To nie pech, to patriarchat [GRAFF O GLORII STEINEM]
W wieku 92 lat zmarła matka feminizmu – Gloria Steinem. Jej śmierć to koniec pewnej epoki i pewnego złudzenia. Była nie tylko ikoną feminizmu drugiej fali, ale także uosobieniem liberalnego optymizmu – przekonania, że świat idzie ku lepszemu, że równość (nie tylko płci) jest nieuchronną konsekwencją zbiorowych wysiłków wielu pokoleń
Trudno o lepsze niż Gloria Steinem wprowadzenie do feminizmu – szczególnie dla tych, którzy twierdzą, że feministki nie mają poczucia humoru lub że myśl feministyczna jest zawiła i niezrozumiała. “Kobiety to jedyna grupa społecznie opresjonowana, która żyje w intymnych związkach z opresorem” – rzuciła z podium, na jednym z kobiecych zlotów w latach 70., a jej słowom wtórował śmiech.
”Wciąż czekam, żeby jakiś mężczyzna poprosił mnie o radę, jak łączyć małżeństwo i karierę” – powiedziała w jednym z wywiadów w latach 80.
To ona spopularyzowała zdanie, które do dziś zdobi niezliczone t-shirty, przypinki i banery: “Kobieta bez mężczyzny jest jak ryba bez roweru” – sumiennie jednak wyjaśniając (zgodnie z etosem „siostrzeństwa”), że to nie ona jest jego autorką, lecz pewna studentka, niejaka Irina Dunn. Treścią jej życia był feminizm zdroworozsądkowy i inkluzywny, rozumiany jako ruch, w którym znajdzie się miejsce dla każdej i każdego: płeć, wiek, orientacja, zamożność, a nawet poglądy polityczne nie miały znaczenia. Trzeba tylko zobaczyć niesprawiedliwość i uwierzyć, że równość jest możliwa.

Komentarze