Od szkoły chcemy wszystkiego. A potem jesteśmy rozczarowani. „A to nie jest oferta all inclusive”
Po każdych wyborach wraca pytanie, czego i jak (nie) powinna uczyć szkoła, oraz pokusa kolejnej wielkiej reformy. Tymczasem system edukacji potrzebuje stabilności, a nauczyciele — zaufania. Dr Jędrzej Witkowski: „Szkoła zmienia się bardzo powoli. Nie toleruje rewolucji”.
- Gdy pytamy, co jest w szkole najważniejsze, okazuje się, że wszystko. Oczekiwania, które rysują się na bazie tych wymagań, są listą nadziei wynikającą z niepewności tego, co przyniesie jutro. Nikt z nas nie wie dokładnie, czego będą potrzebowały nasze dzieci, gdy dorosną. Oczekujemy wszystkiego niejako na wszelki wypadek.
- Musimy zweryfikować i urealnić nasze oczekiwania, bo szkoła nie załatwi dla nas wszystkiego. Nie nadrobi tego, co powinien zapewnić dom rodzinny. Nie uzupełni wszystkich braków wynikających z niewspierającego otoczenia – choćby nie wiem, jak się starała.
Polska szkoła co kilka lat jest urządzana od nowa. Zmieniamy podstawy programowe, tworzymy lub likwidujemy poszczególne przedmioty, spieramy się o religię, edukację zdrowotną i patriotyzm. Tymczasem z badania Centrum Edukacji Obywatelskiej wynika coś dość przewrotnego: w sprawach naprawdę podstawowych jesteśmy ze sobą zaskakująco zgodni. Chcemy szkoły, która nauczy dzieci wiedzy potrzebnej do rozumienia świata, ale także radzenia sobie w dorosłym życiu. Ma wymagać, ale nie być szkołą przetrwania. Ma wspierać, ale nie zastępować rodziny. Ale czy z tych wspólnych oczekiwań da się zbudować szkołę odporną na kolejne polityczne zwroty?

Komentarze