Raewyn Connell należy do grona najbardziej wpływowych współczesnych socjolożek i badaczek gender. Jej Trans Lives, jak mówiła w jednym z wywiadów dla australijskiej prasy, to książka, nad którą pracowała całe życie. OKO.press rozmawia z jedną z najwybitniejszych badaczek kwestii płci.
Prace Connell od dekad kształtują sposób myślenia o płci, męskości, władzy i nierównościach społecznych nie tylko w świecie akademickim, ale także w debatach publicznych i polityce społecznej. Międzynarodową rozpoznawalność przyniosła jej przede wszystkim praca Masculinities, uznawana dziś za jedno z fundamentalnych opracowań dotyczących społecznego konstruowania męskości. Connell była również jedną z pierwszych badaczek, które konsekwentnie krytykowały dominację perspektywy Zachodu w naukach społecznych. W książce Southern Theory upomniała się o doświadczenia i idee płynące z globalnego Południa, pokazując, że wiedza o społeczeństwie nie może powstawać wyłącznie w Europie i Stanach Zjednoczonych.
Urodzona w Sydney socjolożka przez lata związana była z Macquarie University, Harvardem, University of California w Santa Cruz i University of Sydney. Poza działalnością akademicką współpracowała także z UNESCO oraz organizacjami międzynarodowymi zajmującymi się równością płci, edukacją i prawami człowieka. Jej dorobek obejmuje badania nad klasą społeczną, edukacją, strukturami wiedzy, ruchami społecznymi i relacjami płci, a wpływ jej pracy wykracza daleko poza uniwersytety.
W swojej ostatniej książce Connell podejmuje temat, który stał się dziś jednym z najgorętszych pól politycznego i kulturowego konfliktu. Zamiast skupiać się na abstrakcyjnych sporach o tożsamość czy normy, proponuje opowieść o konkretnych doświadczeniach osób transpłciowych. Pisze o codziennym życiu, ubóstwie, przemocy, medycynie, solidarności i społecznych warunkach tranzycji. Jednocześnie pokazuje globalny wymiar współczesnej transfobii, napędzanej przez autorytarne polityki, prawicowe media i religijny fundamentalizm. Punktem wyjścia są historie osób i społeczności trans z różnych części świata, ale stawką tej książki jest szersze pytanie o to, jak współczesne społeczeństwa reagują na różnorodność i dlaczego wokół niej narasta dziś tak silny lęk.
Krzysztof Katkowski, OKO.press: Skąd słowo „transpłciowość”? Pisze pani w swojej książce, że to kategoria znana od czasów Cezara…
Raewyn Connell: W mojej ostatniej książce, Trans Lives, używam słowa „trans” jako wygodnego przymiotnika obejmującego różnorodne grupy związane z tranzycją płciową. Staram się jednak zachować również świadomość ich specyfiki, dlatego omawiam zarówno kobiety transseksualne, mężczyzn transseksualnych, grupy określające siebie jako transgender czy genderqueer itd., jak również hijra, aravani, travesti, fa’afafine…
Co ciekawe, w łacinie „trans” i „cis” nie są samoistnymi słowami. To przedrostki dodawane do innych słów, oznaczające odpowiednio „po tamtej stronie” oraz „po tej stronie”. Pół żartem wspomniałam o Juliuszu Cezarze, bo uczyłam się łaciny w liceum i musiałam czytać propagandowe opowieści wojenne rzymskiego cesarza. Starożytni Rzymianie odróżniali Gallia Cisalpina, region w północnych Włoszech zamieszkany wówczas przez Galów, od Gallia Transalpina, czyli regionu Francji zamieszkanego przez Galów.
„Trans” i „cis” zostały niedawno ponownie wykorzystane w języku angielskim do rozróżnienia w ramach płci.
Nie wiem, czy Cezar w swoich czasach spotkał osoby transpłciowe. To możliwe.
