Kamila Dorbach oskarżyła OKO.press, że od 5 miesięcy nie wykonujemy postanowienia sądu w sprawie „słynnych hejterskich komentarzy” na jej temat, choć zrobiliśmy to w listopadzie 2025. Ministerstwo kultury prowadzi kontrolę w PISF i opisanych przez nas praktyk tzw. klauzul egzekucyjnych
Podczas sejmowej komisji kultury 14 kwietnia 2026 roku poświęconej „Sytuacji kinematografii polskiej” posłanka Daria Gosek-Popiołek (Nowa Lewica) zapytała dyrektorkę Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Kamilę Dorbach o działania podejmowane wobec „Gazety Wyborczej” i OKO.press przez wynajętą przez Instytut kancelarię Hasik Rheims i Partnerzy, a także o koszty wynajęcia kancelarii. „Wygląda na to, że siłowymi metodami próbuje się wpływać na media. Budzi to moje wątpliwości” – powiedziała Gosek-Popiołek.
Kancelaria Hasik Rheims i Partnerzy występowała na zlecenie PISF przeciwko mediom już za rządów PiS, kiedy dyrektorem PISF był Radosław Śmigulski (w latach 2017-2024). Reklamuje swoje usługi w ratowaniu kryzysu wizerunkowego klientów: „Nasza wieloletnia praktyka oraz współpraca ze specjalistami PR, marketingu i monitorowania mediów pozwalają na zbudowanie skutecznej strategii działania, wykorzystującej wszelkie narzędzia prawne. Dajemy naszym Klientom poczucie odzyskania kontroli nad biegiem wydarzeń”.
W innej batalii z „Wyborczą” kancelaria reprezentowała SKOK Stefczyka.
Kamila Dorbach nie podała, ile PISF płaci kancelarii Hasik Rheims i Partnerzy za dyscyplinowanie mediów. Poinformowała za to o ugodzie, jaką PISF będzie zawierać z „Gazetą Wyborczą” i podkreśliła, że dojdzie do tego „z inicjatywy »Wyborczej«” (zobacz dalej komentarz wicenaczelnego GW Romana Imielskiego). Następnie zajęła się OKO.press:
"Jest jeszcze kwestia słynnego hejterskiego komentarza w OKO.press pod jednym z pierwszych artykułów. Zgłosiliśmy sprawę na policję, policja przekazała prokuraturze, prokuratura wszczęła śledztwo, prokuratura nakazała, żeby ujawnić autora tego hejterskiego komentarza. Redakcja OKO.press zaskarżyła postanowienie prawomocne prokuratury i skierowała sprawę do sądu.
Sąd także nakazał ujawnienie adresu IP, czekamy już piąty miesiąc,
kto napisał ten artykuł [chyba – wpis] pod pierwszym artykułem pana Piotra Pacewicza. Jak rozumiem, redakcja zna [ten adres] skoro zaskarżyła postanowienie prokuratury, co się nie zdarza. Mamy tutaj prawników, którzy pracują przy próbach uzyskania adresów IP, najczęściej redakcje od razu ujawniają adresy IP tego, kto napisał hejterskie komentarze, zwłaszcza po prawomocnym postanowieniu prokuratury".
Pani Dorbach powinna ostrożniej używać terminów prawniczych. Dwukrotnie mówi o „prawomocnym postanowieniu prokuratury”, które OKO.press zaskarżyło. Rodzi to pytanie, które będzie dręczyć prawników: w jaki sposób OKO.press zaskarżyło do sądu prawomocne postanowienie prokuratury? Pani dyrektor nie wie, co mówi. Postępowanie staje się prawomocne po postanowieniu sądu.
Także określenie „hejterski”, a zwłaszcza „słynny hejterski” budzi wątpliwości.
W artykule „Afera w PISF. Min. Wróblewska do OKO.press: »Utnijmy spekulacje«. Rozwód: »Komu nadepnęłam na odcisk?«" opisywaliśmy 10 listopada 2024 roku kulisy odwołania 30 października dyrektorki PISF Karoliny Rozwód, przedstawiając jej wersję zdarzeń i konfrontując z wypowiedzią ministry Hanny Wróblewskiej, która ją odwołała.
Na marginesie tej bulwersującej decyzji opisaliśmy m.in. „tajemnicę znikającego zdjęcia”. Na stronach PISF nominacja Karoliny Rozwód w lipcu 2024 roku była ilustrowana zdjęciem czwórki osób: ministry Wróblewskiej, Karoliny Rozwód, a także wiceministra kultury Andrzeja Wyrobca oraz Kamili Dorbach. Dorbach była przed Rozwód p/o dyrektora PISF, a potem została jej wice. Atmosfera zdjęcia była familijna.
