W roku 2019 w Polsce urodzi się najprawdopodobniej ok. 370 tys. dzieci. Niestety, jeśli nic się zmieni w podejściu ludzkości do kryzysu klimatycznego, o zdrowe dorastanie i życie będzie im coraz trudniej. „Zmiana klimatu najbardziej dotyka właśnie dzieci” – piszą autorzy raportu The Lancet Countdown. „Bezprecedensowe wyzwanie wymaga bezprecedensowej reakcji”

Taki jest główny wniosek z ukazującego się dziś (14 listopada 2019) piątego raportu „The Lancet Countdown”, firmowanego przez renomowane brytyjskie czasopismo medyczne „The Lancet”. O ile nie ograniczymy emisji zgodnie z wnioskami klimatologów, w wieku 70 lat dzisiejszy noworodek będzie zmagał się z ziemskim klimatem cieplejszym o ok. 4°C, niż ten sprzed epoki przemysłowej, piszą autorzy raportu.

Czy jest choć cień powodu do optymizmu? Autorzy raportu zauważają, że transformacja w kierunku niskoemisyjnej gospodarki już trwa. Rozwijają się niskoemisyjne źródła energii i rośnie finansowanie planów adaptacji np. miast i systemów opieki zdrowotnej do zmian klimatycznych. Ale postęp jest niewystarczający i potrzeba wysiłku nas wszystkich – 7,5 mld ludzi – by zapobiec katastrofie.

„Bez natychmiastowych działań ze strony wszystkich krajów na rzecz ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, pogorszeniu ulegnie jakość życia i jego oczekiwana długość życia, a zmiany klimatyczne będą miały wpływ na zdrowie całego pokolenia” – mówi Nick Watts, dyrektor projektu „The Lancet Countdown”.

Zmiana klimatu najbardziej dotyka dzieci

Bo świat cieplejszy o 4°C to będzie katastrofa i koniec cywilizacji, jaką znamy. Cywilizacji, która rozkwitła między innymi dzięki temu, że po zakończeniu epoki lodowej klimat Ziemi ustabilizował się na około 11 tys. lat. Przez cały ten długi czas temperatura pozostawała na poziomie ok. 4°C wyższym niż tzw. maksimum epoki lodowej, gdy znaczne obszary Ameryki i Azji znajdowały się pod grubą warstwą lądolodu.

Rozwój oparty o spalanie paliw kopalnych spowodował w ostatnich dekadach bezprecedensowo szybki wzrost koncentracji dwutlenku węgla (CO2) w ziemskiej atmosferze. Efekt: podgrzaliśmy Ziemię już o ok. 1°C w stosunku do czasów sprzed epoki przemysłowej.

Mimo ostrzeżeń naukowców, emisja CO2 do atmosfery wciąż rośnie. A cel zatrzymania wzrostu temperatury na poziomie 1,5°C ustalony w 2015 w czasie szczytu klimatycznego w Paryżu jest zagrożony. To wersja optymistyczna. Pesymiści – czy może lepiej realiści? – twierdzą, że to mrzonka.

„Urodzone dziś dziecko doświadczy świata o ponad 4°C cieplejszego niż średnia z okresu przedindustrialnego, a zmiany klimatu wpłyną na zdrowie ludzkie od niemowlęctwa i młodości po dorosłość i starość. Zmiana klimatu najbardziej dotyka właśnie dzieci” – piszą autorzy raportu.

„Dzieci są szczególnie narażone na negatywne skutki zdrowotne zmieniającego się klimatu. Ich ciała i systemy immunologiczne wciąż się rozwijają, przez co są bardziej podatne na choroby i zanieczyszczenia środowiska. Szkody wyrządzone we wczesnym dzieciństwie są trwałe i rozległe, a konsekwencje utrzymują się przez całe życie” – mówi Nick Watts, dyrektor projektu the Lancet Countdown.

„Bez natychmiastowych działań ze strony wszystkich krajów na rzecz ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, pogorszeniu ulegnie jakość życia i jego oczekiwana długość życia, a zmiany klimatyczne będą miały wpływ na zdrowie całego pokolenia” – dodaje Watts.

Długa lista zagrożeń

Tegoroczny raport zawiera zaktualizowany opis 41 wskaźników w obrębie pięciu kluczowych obszarów: skutki zmian klimatu:

  • narażenie i podatność poszczególnych grup;
  • adaptacja, planowanie i odporność z perspektywy zdrowotnej;
  • łagodzenie skutków zmian klimatu i związane z tym korzyści zdrowotne;
  • finanse i ekonomia
  • oraz zaangażowanie społeczne i polityczne.

Lista zagrożeń zdrowia naszego i naszych dzieci jest niestety długa. Globalnie wzrost temperatury oznacza narażenie setek milionów ludzi na fale upałów – w zeszłym roku było to 220 mln ludzi, o 11 mln więcej niż w rekordowym do tej pory roku 2015 i o 60 mln więcej niż w 2017. W upały najbardziej cierpią małe dzieci i osoby starsze.

