„Żadna inna ustawa nie wywołała takiej lawiny listów do Kancelarii Prezydenta, jak ta” – opowiada OKO.press Weronika Snoch. „Powiedziano nam, że głosów »za« i »przeciw« jest pół na pół”. Prezydent Duda ustawę odesłał do TK. Być może sprawa jednak rozwiąże się sama.
Rok temu (a dokładnie 25 czerwca 2025 r. – na zdjęciu) Sejm przegłosował projekt ustawy dającej możliwość nastolatkom skorzystania z opieki psychologa bez zgody rodziców. Andrzej Duda pod sam koniec swojej kadencji odesłał ustawę do TK Święczkowskiego. Od tego czasu trwa impas. Trybunał nie wypowiedział się, czy ustawa jest zgodna, czy niezgodna z Konstytucją. Nie obowiązuje go tu żaden termin.
Dziś wspominamy losy ustawy, mówimy o tym, dlaczego jest potrzebna i zastanawiamy się, co w tej sprawie czeka nas dalej, w rozmowie z Weroniką Snoch, współtwórczynią inicjatywy psychoedukacyjnej Nastoletni Azyl.
Sławomir Zagórski, OKO.press: W jakiej sytuacji jest dziś w Polsce osoba trzynasto-, czternastoletnia, która chciałaby skorzystać z pomocy psychologa?
Weronika Snoch *: Opcji jest kilka.
Przede wszystkim psycholog szkolny. Ale młodym ludziom często trudno się przełamać i zdobyć na taki krok.
Druga opcja to specjaliści pracujący w ramach publicznej ochrony zdrowia, czyli na NFZ. Tylko że w tym wypadku to rodzic zapisuje dziecko na wizytę i pierwsza z nich odbywa się zazwyczaj z jego udziałem. A przede wszystkim wymagana jest zgoda rodzica na odbycie takiej wizyty.
A kiedy młody człowiek chce pójść do psychologa albo pedagoga szkolnego, zgody na szczęście nie potrzebuje?
Rzeczywiście na takie wsparcie doraźne w szkole zgoda nie jest wymagana. Zapisując dziecko do szkoły, rodzic zwykle wyraża też zgodę na objęcie go pomocą psychologiczno-pedagogiczną.
Jak ta pomoc wygląda w praktyce? Psychologów w szkołach jest chyba niewielu?
Na pewno się zwiększyła ich liczba ze względu na zmiany wprowadzone przez ministerstwo. Wyznaczono bowiem liczbę godzin, etatu, w ramach którego muszą być zatrudnieni nauczyciele specjaliści. Natomiast wciąż są czarne punkty, w których psychologa w szkole nie ma albo jest dostępny w ograniczonym zakresie.
Często psycholodzy nie są zainteresowani pracą w szkołach, ponieważ zarobki nie są zbyt atrakcyjne. W mniejszych miejscowościach czy wsiach może być też ciężej ze znalezieniem kogokolwiek na to stanowisko.
Pedagog może zastąpić w takich sytuacjach psychologa?
Nie w bezpośrednim znaczeniu. Natomiast pedagog jest odpowiednią osobą, która może zapewnić doraźne wsparcie. A także pomóc dziecku w rozmowie z rodzicem, jeśli dziecko boi się otworzyć. Może też pomóc znaleźć miejsca, dokąd rodzina będzie się ewentualnie mogła udać.
Została jeszcze płatna pomoc psychologiczna. Jak tu jest ze zgodą rodzica?
Proszę pamiętać, że rynek prywatnych konsultacji nie jest w Polsce do końca uregulowany. Teoretycznie w przypadku osoby poniżej 18. roku życia rodzic musi wyrazić zgodę. Podejrzewam jednak, że zdarzają się sytuacje, gdy terapeuci działają niezgodnie z przepisami i przyjmują młodych klientów, nie pytając o zgodę.
Do jakiego wieku rodzic ma władzę nad dzieckiem, jeśli chodzi o świadczenia psychologiczne?
Zgodnie z ustawą o prawach pacjenta do 16. roku życia. Między 16. a 18. rokiem życia obowiązuje tzw. zgoda kumulatywna. Polega to na tym, że na udzielenie świadczenia musi wyrazić zgodę zarówno rodzic, jak i dziecko. W przypadku rozbieżności sprawa kierowana jest do sądu opiekuńczego, który może wydać tzw. zgodę zastępczą.
Była pani jedną z osób zaangażowanych w prace, by to zmienić. Ktoś badał, ilu czternasto- i piętnastolatków mogłoby skorzystać z takiej pomocy, gdyby nie wspomniany zapis?
Twardych danych, ile osób mogłoby skorzystać z takiej pomocy, nie mamy. Trudno byłoby to określić, bo to nie zależy tylko od zdania młodej osoby, ale tego, co powiedzieliby rodzice.
