Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Fabrice COFFRINI / AFPFot. Fabrice COFFRIN...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Data i miejsce kolejnej rundy tzw. rozmów pokojowych między Ukrainą, Rosją i Stanami Zjednoczonymi nie zostały jeszcze ustalone. Przy czym Trump mówi, że rozmowy są prowadzone, a Rosjanie – że przerwa jest techniczna. Ukraińcy powtarzają, że są gotowi do negocjacji.

OKO.press podsumowuje ostatnie stanowiska stron: czego Amerykanie dowiedzieli się o Ukrainie, co Rosja rozumie przez „realia w terenie” i czego domaga się Ukraina.

Kontekstem zawieszonych negocjacji jest nie tylko wojna w Zatoce, ale i rosyjskie trudności na froncie i w gospodarce. Rosja przestała opowiadać, że to, czego jej w Ukrainie nie dadzą, sama sobie siłą weźmie.

Poprzednia tura negocjacji trójstronnych odbyła się w połowie lutego 2026 w Genewie. Niczego nie przyniosła, choć Ukraińcy mówili o dopracowywaniu szczegółów monitorowania rozejmu i gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, gdyby Putin w końcu zgodził się zatrzymać najazd. Na razie nie ma o tym mowy.

Jednak „posuwamy się naprzód, powoli, ale się posuwamy” – mówili wysłannicy ukraińscy, a potwierdzał to prezydent Zełenski. Ukraina doskonale pokazuje Trumpowi, jak bardzo stara się zawrzeć pokój. Choć wie, że druga strona nie ma takich intencji.

Na zdjęciu u góry: szef delegacji ukraińskiej Rustem Umerow przyjeżdża na rozmowy z Amerykanami w Genewie 26 lutego, tydzień po prowadzonych tam negocjacjach trójstronnych z Rosją. Potem już takich rozmów nie było. Fot. AFP

Przeczytaj także:

Ukraina: jesteśmy gotowi do rozmów

Jeszcze 2 marca, trzeciego dnia wojny w Iranie, prezydent Ukrainy informował, że kolejna runda trójstronnych negocjacji pokojowych może się odbyć między 5 a 9 marca. „Jesteśmy gotowi” – mówił Zełenski także 3 marca, dodając, że nie wiąże negocjacji z wojną w Zatoce Perskiej. Amerykanie chcieli się co prawda wcześniej spotykać się w Abu Zabi, ale można się spotkać gdzie indziej.

Już 4 marca wieczorem Zełenski przyznał jednak, że „obecnie, ze względu na sytuację wokół Iranu, nie ma jeszcze niezbędnych sygnałów do zorganizowania trójstronnego spotkania. Jednak gdy tylko sytuacja bezpieczeństwa i ogólny kontekst polityczny pozwolą na kontynuację właśnie tej trójstronnej pracy dyplomatycznej, zostanie to zrobione. Ukraina jest na to gotowa”.

Donald Trump także w tym tygodniu opowiadał, jak ważne jest dla niego zakończenie wojny w Ukrainie. Jednak Amerykanom i Rosjanom niezręcznie będzie się teraz spotkać. Rosja nie jest w stanie pomóc zaatakowanemu przez USA Iranowi – swojemu ważnemu sojusznikowi. Wysyła mu tylko słowa wsparcia i ofertę mediacji. Źle by wyglądało, gdyby jednocześnie przyjmowała ofertę mediacji USA w swojej wojnie.

Ukraina tymczasem wspiera walkę z irańskim reżimem, który pomagał Rosji w ataku na Ukrainę. Zełenski rozmawia z liderami krajów Zatoki Perskiej. Ukraina chętnie podzieli się wiedzą, jak skutecznie zestrzeliwać irańskie uderzeniowe drony Shahed. Prosił już o to m.in. premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer. Dla Rosji jest to dowód na „próby podważenia przekonania, że Ukraina nie ma miejsca w NATO”.