Kryzys klimatyczny oznacza również spadek wydajności rolnictwa, co przełoży się na pogorszenie się zdrowia dzieci do lat 5, grupy wiekowej należącej do najbardziej narażonych na negatywne – i trwałe – skutki niedożywienia. Według literatury cytowanej przez raport The Lancet Countdown,

globalne zbiory czterech kluczowych upraw – kukurydzy, pszenicy, ryżu i soi – zmniejszą się odpowiednio o 6 proc., 3,2 proc., 7,4 proc. i 3,1 proc. dla każdego 1°C wzrostu temperatury.

(Choć będą występować znaczne różnice w zależności od rodzaju uprawy i jej położenia geograficznego; w niektórych przypadkach możliwa jest też poprawa zbiorów).

Dzieci doświadczają też najcięższych skutków dengi, tropikalnej choroby przenoszonej przez niektóre gatunki komarów, które przez wzrost temperatury mogą migrować na obszary dotychczas wolne od choroby. Raport alarmuje, że od roku 2000 odnotowano 9 z 10 lat w historii z najlepszymi warunkami dla rozprzestrzeniania się dengi.

Jeśli urodzone dziś dziecko jest dziewczynką, niepowstrzymanie kryzysu klimatycznego szczególnie narazi ją – już jako dorosłą kobietę – na skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych, ponieważ to kobiety zwykle cierpią najbardziej na skutek powodzi czy huraganów.

W wielu krajach to kobiety są często odpowiedzialne za zbieranie i produkcję żywności, zapewnienie wody oraz pozyskiwanie paliwa do ogrzewania i gotowania. Zmiany klimatyczne utrudniają, a czasem wręcz uniemożliwiają wykonywanie tych prac – dodajmy, że nierzadko wykonywanych bez wynagrodzenia.

Co z tą Polską?

O ile nic się nie zmieni, Polacy i Polki nie unikną negatywnych zdrowotnych skutków kryzysu klimatycznego. Spalanie paliw kopalnych ma znaczący wpływ na zanieczyszczenie powietrza i powoduje choroby układu krążeniowo-oddechowego, o czym akurat w spowitej smogiem Polsce nie trzeba przypominać.

Trzeba jednak podkreślić, że smog w Polsce pochodzi przede wszystkim z indywidualnego spalania w piecach grzewczych niż z wielkich zakładów energetycznych i nie ma większego znaczenia dla wielkości emisji CO2.

Wczasy w Łebie? Ocieplanie się Bałtyku stwarza coraz korzystniejsze warunki dla rozwoju przecinkowców, rodzaju bakterii powodujących między innymi zakażenia przyranne, cholerę lub sepsę (choć sepsa może być również powodowana przez inne bakterie).

Tego lata odnotowano zakażenia paciorkowcem – w tym jedno śmiertelne – w niemieckiej Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Nastąpił ponad dwukrotny wzrost obszaru potencjalnego występowania paciorkowca – do 11.8 proc. wybrzeża Morza Bałtyckiego w 2014-2018 w porównaniu z 5.1 proc. w latach 1982-1986. W zeszłym roku zagrożenie zakażeniami występowało przez rekordowy okres 107 dni, dwukrotnie dłużej niż w latach 80.

W zeszłym roku zaobserwowano w Polsce 2,2 mln więcej przypadków narażenia ludzi starszych i małych dzieci na fale upałów niż w 2000 r., czytamy w raporcie.

Wszystkie te skutki kryzysu klimatycznego oznaczają też rosnące wyzwania dla polskiej polityki zdrowotnej, uważa Tadeusz Jędrzejczyk, były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, obecnie specjalista ds. zdrowia publicznego na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym.

“Zmiany klimatyczne mogą doprowadzić do pojawienia się lub częstszego występowania chorób zakaźnych takich jak np. borelioza. Pogłębią też problemy związane z naszym starzejącym się społeczeństwem. Polityka zdrowotna powinna zacząć odpowiadać na wyzwania związane z kryzysem klimatycznym” – mówi Jędrzejczyk.

„Niestety, polski system ochrony zdrowia wciąż nie jest kompleksowo przygotowany na wiele wyzwań dotyczących zdrowotnych konsekwencji zmiany klimatu. Trzeba włączyć do programu kształcenia przyszłych lekarzy zagadnienia związane z wpływem tego procesu na zdrowie publiczne – pod kątem systemowym, informacyjnym i tworzenia spójnego programu profilaktyki” – krytykuje Weronika Michalak, dyrektorka HEAL Polska, organizacji analizującej wpływ środowiska na zdrowie publiczne.

„Brakuje jednolitego planu działania analizującego poszczególne konsekwencje skutków zmian klimatu na zdrowie mieszkańców w różnych regionach kraju, a także świadomości samych lekarzy – wpływ zmiany klimatu na zdrowie to dla nich wciąż zagadnienie stosunkowo nowe. Choć na co dzień spotykają się już z jej skutkami, nie wiążą ich bezpośrednio z przyczyną” – uważa Michalak.

Co robić?

W najogólniejszym sensie – musimy ograniczyć wzrost temperatury Ziemi do „poziomu znacznie niższego niż 2°C powyżej poziomu przedindustrialnego oraz podejmowanie wysiłków mających na celu ograniczenie wzrostu temperatury do 1,5 °C”.