Pisaliśmy: „Nie wiemy, kto w ostatnich dwóch tygodniach usunął powyższe zdjęcie z ministerialnej strony, ale nie wykluczone, że to wyraz narastającego konfliktu wewnątrz PISF, jaki opisaliśmy. Dorbach, jako osoba wspierana przez wiceministra Andrzeja Wyrobca i dyrektora Macieja Dydo, nie chciała być postrzegana, jako uczestniczka nominacji Rozwód. Ostrożności nigdy dosyć, prawda?”.
Pod tekstem pojawiło się kilka komentarzy, w tym dwa, w których autorzy lub autorki wyrażali przypuszczenie, że relacja Kamili Dorbach i ministra Wyrobca mogła być jednym z powodów odwołania Karoliny Rozwód. Decyzja zapadła bowiem po tym, jak Rozwód poinformowała min. Wróblewską o swoich konfliktach z Dorbach i poprosiła o jej odwołanie. Internauci/internautki doradzali OKO.press dalsze wyjaśnienie tej sprawy. Nie było w ich wpisach żadnego niecenzuralnego słowa, co najwyżej plotkarski ton.
28 maja 2025 dostaliśmy z Prokuratury Rejonowej Warszawy-Śródmieście (datowane na 29 kwietnia) postanowienie zwalniające nas z obowiązku zachowania tajemnicy służbowej. Prokuratura żądała podania danych dwóch osób, które komentowały nasz tekst i dała nam na to pięć dni.
3 czerwca 2025 redaktorzy naczelni OKO.press zaskarżyli postanowienie prokuratury w Sądzie Rejonowym Warszawy-Środmieście. Twierdziliśmy, że komentarze zamieszczane pod artykułem prasowym nie stanowią wprawdzie materiału prasowego w rozumieniu Prawa prasowego, jak np. listy, ale dane internautów powinny być objęte tajemnicą dziennikarską. Pisaliśmy, że „zwolnienie z tajemnicy dziennikarskiej winno mieć charakter absolutnie wyjątkowy (...) zwłaszcza że skutki wykonania zaskarżonego postanowienia są nieodwracalne”.
31 października 2025 Sąd Rejonowy nie uwzględnił naszego wniosku. "Osoby zamieszczające komentarze pod publikacjami internetowymi ponoszą odpowiedzialność za przedstawiane treści, zaś podmiot prowadzący tego typu forum
nie jest uprawniony do ochrony tego typu osób przed organami państwowymi
(...) czym innym jest publikacja prasowa w internecie, która pozostaje pod ochroną tajemnicy dziennikarskiej, a czym innym komentarze pod taką publikacją zamieszczane na ogólnodostępnym forum, które nie mają charakteru prasowego".
17 listopada 2025 wypełniliśmy postanowienie sądu i podaliśmy te dane użytkowników, które posiadaliśmy. Dura lex, sed lex – prawa trzeba przestrzegać.
Nie jest jasne, dlaczego te informacje do Dorbach nie dotarły lub dlaczego dyrektorka PISF tak to przedstawia. Bo do prokuratury nasze pismo dotarło.
10 kwietnia 2026 dyrektorka Kamila Dorbach w piśmie do redaktorki naczelnej OKO.press Magdaleny Chrzczonowicz „wyraziła stanowczy sprzeciw wobec działań redakcji OKO.press, polegających na ignorowaniu zarówno postanowienia prokuratury, jak i utrzymującego je w mocy postanowienia sądu (...) redakcja odmawia ujawnienia autora komentarza o charakterze hejterskim, wpisu bezsprzecznie naruszającego podstawowe standardy debaty publicznej oraz godzącego w dobra osobiste”.
Pani Dorbach oceniła, że stoi to „w rażącej sprzeczności z deklarowanymi przez redakcję OKO.press zasadami etyki dziennikarskiej (...) brak reakcji na treści hejterskie, a także nierespektowanie prawomocnych orzeczeń sądów, nie tylko podważają wiarygodność tych deklaracji, lecz również wyznaczają niebezpieczny precedens (...) mogą stanowić negatywny wzorzec dla innych redakcji oraz sprzyjać utrwalaniu poczucia bezkarności wśród sprawców hejtu”.
