30 grudnia 2020

Zła spowiedź boli całe życie. Spowiadanie dziecka z masturbacji to przemoc seksualna [WYWIAD]

"Spowiednik niejako wtłacza swoje brudne myśli w dziecko. To dlatego takie spowiedzi są pamiętane całe życie" - mówi w wywiadzie dla OKO.press traumatolożka dziecięca Grażyna Lewko. Rozmawiamy o spowiedziach, w których księża szczegółowo przepytują dzieci z VI przykazania

Daniel Flis, OKO.press: Opublikowaliśmy w OKO.press relacje osób szczegółowo przepytywanych w trakcie spowiedzi z życia seksualnego. Wiele z nich przed pierwszą komunią słyszało w konfesjonale pytania o dotykanie się w miejscach intymnych i masturbację. Czy takie pytania w ogóle można zadawać ośmiolatkom?

Grażyna Lewko, psycholożka, traumatolożka dziecięca: Przemocą seksualną, a szczególnie przemocą wobec dzieci w Kościele zajmuję się od wielu lat, ale wciąż jestem zaskakiwana. Mamy XXI wiek, po tylu latach od Freuda i jego teorii dziecięcej seksualności wciąż musimy zastanawiać się nad tak podstawowymi kwestiami. Przecież to oczywiste, że wobec dziecka podczas spowiedzi należy być taktownym. Wciąż trzeba powtarzać, że istnieje dziecięca seksualność i trzeba traktować ją delikatnie.

Nie ma żadnego uzasadnienia dla wypytywania dziecka o fantazje seksualne albo o masturbację. Masturbacja jest zwyczajnym zachowaniem seksualnym człowieka. Gdy staje się lekarstwem na opuszczenie, osamotnienie i zaczyna dominować w życiu dziecka, czy dorosłego, wówczas szukamy lekarstwa, które bardziej pomaga. Ale czasem masturbacja ratuje życie np. w sytuacji skrajnego opuszczenia, dziecko wówczas nieświadomie szuka pocieszenia we własnym ciele. Jako dorośli mamy zrozumieć cierpienie dziecka i pomóc mu.

Spowiednicy pytają dzieci też o fantazje seksualne, “grzeszne” lub “nieskromne” myśli, o podglądanie rodziców w sypialni.

Dziecięce fantazje seksualne istnieją, ale one dotyczą pragnień wynikających z ich rozwoju, z ich ciekawości, z ich miłości do rodziców.

Proszę sobie wyobrazić zamkniętą sypialnię rodziców. Dziecko zastanawia się: "Co tam się dzieje? Może będą mieli nowe dziecko? Czy wówczas będą mnie kochać?". Starsze dzieci wiedzą na temat seksualności więcej. Obserwują własną seksualność, która jest fascynująca, niepokojąca, budzi ciekawość, lęk, nieznane wcześniej pragnienia, stwarza nowe możliwości. I to jest w porządku. Co się stało z dorosłymi, których ta dziecięca i młodzieńcza seksualność tak natrętnie niepokoi, że muszą ciągle o niej mówić?

Wyobraźmy sobie sytuację, że dziecko jest zaproszone przez rodziców do sypialni i jest świadkiem ich aktu seksualnego. To jest przeżycie, na które psychika dziecka nie jest przygotowana. Dziecko może mieć fantazje, dotyczące tego, co robią rodzice w sypialni, ale dziecka nie konfrontujemy z dorosłą seksualnością.

Na katechezie dzieci uczą się, że grzeszyć można także myślą.

Człowiek jest tak skonstruowany, że ma fantazje na różne tematy, jego myśli się myślą, uczucia czują, a fantazje się snują. To bardzo osobisty, intymny świat.

Jeśli osoba dorosła wkracza w tę intymną rzeczywistość, narzucając dziecku własne myśli i fantazje seksualne, to brudzi i niszczy ten świat. To osoba dorosła ma brudne myśli, nie to dziecko. Dlatego takie intruzywne seksualnie spowiedzi są pamiętane całe życie.

W jednej z relacji ksiądz dyszał w konfesjonale. Inny się masturbował.

