki: „Oficjalne dane mówią już o co najmniej 72 osobach zabitych, plądrowanych sklepach”. Nie tłumaczy, że chodzi o migrantów, którzy utonęli, próbując opłynąć ogrodzenie oddzielające Maroko od Ceuty.
„Można się domyślić, że dane o gwałtach i napaściach są jeszcze ukrywane. Jak zwykle w kłamliwych, liberalnych mediach nikt nie jest za to odpowiedzialny. A przecież to od lat oficjalna polityka Unii Europejskiej” – mówi europoseł.
W dalszej części nagrania Jaki uderza w rządzących. W wideo pojawia się krótki klip z wypowiedzią marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. Czarzasty mówi w nim, że w temacie polityki migracyjnej Polska mogłaby „brać przykład z Hiszpanii”. W ten sposób odnosi się do ogłoszonej przez rząd Sáncheza amnestii, umożliwiającej legalizację pobytu osób pracujących dotąd w Hiszpanii nielegalnie.
Zaproponowane przez Sáncheza rozwiązanie ma przede wszystkim wyjść naprzeciw ogromnej szarej strefie, którą w Hiszpanii tworzą migranci pracujący tam od lat bez dokumentów. Nie dotyczy „nowych” migrantów, czyli np. tych, którzy przedarli się do Hiszpanii 31 lipca przez Ceutę.
W momencie, gdy z ust Czarzastego padają te słowa, na wideo Jakiego po raz kolejny widzimy zdjęcie tłumu migrantów wysypujących się ze sklepu gdzieś w Hiszpanii. Obraz sugeruje, że polityk Lewicy dąży do tego, by takie sceny rozgrywały się w Polsce.
Wideo nie jest opisane źródłem, więc nie wiadomo, czy to aktualne nagranie z Ceuty.
Europoseł nie ma wątpliwości: to dopuszczająca legalizację pobytu nielegalnych migrantów w Hiszpanii polityka rządu Pedro Sáncheza oraz unijna polityka migracyjna doprowadziły do „kryzysu” w Ceucie.
Po podobną narrację sięgają politycy innych partii narodowo-konserwatywnej i skrajnej prawicy w Europie i w Stanach. Powodem wydarzeń w Ceucie ich zdaniem jest „naiwna” polityka migracyjna rządu Sáncheza albo – w zależności od kraju pochodzenia partii politycznej – wprowadzenie lub nie paktu migracyjnego.
W ten sposób, ich zdaniem, lewicowo-liberalne elity mają sprowadzać na Europę i Europejczyków „migracyjne nieszczęście”.
O tym, że polityka Pedro Sáncheza „zachęca do wyjazdów i nagradza łamanie prawa” przekonani są także politycy francuskiego Zjednoczenia Narodowego, partii Marine Le Pen, która ma ogromną szansę wygrać przyszłoroczne wybory prezydenckie we Francji.
„Poprzez uregulowanie statusu setek tysięcy nielegalnych migrantów, socjalistyczny rząd Pedro Sáncheza naraził Europę na ogromne niebezpieczeństwo. Rezultaty widać gołym okiem: tysiące migrantów napłynęło do Ceuty. Jutro będą na ulicach naszych miast, wbrew woli mieszkańców Francji” – pisze partia w newsletterze.
Na to samo uwagę zwraca Jordan Bardella, przewodniczący ugrupowania, pisząc o migrujących dzieciach, które zostały w Ceucie bez opieki.
„Małoletni migranci bez opieki, którzy nielegalnie przekroczyli hiszpańską granicę w Ceucie, zostaną rozmieszczeni na terenie całej Hiszpanii, a w konsekwencji już jutro mogą znaleźć się we Francji – bez zgody Francuzów” – przestrzega Bardella, powielając partyjną narrację. Nie wspomina nic o tym, że dzieci podlegają szczególnej ochronie i nie mogą być deportowane bez opieki.
