Tytani. Reportaż z warszawskich ulic
Podobno od bezdomności dzielą nas tylko trzy niespłacone raty kredytu. To prawda? Karol: „Bezdomność naprawdę jest wszędzie. Po czym ją poznać? Wcale nie musi śmierdzieć, nie musi być zaniedbana. Czasem to ludzie w dobrych, choć zniszczonych ubraniach. Wprawne oko dostrzeże ich w tłumie z łatwością"
Na stole pięć pokrojonych chlebów, pasztet, masło i warzywa. Jest 18:00, więc jak co środę w Sercu robi się kanapki. Ja smaruję tu chleb po raz pierwszy, ale Agnieszka przychodzi co tydzień od dwóch miesięcy. Są jeszcze dwie osoby, praca idzie taśmowo: smarowanie, składanie, pakowanie, kanapka trafia do reklamówki. Jeszcze mandarynki, pomarańcze, herbata i następna.
Stara kamienica na warszawskiej Pradze przy ulicy 11 listopada. Na trzecim piętrze kuchnię i dwa magazyny ma Fundacja Serce Miasta.
#zostańwdomu jak ponury żart
Agnieszka kroi ogórek: – Też nie miałam co jeść, zdarzało się, że nie jadłam przez kilka dni, tak było 10 lat temu. Mąż pochodził z Kuby, zawodowo tańczył salsę, reggaeton, tańce latynoskie, ale poza nielicznymi zleceniami nic nie zarabiał, wszystko spadło na mnie. A z mojej wypłaty po opłaceniu czynszu i raty kredytu zostawało 50 zł na cały miesiąc. Mam taką naturę, że nie proszę o pomoc. Raz tylko, gdy poszłam do babci na obiad, rzuciłam, że nie jadłam nic od trzech dni. Tak rodzina dowiedziała się, w jakiej jestem sytuacji. Wróciłam do domu z paką jedzenia, więc byłam w uprzywilejowanej sytuacji, mogłam liczyć na pomoc bliskich. Pewnie dlatego łatwiej sympatyzuję z tymi ludźmi i chcę im pomagać. Wciągam w pomoc znajomych. Nie mam czasu spotkać się z nimi na kawę, więc mówię: wpadnijcie w środę, zrobimy kanapki i pogadamy.

Komentarze