Taka ciekawość o seksualność dziecka jest chorą ciekawością. Normalnie nie zadaje się dziecku takich pytań. Bo dlaczego dorosły może szczegółowo pytać o przeżycia seksualne dziecka? Dlatego, że to on jest pobudzony, to on ma fantazje. Pobudzenie seksualne księdza w tej sytuacji jest tym, co przemocą wdziera się w psychikę dziecka. Dziecko jest wówczas potraktowane jak rzecz do masturbacji dla dorosłego. Bo powiedzieć, że potraktowane przedmiotowo to za mało.

Czy można to nazwać formą molestowania seksualnego?

W kwestii pojęć nadużycie seksualne, wykorzystanie seksualne, molestowanie seksualne, przemoc seksualna jest duże zamieszanie. Właściwie nie korzystam ze słowa molestowanie seksualne, bo już nie wiem, co to znaczy.

Uważam, że wszystko to, co jest związane z naruszeniem granic seksualnych dziecka, jest przemocą seksualną. Możemy tylko zastanawiać się jak poważną i jakie symptomy wywołała.

Kiedy badam dziecko wykorzystywane seksualnie, niezwykle skupiam się na tym, jakie ta seksualna przemoc zostawiła ślady w psychice. Pojęcie traumy zostało zbanalizowane. Stres, który nam towarzyszy w życiu, nie jest zwykle traumatyczny. Specyfiką przeżycia traumatycznego jest przerażenie, lęk, dezorientacja, skrajna bezradność i brak możliwości ucieczki. W sferze psychiki dochodzi do załamania bądź utraty podstawowego zaufania do świata. Traumatyczne doświadczenie ma to do siebie, że po nim nic już nie jest takie samo.

Nie podlega ono również takiemu psychicznemu opracowaniu, jak wspomnienie. Abyśmy mogli żyć, nasza psychika musi włożyć dużo wysiłku, aby obraz tego wspomnienia odeprzeć. Ono jednak nigdy nie daje się wyprzeć całkowicie i wraca pod postacią jakiejś nadmiernej reakcji na zapach, dźwięk, obraz.

Nasza reakcja na traumatyczne wydarzenie jest silnie związana z tzw. psychiczną skórą. Czasem jest tak, że dziecko jest niezwykle delikatne i wrażliwe. Gdy ma do czynienia z przemocą werbalną i sygnałami niewerbalnymi, które wprawiają je w osłupienie, przerażenie, wywołują obrzydzenie, wstyd i wstręt, symptomy są poważne.

Wiele z osób wspomina wypytywanie o seks w trakcie spowiedź jako przeżycie traumatyczne. “Nawet teraz jak o tym myślę, dokładnie mi się przypomina to poczucie wstydu i upokorzenia. Bardzo płakałam po tej spowiedzi i wykształciła się wtedy we mnie trauma” - napisała nam kobieta, którą w wieku ośmiu lat ksiądz pytał, czy i jak się dotyka, czy ma grzeszne myśli. Dlaczego dzieci przeżywają takie sytuacje tak mocno?

Takie pytania są dla nich wstrząsające, ponieważ ksiądz jest dla nich wielką postacią. My jako dorośli możemy myśleć, że to zwykły człowiek ze zwyczajnymi problemami. W tym problemami ze swoją seksualnością, samotny, nieszczęśliwy. Ale dla dziecka ksiądz jest bogiem. Powiedzieć, że dziecko w tej sytuacji jest przerażone to za mało. Ono zostaje bez niczego. Gdzie ma pójść z tym, czego doświadczyło? Jak opowiedzieć o tym, że czuło pobudzenie seksualne księdza? Dziecko nie ma języka do opisu takiego doświadczenia. Czuje, że to było okropne, przerażające, ale jak to powiedzieć, żeby mu ktoś uwierzył? Dorośli nie są skłonni słuchać.

Kiedyś zapytałam dziewczynkę, dlaczego opowiedziała mi o swoich przeżyciach. Przecież dopiero mnie poznała. Odpowiedziała, że ja chcę słuchać, a inni nie. Tych “innych” też rozumiem, bo to taki świat, o którego istnieniu nie chcemy wiedzieć.

Co się dzieje w psychice dziecka, gdy ksiądz wypytuje o jego seksualność?

Psychika dziecka, ale nie tylko dziecka, w ogóle nie jest przygotowana na potraktowanie w tak intruzywny sposób. Sama spowiedź jest bardzo intymnym przeżyciem. Dziecko ma wyznać to, co wydaje mu się grzechem i z czego powodu już czuje się winne. Jest w tej sytuacji bezbronne. I wtedy doświadcza czegoś nieoczekiwanego. Wtargnięcia chorej seksualności dorosłego w sferę jego dziecięcej seksualności.