Dorbach dodała wątek feministyczny. "Szczególne oburzenie budzi fakt, iż
przemocowe i hejterskie treści skierowane są wobec kobiety,
a mimo to nie spotykają się z adekwatną reakcją redakcji. Okoliczność ta jest tym bardziej bulwersująca, że redakcją kieruje osoba, od której należy oczekiwać szczególnej wrażliwości na przejawy przemocy i nierównego traktowania w przestrzeni publicznej".
Dorbach zapowiedziała, że jak nie wypełnimy postanowienia sądu, to „PISF podejmie kolejne kroki, w tym przygotowanie listu otwartego do redakcji, który zostanie udostępniony na naszych [PISF-u] kanałach komunikacji oraz przekazany innym redakcjom medialnym”.
Pismo jest znacznie dłuższe i fundamentalne w treści i w formie. Rzecz w tym, że cały wywód jest oderwany od rzeczywistości, bo OKO.press wypełniło postanowienie sądu i prokuratury.
Odpowiadając na pismo Dorbach napisaliśmy po prostu, że „nieprawdą jest, że redakcja OKO.press ignoruje postanowienie prokuratury oraz utrzymujące je w mocy postanowienie sądu. Już w listopadzie 2025 r. udzieliliśmy odpowiedzi na wezwanie prokuratury”.
O sprawie odwołania po zaledwie czterech miesiącach pracy wyłonionej z konkursu dyrektorki PISF Karoliny Rozwód OKO.press napisało wiele tekstów, angażując się w wyjaśnienie tej decyzji bulwersującej nie tylko dla środowiska filmowego. Znamienna była tu wypowiedź Agnieszki Holland z 7 listopada 2024: "Film tym się różni od innych sztuk, że nie można go stworzyć, a już na pewno dystrybuować, bez dużych pieniędzy, które w Europie mają publiczne instytucje. Jednak publiczne finansowanie oznacza wpływ polityków na to, co robimy. Tymczasem w najważniejszej dla filmowców instytucji, wybrana w konkursie dyrektorka PISF została skłoniona do podania się do dymisji, co uznała za niesprawiedliwe wymuszenie, którego powodów nie rozumie. Zostało też przeciwko niej skierowane zawiadomienie do prokuratury.
Głównym moim uczuciem, gdy zapoznałam się z tymi zdarzeniami, był straszny smutek.
Wszystkie zapewnienia [Koalicji 15 Października – red.], że będzie inaczej, transparentnie, sprawiedliwie, i że będziemy wolni i niezależni, a podmiotowość ludzi będzie szanowana – to wszystko, co wydawało wartością, której nie możemy porzucić... w tej chwili właściwie nie jest pewne. Bo jeżeli nawet ludzie, których szanuję, których objęcie władzy w resortach mi bliskich przyjęłam z ulgą i radością, jeśli nawet oni zachowują się w taki sposób, to komu mam wierzyć?" – mówiła Holland.
Opisywaliśmy w OKO.press próby interwencji i żądanie wyjaśnień w ministerstwie kultury ze strony Rady PISF, organizacji filmowców, a także ostrzejsze pojedyncze głosy protestu. Diagnozowaliśmy, że całej sprawie towarzyszy aura jak z „kina moralnego niepokoju” lat 1970, kiedy władza pacyfikuje nastroje, mając do dyspozycji pieniądze, od których zależą kariery filmowców.
Opisywaliśmy także działania podjęte przez PiSF wobec Karoliny Rozwód, w tym wezwanie do przeprosin i „zaniechania bezprawnego naruszania dóbr osobistych PISF i usunięcia skutków dokonanych”.
Podobne wezwania, w tym żądanie czołobitnych przeprosin, dostali w OKO.press zarówno redaktorzy naczelni jak niżej podpisany autor tekstów (i zarazem prezes fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej, wydawcy OKO.press). Sam pozew przygotowany – jakże by inaczej – przez kancelarię Hasik Rheims i Partnerzy liczy 80 stron, do tego dochodzi kilkaset stron załączników.
Odmówiliśmy spełnienia żądań PISF, co zapewne oznacza
proces sądowy, w którym będziemy bronili prawdy, jaką podawaliśmy w naszych tekstach.
Dla stosunkowo niedużej organizacji medialnej wchodzenie w spór z potężną instytucją publiczną, która ma do dyspozycji znaczne środki i wyspecjalizowaną w potyczkach z mediami kancelarię adwokacką, jest dużym wysiłkiem, ale widzimy to jako koszt dziennikarskiej misji.
„Gazeta Wyborcza otrzymała od nas prośbę o sprostowania, które należą nam się zgodnie z prawem prasowym i z wolnością słowa – mówiła Dorbach na wtorkowej komisji kultury. – Nie opublikowano sprostowania, pomimo informacji o nieścisłościach. W związku z tym PISF złożył pozew, dla pani wiadomości [zwróciła się do posłanki Gosek-Popiołek] powiem, że z inicjatywy Gazety Wyborczej będziemy zawierać ugodę”.