31 lipca polityk publikuje też na X doniesienia hiszpańskiego portalu internetowego El Español, który, powołując się na anonimowe źródła w hiszpańskich służbach, podaje, że te miały, w tłumie migrantów, którzy przedarli się do Ceuty, zidentyfikować co najmniej 10–12 wcześniej wydalonych z Hiszpanii osób powiązanych z dżihadyzmem.
„Pozostawienie naszych granic otwartych oznacza wpuszczenie do naszego domu wrogów naszej cywilizacji" – grzmi na X Bardella.
Jego zdaniem to „lewicowa naiwność” naraża na szwank bezpieczeństwo wszystkich Europejczyków. „Jeśli niczego nie zrobimy, sprawcy przyszłych ataków wymierzonych w niewinnych mieszkańców Europy, wedrą się do naszego domu przez Ceutę” – straszy.
Jeszcze niecały miesiąc temu to Bardella był kandydatem Zjednoczenia Narodowego w zbliżających się we Francji wyborach prezydenckich. Ale ze względu na to, że sąd apelacyjny złagodził wyrok dla Marine Le Pen za defraudację środków Parlamentu Europejskiego, w wyborach wystartuje jednak ona.
4 sierpnia doniesienia o zidentyfikowanych w tłumie migrantów dżihadystach dementuje hiszpańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Tej informacji Bardella w swoich mediach społecznościowych nie publikuje.
Le Pen ze swojej strony oznajmia:
„W obliczu masowego i skoordynowanego napływu migrantów do Hiszpanii, do którego zachęca hiszpański rząd, Francja musi bez zwłoki wzmocnić kontrole na swoich granicach. W 2027 roku położymy kres temu szaleństwu, zastrzegając prawo do swobodnego przemieszczania się w strefie Schengen wyłącznie dla obywateli Unii Europejskiej” – pisze 31 lipca na X.
Ograniczenie prawa przemieszczania się po strefie Schengen jedynie do obywateli UE to postulat bardzo radykalny.
W praktyce oznaczałoby konieczność kontrolowania każdej osoby, która chciałaby przekroczyć granicę. Jak inaczej wyłapać osoby niebędące obywatelami UE? To de facto propozycja zniesienia Schengen i przywrócenia granic wewnątrz Unii.
Jednak zdaniem polityków skrajnej prawicy „wyjątkowa” sytuacja wymaga „wyjątkowych” środków.
Dla Le Pen incydent w Ceucie to szansa na przekierowanie uwagi wyborców na zagadnienie, które wzmacnia jej poparcie. Ogromne pożary we Francji sprawiły, że Francuzi znowu zaczęli się martwić przede wszystkim zmianą klimatu, a to temat dla niej bardzo niewygodny – wzmacnia poparcie centrowych i lewicowych kandydatów.
Dało się to zauważyć w lipcowym badaniu Ipsos „Co martwi świat”. Najczęściej wskazywanym zmartwieniem Francuzów okazała się właśnie zmiana klimatu – taką odpowiedź wskazało 33 proc. respondentów, o 14 pp więcej niż w czerwcu. Ceuta może ponownie przekierować uwagę na nielegalną migrację czy przestępczość – główne tematy skrajnej prawicy.
Bardzo radykalne postulaty w związku z wydarzeniami w Ceucie mają też włoscy politycy. Skrajnie prawicowa premierka Włoch Giorgia Meloni mówi wprost o tym, że hiszpańska polityka legalizacji pobytu osób funkcjonujących dotąd w Hiszpanii nielegalnie, „napędza przemyt ludzi”.
Meloni niemal natychmiast podejmuje też decyzję o zawieszeniu obowiązywania umowy Schengen z Hiszpanią oraz zapowiada, że osoby przyjeżdżające do Włoch z Hiszpanii będą gruntownie prześwietlane.
Premierka Włoch musi pokazać zęby.
W nadchodzących wyborach parlamentarnych we Włoszech, które mogą się odbyć nawet w kwietniu 2027 r., jest podgryzana z prawej strony przez nowe ugrupowanie „Futuro Nazionale” byłego generała włoskiej armii Roberto Vannacciego.
Vannacci na incydent w Ceucie odpowiada jeszcze ostrzej niż ona: pisze, że w UE powinien obowiązywać model australijski. Osoby, które wjadą do Unii nielegalnie, powinny nigdy nie móc ubiegać się już o pobyt legalny.