Rodziców pod tym względem w Polsce też nikt nie badał?
Z tego, co wiem, to nie.
Ale razem z Angeliką Friedrich w ramach projektu Nastoletni Azyl często odbierałyśmy wiadomości mailowe od młodych osób, które chciałyby pójść do psychologa i powiedziały o tym rodzicom, ale nie dostały zgody. Spotykałyśmy się wtedy ze ścianą. Wskazywałyśmy, że są telefony zaufania, że jest psycholog, pedagog w szkole, ale w sytuacji, kiedy rodzic mówił „nie”, nasza ścieżka wsparcia się kończy.
Pisząc uzasadnienie wniosku do ustawy, opieraliśmy się m.in. na danych, jaka jest skala kryzysów zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży w Polsce, jak wyglądają statystyki dotyczące samobójstw. Posługiwaliśmy się też danymi nt. skali przemocy domowej.
Co konkretnie się znalazło w waszych propozycjach?
Pierwszy sformalizowany pomysł powstał w 2022 r. Wtedy też za sprawą Rady Młodzieżowej działającej przy Parlamentarnym Zespole ds. Młodzieży (wcześniej Dzieci i Młodzieży) w Senacie, odbyło się spotkanie dotyczące możliwości odbycia wizyty u psychologa bez zgody rodzica.
To właśnie był moment, kiedy z Angeliką i z mecenas Moniką Horną-Cieślak, która wtedy pracowała w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, przedstawiłyśmy w parlamencie wstępne propozycje zmian. Po tym spotkaniu, dzięki pomocy posłanki Marty Golbik, udało się nam to ubrać w kształt projektu ustawy.
Początkowo było tam tylko wskazane, że osoba od 13. roku życia ma prawo skorzystać ze świadczeń psychologicznych bez zgody rodzica.
Potem, w wyniku wielu konsultacji i uwag, ale też pomocy Biura Legislacyjnego w Sejmie i w Senacie, zaproponowałyśmy, że osoby od 13. roku życia miałyby prawo do skorzystania z trzech świadczeń psychologicznych. Wskazałyśmy trzy konkretne świadczenia wymieniane w tzw. koszyku NFZ.
Później znów pojawiły się problemy związane z tym, że w Polsce nie prowadzi się ewidencji, kto z jakich świadczeń korzysta. Jedna placówka nie wie, że pacjent był w innej, co mogłoby prowadzić do sytuacji, że młoda osoba idzie do jednej placówki po trzy świadczenia, a potem do drugiej po kolejne.
Skąd ten limit świadczeń?
W założeniu trzy wizyty pozwalałyby na rozpoznanie problemu i wstępne ustalenie planu działań.
Ostatecznie po tym, jak nasz projekt został włączony w prace Biura Rzecznika Praw Dziecka i jak współpracująca z nami prawniczka objęła funkcję Rzecznika, z pomocą zespołu RPD udało się te przepisy jeszcze uporządkować.
Projekt ustawy został złożony w Sejmie w październiku w 2024 r. Zakładał dalej te trzy wizyty w ramach trzech świadczeń. Od 16. roku życia wzwyż ten limit już miał nie obowiązywać.
No i znów pojawiły się przeróżne uwagi z różnych stron. Pytano, dlaczego osoba trzynastoletnia miałaby limit trzech wizyt, a szesnastoletnia już nie. Powoływaliśmy się na opinie specjalistów, że osoba w wieku 13 lat jest na zupełnie innym etapie rozwoju niż szesnastoletnia. Ostatecznie projekt ustawy, który został zaakceptowany przez Sejm i poszedł do podpisu prezydenta, nie miał już w ogóle ograniczeń, jeśli chodzi liczbę świadczeń.
Zlikwidowano też wybór konkretnych świadczeń z koszyka NFZ. Ustawa przewidywała ogólnie, że wsparcie psychologiczne mogłoby być udzielane w ramach publicznej ochrony zdrowia, z wyłączeniem diagnozy i wizyt u lekarza.
Zakres świadczeń zatem się zwiększył, ale z wyłączeniem tych ryzykownych, które budziły kontrowersje na etapie konsultacji. Chodziło o to, by nie wchodzić w szczegółową diagnostykę, tylko zachować samo poradnictwo psychologiczne.
Jak pani wspomina proces legislacyjny?
To był bardzo intensywny, bardzo trudny proces, bo było dużo nieprzewidzianych działań, które pojawiały się w odpowiedzi na nieprawdziwe doniesienia medialne. Np. pojawiały się doniesienia, że chcemy umożliwić dostęp dzieciom do tabletek psychotropowych, do zmiany płci. Że chcemy ograniczyć władzę rodzicielską albo wręcz w ogóle wyłączyć rodziców z tego procesu. Tymczasem nasze propozycje zakładały włączanie rodzica w proces terapeutyczny.