Zakończenie wojny tylko na linii frontu

Stanowisko negocjacyjne Ukrainy się nie zmienia. Może zgodzić się na zamrożenie konfliktu wzdłuż obecnej linii frontu.

„Wybrałem drogę dyplomatyczną, zaakceptowałem amerykańską propozycję zamrożenia konfliktu na linii frontu. Wielu z nas nie zgadzało się z tym, ale poszedłem za Donaldem Trumpem, żeby przynajmniej zakończyć walki. Rosjanie jednak odmówili i chcieli naszego całkowitego wycofania się z Donbasu. Amerykanie zaproponowali wtedy strefy zdemilitaryzowane i wolne strefy ekonomiczne po obu stronach frontu. Powiedziałem, że powinno to dotyczyć obu stron, ale Rosjanie odpowiedzieli, że tylko po naszej stronie. To czyste szaleństwo” – mówił Zełenski w wywiadzie dla ”Corriere della Sera".

I dalej:

„Nigdy nie opuszczę Donbasu i 200 000 Ukraińców, którzy tam mieszkają. Dlaczego miałbym to robić?”.

Ukraina nie może pozwolić sobie na zakończenie wojny za wszelką cenę, tzn. na nieakceptowalnych dla niej warunkach, bez jasnych gwarancji bezpieczeństwa. Oznaczałoby to dla niej kolejną inwazję po tym, jak Rosja odpocznie.

Kyryło Budanow, szef Biura Prezydenta Ukrainy, oświadczył, że podczas ostatnich rozmów pokojowych strona rosyjska zgodziła się na warunki gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy ze strony Stanów Zjednoczonych.

Rosjanie ze swej strony przyznają tylko, że o takich gwarancjach rozmawiano – co i tak jest sukcesem, bo wcześniej strona rosyjska gwarancje w ogóle wykluczała. Według Zełenskiego negocjacje nie były łatwe, a postępy osiągnięto jedynie w kwestiach wojskowych. Strony rozwiązały kwestię monitorowania zawieszenia broni, które ma się odbywać z udziałem Stanów Zjednoczonych.

Według ostatniego sondażu Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii przeprowadzonego 12-24 lutego (wyniki zostały opublikowane 2 marca)

70 proc. Ukraińców nie wierzy, że obecne rozmowy z udziałem Rosji i Stanów Zjednoczonych, dotyczące zakończenia wojny w Ukrainie, doprowadzą do trwałego pokoju.

Rosja w potrzasku, a duch Anchorage się ulatnia

Po ataku USA na Iran, czyli sojusznika Rosji, Kreml próbuje znaleźć miejsce dla siebie. Codziennie publikuje informacje o rozmowach telefonicznych Putina z przywódcami państw Zatoki Perskiej. Jego minister spraw zagranicznych Ławrow rozmawia też z Chińczykami.

W przypadku wojny toczonej przez Rosję w Ukrainie takich rozmów nie ma – ale też Putin nie za bardzo ma do kogo w tej sprawie zadzwonić. Z Viktorem Orbánem rozmawiał 3 marca, a jego szefa dyplomacji Szijjártó przyjął 4 marca. I to by było na tyle.

Oficjalnie Kreml powtarza, że na razie nie ma przesłanek, by „zaangażowanie USA w konflikt na Bliskim Wschodzie wpływało na tempo negocjacji w sprawie Ukrainy”. Ale problem ewidentnie jest. „Czas pokaże” – zastrzega się rzecznik Putina Pieskow.

Jednocześnie Rosja zaostrza stanowisko negocjacyjne. Amerykanie do tej pory trwali w przekonaniu, że Rosji chodzi tylko o Donbas i próbowali przekonać strony, by zgodziły się na zatrzymanie walk, „uznając realia na ziemi”. Szef MSZ Rosji Ławrow zrobił jednak fikołka: powiedział 3 marca, że Rosja jak najbardziej zgadza się „realia na ziemi”.

