0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl.Fot. Sławomir Kamińs...

„Widzę to tak” to cykl, w którym od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik.

Na początku września 2026 roku Sejm może wybrać Macieja Berka byłego już ministra rządu Tuska, na zdjęciu u góry — na sędziego sądu konstytucyjnego. Jeśli dostanie poparcie posłów całej Koalicji, będzie już 8 sędzią Trybunału Konstytucyjnego wybranym w Sejmie przez posłów rządzącej koalicji. Dzięki temu nowi sędziowie będą mieli już większość w 15-osobowym Trybunale Konstytucyjnym i będą mogli zainicjować zmianę kierownictwa TK i odbudowę tego ważnego sądu.

Kandydatura Berka jest mocno krytykowana przez część środowiska, które broniło praworządności za władzy PiS, w tym przez byłych prezesów TK i sędziów Trybunału w stanie spoczynku.

Ale nie przekreśla to roli, jaką może odegrać w przywróceniu Trybunału obywatelom. Nie będzie sędzią z polityczną łatką i nie będzie orzekał w sprawach, którymi zajmował się w rządzie. Jego wybór do TK nie przekreśla też idei odbudowy praworządności w Polsce ani długofalowo nie wpłynie na wizerunek TK.

Nikt nie mówi o tym, że chętnych do przywracania praworządności w Polsce i zmierzenia się z PiS oraz z jego ludźmi w wymiarze sprawiedliwości, nie ma tak wielu.

Część prawników nie chce „pobrudzić” sobie rąk, bo trzeba by wejść w zwarcie z PiS. Inni zwyczajnie się boją. Ludzie mają różne motywacje. Stałą pracę, kredyty, rodziny lub perspektywę spokojnej emerytury. Lub mają swoje kancelarie, w których osiągają wysoki dochód i ugruntowaną, mocną pozycję w zawodzie.

Przeczytaj także:

Perspektywa bycia sędzią TK w niespokojnych czasach niekoniecznie jest więc obecnie ukoronowaniem zawodu prawnika. Zwłaszcza że za rok prawica może wrócić do władzy i ich wyrzucić.

Z informacji OKO.press wynika, że zanim Berek zdecydował się kandydować do TK, kilku prawników odmówiło zgody na kandydowanie. Choć oczywiście nie wyklucza to tego, że mogliby się znaleźć inni chętni.

Z naszych informacji wynika też, że kandydatura Berka to nie jest żaden misterny, przebiegły plan Tuska na zmiany w TK. Berek nie ma żadnego specjalnego zadania. To była jego decyzja. Po prostu praca w rządzie składającym się z kilku partii może zmęczyć.

A Berek odpowiadał za przywracanie praworządności i rozliczanie ministrów z realizacji priorytetów rządu. Wybrał więc TK.

Choć są też i takie komentarze, że jest to dla niego szalupa ratunkowa przed ewentualną zmianą władzy. Co jednak jest strzałem w płot, o czym będzie dalej.

Premier mógł jego kandydaturę zablokować, wiedział, że Koalicja będzie za to atakowana. Były w rządzie głosy ostrzegające. Ale Tusk nie zniechęcał Berka. Przyjął odpowiedzialność za kandydaturę na siebie. I mimo krytyki się z niej nie wycofał.

Berek może pozytywnie zapisać się jako ten, który pomoże odbudować TK. I paradoksalnie to właśnie teraz może być dobry moment, żeby kandydował.

Jak odbudować TK?

Póki co cała dyskusja o odbudowie TK jest teoretyczna. Nadal rządzi tam prezes Bogdan Święczkowski, były Prokurator Krajowy i zaufany Ziobry. Nadal są w nim sędziowie wybrani przez PiS, którzy go popierają.

Zanim odbuduje się TK do modelu idealnego — przed władzą PiS polski sąd konstytucyjny cieszył się autorytetem na świecie, będzie jeszcze długi okres przejściowy. Nowi sędziowie przede wszystkim muszą wywalczyć sobie prawo do orzekania, co blokuje większości z nich Święczkowski. Muszą przywrócić podstawowe zasady funkcjonowania sądu, np. składy orzekające muszą być wyznaczane według zasad, a nie uznaniowo.