Pojawiały się też głosy, które może nie wynikały ze złych intencji, ale obnażały nieświadomość osób wypowiadających się, jak wyglądają problemy dzieci i młodzieży. I tutaj duża zasługa wielu młodych osób, które przyłączyły się do naszej inicjatywy. Reprezentowały one ok. 40 organizacji działających na rzecz młodzieży i uczestniczyły razem z nami w posiedzeniach. Opowiadały o swoich historiach, o historiach swoich rówieśników, podopiecznych. O tym, z jakimi problemami mierzą się młodzi ludzie.
To, że do Sejmu przyszła młodzież, utwierdziło was chyba, że ta praca ma sens?
Dla mnie to miało szczególną wartość. Gdy szliśmy do Kancelarii Prezydenta, też udało się nam zgromadzić młodych ludzi, którzy dojechali z innych części Polski, żeby być tam z nami i przedstawić swoją perspektywę.
Gdy ktoś się mnie teraz pyta, czy jestem smutna z powodu decyzji prezydenta, odpowiadam, że jeśli udało się zbudować koalicję osób zaangażowanych w sprawę, to jest to sukces sam w sobie.
Poza tym spowodowaliśmy pewną zmianę społeczną. Widziałam, że dla młodych ludzi jest to ważne, zwłaszcza po ogłoszeniu decyzji prezydenta, wiele młodych osób, których nie znaliśmy, zwracało się do nas, że są zasmuceni tą decyzją, że liczyli na zmianę.
Miała pani wrażenie, że robi się z tego sprawa polityczna?
Na pewno osoby o liberalnych poglądach bardziej się zaangażowały. Może dlatego, że wnioskodawcą projektu była posłanka Golbik z KO. Zakładałam, że koalicja rządząca zagłosuje zgodnie. Natomiast sporym zaskoczeniem dla mnie było też wsparcie osób z opozycji. Niektórzy posłowie z prawej strony zadawali różne pytania, ale było widać, że im też zależy, że chcą wypracować jakiś kompromis, że wcale nie są kategorycznie na nie.
Pomagali nam też w procedowaniu ustawy, bo dużo rzeczy dzieje się za kulisami. Czasem rozmowy z politykami trzeba prowadzić na osobności. Rozmowy z Kancelarią Prezydenta, z marszałkiem Sejmu. To bardzo żmudny proces, w czasie którego większość działań rozgrywa się po cichu, poza kamerami.
Jak wypadło głosowanie?
Większość [238] była za. Natomiast jeśli chodzi o opozycję, wielu posłów [145] wstrzymało się od głosu.
A Konfederacja, która jest za silną władzą rodzicielską?
Konfederacja [15 głosujących posłów] była przeciw. Przeciw głosowali także posłowie Konfederacji Korony Polskiej i 14 posłów PiS.
Poszliście potem do prezydenta Dudy.
Gdy ustawa przeszła przez Senat, skierowaliśmy razem ze wszystkimi organizacjami działającymi na rzecz młodych ludzi, list do prezydenta, proszący o poparcie naszej ustawy. Poprosiliśmy też o spotkanie. To była sama końcówka kadencji Andrzeja Dudy, ale mieliśmy sygnały, że to właśnie on podejmie decyzję, bo nowy prezydent miałby bardzo mało czasu na zajęcie się ustawą. Spotkanie z Kancelarią Prezydenta było najbardziej stresującym doświadczeniem w całej pracy.
Dlaczego?
Bardzo nam zależało, żeby znaleźć nić porozumienia z pracownikami Kancelarii.
Gdy wychodziliśmy, miałam poczucie, że ustawa zostanie podpisana.
Pamiętam, powiedziano nam, że do Kancelarii Prezydenta nigdy nie wpłynęło tak wiele uwag, jeśli chodzi o pojedynczą ustawę. Bardzo uaktywniły się bowiem różne środowiska związane z kręgiem katolickim. Ich przedstawiciele masowo pisali do prezydenta.
Powiedziano nam, że głosów za i przeciw jest pół na pół.
Ma pani poczucie, że gdyby wszystko zdarzyło się na spokojnie, trzy miesiące wcześniej, decyzja byłaby inna?
Nie wydaje mi się. Mam natomiast wrażenie, że gdyby udało nam się wcześniej nawiązać dialog z Kancelarią Prezydenta, może łatwiej byłoby dojść do kompromisu.
Widzieliśmy też, że duży, zły PR zrobiła ustawie dezinformacja w mediach społecznościowych.
Prezydent nie podpisuje ustawy …
To nie było weto, tylko skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego. I ustawa tam leży.