Z tym że „realiami” nie jest przebieg frontu, ale wynik „referendów” przeprowadzonych w 2022 roku na podbitych terenach Ukrainy. Ponieważ wynik ich Putin ustalił na „za połączeniem z Rosją”, Kreml teraz twierdzi, że „realia” to oddanie Rosji w całości czterech obwodów: całego Donbasu, Zaporoża i Chersońszczyzny. Rosjanie nie zdobyli ich przez cztery lata pełnoskalowego najazdu.

O tym, że Putin nie chce tylko samego Donbasu, ale czterech obwodów, Rosjanie mówili nie raz. Jednak żądania te uzupełniali pogróżkami, że jak nie, to Rosja sama sobie te tereny zdobędzie, gdyż jej armia cały czas posuwa się do przodu. Teraz tak nie mówi, co tylko potwierdza, że sytuacja na froncie nie wygląda teraz dla Putina dobrze.

Rosja jednak w kółko powtarza, że Amerykanie dawno temu – bo 15 sierpnia 2025 roku w Anchorage na Alasce – zgodzili się na taki rozbiór Ukrainy. Dziś jednak mamy kolejne dowody, że Amerykanie terytorialnych wschodnioeuropejskich niuansów w ogóle nie brali pod uwagę. Wysłannicy Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner nie są dyplomatami, nie znają i nie interesują się tym rejonem świata. Nie wiadomo nawet, czy wiedzieli, co to jest Donbas. Ale na pewno naciskali Ukrainę, by się z Donbasu wycofała. Potwierdził to w wywiadzie dla AFP 20 lutego prezydent Zełenski. Było to już po rozmowach w Genewie.

W każdym razie 3 marca, po wizycie w Białym Domu kanclerz Niemiec Merz opowiedział wszystko to dokładnie i na mapie wytłumaczył Trumpowi. Pokazał, gdzie przebiega front i czego chce Rosja: odebrania Ukrainie całego dolnego biegu Dniepru i praktyczne odcięcia jej od Morza Czarnego. A więc nie tylko Donbasu.

„Mam wrażenie, że obecnie prezydent rozumie więcej z tego, o jaką stawkę gra Ukraina. A także to, jaką pozycję zajmuje Europa”

„Niestety, duch Anchorage się ulatnia” – powiedział 5 marca Ławrow.

View post on Twitter

Moskwa musi śnić o zwycięstwie

Oddanie dolnego biegu Dniepru to nie jedyny warunek, o jakim przed kolejną turą rozmów przypomniała sobie Moskwa. „Rosja nie zgodzi się na zaprzestanie działań wojennych na Ukrainie, jeśli oznaczałoby to utrzymanie wroga wyposażonego w broń przez Europę” – powiedział Ławrow na konferencji prasowej z ministrem spraw zagranicznych Brunei 3 marca.

Do tego Moskwa – zapewniająca świat, że konflikt z Iranem można rozwiązać tylko dyplomatycznie – ogłosiła 2 marca ustami byłego prezydenta Miedwiediewa, że „negocjacje w sprawie Ukrainy nie są najważniejsze. Liczy się zwycięstwo w specjalnej operacji wojskowej i osiągnięcie wszystkich jej celów”.

Do zaostrzenia doszło wyraźnie teraz. Wcześniej Moskwa coś opowiadała, że nie zmienia swoich warunków, niżsi rangą przedstawiciele Kremla wspominali o prawach ludzi, „którzy wyrazili wolę w referendach”. Ale Moskwa lekko ustępowała. Zgodziła się np. na rozmowy trójstronne, z Ukrainą – a nie tylko w formacie USA-Rosja.

Przestała też wykluczać rozmowy o zachodnich gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy, a Pieskow przyznał, że „gwarancje bezpieczeństwa są na porządku dziennym, podobnie jak kwestia terytorialna. Miedwiediew ujawnił, że Amerykanie z Ukraińcami chcą wymusić na Rosji zgodę na dozbrojenie Ukrainy. Nie dodał do tej informacji wyzwisk, jak to ma w zwyczaju.