Być może widzimy już początek tej transformacji. Mimo niewielkiego wzrostu zużycia węgla w 2018 r., w kluczowych krajach – jak np. Chiny – odnotowano jego dalszy spadek jego udziału w wytwarzaniu energii. Analogicznie, wzrost zdolności produkcji energii elektrycznej z odnawialnych źródeł wyniósł w tym roku 45 proc., a niskoemisyjna energia elektryczna osiągnęła w 2016 r. najwyższą wartość 32 proc. udziału w energii ogółem.

Warto dodać, że raport nie przeciwstawia rozwoju wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych (OZE) energetyce atomowej, zgodnie z popularnym, acz wątpliwym naukowo i pragmatycznie poglądem, że tylko miks energetyczny złożony w 100 proc. z OZE jest jedyną drogą do dekarbonizacji gospodarki.

Miasta i systemy opieki zdrowotnej stają się bardziej odporne na skutki zmian klimatu – w ok. 50 proc. badanych krajów i 69 proc. badanych miast odnotowano podjęcie wysiłków mających na celu adaptację krajowych planów ochrony zdrowia lub ewaluację ryzyka związanego ze zmianą klimatu, piszą autorzy raportu.

Plany te są aktualnie wdrażane: liczba krajów świadczących usługi klimatyczne dla sektora służby zdrowia wzrosła z 55 w 2018 r. do 70 w 2019 r., a 109 państw odnotowało wdrożenie krajowych ram odpowiedzi na zagrożenia zdrowia publicznego w stopniu średnim lub wysokim.

Rosnącemu popytowi towarzyszy stały wzrost wydatków na strategie adaptacyjne dotyczące zdrowia, który odpowiada za 5 proc. (ok. 65 mld zł.) całkowitych środków przeznaczonych na adaptację w 2018 r. – to wzrost o 11,8 proc. w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Wzrost ten jest po części sfinansowany rosnącymi przychodami z mechanizmów cenowych mających ograniczyć emisje CO2 . W 2018 r. w porównaniu do roku poprzedniego był to wzrost rzędu 30 proc. do wartości ok. 167 mld zł.

Mimo sygnałów o początku transformacji, ze wskaźników zawartych w raporcie wyłania się świat, który nie radzi sobie z temperaturami rosnącymi szybciej, niż państwa mogą – lub chcą – na nie zareagować, uważają autorzy raportu.

„Bezprecedensowe wyzwanie wymaga bezprecedensowej reakcji i wymaga to pracy 7,5 miliarda ludzi obecnie żyjących, aby sprawić, że zdrowie urodzonego dziś dziecka nie zostanie określone przez zmieniający się klimat” – podsumowują.

Indywidualne strategie nie wystarczą

Nie wszyscy zgadzają się z takim podejściem do kryzysu klimatycznego i możliwych sposobów ograniczenia jego skutków. Ogrom wyzwania i apele o bezprecedensowy wysiłek wszystkich ludzi może być wręcz przeciwskuteczny, uważa prawnik i aktywista klimatyczny Andrzej Gąsiorowski, działacz inicjatywy FOTA4Climate.

„W mojej ocenie przedstawianie katastrofy klimatycznej jako czegoś, co wymaga od każdej z jednostek ogromnego wysiłku i całościowego przemodelowania życia tak jednostki, jak i całych społeczeństw, jest nieco ryzykowne. Ludzie widząc tak potężne kompleksowe wyzwanie, mogą czuć się nim tak przytłoczeni, że będą unikać jakichkolwiek działań” – mówi Gąsiorowski.

Oczywiście, wezwanie z raportu można traktować jako wezwanie do działania nie tylko jednostek, ale też – a może przede wszystkim – państw i organizacji międzynarodowych. Nie możemy też zapominać o odpowiedzialności wielkich korporacji. Zaledwie 20 największych firm paliwowych odpowiada aż za 35 proc. wszystkich emisji dwutlenku węgla i metanu od 1965 roku.

OKO podgrzewa dyskusję o zmianach w klimacie.
Wesprzyj nas, też chcemy przetrwać.

Stały współpracownik OKO.press oraz różnych mediów anglojęzycznych, m. in. Politico Europe. Pisze głównie na tematy związane z kryzysem klimatycznym, energią i ochroną środowiska. Twitter: https://twitter.com/WojciechKosc


Komentarze

  1. Andrzej Lisiak

    Z jednej strony brawo "The Lancet", które swego czasu potwierdziło treści z książki Andrzeja Baryki o istnieniu niematerialnej duszy ludzkiej. Z drugiej strony krytyka za straszenie śmiercią.
    Istoty lidzkie – w książce Baryki nazywane jednostkami inteligentnymi – niematerialnymi nie umierają. A na naszej planecie zmieniają tylko powłoki cielesne. Umieszczając się w nowych wcieleniach.
    Natomiast faktem jest, że istotom ludzkim (CZYLI NAM) w tych nowych wcieleniach rzeczywiście będzie się żyło wtedy trudniej.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press