Kapłani i aktorzy przebierający się za osoby innej płci byli dobrze znani w starożytnym świecie basenu Morza Śródziemnego. Również klasyczna mitologia celebrowała kobiety przekraczające normy płciowe. Ich nazwa jest wciąż dobrze znana – Amazonki…
Wróćmy do pani prac: tam płeć to jednak nie tylko tożsamość, ale też kwestia struktury społecznej.
Relacje płci są organizowane zarówno na wielką skalę społeczną, jak i w sferze intymnej. Dlatego potrzebujemy pojęcia „struktury”. Mówię więc o „porządku płciowym” danego społeczeństwa lub okresu historycznego. Porządki płciowe mają co najmniej cztery wymiary: relacje ekonomiczne, relacje władzy, relacje emocjonalne oraz relacje symboliczne lub komunikacyjne.
Analizując życie osób transpłciowych, starałam się uwzględnić wszystkie cztery wymiary. Dlatego książka mówi o pracy, ubóstwie, mieszkalnictwie i gospodarce korporacyjnej; o policji, państwie i przemocy; o seksualności, rodzinach, miłości i nienawiści; o tożsamościach zbiorowych, języku i mediach masowych. Pojęcie struktury społecznej pozwala nam wyjść poza skupienie wyłącznie na indywidualnej tożsamości i przejść do szerszych kwestii sprawiedliwości społecznej.
Spójrzmy na przykład: pojęcie „hegemonicznej męskości”, którego często używam, bywa łatwo źle rozumiane. Nie oznacza ono tego samego co „toksyczna męskość”, „machismo” czy, po prostu, zwykła brutalność. Hegemonia dotyczy tego, w jaki sposób patriarchalny porządek płciowy, czyli system płci uprzywilejowujący mężczyzn jako grupę, może trwać i zachowywać legitymizację. Jednym ze sposobów jest ustanowienie modelu męskości, który utrwala wyższość zarówno nad kobietami, jak i nad innymi formami męskości czy grupami mężczyzn.
Grupa wpływowych mężczyzn ucieleśniających hegemoniczną męskość, jak na przykład elitarni menedżerowie korporacyjni w naszych czasach, nie musi osobiście stosować przemocy, aby utrzymać w zakładach pracy podporządkowanie kobiet czy też innych grup mężczyzn. Zwykle dysponują innymi środkami kontroli: państwem (policją, armią, sądami, więzieniami), bogactwem (finansowaniem firm ochroniarskich, prawników, korupcji) oraz korporacyjną siłą roboczą. Mogą także osłabiać opór, wykluczając demokratyczne wizje życia ze sfery publicznej, na przykład poprzez posiadanie mediów i kontrolowanie przekazu.
To przekłada się także na przemoc wobec osób transpłciowych. Pozwala nam to dostrzec, że przemoc może być powiązana z najwyższymi poziomami władzy i przywileju jedynie pośrednio.
Sprawcy większości pobić i zabójstw osób transpłciowych pochodzą z niższych warstw społecznych.
Są nimi funkcjonariusze policji „pierwszej linii”, bojówki dokonujące „oczyszczania społecznego”, uzbrojone milicje, współwięźniowie w zakładach karnych, rozgniewani ojcowie lub bracia. Zdecydowana większość tej przemocy jest dziełem mężczyzn, a jej skutkiem jest utrwalanie patriarchalnego porządku płciowego. Medialna i religijna nagonka przeciwko istnieniu osób transpłciowych pomaga tworzyć klimat sprzyjający takiej przemocy.
Trans Lives to zbiór historii z różnych części świata, które mają wspólny mianownik. Czy możliwe jest stworzenie jednej globalnej teorii doświadczenia transpłciowości, czy też zawsze będzie ono lokalne i kontekstowe?
Każdy znany mi wzorzec doświadczeń osób transpłciowych ma swoją lokalną specyfikę, ale również pewne elementy wspólne z innymi. Porządki płciowe różnią się szczegółami między społeczeństwami, więc naturalne jest, że różnić się będą także zachodzące w ich ramach tranzycje płciowe. Tranzycje płciowe zazwyczaj zakłócają lub dezorganizują konwencjonalne układy płciowe w rodzinach czy miejscach pracy. Niektóre społeczeństwa znalazły sposoby radzenia sobie z takimi zakłóceniami bez większej traumy; inne, niestety, nie.