Strategią polityczną Vannacciego jest uderzanie w Meloni i przekonywanie, że porzuciła program „prawdziwej prawicy”, wybierając kompromis z europejskim mainstreamem.
W podobne tony uderza w Hiszpanii skrajnie prawicowy Vox. Lider ugrupowania, Santiago Abascal, który chce zawalczyć o taki wynik wyborczy w przyszłym roku, by być rozgrywającym rządzącej koalicji, w pełni popiera decyzję Włoch o zawieszeniu obowiązywania strefy Schengen z Hiszpanią. Mówi: „Granice w Europie powinny być kontrolowane, wolność przepływu pracowników nie może być wolnością przepływu przestępców”.
Sánchez to w jego mniemaniu:
Zdaniem Abascala decyzja o przywróceniu kontroli wobec osób przybywających do Włoch z Hiszpanii to „forma ochrony dla Włoch”.
„Chciałbym, aby Hiszpania miała rząd – i dlatego startujemy w wyborach – który będzie bronił interesów Hiszpanii, a nie interesów korumpowanej kasty, zagranicznych elit, czy psychopatycznego premiera” – mówi 3 sierpnia.
Post z tym nagraniem umieszcza w swoich mediach społecznościowych Matteo Salvini, lider włoskiej Legi.
Abascal za wydarzenia w Ceucie domaga się dla Sáncheza trybunału stanu. Za „zdradę narodową” oraz „przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu państwa”.
W Polsce także wydarzenia w Ceucie szybko wskakują na agendę partii. Przekaz jest podobny do tego, jaki zastosowali politycy prawicy w innych krajach:
Krzysztof Bosak: "Minęło zaledwie kilka tygodni, od kiedy lewicowy hiszpański rząd zalegalizował pobyt kilkuset tysięcy nielegalnych imigrantów. Skutek jest oczywisty i przewidywalny: z Afryki ruszyła kolejna fala chętnych do skorzystania z tego przywileju [...].
Za lewicowe eksperymenty zapłacą teraz swoim bezpieczeństwem mieszkańcy Hiszpanii i niestety także mieszkańcy całej strefy Schengen" – pisze lider Konfederacji.
Polityk wezwał też rząd Donalda Tuska do nierespektowania zasad paktu migracyjnego, które m.in. zobowiązują kraje do wsparcia tych, które mierzą się ze „zwiększoną presją migracyjną”. Polska jest na razie zwolniona z obowiązkowej solidarności, bo sama gości dużą liczbę uchodźców z Ukrainy. Ale jeśli sytuacja migracyjna się zmieni, na mocy paktu migracyjnego będziemy zobowiązani do pomocy. Bosak domaga się, by złamać europejskie prawo i się do zasad paktu nie stosować.
Sławomir Mentzen w wideo w mediach społecznościowych przestrzega, że sytuacja z Ceuty to tylko „przedsmak” tego, co będzie się nasilać w najbliższych latach. Europa się starzeje, państwa Afryki przeżywają boom urodzeniowy i – zdaniem Mentzena – „będą szukać lepszego życia w Europie”.
„Będziemy mieć tego [migrantów próbujących przedostać się nielegalnie do Europy-red.] więcej, Europa będzie pod coraz większym naporem ludów z Afryki czy też z Azji” – mówi Mentzen w nagraniu. „Jeżeli państwa europejskie się nie ogarną i nie zaczną pilnować swoich granic, tak jak robi to Polska, tylko wpuszczać tych ludzi, to Europę czeka naprawdę bardzo ciemna przyszłość” – mówi polityk.
W tym drobnym stwierdzeniu „tak jak robi to Polska” można wyłapać oko puszczane do rządzących. Czyżby Mentzen przed kolejnymi wyborami pracował na dobrą relację z Tuskiem?
Przekaz rządu Donalda Tuska jest podobny. Rządzący nie kwestionują tego, jak przedstawiane są wydarzenia w Ceucie. Podkreślają jedynie, że Hiszpania musi bronić swoich granic tak, jak robi to Polska.