TK musi też zacząć przestrzegać prawa, a nie orzekać po uważaniu i na rympał, po myśli PiS i jej nominatów.

Największym wyzwaniem jest zmiana prezesa i dopuszczenie nowych sędziów do orzekania. Nie jest to proste. Nowi sędziowie muszą pójść na zwarcie ze Święczkowskim.

Czeka więc ich walka o podstawowe zasady. Prawników nikt na takie wyzwania nie przygotowuje, nikt ich nie uczy jak walczyć z przemocą prawną i ludźmi, którzy uważają, że prawo to oni.

Dla wielu to duże obciążenie psychiczne, ale jest to też wyniszczające fizycznie (swoje robi ciągły stres). Nie wszyscy są gotowi, by zmierzyć się z machiną PiS.

Berek może być lepiej przygotowany na takie wyzwanie. I nie będzie kalkulował ani się bał. Może być mocnym wsparciem dla obecnych 7 nowych sędziów TK, by przywrócić Trybunał obywatelom i zacząć odbudowywać jego autorytet.

Gdy to się wydarzy i gdy demokraci nadal będą rządzić, może pojawi się okno historyczne na uchwalenie nowej ustawy o TK i urządzenie docelowego kształtu Trybunału. Być może z innymi zasadami wyboru sędziów, ze zmniejszeniem wpływu polityków na ten proces.

Męzczyzna z dokumentami na sali posiedzeń rządu
Maciej Berek jeszcze na posiedzeniu rządu 4 sierpnia 2026 roku. Fot. Robert Kowalewski/Agencja Wyborcza.pl.

Dlaczego kandydatura Berka jest krytykowana

Krytyka kandydatury Berka do TK jest dotkliwa dla rządu i ważna, bo płynie ze strony osób, które angażowały się w obronę praworządności za władzy PiS oraz od pochodzi od największych autorytetów prawnych.

Krytykują byli prezesi TK Marek Safjan, Andrzej Zoll, Jerzy Stępień oraz sędzia TK w stanie spoczynku Ewa Łętowska. Ostrym krytykiem jest też prof. Marcin Matczak. A niedawno protest w tej sprawie podpisało 9 organizacji zajmujących się prawem, które angażowały się w obronę praworządności za władzy PiS m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Fundacja Batorego i FOR.

Głosy krytyki akcentują różne kwestie wynikające z kandydatury Berka i są mniej lub bardziej kategoryczne.

Prof. Ewa Łętowska wskazuje, że kandydaturę źle sprzedano. Premier mówił, że to będzie dla nowe zadanie dla Macieja Berka. Prof. Łętowska podkreślała, że Berek będzie musiał wyłączać się w różnych sprawach, którymi się zajmował w rządzie. Więc może być mało pożytku z niego jako sędziego, a sędzia pokazuje swoją sprawczość, gdy orzeka.

Padają też głosy, że idąc do TK prosto z rządu, dostaje łatkę sędziego z nadania politycznego. Bo był politykiem. Co spowoduje, że obywatele mogą postrzegać nowy TK tak samo upolitycznionym, jak za władzy PiS. I, że to nie przysłuży się odbudowie autorytetu TK. Że to nie jest dobry moment na jego kandydaturę.

Podnosi się też to, że w ustawie o naprawie TK, którą uchwaliła Koalicja, był czteroletni okres karencji dla polityków, którzy chcieli kandydować do TK. Ale tę ustawę zablokował prezydent Andrzej Duda i sam TK w składzie z sędziami wybranymi przez PiS.

Politycy Koalicji powinno wziąć tę krytykę pod uwagę, bo wychodzi z grona osób z autorytetem prawniczym i od części ich wyborców.

Ale są też głosy mniej krytyczne i niewykluczające kategorycznie tej kandydatury. W tym tonie wypowiadał się były już Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Marcin Wiącek.