W niektórych częściach świata istniały dobrze ugruntowane wzorce tranzycji płciowej, mające określone miejsce w lokalnej kulturze, a osoby w nich uczestniczące cieszyły się znacznym stopniem społecznej akceptacji. Należą do nich między innymi hidźrowie w Indiach, kathoey w Tajlandii, yan daudu w Nigerii oraz osoby two-spirit wśród rdzennych społeczności Ameryki Północnej. Wszystkie te grupy, oczywiście, różnią się od siebie. Także w niektórych częściach Europy takie wzorce istniały jeszcze stosunkowo niedawno: femminielli w Neapolu oraz burrnesha, czyli „zaprzysiężone dziewice”, w północnej Albanii i Czarnogórze. Jeśli jednak w Europie Środkowej i Północnej istniały kiedyś dobrze rozpoznawalne wzorce tranzycji, wydaje się, że zostały one wyparte przez rozwój
nowoczesnej, charakterystycznej dla globalnej Północy formy patriarchatu, silnie instytucjonalizującej jedynie dwie pozycje płciowe i traktującej alternatywy jako zjawiska przestępcze lub patologiczne.
Niestety właśnie ten porządek płciowy został przeniesiony do reszty świata wraz z rozwojem europejskich imperiów oraz późniejszą, poimperialną dominacją kulturową i gospodarczą.
Nie próbowałam stworzyć logicznie uniwersalnej teorii doświadczenia transpłciowego. Teoria skonstruowana w taki sposób musiałaby być tak abstrakcyjna, że nie nadawałaby się do praktycznego zastosowania. Pomocne jest jednak pytanie, w jakim stopniu doświadczenia różnych grup transpłciowych są do siebie empirycznie podobne. Dzięki temu możemy znaleźć podstawę do uogólnień w obrębie konkretnego kontekstu historycznego. Byłaby to silniejsza forma teorii niż abstrakcyjny uniwersalizm, ponieważ odnosiłaby się do kwestii otwartych na praktyczną zmianę.
Na przykład większość współczesnych porządków płciowych na świecie jest do pewnego stopnia patriarchalna. Możemy więc zasadnie pytać, w jaki sposób patriarchalne rodziny i kultury kształtują tranzycje płciowe oraz jak można naprawić ich szkodliwe skutki. Możemy też spojrzeć szerzej. Wszystkie grupy transpłciowe we współczesnym świecie żyją w społeczeństwach, które przez ostatnie pięćset lat były kształtowane przez globalny imperializm i globalne nierówności. Mierzenie się ze złożonym dziedzictwem kolonializmu i globalnego kapitalizmu rzeczywiście znajduje się dziś w centrum działań aktywizmu transpłciowego. To trudna praca i jesteśmy dopiero na wczesnym etapie, ale proces już trwa.
Cytowane przez panią badania Carrerasa Sendry wskazują na państwo, a także kapitalizm, jako siły działające przeciw jednostce oraz na problem niesystemowej represji wobec osób transpłciowych, jak w przypadku Montrealu w latach 80.
Daje nam to, po pierwsze, pewne zrozumienie różnic w doświadczeniach osób transpłciowych, na przykład różnic klasowych oraz różnic wynikających z miejsca zajmowanego w światowej gospodarce. Tam, gdzie transpłciowa młodzież była szeroko wykluczana z edukacji, głównego nurtu rynku pracy i rodzin, nie powinno dziwić, że obserwujemy najpoważniejsze problemy zdrowotne, największą prekaryzację i przedwczesną śmierć. Tam, gdzie indywidualizm stanowi bardzo silny wzorzec kulturowy i polityczny, jak w Stanach Zjednoczonych, nie powinno dziwić, że aktywizm transpłciowy podkreślał kwestie tożsamości osobistej i praw człowieka.