Prawo i Sprawiedliwość pod koniec lipca, gdy rozgrywały się wydarzenia w Ceucie, widać, że było bardziej zaangażowane w spory z rozłamowym środowiskiem Mateusza Morawieckiego. Lider PiS Jarosław Kaczyński nie poświęcił Ceucie ani jednego wpisu. Ale poza tym przekaz partii był podobny do tego Konfederacji: nielegalna imigracja to zagrożenie dla całej Europy.
Polska za czasów PiS „dała przykład obrony wschodniej granicy tym, że żołnierz przelewał krew” – pisze na X Jacek Sasin.
Podobny przekaz na forum UE płynie także od polityków centroprawicy i przedstawicieli instytucji unijnych. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oceniła, że wydarzenia w Ceucie pokazują konieczność dalszego wzmacniania zewnętrznych granic UE, w tym stosowania – „tam, gdzie jest to potrzebne” – fizycznych barier granicznych.
Słowa wsparcia wobec Hiszpanii padają jedynie ze strony przewodniczącego Rady Europejskiej Antoniego Costy, należącego do grupy Socjalistów i Demokratów (tej samej, do której należy partia Sáncheza). Costa zapewnia o solidarności z Hiszpanią i podkreśla „determinację UE” do ochrony zewnętrznych granic, zwalczania nielegalnej migracji i siatek przemytniczych oraz pochwalił współpracę Madrytu z Marokiem w celu przyspieszonego odsyłania migrantów.
W obliczu wydarzeń w Ceucie nikt nie usiłuje dementować twierdzeń o „inwazji”, której doświadczać ma Europa. Wydaje się, że wśród prawicowych sił politycznych panuje konsensus: Europa musi wzmacniać swoje granice, bo nielegalna migracja to w istocie śmiertelne zagrożenie dla naszej kultury i cywilizacji.
Jaki przekaz kreują te wpisy i wypowiedzi?
Incydent w Ceucie jest więc natychmiast wykorzystywany do bieżącej walki politycznej zgodnie z opisywaną przez politologów strategią borderingu, czyli wykorzystywania motywu granicy jako zasobu w walce politycznej. Wydarzenie służy temu, by:
Tym celom nie służy rzetelna analiza przyczyn wydarzeń w Ceucie, lecz bazujące na mocnych i autentycznych obrazach uproszczone narracje. Ich cel jest jeden: odbicie władzy z rąk obecnych elit.
Dlatego próżno w tych wpisach szukać rzetelniejszej analizy zjawiska. Nie dowiemy się z nich, że jedną z przyczyn masowych prób przekroczenia granicy w Ceucie mogła być dezinformacja rozchodząca się w mediach społecznościowych – m.in. pogłoski o otwarciu granicy oraz informacje o wyroku hiszpańskiego Sądu Najwyższego ograniczającym możliwość natychmiastowego zawracania migrantów. Hiszpańskie władze twierdzą, że treść orzeczenia była przedstawiana w sieci w sposób sugerujący, że przedostanie się do Ceuty stało się łatwiejsze.
Nie przeczytamy też, że nie ma podstaw, by politykę regularyzacji pobytu części migrantów prowadzoną przez rząd Pedra Sáncheza uznać za jedyną i bezpośrednią przyczynę kryzysu, bo program był:
Nie dowiemy się też o tym, że pośród osób, które złożyły wnioski w programie, dwie trzecie pochodziło z Ameryki Środkowej i Południowej, a Marokańczycy stanowili zaledwie 13 proc.. Poza tym program zakończył przyjmowanie wniosków miesiąc przed wydarzeniami w Ceucie.
Nie jest też tak, że sama regularyzacja pobytu migrantów musi prowadzić do nagłego wzrostu liczby przyjazdów. Podobne programy, jak zauważył „Financial Times”, prowadziły m.in. Włochy, Niemcy, Grecja i Portugalia, a Hiszpania przeprowadziła w ciągu ostatnich 40 lat sześć takich akcji – również za rządów konserwatystów.