Trybunał ma się ustalić, czy nie ma niezgodności między prawami dziecka i prawem do zdrowia a prawami rodzicielskimi, w tym z prawem do wychowywania zgodnie z własnymi wartościami.
Jakie główne zastrzeżenia mieli oponenci ustawy?
Główne zastrzeżenie dotyczyło zakresu władzy rodzicielskiej. Uważali, że sytuacja, w której młody człowiek idzie do psychologa bez zgody rodzica (nie wiedzy, bo rodzic miał być informowany o wizycie, tyle że po fakcie), to zbyt duża ingerencja we władzę rodzicielską.
Ale kto ingeruje? Dziecko czy psycholog?
Chyba przepisy.
Sama opcja, że dziecko mogłoby pójść do psychologa, uznano za ingerencję.
Kolejne zarzuty dotyczyły tego, na jakich specjalistów dziecko mogłoby natrafić. Dla nas to też był bardzo ważny wątek, dlatego wyłączyliśmy w ogóle prywatne wizyty. Wiadomo, że w publicznym sektorze zawsze może się trafić psycholog, który nie będzie odpowiedni, ale dołożyliśmy wszelkich starań, żeby młody człowiek miał bezpieczny grunt.
Jeszcze inną obawą była ta dotycząca umożliwienia korzystania z wizyt u psychiatry. Tłumaczyliśmy, że ustawa to wyklucza. Pojawiały się też głosy nt. podawania leków dzieciom, ale to wynika z tego, że ludzie mylą kompetencje psychologa i psychiatry, i sądzą, że psycholog może wypisywać recepty.
Nie składacie broni. Czekacie na postanowienie TK, czy próbujecie pisać nową ustawę?
Czekamy na rozpatrzenie przez TK.
Wydaje się, że w tej chwili duże nadzieje wiązane są z ustawą o zawodzie psychologa. To znaczy, czekamy, aż ta ustawa zostanie wprowadzona w pełni.
Otóż w ustawie o zawodzie psychologa pojawił się zapis, że w przypadku działań interwencyjnych, gdzie w grę wchodzi kryzys zdrowia psychicznego czy zdarzenie traumatyczne, psycholog nie musi pozyskiwać zgody rodzica do czasu zaopiekowania tego kryzysu.
To bardzo ogólnie skonstruowany przepis, ale jesteśmy zdziwieni, że prezydent to podpisał. Nie wiem, czy ktoś się wczytał w tę ustawę. Bo skoro nasza ustawa jest na „nie”, a ten przepis jest OK, to to jest bardzo dziwne. Dodam, że ten zapis jest jeszcze bardziej ogólny niż nasz, bo dotyczy też psychologów działających na rynku prywatnym, co nie jest chyba najlpeszą decyzją.
Ustawa o zawodzie psychologa wejdzie w życie za 2 lata.
Dlaczego za dwa lata?
Bo cała idea ustawy zakłada powstanie izb psychologów w każdym województwie. A to długi proces. Ostatnio dopiero powołano komisję, która ma wyłonić struktury i zdecydować, jak to ma wyglądać.
Wygląda na to, że ustawa o zawodzie psychologa po cichu załatwi waszą sprawę.
To prawda. Trzeba tylko poczekać.
Dlaczego pani w ogóle zajęła się tematem zdrowia psychicznego?
Zazwyczaj to wynika z osobistych doświadczeń.
W czasie, gdy angażowałam się w taką działalność, tj. w roku 2019/20, w internecie nie było zbyt wielu miejsc, w których osoba w kryzysie mogła znaleźć wsparcie. To nie jest oczywiście zastąpienie specjalistycznej pomocy, ale te treści, które zachęcają do szukania pomocy czy pomagają zrozumieć jakieś problemy, emocje, są bardzo ważne. Zwłaszcza że internet to jedna z podstawowych form spędzania czasu przez młodych ludzi.
Nie dość, że bardzo mało było takich pomocnych miejsc, to więcej było tych szkodliwych. Bardzo dużo stron, które pokazywały, jak odebrać sobie życie, jak się okaleczyć. I z tego właśnie wynika moje zaangażowanie w tę działalność. Z czystej chęci zmiany świata i sprawienia, żeby osobom młodszym ode mnie było lepiej.
*Weronika Snoch, Starszy Referent w Zespole Zdrowia Biura Rzecznika Praw Dziecka, działaczka Nastoletniego Azylu, jednego z laureatów tegorocznej nagrody imienia Aliny Margolis-Edelman za “inicjatywę ustawodawczą na rzecz dostępu do psychologa bez zgody opiekuna prawnego”.
Zdrowie
Andrzej Duda
Sejm X kadencji
NFZ
pomoc psychologiczna
Rada Dzieci i Młodzieży
rodzice
samobójstwa dzieci
Trybunał Konstytucyjny
ustawa o zawodzie psychologa
Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.
Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.
Komentarze