Po drugie, podejście inspirowane naukami społecznymi pozwala nam uchwycić zmiany w doświadczeniach grup transpłciowych. Medycyna transpłciowości, by podać jeden przykład, bardzo się zmieniła w ciągu ostatnich siedemdziesięciu lat. Możemy rozumieć te zmiany nie tylko poprzez postęp myśli i praktyki medycznej, lecz także poprzez zmieniającą się ekonomię polityczną globalnego kapitalizmu, która na wiele sposobów wpływa na sektor ochrony zdrowia.
Również sposób, w jaki rządy traktowały grupy transpłciowe, można zrozumieć jedynie poprzez analizę zmieniających się gospodarek i ideologii politycznych. Wiele rządów przyjęło bardziej życzliwe stanowisko wobec swoich transpłciowych obywateli w okresie umiarkowanej liberalizacji po zakończeniu zimnej wojny. Więcej państw zaczęło prawnie uznawać tranzycje, a część z nich rozszerzyła także opiekę zdrowotną.
Ten trend odwrócił się jednak wraz ze wzrostem znaczenia nowych skrajnie prawicowych sił politycznych. Zmianę tę napędzały rosnące nierówności majątkowe i dochodowe, masowa prekaryzacja oraz większa podatność na globalne turbulencje gospodarcze. Około 2015 roku
grupy transpłciowe stały się na arenie międzynarodowej jednym z głównych celów kampanii strachu prowadzonych przez nową prawicę,
mających mobilizować zaniepokojoną „bazę” oraz rozwijać techniki autorytarnej kontroli.
Nie sądzę, aby medycyna była głównym narzędziem kontroli lub emancypacji. W życiu osób transpłciowych stała się ona przede wszystkim sprywatyzowaną usługą. Może zapewniać wsparcie ratujące życie w kryzysach związanych z cielesnością albo być przeszkodą, gdy znajduje się pod wpływem prawicowej ideologii. W życiu wielu osób transpłciowych medycyna nie odgrywa jednak większej roli.
W swoich pracach, nie tylko w Trans Lives, podkreśla pani element klasowości w badaniach nad genderem. Czy może pani to trochę rozwinąć dla naszych czytelników?
Wizerunki żyjących w przepychu zamożnych kobiet transpłciowych obecne w amerykańskich mediach masowych są, delikatnie mówiąc, skrajnie niereprezentatywne. Istnieje kilka bogatych osób transpłciowych, a także pewna liczba osób żyjących w stabilnych warunkach klasy średniej. Sama do nich należę jako była pracowniczka akademicka. Jednak większość grup transpłciowych żyje w ubóstwie albo, w najlepszym razie, w warunkach pracy prekaryjnej. Nie oznacza to, że większość osób transpłciowych dosłownie głoduje.
Ale gdy pojawia się taki wstrząs jak pandemia COVID-19, grupy transpłciowe rzeczywiście mogą zacząć głodować.
Jak pokazują badania Chakrapaniego i współpracowników, w początkowej fazie pandemii uliczni sprzedawcy i osoby świadczące usługi seksualne na ulicy zostali zmuszeni do opuszczenia ulic, a ich źródła utrzymania zniknęły. Tam, gdzie grupy transpłciowe działały w teatrze lub występowały w świątyniach, publiczność również mogła zniknąć, a wraz z nią dochody.
Grupy transpłciowe nie dają się łatwo wpisać w tradycyjne kategorie klasowe, ale pewne rzeczy można o tym powiedzieć. Tranzycje płciowe mogą zachodzić na każdym poziomie klasowym i rzeczywiście zachodzą. Jeśli ktoś posiada pewne przywileje klasowe, mogą one zostać zagrożone przez tranzycję, poprzez utratę pracy, wyrzucenie z rodziny lub utratę dziedzicznych praw do ziemi. Grupy transpłciowe częściej tworzą się na marginalnych pozycjach społecznych, utrzymując się dzięki gospodarce nocnej, branży seksualnej albo różnym formom żebractwa. Dlatego populacje transpłciowe często trafiają na margines miejskiej klasy pracującej albo pozostają bez ziemi w społecznościach chłopskich.