Komisja Europejska przyznawała, że nie widzi bezpośredniego związku między hiszpańską regularyzacją a wydarzeniami w Ceucie.
Wreszcie takie wyjaśnienie pomija rolę Maroka. Tymczasem pojawiły się relacje, że marokańskie służby przynajmniej przez pewien czas nie powstrzymywały ludzi zmierzających w stronę Ceuty, a nawet doniesienia o żołnierzach zachęcających nieletnich do przekraczania granicy. Rabat temu zaprzecza i wskazuje zamiast tego na skalę zgromadzenia oraz dezinformację w internecie.
Do tego dochodzi kontekst geopolityczny: napięcia między Hiszpanią, Marokiem i Algierią wokół Sahary Zachodniej oraz świeża wizyta Sáncheza w Algierii. Nie ma dowodów, że to właśnie one wywołały kryzys, ale podobnego instrumentu nacisku Maroko użyło już w 2021 roku, gdy w ciągu dwóch dni do Ceuty przedostało się ponad 10 tys. osób.
To nie jest bowiem standard, że do jednego dnia przez granice UE usiłują się przedrzeć dziesiątki tysięcy ludzi.
To wydarzenie to incydent, anomalia, a nie standard. A to wskazuje na niestandardowe przyczyny, których jest więcej niż jedna.
Sprowadzenie 72 tys. prób przekroczenia granicy wyłącznie do polityki migracyjnej Sáncheza nie jest wyjaśnieniem tego, co się wydarzyło, lecz polityczną manipulacją, która pomija znaczną część znanego kontekstu.
Dokładnie to wyjaśniały w „Programie Politycznym” w ostatni czwartek 8 sierpnia Agata Szczęśniak i Dominika Sitnicka.
Tymczasem od „rozmieniania się na drobne” i zastanawiania, co tak naprawdę wydarzyło się w Ceucie, ze względów politycznych lepiej wykreować prosty obraz anonimowych mas szturmujących nasze granice. A o tym, że te obrazy mają ogromną moc rażenia i wpływają na dokonywane przez nas wybory polityczne, mówią badania naukowe.
Do takich wniosków doszedł międzynarodowy zespół badaczy z University of London, University of Kent, Sciences Po, CNRS (Francuskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych) oraz Uniwersytetu Luksemburskiego: Ruben T. Azevedo, Sophie De Beukelaer, Isla Jones, Lou Safra i Manos Tsakiris, którzy wyniki swoich badań opisali w artykule „Gdy obiektyw jest zbyt szeroki. Polityczne konsekwencje wizualnej dehumanizacji uchodźców” (tłum. tytułu własne), na co w mediach społecznościowych uwagę zwróciła dziennikarka CNN, Clarissa Ward.
„To, co widzimy w mediach i sposób, w jaki jest to przedstawiane, ma wpływ na nasze postawy, zachowania oraz wybory polityczne" – piszą naukowcy.
Opowieść prawicy o tym, co wydarzyło się w Ceucie, to zatem opowieść skrajnie upolityczniona i szyta na miarę zapotrzebowania politycznego:
A to wprost jeden z najważniejszych celów politycznych eurosceptycznej, radykalnej prawicy.
Ceuta może być więc użyta jako pretekst. Do ograniczania podstawowych dla Unii Europejskiej swobód, obowiązywania praw człowieka i obywatela, czy przestrzegania prawa międzynarodowego.
Siła rażenia obrazów z Ceuty jest tak duża także z innych powodów.
To właśnie dlatego migracja jest tak podatnym gruntem dla politycznej mobilizacji. Zamiast jednak tłumaczyć skalę zagrożeń i pokazywać, w jaki sposób państwo może im przeciwdziałać – poprzez kontrolę granic, sprawną politykę azylową czy długofalową politykę integracyjną – politycy skrajnej prawicy wykorzystują istniejące lęki, wzmacniając poczucie zagrożenia i przedstawiając zamknięcie granic jako jedyną możliwą odpowiedź. W przypadku Ceuty dochodzi do tego jeszcze istotny wymiar symboliczny.