Specyfiką takiego doświadczenia jest to, że dziecko, a nawet dorosła osoba, często popada w znieruchomienie. Często pyta się ofiary przemocy seksualnej: ale dlaczego nie uciekłaś? Dlaczego?

Dziecko nie ucieka z konfesjonału, nie robi rabanu, bo jest przerażone. Zdezorientowane. Nie wie, jak się zachować. Boi się wykonać jakikolwiek krok.

Kiedy czuje, że jest coś nie tak - a przecież dzieci to czują - nie jest w stanie wyjść z konfesjonału. Zrobi to tylko dziecko, które wie, że może udać się do jakiegoś dorosłego i powiedzieć: "Coś mi nie pasowało z tym księdzem". Zwykle trudno będzie to zrobić dziecku, którego rodzice chodzą do kościoła, ale powie koleżance, może ulubionej cioci, do której ma zaufanie.

Część dzieci nikomu nie powie, bo są przekonane, że nie wolno. Niektórzy księża i katecheci wbrew doktrynie Kościoła uczą, że tajemnica spowiedzi obowiązuje także spowiadających się. Przestrzegają, że powtarzanie komukolwiek tego, co usłyszało się w konfesjonale, jest grzechem.

Wtedy mamy do czynienia z sytuacją skrajnej bezradności. Dochodzi do jakiegoś wstrząsającego wydarzenia i nie ma możliwości zareagowania. Dziecko jest w sytuacji inwazji w jego psychikę, a z drugiej strony nie może o tym powiedzieć, bo będzie to grzechem. To już wyczerpuje znamiona zdarzenia traumatycznego. To znaczy takiego, w którym zablokowana jest możliwość reakcji.

Bo to jest inna sytuacja, kiedy dziecko czuje, że coś jest nie tak, ale może zareagować. Może powiedzieć kolegom, koleżankom, zapytać, czy ten ksiądz jest dziwny. Dzieci szybko się orientują w tej kwestii.

Ale jeżeli ta reakcja obronna jest zablokowana, to rodzi bardzo poważne konsekwencje psychiczne.

Jakie?

To wywołuje ogromne spustoszenie psychiczne. Dziecko nie może zorientować się, co się wydarzyło w tym konfesjonale. Wychodzi z niego w poczuciu, że jest brudne i złe. Ale, powtórzę, to nie ono jest brudne i złe. To dorosły miał brudne myśli.

Konsekwencje tego są naprawdę długofalowe. Przede wszystkim dochodzi do utraty zaufania. Żeby można było żyć, musimy mieć jakieś podstawowe zaufanie do świata, musimy myśleć, że sprawy się dobrze ułożą.

U dzieci objawia się to różnymi reakcjami somatycznymi. Bóle brzucha, wymioty, trudność w zasypianiu, koszmary senne, kłopoty z koncentracją uwagi. Ważnym symptomem jest niemożność bawienia się. Niektóre dzieci bawią się w sposób, który określam zabawą traumatyczną. Polega to na powtarzaniu na nieświadomym poziomie traumatycznego zdarzenia. Spokojną zabawę natarczywie zakłóca jakiś niszczący motyw. Zabawa traumatyczna jest zabawą wielokroć powtarzaną i pozbawiona jest przyjemności bawienia.

Dziecko może bać się dorosłych, mężczyzn, osób przypominających posturą tego dorosłego, kogoś o podobnym głosie, dłoniach. Mogą wywoływać bardzo silną reakcję lękową. Z tym nie da się normalnie żyć.

Ludzie pamiętają takie wydarzenie przez całe życie. Pamięcią fotograficzną pamiętają kolor konfesjonału, światło, dźwięki, zapach księdza, ale też ich ciało “pamięta” wstręt, ból. Kiedy poczują ten zapach w otoczeniu, poczują również niepokój, chęć wymiotowania, nagły ból głowy.

Ale chyba najgorsze jest poczucie winy, bycia brudnym i złym. Niestety, gdy dorosły źle się zachowuje, to dziecko czuje się winne.

Konsekwencją może być też unikanie kościołów, a nawet odejście z Kościoła.

“Obiecałam sobie, że nigdy tam nie wrócę” to częsta pointa tych relacji z konfesjonałów.