Jak klasa społeczna wpływa na możliwości tranzycji?
Wysokie dochody i duży majątek zapewniają dostęp do wysokiej jakości wsparcia medycznego w procesie tranzycji, zwłaszcza w warunkach prywatyzacji medycyny transpłciowości. Nawet średni poziom dochodów może umożliwiać dostęp do większości istotnych usług medycznych oraz zmniejszać narażenie na nękanie i przemoc. Można by sądzić, że przywilej klasowy wiąże się z bardziej wspierającym i tolerancyjnym środowiskiem społecznym. Musimy jednak ostrożnie podchodzić do takich interpretacji, biorąc pod uwagę, że republikańska partia klas wyższych w Stanach Zjednoczonych stała się narzędziem brutalnej agendy antytrans.
Nie sądzę, by pozycja klasowa miała duży wpływ na samą genezę tranzycji płciowych. Społeczne ucieleśnienie, z którego wyrasta tranzycja (piszę o tym w drugim rozdziale mojej ostatniej książki), jest bardzo podstawową cechą życia naszego gatunku. Nawet bardzo bogaci mają przecież ciała! To, na co pozycja klasowa może wpływać, to forma, jaką przyjmuje tranzycja, zasoby umożliwiające jej przeprowadzenie oraz konsekwencje tranzycji, czyli życiowe szanse, jakie z niej wynikają.
Jakie błędy popełnia zachodnia teoria płci, ignorując doświadczenia globalnego Południa? A może europejski uniwersalizm jest jednak dobrym punktem wyjścia?
Kiedy badacze i teoretycy z globalnej Północy piszą tak, jakby ich własne społeczeństwo było jedynym istniejącym albo jedynym, które ma znaczenie, nie tylko pomijają doświadczenia większości ludzi na świecie. Pomijają również istotne cechy własnych społeczeństw, których historia jest splątana z historią świata skolonizowanego, a następnie zglobalizowanego.
To absolutnie nie jest kwestia tego, że globalna Północ jest nowoczesna, a globalne Południe przednowoczesne, zacofane, nierozwinięte czy tradycyjne. Wszyscy jesteśmy nowocześni, do cholery! Ale wszyscy jesteśmy nowocześni na różne sposoby, ponieważ globalne powiązania ewoluowały i stawały się coraz bardziej złożone. Obecny kryzys naftowy uczynił to boleśnie oczywistym.
Ale co teoria płci z globalnej Północy, ta europejska, pomija, gdy mówi o życiu osób transpłciowych w większości świata?
Wymienię kilka elementów. Pomija bardzo wiele kwestii związanych z cielesnością, dotyczących kruchości życia: niebezpiecznych porodów, niepewnego dzieciństwa, znaczenia odżywiania, powszechności przedwczesnej śmierci.
Pomija znaczenie struktur pokrewieństwa i dynamiki rodzinnej, choć Freud i Malinowski już sto lat temu dali nam w tej kwestii całkiem dobre wskazówki. Niewiele mówi o
ekonomii życia osób transpłciowych, która dla grup transpłciowych na globalnym Południu jest sprawą życia i śmierci,
choć ekonomia polityczna zaczyna się dziś częściej pojawiać w literaturze globalnej Północy. Pomija najbardziej brutalną przemoc wobec osób transpłciowych i być może właśnie dlatego poprzestaje na słabym pojęciu „transfobii” jako wyjaśnieniu wrogości wobec osób trans.
I choć teoria Północy zwykle myśli o życiu osób transpłciowych jako o zjawisku miejskim, to co ma do powiedzenia o życiu w naprawdę gigantycznych miastach, takich jak São Paulo czy Mumbaj? Dlatego to nie jest taka dobra opcja. Nie sądzę, aby uniwersalizowanie europejskich czy północnoamerykańskich idei dotyczących tranzycji i życia osób transpłciowych było dobrym pomysłem.