„10-metrowy płot oddzielający Ceutę i Melillę od Maroka symbolizuje granicę między bogatą Globalną Północą a biednym Globalnym Południem. Migranci wspinający się na ten mur to wizualna manifestacja ataku na Twierdzę Europa” – tak o Ceucie w 2024 roku pisał hiszpański badacz populizmu José Javier Olivas Osuna, politolog z Uniwersytetu UNED w Madrycie, który analizował dyskurs skrajnej prawicy wokół analogicznych do lipcowego wydarzeń z maja 2021 i czerwca 2022.
W swoim artykule pt. „Płot możliwości. Jak radykalnie prawicowe, populistyczne narracje Vox kształtują i napędzają kryzys na granicy między Hiszpanią i Marokiem” (tłum. tytułu własne), Osuna zwraca uwagę na to, jak politycy radykalnej, populistycznej prawicy wykorzystują tego rodzaju wydarzenia do budowania narracji o egzystencjalnym kryzysie i kreowania prawicowo-populistycznej tożsamości politycznej, opartej na moralnym podziale społeczeństwa, jego jednorodnej wizji oraz wykluczaniu „niebezpiecznego Innego”.
Te strategie oparte są przede wszystkim na umacnianiu w świadomości wyborców znaczenia pojęcia „granicy”.
„Demokracje są wspólnotami zdefiniowanymi terytorialnie, a ich legitymacja wynika z tego, że stanowią suwerenne ośrodki zbiorowego działania. Zdefiniowanie grupy własnej – »nas« – wymaga jednoczesnego wyznaczenia »konstytutywnego zewnętrza«, czyli grupy obcej – »ich«, tych, którzy do wspólnoty nie należą. Dyskursy dotyczące granic (bordering discourses) pomagają odróżnić »swoich« od »obcych« oraz uzasadniają moralne podziały między wspólnotami zakorzenionymi w określonym terytorium” – pisze Osuna.
„Zamykając ludzi w sztywnych ramach wyznaczonych przez granice, przywódcy polityczni próbują na nowo kształtować więzi afektywne, osłabiając inne, wcześniej istniejące elementy tożsamości” – tłumaczy badacz.
„W ten sposób granice terytorialne służą tworzeniu i przekształcaniu tożsamości zbiorowych: odwracają uwagę od różnic wewnątrz własnej wspólnoty, jednocześnie wyostrzając różnice wobec grup zewnętrznych” – zauważa Osuna.
Te formatywne dla tożsamości politycznej wyborców skrajnej czy narodowo-konserwatywnej prawicy dyskursy dotyczące granic to np. dyskurs o obecnie rządzących elitach politycznych, które – proponując „proimigranckie polityki” – miałyby rzekomo realizować „obcy” interes. To także przypisywanie sprawstwa wobec rozmaitych patologii społecznych – np. przestępstw czy przemocy, osobom z pochodzeniem migranckim poprzez uwypuklanie i przyciąganie uwagi do przestępstw faktycznie przez nich popełnionych.
Najpotężniejszym narzędziem strategii borderingu jest bowiem to rozróżnienie: „swój” – „obcy”: obcy to – w zależności od kraju i kontekstu – imigranci, muzułmanie, osoby LGBT, realizujące interes zagranicy elity.
Osuna podkreśla jeszcze jeden typowy dla strategii borderingu zabieg. Chodzi o tworzenie przekonania, że
społeczeństwo złożone z tej jednej, „wewnętrznej” grupy narodowej funkcjonuje dużo spokojniej i prościej niż społeczeństwo mieszane, wielokulturowe, różnorodne.
Oczywiście w takim społeczeństwie też są problemy, ale to problemy „w rodzinie”, które łatwiej rozwiązać, bo jest między ludźmi „prawdziwa”, „przyrodzona” więź, która ten proces ułatwia. Natomiast społeczeństwo heterogeniczne, złożone z ludzi o różnym pochodzeniu kulturowym, a więc z „nas” i „innych”, według tej wizji, jest społeczeństwem dużo trudniejszym do zarządzania, pełnym konfliktów i utrudniających życie różnic.