Osobom religijnym zależy na przekazaniu dzieciom, że istnieje dobry Bóg. Postać, do której można mieć zaufanie, można się do niego zwrócić, jak jest nam ciężko. Niestety tego typu zdarzenie niszczy postać dobrego Boga. Na zawsze.

Co więc może zrobić rodzic, jeśli mimo wszystko decyduje się na posłanie dziecka do pierwszej komunii? Jak przygotować je na zbyt inwazyjne pytania o sferę seksualną?

Dzieciom mówimy prawdę, ale nie całą, tylko taką, którą dziecko może przyjąć. Nie mówimy mu, jak groźny jest świat i jak niszczący i groźny może być drugi człowiek, bo ledwo sami dźwigamy tę myśl. Mówimy mu, że zdarzają się ludzie, którzy mają złe zamiary. W związku z tym dziecko musi być wyposażone w pewną wiedzę o świecie.

Ważne, żeby rodzice mówili, że dorośli są różni i są takie rzeczy, których dorośli nie mogą dzieciom mówić. Nie mogą o niektóre rzeczy wypytywać. Na przykład nie mogą wypytywać o siusiaka. Można wytłumaczyć: "Tak jak nie wchodzimy do Ciebie do toalety, nie wchodzimy, gdy się kąpiesz, tak ktoś obcy nie ma prawa wypytywać cię o siusiaka". Ważne, żeby pokazać, że są pewne nieprzekraczalne granice.

A co można zrobić, kiedy dziecko wróciło z konfesjonału z opowieścią o dyszącym księdzu?

Z badań i mojego własnego doświadczenia wynika, że jeżeli dochodzi do takiego traumatycznego wydarzenia w kościele, to bardzo istotna jest reakcja społeczności. Jeśli społeczność powie: "To nie w porządku, on nie miał prawa ci tego zrobić", to traumatyczne symptomy nie występują u dziecka. Mówiąc w języku klinicznym: to odbarcza.

Są dzieci, które przyjdą i powiedzą rodzicom, bo mają takie doświadczenie z rodzicami, że rodzice ich wysłuchają. Niestety mam poważne obawy i takie doświadczenie, że dorośli, którzy dopuszczają się przemocy seksualnej, wybierają sobie takie dzieci, które są bardziej bezbronne. Wtedy mogą pozostać bezkarni.

Spowiednicy także brutalnie wkraczają w intymność dorosłych. Wstrząsnęła mną opowieść kobiety, która przed swoim ślubem była wypytywana przez księdza z pozycji seksualnych stosowanych z narzeczonym. Czuła, że sprawia mu to przyjemność, ale odpowiadała na pytania. Była pod przymusem, bo bez rozgrzeszenia nie zostałaby dopuszczona do ślubu. Po spowiedzi czuła się psychicznie zgwałcona, zrobiło jej się niedobrze.

Reakcja na takie zdarzenie zależy od psychiki dorosłego. Dorosły już ma jakieś narzędzia do poradzenia sobie z tym. Coś może zrobić. Część po prostu odejdzie z kościoła lub przynajmniej zmieni księdza, część poinformuje swoją wspólnotę religijną.

Można też zawiadomić kurię. Księdza stosującego tego rodzaju przemoc seksualną biskup może upomnieć, a jeśli to się powtórzy, nawet zakazać mu spowiadania.

Zgłoszenie sprawy do kurii może być pomocne. Jest tylko jeden warunek. Kuria musi to potraktować poważnie. Bo inaczej okaże się, że można zrobić coś tak okropnego i nic się nie dzieje.

To zaburza porządek świata. Jeśli dzieje się nam coś złego, oczekujemy, że mamy gdzie zwrócić się w tej sprawie. Osoby, które doświadczyły przemocy ze strony księży, zwykle są ignorowane, chodzą od drzwi do drzwi.

A chodzi o prostą rzecz. Naprawdę prostą. Żeby ktoś, kto cieszy się autorytetem w Kościele, powiedział: to jest złe. Tak nie wolno było zrobić. Przywrócić porządek rzeczy. To naprawdę niewiele. Ale ciągle tak często nie może się zadziać.

Udostępnij:

Daniel Flis

Dziennikarz śledczy. W OKO.press od 2016 r., wcześniej pisał dla „Gazety Wyborczej”. Absolwent filozofii na UW i Polskiej Szkoły Reportażu, stypendysta OCCRP. Był nominowany do nagród dziennikarskich.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne