Lans na prezydenta, który ratuje Polskę, naprawiając błędy Tuska. Wyrazisty jak z katechizmu przekaz ideologiczny. Przemocowy styl, głośny i sprawny mówca. Z Trumpem na jednym wózku z napisem „First”. Lider antyukraińskiej histerii. Bez kontry liberałów wchodzi w elektoraty jak w masło
W rocznicowych ocenach prezydentury Karola Nawrockiego pojawia się czasem lekceważący ton, który przypomina reakcje z czasów kampanii wyborczej 2025, kiedy wydawało się, że ktoś taki nie może zostać prezydentem. Tymczasem wyższościowe podejście i eksponowanie biograficznych kompromitacji Nawrockiego zapewne pomogło mu wygrać wybory, bo usypiało obóz Rafała Trzaskowskiego (inna rzecz, czy obudzony zdziałałby więcej) i mobilizowało tych wszystkich, którzy głosowali przeciw zarozumiałym elitom, które rządzą prawdziwą „po pierwsze Polską”.
Karol Nawrocki szybko wykluł się z PiS-owskiego jajka, otrzepał piórka i nauczył się sprawnie piać i gdakać,
a także dziobać co popadnie, a popada zwykle Tusk i jego rząd.
W najnowszym lipcowym pomiarze CBOS ufa mu najwięcej 55 proc. badanych, a nie ufa 33 proc. i jest to jedyny polityk na tak dużym (+ 22 pkt.) plusie. Jako prezydent elekt miał rok temu wynik 48 do 36 proc. Główny dziś rywal Nawrockiego, Donald Tusk ma taki sam wynik netto, ale... z minusem (- 21 pkt proc.): premierowi ufa 32 proc., a nie ufa 53 proc.¹
W pierwszą rocznicę prezydentury 6 sierpnia 2026, przechadzając się w nieludzkim upale po białoczerwonej arenie (w guście Donalda Trumpa), tłumaczył, że czas porzucić narodowe kompleksy. „Przez trzy dekady żyliśmy w przekonaniu, że żeby być częścią europejskich salonów (skrzywił się jakby zobaczył Ursulę von der Leyen ), to musimy pozbyć się tego, co kłopotliwe, naszych wartości, naszych fundamentów, nie być zbyt polskim, nie za głośno mówić, jakie są nasze potrzeby. Dzisiaj prezydent mówi wam: ten kompleks trzeba porzucić”. A Polska jest Unii potrzebna, by porzuciła „pewne wariactwa”.
„Tu jest Polska” – skandował białoczerwony tłum. A także „Ka-rol Wiel-ki”, co Nawrocki skomentował – „tylko 96 kilo”, bo dla pakera liczy się masa, a nie zbyt duże BMI (27,75). „Byłbym większy, gdybym nie był prezydentem” – dodał skromnie.
Ale i tak jest większy niż można się było spodziewać.
Witold Głowacki wskazywał w OKO.press, że Nawrocki mówił tylko do swego elektoratu. Ale prawicowy elektorat, który w wyborach 2025 stanowił 51 proc., dziś jest o ładnych parę punktów większy i Nawrocki ma w tym swój udział. Jak on to zrobił?
Nawrocki od początku ustawił się w roli destrukcyjnej opozycji. Twierdzi, że rząd jest nieudolny, działa wręcz na szkodę Polski. Już w noc wyborczą, kiedy pierwsze sondaże exit poll wskazywały jeszcze na zwycięstwo Trzaskowskiego, stwierdził, że „nie pozwoli na to, by domknęła się władza nad Polską Donalda Tuska”.
Kieruje się bezwzględną zasadą, żeby wetować także te ustawy, które mogłyby zostać uznane – także przez elektoraty prawicowe – za sukces rządu, jak np. program SAFE. „Tylko naród, który potrafi sam zadbać o swoje bezpieczeństwo, pozostaje naprawdę wolny” – taką nadętą prawicową bzdurą uzasadniał to weto.
41 wet Nawrockiego (na 259 podpisanych, co szósta), już teraz dwa razy więcej niż wszystkich 19 wet Andrzeja Dudy z dwóch kadencji, paraliżuje politykę ekonomiczną (podatek od nadwymiarowych zysków, regulacja rynku kryptowalut i firm rodzinnych, deregulacja w energetyce), oświatową (rzecznik praw uczniów), ekologiczną (weto wiatrakowe i dla Parku Doliny Dolnej Odry, uprawnienia aut elektrycznych, czysta woda i odprowadzanie ścieków), zdrowotną (podniesienie opłaty cukrowej i akcyzy na alkohol – to także dochody dla budżetu)...
Weto do ustawy implementującej unijny akt o usługach cyfrowych utrudnia walką z nienawistnym putinowskim ściekiem, który zalewa polskie media społecznościowe.
Zawetował oczywiście ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, ponieważ wierny Kaczyńskiemu uważa, że niekonstytucyjny porządek prawny z czasów PiS nadal obowiązuje, a próby jego zmiany są zamachem na konstytucję, której jest przecież strażnikiem. Paraliżowaniu rządu służą też gry z przyjmowaniem (lub nie) przysięgi od powołanych przez Sejm sędziów TK, a także blokowanie nominacji ambasadorskich, sędziowskich czy stanowisk w armii.
Przykład jednego z pierwszych wet (z 28 sierpnia 2025) do ustawy przedłużającej pomoc dla Ukraińców pokazuje
dewastujacą siłę tego wetomana.
W obawie przed kolejnym wetem rząd zgłosił ustawę wygaszającą pomoc, która „na zapas” wprowadzała okrutne redukcje, dając czas na konsultacje społeczne między... 29 grudnia a 2 stycznia. Panika podyktowała restrykcje większe nawet niż w kontrprojekcie Nawrockiego, który nie zmieniał praw pobytu w Ośrodkach Zbiorowego Zakwaterowania dla dzieci, samotnych matek z kilkorgiem dzieci i emerytów. A Tusk z Maciejem Duszczykiem, przy biernej postawie Agnieszki Dziemianowicz-Bąk usuwają ich właśnie z OZZ-ów.
Anne Applebaum ostrzega, że w polityce światowej nadchodzi era „nowych Rasputinów”, czas obskurantyzmu, odrzucenia racjonalnego dyskursu, w połączeniu z gloryfikacją siły. Taka jest też
prezydencka godność Nawrockiego, z zaciśniętą szczęką.
Siłę rozumie także dosłownie jako krzepę, zgodnie ze swoją przeszłością uczestnika ustawek i boksera i dzisiejszego pakera na siłowni. Walki MMA przed Białym Domem, ta współczesna wersja rzymskiej areny, gdzie płynie krew na część władcy, to jego habitat.
Mówi tubalnie, a puenty jego retorycznie coraz lepszych przemówień są często wykrzykiwane.
Pokazem przemocy (à la Trump) było potraktowanie w marcu 2026 dziennikarza TVN, który zadał niewygodne pytanie o wizytę u Orbana przed węgierskimi wyborami. „Daj mi go” – powiedział do swego rzecznika, co przeczytaliśmy z ruchu warg. Zbliżył się do dziennikarza i wyciągnął wskazujący palec: „Czy pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski?!”
Przemocowy symbolicznie charakter miała też decyzja o rozebraniu Okrągłego Stołu pozostającego w prezydenckim pałacu. Zdjęcie prezydenta na tle rozczłonkowanego mebla, miało pokazać realizację wykrzykiwanego także 6 sierpnia 2026 hasła „Precz z komuną”, które oczywiście obejmuje także „postkomunę” i wybory 4 czerwca 1989.
Nie chce być „pi-pi prawicą” – pisała w OKO.press Agata Szczęśniak o Przemysławie Czarnku, cytując współtwórcę kampanii wyborczych PiS Piotra Marczuka. Czyli: „prawicą wycofaną, strachliwą, która boi się narracji mainstreamowych mediów i dryfuje w stronę centrum”. Nawrocki jest wcieleniem tego zaprzeczenia, nagą siłą, której nie ograniczają przepisy konstytucji czy dobrego wychowania, jak wtedy, gdy każe czekać na siebie zaproszonemu do pałacu premierowi.
Rzuca wyzwanie Koalicji 15 Października (przezywając ją bezczelnie „koalicją 13 Grudnia”), na co pada niestety odpowiedź „pi-pi liberalna” (o czym dalej).
Niezależnie od fali krytyki prezydentury Trumpa, która dopływa nawet do proamerykańskiej Polski, w czerwcowym sondażu Opinii 24 dla RMF FM amerykański Donald jest nadal gwarantem bezpieczeństwa dla 30 proc. Polek i Polaków (49 proc. w to wątpi). W elektoratach prawicowych proporcje są odwrotne.
Dla Nawrockiego ostentacyjnie dobre relacje z Trumpem to polityczne złoto: nawet politycy Koalicji 15 Października muszą je doceniać i czasem wbrew temu, co myślą, podkreślać, jaka to wartość dla Polski, bo a nuż ten fort Trump powstanie.
Nawrocki może się tu prezentować jako przywódca państwa, który dba o polskie bezpieczeństwo i zrobiłby to jeszcze skuteczniej, gdyby nie postawa Tuska, ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego czy marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego.
„Zniszczyli relacje, które mi udało się naprawić – dzięki mądrości narodu polskiego, który wybrał prezydenta widzącego mocny kurs transatlantycki” – mówił 6 sierpnia, a publiczność wzdychała i buczała.
Trump to korzeń jego rozrastającej się prezydentury:
„Jak państwo wiecie, jest problem z antyamerykańską narracją polskiego rządu. Jest problem z egzekwowaniem tego, co na najwyższym szczeblu politycznym ustalę z Donaldem Trumpem”.
Z kolei dla Trumpa Nawrocki jest – zachowując proprocje – równie cenny. Po upadku Orbana jest głównym dowodem na sprawczość amerykańskiego wykolejeńca z Białego Domu, który w 2025 roku postawił na niego w polskich wyborach. Wspólne pożycie tych dwóch osób najbliższych pozwala Trumpowi grać na uczuciach polskich wyborców w USA, ale bodaj ważniejsze jest co innego.
Nawrocki idealnie wpisuje się w obraz prawicowego fundamentalisty, jaki postawił Unii Europejskiej jako wzór wiceprezydent J.D. Vance w niesłychanej mowie na konferencji w Monachium 14 lutego 2025. Marzenie o takich Nawrockich znalazło wyraz w Narodowej Strategii Bezpiczeństwa USA z listopada 2025: "Celem USA jest polityczna zmiana w Europie i amerykańska dyplomacja powinna wspierać prawdziwą demokrację, wolność ekspresji i
nieprzepraszające celebrowanie narodowego charakteru i historii”.
Mowa też o „rosnącym wpływie patriotycznych partii europejskich, który jest przyczyną wielkiego optymizmu”. Peter Magyar popsuł im humor, Nawrocki ma pomóc prawicy zmieść liberałów i celebrować „po pierwsze polskość”, kopię America first.
Nawrocki bez żadnej żenady deklaruje się jako skrajny konserwatysta z odwołaniem – bez cytowania katechizmu – do katolickiej etyki seksualnej. Już w noc wyborczą cytował Biblię, podkreślając swoją zażyłość z Panem Bogiem: „Jeśli upokorzy się mój lud, nad którym zostało wezwane moje Imię, i będą błagać, i będą szukać mego oblicza, a odwrócą się od swoich złych dróg, Ja z nieba wysłucham i przebaczę im grzechy, a kraj ich ocalę”. Często prosi Boga o błogosławieństwo (np. dla relacji transatlantyckich), bierze udział w mszy kibolskiej na Jasnej Górze.
Twardo odwołuje się katolickiego podejścia do małżeństwa hetero. Weto wobec ustawy o pozasądowych rozwodach argumentował – wbrew elementarnemu sensowi – jako obronę trwałości tej instytucji i tym samym obronę rodziny i dzietności. Tymczasem, jak pisaliśmy w OKO.press, „w imię prawicowej ideologii utrudnił rozwiązywanie toksycznych związków, zabierając wielu rozwódkom bezcenny czas i szansę na macierzyństwo w nowym związku, a trzy czwarte z nich ma lat 35+. Prezydent deklaruje, że chce ratować dzietność, ale jej szkodzi”.
Odwołując się do świętości heteroseksualnego węzła i źle rozumianego zapisu art. 18 Konstytucji, Nawrocki zawetował też ustawę o statusie osoby najbliższej, maksymalnie rozwodniony projekt związków partnerskich. Na nic się zdały koncesje na rzecz kościółkowatego PSL, a potem domyślanie się, co Nawrocki łyknie...
Gdzie tylko może Nawrocki staje na drodze zmian, które podważają tradycyjne hierarchie władzy. Dlatego zawetował ustawę o rzeczniku praw uczniów, mając tu poparcie części środowiska nauczycielskiego, które traciłoby ułamek kontroli, jaki sprawują w szkole.
(Jest wyjątek – może przez zapomnienie, albo ograniczone możliwości przerobu – podpisał ustawę wprowadzającą unijną dyrektywę Women on Boards, wyrównującą (w sensie... 30 proc.) szanse kobiet w staraniach o stanowiska zarządcze w największych spółkach. Tyle że przesłał ją zarazem TK do sprawdzenia).
Ogromne znaczenie dla umocnienia pozycji Nawrockiego miało odebranie orderu Orła Białego prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu. Ukraińscy politycy mieli swój udział w roznieceniu ukraińsko-polskiej awantury wokół upamiętnienia UPA, ale reakcja Nawrockiego okazała się katastrofalna – i dla relacji między Polską a Ukrainą, i dla bezpieczeństwa obywateli Ukrainy mieszkających w Polsce.
Już wcześniej Nawrocki żądał od Ukrainy zmiany polityki historycznej, czemu dał wyraz wręczając Zełenskimu w Warszawie dwutomowy album o zbrodni wołyńskiej, upominek równie uprzejmy, jak dwa nagie miecze dla Jagiełły przed bitwą pod Grunwaldem. Ta siermiężna dyplomacja zakończyła się całkowitą porażką, przynajmniej jeśli chodzi interes polskiego państwa i społeczeństwa (co innego polityczny interes Nawrockiego – gwiazdora turbopatriotów). Za prezydentury Dudy Polsce i Ukrainie udawało się uniknąć ostrych zatargów na drażliwe tematy historyczne, za prezydentury Nawrockiego doszło do dyplomatycznego kataklizmu.
Pomysł odebrania orderu – jak pokazała Anna Mierzyńska – pojawił sie najpierw w białoruskich i rosyjskich kanałach propagandowych, podchwycili go rodzimi ukrainożercy typu Małgorzaty Zych i Leszka Millera. Stał się spełnieniem marzeń Kremla o skłóceniu dwóch państw i narodów, przyczynił się do wzrostu antyukraińskich postaw społecznych. Był kwitnesencją wyższościowej polityki wobec wschodniego sąsiada, szantażowania Ukrainy, że bez korekty swojej polityki historycznej do Unii nie wejdzie (ten szantaż sformułowali wcześniej premierzy Kosiniak-Kamysz i Tusk).
Odebranie orderu, bezprecedensowo wrogi gest poniżenia, podważyło sojusz z Ukrainą i pozycję międzynarodową Polski w koalicji chętnych do jej obrony. „Tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga. Ale strategicznym interesem Polski jest też to, żeby nie powiewały w Warszawie banderowskie flagi” – mówił Nawrocki przed Pałacem Namiestnikowskim.
Zabierając order, zachęcił Nawrocki, by zabrać Ukraince miejsce w kolejce, a jeśli się nie podporządkuje, to ją zdyscyplinować pięścią. Legitymizuje patriotyczne zachowania starszych pań, które zwracają uwagę dzieciom ukraińskim, żeby nie mówiły po ukraińsku, bo „tu jest Polska”.
„Tu jest Polska” – skandował obudzony z upału tłum.
Nawrocki w Sejmie: „Bo tak trudno nie zgodzić się z Romanem Dmowskim, który mówił, że jesteśmy Polakami i mamy obowiązki polskie. Chyba nikt w tej izbie nie ma wątpliwości, że jesteśmy Polakami i mamy obowiązki polskie?”.
Głośnych ksenofobicznych ataków na Ukraińców mieszkających w Polsce Nawrocki sam dotychczas nie skomentował ani słowem, reakcja ograniczyła się do ogólnych frazesów jednego z prezydenckich ministrów.
OKO.press w dziesiątkach (bez przesady!) tekstów zwracało uwagę, że polski rząd i liberalno-lewicowe siły polityczne nie znajdują odpowiedzi na prawicową narrację. Wręcz przeciwnie, dokonują prawicowej mimikry. Drastycznym przykładem był postulat Trzaskowskiego z kampanii wyborczej, by odebrać dzieciom z Ukrainy 800 plus, gdy ich rodzice nie pracują. Odwołanie do stereotypu roszczeniowego obcego, który chce wyłudzić polski socjal.
Liberałowie wszędzie na świecie nie są w formie, ale w Polsce konsekwentnie prezentują postawę kunktatorską. Rząd Tuska z takiego braku odwagi i wyobraźni politycznej rozliczył w OKO.press Witold Głowacki.
„Premier Donald Tusk za dnia ostrzega przed brunatną falą, która zawisła nad Polską, podczas gdy nocami sam próbuje na niej, z marnym zresztą skutkiem, surfować. Na nieco ponad rok przed wyborami i w obliczu realnego zagrożenia najwyższy czas z tą dwoistością skończyć”.