Czy to prawda? Poprosiliśmy o komentarz wicenaczelnego „Wyborczej” Romana Imielskiego. Oto jego odpowiedź:
"Gazeta Wyborcza od wielu lat jest nękana procesami inicjowanymi przez PISF i jego kierownictwo.
Tak było, gdy na czele PISF stał Radosław Śmigulski, i tak jest nadal, gdy szefową PISF została Kamila Dorbach.
W tej chwili mamy w toku cztery procesy o nakazanie publikacji sprostowania (z pozwu PISF) i jeden proces o ochronę dóbr osobistych, który Kamila Dorbach wytoczyła naszemu dziennikarzowi Dawidowi Dróżdżowi, od którego żąda przeprosin i aż 50 tys. zł tytułem zadośćuczynienia.
Co znamienne, pozew Kamili Dorbach dotyczy artykułu z 3 kwietnia 2025 r., w którym alarmowaliśmy, że PISF zalewa nas żądaniami absurdalnych sprostowań i grozi procesami. Wszystkie te działania oceniamy jako czytelną próbę uciszania dziennikarzy i ograniczania publicznej debaty w sprawach budzących zainteresowanie opinii społecznej.
To po prostu działania typu SLAPP, mające wywołać efekt mrożący.
Jak w każdej sprawie, tak i w sprawach zainicjowanych przez PISF rzeczowo i konstruktywnie odnosimy się do apeli sędziów o podjęcie mediacji, które mogłyby zakończyć inicjowane przeciwko nam sprawy, bez potrzeby angażowania sądów w wieloletnie postępowania. Jak dotychczas takie mediacje nie zostały zakończone".
Podczas tego samego posiedzenia komisji kultury w odpowiedzi na inne pytanie posłanki Darii Gosek-Popiołek dyrektor Departamentu Prawa Autorskiego i Filmu Maciej Dydo poinformował, że w związku ze skargami producentów m.in. na wymuszanie tzw. klauzuli egzekucyjnej przy zawieraniu umów, ministerstwo kultury skierowało do PISF kontrolę. Pięcioro kontrolerów pracuje od 30 marca do 8 maja, badają „terminowość i prawidłowość zawieranych umów”.
Sprawę ujawnili w OKO.press producenci Robert Kijak z Next Film i Leszek Bodzak z Aurum Film. Chodzi o to, że podpisując umowę na film, producenci musieli podpisywać klauzulę, że gdyby prokuratura postawiła im zarzut, musieliby oddać dotację wraz z odsetkami.
Zapytaliśmy wtedy PISF, na jakiej podstawie prawnej samo wszczęcie postępowania mogłoby zostać uznane za przesądzające o odbieraniu dotacji. Czy nie narusza to zasady domniemania niewinności? W dłuższym wyjaśnieniu Instytut tłumaczył się „dbałością o środki publiczne” i „zasadą swobody umów”.
Prof. Ewa Łętowska komentowała: „Dramat polega na tym, że strona silniejsza jest na pozór partnerem umowy, ale staje się także jej wszechwładnym egzekutorem i sama ocenia, czy doszło do spełnienia warunku, który oznacza konieczność zwrotu dotacji, czy nie. Producent filmowy po podpisaniu takiej umowy staje się bezradny, bo nie ma już sądowej drogi odwoławczej od decyzji PISF”.
Podczas sejmowej komisji Dorbach podkreślała, że takie klauzule stosowane są w PISF od dawna, także za dyrekcji Radosława Śmigulskiego.
Obecna na komisji kultury Karolina Rozwód w krótkiej wypowiedzi zapytała m.in. o „transparentność funkcjonowania PISF i o przyczyny usuwania informacji o działalności instytucji”. W BIP PISF „nie można bowiem znaleźć zarządzeń dyrektora – również tych, których wprowadzenie zapowiadała Kamila Dorbach w swojej koncepcji konkursowej”.
Dodała, że ze strony internetowej PISF zniknęły informacje i komunikaty z czasów, kiedy pełniła funkcję dyrektora („zostały jedynie cztery”), a także niektóre komunikaty późniejsze (np. o zakończeniu prac kolegiów ds. odwołań i zwyżek). Rozwód uznała za „niedopuszczalne w wykonaniu instytucji publicznej”.
Kamila Dorbach nie odpowiedziała na to pytanie.
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Komentarze