Czy powszechność smartfonów odpowiada za to, że rodzi się mniej dzieci?
Według analizy „Financial Times” spadającej dostępności mieszkań można przypisać mniej więcej połowę spadku dzietności. W wielu krajach rozwiniętych spadek urodzeń największy jest w grupach najsłabiej wykształconych i o najniższych dochodach. A co ze smartfonami?
Kryzys demograficzny dotyka nie tylko Polskę. W większości krajów rozwiniętych od połowy ubiegłego stulecia dzietność powoli spadała. W tym stuleciu ten spadek był już tak gwałtowny, że wypada go określić mianem załamania – lub, jak niektórzy wolą – katastrofy.
Na tym wykresie Our World In Data można zobaczyć, jak dzietność spadała od lat 50. ubiegłego wieku, można też przeglądać jej spadek na poszczególnych kontynentach lub w konkretnych krajach. Jest to wykres współczynnika dzietności (zwanego też wskaźnikiem dzietności lub po prostu dzietnością). Mówi, ile w danym roku należałoby oczekiwać urodzeń dzieci przez przeciętną kobietę w ciągu całego jej okresu rozrodczego (15-49 lat).
Przyjmuje się, że w państwach rozwiniętych współczynnik dzietności zapewniający prostą zastępowalność pokoleń to 2,1. W Europie wynosi około 1,4 (dane za 2023 roku), zaś w Polsce obecnie to zaledwie 1,1. Oznacza to, że populacja naszego kraju i ludność kontynentu bez migracji mogą jedynie się kurczyć.

Komentarze