Za kilka tygodni na kolejnym szczycie klimatycznym UE przywódcy rządów państw członkowskich podejmą ważną polityczną decyzję. Do 2050 roku Unia ma zredukować emisję gazów cieplarnianych netto – a więc z uwzględnieniem pochłaniania np. przez lasy - do zera. W czerwcu 2019 roku Polska blokowała porozumienie. Teraz zmienia zdanie, ale żąda pieniędzy

To wkład UE w światową politykę klimatyczną, która jeśli ma być skuteczna, powinna jak najszybciej doprowadzić do znaczącej redukcji emisji gazów cieplarnianych, przede wszystkim dwutlenku węgla. 

To nie pierwsze podejście UE do przyjęcia celu neutralności klimatycznej.

Jednak w czerwcu 2019 roku Polska do spółki z Węgrami, Czechami i Estonią zablokowała decyzję szczytu. W międzyczasie zdanie zmienili Estończycy, a Polska – po fali krytyki za przyjęcie kolejny raz roli hamulcowego procesu klimatycznego, prawdopodobnie pójdzie w ich ślady.

Tak przynajmniej sugerują żądania polskiego rządu ujawnione niedawno przez zagraniczne media. Według nich na unijnym szczycie 12-13 grudnia Polska zażąda więcej pieniędzy na transformację opartej na spalaniu węgla gospodarki w gospodarkę nisko – czy wręcz zeroemisyjną. Dopiero wtedy rząd polski podpisze się pod celem neutralności klimatycznej w roku 2050. Sugerował to już w czerwcu premier Mateusz Morawiecki w odpowiedzi na krytykę, jaka spadła na Polskę po czerwcowym wecie.

UE dąży do przyjęcia strategii, by zachować pozycję globalnego lidera polityki klimatycznej.

Zgodnie z nauką wszystkie kraje świata powinny jak najszybciej wejść na ścieżkę drastycznych redukcji emisji, by zachować szansę zatrzymania wzrostu temperatury na poziomie 1,5°C względem epoki sprzed rewolucji przemysłowej do roku 2100.

Taka jest istota zawartego w 2015 roku tzw. porozumienia paryskiego.

By tak się stało, światowe emisje powinny spaść aż o 45 pr

oc. do roku 2030 (względem roku 2010). Spowolnienie tempa redukcji zwiększa szanse na ocieplenie o ok. 2°C. Natomiast brak lub mało ambitna polityka klimatyczna umieszcza nas na drodze do katastrofalnego ocieplenia nawet o 3-4 lub więcej stopni.

Czego chce Polska

Według tzw. non-paper, czyli wstępnego jeszcze stanowiska Warszawy, ujawnionego przez m. in. Politico Europe, Polska żąda przede wszystkim, by UE znacznie zwiększyła środki na realizację polityki klimatycznej. By spełnić warunki porozumienia paryskiego, Bruksela aktualnie zakłada inwestycje na poziomie ok. 180-290 mld euro rocznie w unijnym budżecie na lata 2021-2027. Szczegóły budżetu – w unijnym żargonie nosi on nazwę Wieloletnich Ram Finansowych, WRF – są właśnie negocjowane. 

Polska uważa jednak, że środki budżetowe to za mało i naciska na zwiększenie tzw. Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, który dysponowałby dodatkowymi środkami ponad te zapisane w WRF. 

Sprawiedliwa transformacja – w domyśle: regionów, których gospodarka opiera się na węglu – to oczko w głowie rządu PiS, jeśli chodzi o politykę klimatyczną. Jest ona jednym z priorytetów polskiej prezydencji COP, czyli kolejnej rundy światowych negocjacji klimatycznych rozpoczętej na szczycie klimatycznym w Katowicach.

„Aby zapewnić sprawiedliwą transformację we wszystkich regionach, polegających obecnie w dużej mierze na wydobywaniu stałych paliw kopalnych i opartej na nich produkcji energii elektrycznej, Fundusz Sprawiedliwej Transformacji musi być znacznie większy i adekwatny do skali wyzwań” – napisał rząd polski w dokumencie.