Dlatego w narracji politycznej partii stosujących te strategie jako problemy do rozwiązania będą częściej pojawiać się problemy związane z innymi – czy to migrantami, czy zdradzieckimi elitami, a nie te dotyczące grupy podstawowej, np. „prawdziwych polskich patriotów”. Mimo że w obu tych grupach występują podobne patologie.
„Granica wyznacza zatem nie tylko przestrzeń terytorialną, w której koncentruje się władza i walka o nią, lecz także rzekomą przestrzeń niczym niezakłóconej stabilności i bezproblemowej tożsamości” – pisze Osuna.
Partie wykorzystują granicę państwową jako element swojej wizji „geometrii władzy” oraz przedstawiając politykę jako walkę „bezsilnego ludu” z „potężnymi elitami” i „uprzywilejowanymi migrantami”.
To właśnie nacjonalistyczna iluzja, którą usiłuje sprzedać nam radykalna prawica.
Cynicznie można więc stwierdzić, że incydent w Ceucie niejako „spada z nieba” partiom skrajnie prawicowym, walczącym o przejęcie władzy w Europie, bo stanowi bardzo mocne paliwo wyborcze.
Są badania naukowe z Wielkiej Brytanii, które wskazują, że przed każdymi wyborami wzrasta poczucie, że migracja jest wielkim wyzwaniem, a po wyborach spada. Mówił o tym prof. Paweł Kaczmarczyk, dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami UW w rozmowie z Magdaleną Chrzczonowicz.
„Przed referendum brexitowym w 2016 r. przekonanie, że migracja jest kluczowym tematem, miało blisko 60 proc. badanych [w Wielkiej Brytanii – red.]. Po nim odsetek ten stopniowo spadał do poziomu poniżej 5 proc. I to w sytuacji, gdy skala migracji przecież radykalnie się nie zmniejszyła” – mówił Kaczmarczyk.
Jego zdaniem wskazuje to na to, że
stosunek do imigracji jest w dużej mierze wynikiem polityzacji samego fenomenu.
„Jeśli sfera migracji jest instrumentalnie wykorzystywana przez polityków dla doraźnych korzyści politycznych, istnieje ryzyko, że poczucie zagrożenia – czy choćby jak w przypadku powyżej przekonania o znaczeniu imigracji – będzie odzwierciedlać raczej temperaturę debaty politycznej, a nie realne wyzwania” – mówił badacz.
To bardzo istotne, bo znajdujemy się politycznie w bardzo newralgicznym momencie.
Rok 2027 to superrok wyborczy w UE.
Do urn w kluczowych wyborach pójdą Francuzi, Finowie, Estończycy, Grecy, Hiszpanie, Słowacy, Polacy i Włosi. Francuzi wybiorą prezydenta, co w systemie prezydenckim jest rozstrzygające dla kierunku polityki kraju. Pozostali – w systemach parlamentarnych – zagłosują w wyborach parlamentarnych o tak samo dużym znaczeniu.
Co szczególnie istotne z punktu widzenia całej Unii Europejskiej to, że wybory odbędę się w 4 z 5 najludniejszych krajów Unii: we Francji, Włoszech, Hiszpanii i Polsce. Ich wynik przełoży się wydatnie na to, czy skrajna prawica i/lub narodowi konserwatyści będą mogli zacząć zaprowadzać w Europie swoje „suwerenistyczne” porządki.
Można spodziewać się, że jeśli dojdą do władzy, kwestia migracji będzie jednym z najważniejszych „problemów do rozwiązania”. Tylko co w tym zakresie mogą nam zaoferować ugrupowania, które odrzucają ideę integracji i równości, a migrację postrzegają przede wszystkim jako zagrożenie, które należy powstrzymać, zamiast jako zjawisko, którym państwo może i powinno zarządzać? Obyśmy nie musieli się o tym przekonać.
Nacjonalizm
Wybory
Patryk Jaki
Donald Tusk
Ursula von der Leyen
Unia Europejska
nastroje antyimigranckie
pakt migracyjny
polityka migracyjna
skrajna prawica
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Komentarze