Moskwa nie wyrażała też oburzenia perspektywą rozmów na szczycie Zełenski-Putin (do niedawna było to całkowicie wykluczone). Sukcesem rosyjskim negocjacji miało być to, że do stołu rozmów oficjalnie nie zasiedli Europejczycy.

Negocjator Trumpa Steve Witkoff był dobrej myśli ("Mamy nadzieję przedstawić obu stronom pewne propozycje, które pozwolą im spotkać się w ciągu najbliższych trzech tygodni, a może nawet doprowadzą do szczytu Zełenskiego i prezydenta Putina, może w pewnym momencie do trójstronnego szczytu z prezydentem USA – mówił np. 20 lutego).

Teraz takich nadziei nie ma.

Osobne rozmowy gospodarcze z Amerykanami nie są już osobne

Pieskow potwierdził już, że poza rozmowami o Ukrainie Rosja prowadzi też z Amerykanami rozmowy gospodarcze. Ale właśnie się okazało – i to może być klucz – że „USA nadal preferują wiązanie stosunków gospodarczych z Rosją z rozwiązaniem na Ukrainie”.

Sam Trump tuż przed atakiem na Iran zapowiedział, że o zniesieniu sankcji na Moskwę można mówić dopiero po zakończeniu konfliktu. Co Ławrow 5 marca skomentował już ostrzej: sankcje na Rosję są dziś nie tylko spuścizną administracji Bidena, ale skutkiem działań Trumpa.

O gwarancjach dla Ukrainy powiedział zaś, że nie tylko Moskwa ich nie zaakceptowała, ale ich nie widziała („nie widzieliśmy” to stała zagrywka Moskwy zmierzająca do opóźnienia rozmów. Np. w lutym Moskwa twierdziła, że nie zna 20-punktowego planu pokojowego Trumpa, mimo że publikowała go Ukraina, a Putina w tej sprawie odwiedzili wysłannicy Trumpa).

Jeszcze przed atakiem na Iran telewizja rosyjska pokazała niesłychaną scenkę: z hotelu w Genewie, gdzie Amerykanie rozmawiali z Ukraińcami, wychodzi rosyjski negocjator gospodarczy, wysłannik Putina, Dmitriew. Rosyjscy „dziennikarze” biegną za nim i pytają o komentarz, a ten ucieka. „Nic nie słychać” – mówi z przejęciem prowadzący „Wiesti” (26 lutego). I to był ostatni komunikat rosyjski w sprawie negocjacji.

Moskwa miała nadzieję na przełom w relacjach z Amerykanami, dzięki wejściu do trumpowej Rady Pokoju. Zaoferowała miliard dolarów z rosyjskich aktywów zamrożonych w USA. Niestety, do 5 marca nie dostała odpowiedzi na tę propozycję.

A teraz katastrofa Rosji w Iranie, a także narastające kłopoty gospodarcze i brak sukcesów na froncie zmusza zaś Kreml do powtarzania, że „stanowisko Rosji w sprawie rozwiązania konfliktu na Ukrainie pozostaje niezmienne”.

Czyli Rosja nadal chce kontroli nad całą Ukrainą. Ubiera to w różne warunki, ale imperialnego, kolonialnego sensu roszczeń to nie zmienia. Na pewno jednak mają one inną funkcję niż cztery lata temu. Powtarzając je jak mantrę, Putin zapewnia poddanych, że trudności są tylko przejściowe i Rosja na pewno zwycięży. Choć dziś nie ma mowy o terminach.

„Czy słyszeliście coś od nas o terminach? My nie mamy terminów, my mamy zadania. Rozwiązujemy je” – powiedział Ławrow reporterom.

;
Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Na zdjęciu Krystyna Garbicz
Krystyna Garbicz

Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.

Komentarze