„Ponieważ koszty transformacji mogą się znacznie różnić w całej UE, spodziewamy się, że Komisja przedstawi konkretne dane liczbowe w podziale na państwa członkowskie” – dodano.

Oznacza to po prostu, że Polska spodziewa się zapisania w funduszu konkretnej sumy, jaką będzie mogła przeznaczyć na proklimatyczne działania.

Dokument nie podaje, ile dokładnie pieniędzy miałaby zażądać Polska. W październiku minister energii Krzysztof Tchórzewski powiedział, że osiągnięcie neutralności klimatycznej może kosztować Polskę nawet 500-700 mld euro, choć nie podał w jaki sposób doszedł do tych kwot.

We wspomnianym dokumencie Polska zwraca również uwagę, że wsparcie dla polityki neutralności klimatycznej powinno brać pod uwagę znaczne zróżnicowanie krajów członkowskich. 

Według Polski Komisja Europejska powinna:

wziąć pod uwagę poziom rozwoju gospodarczego krajów członkowskich, w tym różne możliwości sfinansowania przestawienia gospodarki na ścieżkę prowadzącą do neutralności klimatycznej i poradzenia sobie z „obniżoną konkurencyjnością” gospodarek na skutek gigantycznych kosztów transformacji;

uwzględnić różne miksy energetyczne państw członkowskich;

uwzględnić różny poziom emisji gazów cieplarnianych i w związku z tym inne poziomy niezbędnego finansowania dla krajów z największymi emisjami;

różne poziomy dostępu do kapitału związane z niższym poziomem rozwoju rynków finansowych oraz z wysokim poziomem zadłużenia spółek energetycznych, modernizujących się od ponad 20 lat;

różnice w zamożności i sile nabywczej społeczeństw.

W 2040 roku aż 50 proc. węgla

Trudno w tych zastrzeżeniach nie dostrzec Polski z jej 80-proc. udziałem węgla w miksie energetycznym, wysokimi emisjami CO2 i niskim PKB per capita.

Polska chce również dyskusji na temat finansowania inwestycji w gaz – jako paliwa przejściowego w drodze od gospodarki węglowej do nisko– i zeroemisyjnej –  przez Europejski Bank Inwestycyjny (EBI). W połowie października EBI miał podjąć decyzję o zakończeniu finansowania takich projektów, jednak opór Polski – ale też i Niemiec – spowodował przesunięcie decyzji o kolejny miesiąc.

Jednak problemem Polski z neutralnością klimatyczną są nie tylko pieniądze. Polska jak do tej pory nie przedstawiła ostatecznych wersji dwóch kluczowych dokumentów swojej polityki klimatycznej.

Chodzi o Politykę Energetyczną Polski do roku 2040 (w skrócie PEP2040) oraz Krajowy Plan na Rzecz energii i Klimatu (KPEiK), czyli szczegóły polskiej polityki klimatycznej na lata 2021-2030.

Wstępna wersja PEP2040 zakłada, że udział węgla w miksie będzie wynosił aż 50 proc. w roku 2040, co wydaje się nie do pogodzenia z planem osiągnięcia neutralności klimatycznej w UE zaledwie 10 lat później. KPEiK natomiast cierpi na brak konkretów. Polska ustaliła w planie stosunkowo ambitne cele, np. 21-proc udział energii odnawialnej w zużyciu energii brutto w roku 2030, ale – co wytknęła Warszawie Komisja Europejska – bez konkretów, jak owe cele osiągnąć.

OKO.press sprawdza, czy politycy ratują świat przed katastrofą klimatyczną.
Wesprzyj nas, też chcemy przeżyć.

Stały współpracownik OKO.press oraz różnych mediów anglojęzycznych, m. in. Politico Europe. Pisze głównie na tematy związane z kryzysem klimatycznym, energią i ochroną środowiska. Twitter: https://twitter.com/WojciechKosc


Komentarze

Masz cynk?