Jak ruchy transpłciowe wpisują się w szersze procesy zmian społecznych, które opisywała pani w swoich wcześniejszych pracach?
Ruchy transpłciowe nigdy nie będą wyglądały jak ruch robotniczy, ruch kobiecy czy ruchy nacjonalistyczne albo faszystowskie. Nie pozwalają na to liczby. Szacunki są różne, ale najbardziej wiarygodne przypominają wyniki kanadyjskiego spisu powszechnego z 2021 roku, który zawierał pytanie wprost odnoszące się do grup transpłciowych. Po zsumowaniu osób identyfikujących się jako transpłciowe i niebinarne okazało się, że stanowią one 0,33 proc. populacji Kanady, czyli jedną trzecią procenta. Nawet wśród najmłodszego pokolenia, gdzie odsetek był najwyższy, nie zbliżył się on do jednego procenta. Mówimy więc nie tylko o mniejszości, ale o bardzo małej mniejszości.
Aby osiągnąć jakiekolwiek znaczące cele, grupy transpłciowe muszą się organizować, a jak argumentuję w Trans Lives, istnieje wystarczająco dużo kreatywności i energii, by to robić. Ponadto grupy transpłciowe potrzebują sojuszy i właśnie wokół tego koncentruje się duża część polityki transpłciowej. Najbardziej znanym sojuszem jest tęczowa koalicja LGBTIQA+, ale nie jest ona jedyną. Istniały także ważne sojusze z feministkami oraz z partiami socjaldemokratycznymi. Istnieją również powiązania z innymi ruchami: są transpłciowi związkowcy, transpłciowe feministki, transpłciowi anarchiści, transpłciowi liberałowie, transpłciowi socjaliści.
Są nawet, jak sądzę, transpłciowi zwolennicy Trumpa, którzy muszą być wśród nas rekordzistami optymizmu.
Mówiąc inaczej, grupy transpłciowe uczestniczą w wielu dynamikach zmiany społecznej. Płyniemy w nurcie historii. Dla niektórych myślicieli samo istnienie osób transpłciowych wydawało się symbolem szerszej zmiany społecznej. W latach 70. włoski działacz gejowski Mario Mieli postrzegał „transseksualność”, interpretowaną przez niego w sensie seksualnym, dość dramatycznie jako utopijny horyzont rewolucyjnej zmiany.
Ja jednak nie patrzę na to w ten sposób. Dla mnie polityka jest przede wszystkim praktyczną sprawą tu i teraz i zazwyczaj jest mozolna oraz powolna, szczególnie gdy dotyczy ogromnie ważnych kwestii, takich jak zmiana klimatu czy globalne ubóstwo. Ale zajmujemy się nią, ponieważ jest konieczna. I w samym tym działaniu może być radość.
LGBT+
Prawa człowieka
faszyzm
kapitalizm
lewica
osoby transpłciowe
polityka
Raewyn Connell
transpłciowość
walka klas
Krzysztof Katkowski (ur. 2001) – socjolog, tłumacz, dziennikarz, poeta. Absolwent Universitat Pompeu Fabra w Barcelonie i Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracuje z OKO.press, „Kulturą Liberalną”, „Dziennikiem Gazeta Prawna” i „Semanario Brecha”. Jego teksty publikowały m.in. „la diaria”, „Gazeta Wyborcza”, „The Guardian” „Jacobin”, , „Kapitàl noviny”, „Polityka”, „El Salto” czy CTXT.es.
Krzysztof Katkowski (ur. 2001) – socjolog, tłumacz, dziennikarz, poeta. Absolwent Universitat Pompeu Fabra w Barcelonie i Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracuje z OKO.press, „Kulturą Liberalną”, „Dziennikiem Gazeta Prawna” i „Semanario Brecha”. Jego teksty publikowały m.in. „la diaria”, „Gazeta Wyborcza”, „The Guardian” „Jacobin”, , „Kapitàl noviny”, „Polityka”, „El Salto” czy CTXT.es.
Komentarze