Tusk potrafi też dać diagnozę, że Polska brunatnieje, politycy prawicy przekraczają kolejne do niedawna nieprzekraczalne granice w kampanii nienawiści wobec Ukrainy i Ukraińców, w ten sposób w Polsce zwycięża narracja Kremla, a nastroje polskiego społeczeństwa niebezpiecznie się radykalizują.
Nie idą jednak za tym czyny.
Co by się takiego stało, gdyby premier zapowiedział, że nie zgadza się na odebranie orderu Zełenskiemu i nie złoży wymaganego podpisu? Co by się stało, gdyby krytykując przemoc na ulicach, zwrócił się do Ukraińców z serdecznym słowem, zamiast wzdychać, jakie to ciężary ponosi społeczeństwo i martwić się, że cierpi na tym reputacja Polski? Gdyby odwiedził w szpitalu którąś z poszkodowanych osób (tak jak to zrobił Czarzasty z marszałkinią Małgorzatą Biejat – chlubny wyjątek)?
Donald Tusk gra na polaryzacji z prawicą, ale nie potrafi czy może nie chce przeciwstawić się narracji Nawrockiego. Widać to także w polityce ekologicznej, gdy chlubi się zatrzymaniem polityk unijnych (faktycznie KO jest w UE eko-hamulcowym). W debacie o SAFE podkreśla, jakie program przyniesie korzyści polskim firmom, przemilcza kluczowy wątek europejskiej współpracy.
Za ten polityczny oportunizm już w niedalekiej przyszłości możemy zapłacić wysoką cenę – pisał Głowacki.
Szokujący jest wręcz przykład pokazowych deportacji Ukraińców, którzy popełnili wykroczenia skutkujące ogólnopolską paniką moralną w mediach społecznościowych.
Premier osobiście zaangażował się w przypadek głupiego ukraińskiego influencera, który wjechał samochodem nad tatrzański staw Morskie Oko. Ze śmiertelną powagą zażądał od MSWiA i policji (która dała mandat) najsurowszych konsekwencji.
Surprise, surprise, służby posłuchały i Ukraińca z Polski deportowano.
„Schowane do kieszeni zostały fundamentalne wartości demokracji – takie jak równość wobec prawa, prawo do sądu, a nawet nieuchronność kary (bo deportacja nie jest karą, lecz specyficznym środkiem bezpieczeństwa stosowanym przez państwo)” – to Głowacki.
Z lęku przed zarzutem, że jest krytpobanderowcem Tusk powtarza, że nie wyśle ani jednego żołnierza w ramach przyszłych Sił Pokojowych w Ukrainie. Polska nie znalazła się też w sojuszu ośmiu państw, które razem z Ukrainą będą pracowały nad programem rakiet antybalistycznych, by powstrzymać siejący śmierć ostrzał Putina.
Używając języka Marczuka, Tusk jest pi-pi liberałem, który nie stanowi przeciwwagi dla przemocowego demagoga, jakim jest Nawrocki.
Nawrocki cieszy się poparciem Konfederacji. Nie krytykuje też Brauna. W grudniu 2025 roku w wywiadzie dla portalu Wirtualnej Polski stwierdził nawet, że Donald Tusk szkodzi Polsce bardziej niż Grzegorz Braun. Gra na prawicę jako całość, krąży pomysł, że zostanie patronem wspólnej prawicowej listy do Senatu.
Taki scenariusz staje się bardziej prawdopodobny, gdy po rozpadzie PiS, rola Kaczyńskiego jako lidera obozu staje się polityczną mrzonką.
Czy jest możliwe, że prawica wygra wybory 2027 roku tak zdecydowanie, że zmieni polski ustrój na prezydencki? I Nawrocki po wyborach 203o roku zostanie polskim Trumpem? Można by wiele zrobić, żeby tak się nie stało, ale kto to zrobi?
¹Ktoś powie, że prezydenci cieszą się zaufaniem „z automatu”, a pożegnalne notowanie Andrzeja Dudy z lipca 2025 było niemal identyczne (53 do 33 proc.). Jednak Nawrocki to był kandydat kontrowersyjny, a rok jego prezydentury wcale nie pokazał, że się cywilizuje, a jednak zaufanie doń rośnie
Nacjonalizm
Wybory
Magdalena Biejat
Grzegorz Braun
Włodzimierz Czarzasty
Władysław Kosiniak - Kamysz
Karol Nawrocki
Radosław Sikorski
Donald Tusk
Koalicja 15 października
Koalicja Obywatelska
Prawo i Sprawiedliwość
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Komentarze