Prof. Marcin Matczak mówi do mikrofonu, siedząc na fotelu
Prof. Marcin Matczak ostro krytykuje kandydaturę Berka do TK. Fot. Adam Stępień/Agencja Wyborcza.pl.

Berek nie jest pierwszym, który z rządu idzie do TK

Maciej Berek ma jednak prawo kandydować do TK, zwłaszcza w tym momencie. Z kilku powodów. Jest prawnikiem z dużym dorobkiem. Pracował w Senacie, w NIK, u RPO. Był też prezesem Rządowego Centrum Legislacji i przez lata zajmował się legislacją. A PiS złamał wszelkie reguły poprawnego procedowania i uchwalania ustaw.

Za rządów PiS często uchwalano ustawy na tzw. rympał, stosując wrzutki sejmowe i uchwalając ustawy w 2-3 dni, również w nocy. Bez konsultacji, opiniowania. Wrażliwe zmiany nie były nawet projektem rządowym, tylko wrzutką poselską. Po to, by zaskoczyć opozycję i obywateli.

Czas to ocenić w TK. Doświadczenie Berka przyda się więc w przywracaniu przez TK zasad poprawnej legislacji.

Oczywiście, rację mają krytycy, że Berek będzie musiał się wyłączać w sprawach, którymi zajmował się w rządzie. To oblig. Jeśli tego nie zrobi, to wyłączą go strony postępowań. Można też założyć, że inni sędziowie TK też będą pilnować, by Berek nie był w składach orzekających dotyczących ustaw, uchwalanych przez obecną Koalicję.

Berek ma kwalifikacje, by być niezależnym sędzią. Owszem sędziowie mają poglądy i przeszłość. Mają różne doświadczenia. Ale prawdziwym sędzią po prostu się staje. Po powołaniu na stanowisko odcina się przeszłość, zamyka za nią drzwi. Do tego potrzebna jest wewnętrzna niezawisłość i niezależność. Dobra znajomość prawa, wierność zasadom prawa, a przede wszystkim, by być sędzią, potrzebny jest twardy kręgosłup i silne rozwinięcie postawy etycznej.

Nic do tej pory nie wskazywało, by Berek tych przymiotów nie miał. Ma więc predyspozycje, by w TK przeistoczyć się w rasowego sędziego. Nie powinno to być trudne. Berek nie jest członkiem partii rządzącej. Był ministrem organizującym prace rządu, w tym sensie wszedł do polityki. Ale nie jest stricte politykiem. Nie brylował w mediach, nie robił konferencji. Robił swoje.

Berek nie jest pierwszym, który będzie musiał odciąć za sobą historię pracy w rządzie, czy karierę w polityce. Były RPO Marcin Wiącek w wywiadzie dla TVN24 mówił, że z polityki do TK przeszło wcześniej kilkunastu sędziów.

Kilka przykładów:

  • Były prezes TK Jerzy Stępień, który mocno krytykuje dziś kandydaturę Berka, sam był długo w polityce. Po upadku PRL-u był bezpartyjnym senatorem. Potem należał do Partii Chrześcijańskich Demokratów. A w latach 1997-99 był wiceszefem MSWiA w rządzie Jerzego Buzka. I prosto z rządu w czerwcu 1999 roku został wybrany do TK. A w 2006 roku prezydent powołał go na prezesa TK. Wtedy rządził PiS w koalicji z Samoobroną i LPR. I już wtedy PiS przypuszczał pierwsze ataki na TK. Stępień jako prezes twardo bronił Trybunału, sprawdził się na tym stanowisku.
  • Sędzia TK w stanie spoczynku Leon Kieres. To były prezes IPN. Startował z listy PO do samorządu i Senatu (dwa razy był senatorem). Na sędziego TK został wybrany w 2012 roku. Był dobrym sędzią.
  • Sędzia TK w stanie spoczynku Janusz Niemcewicz. To były poseł i wiceminister sprawiedliwości w latach 1997-2001. Do TK trafił prosto z ministerstwa w 2001 roku. W 2006 roku prezydent powołał go na wiceprezesa TK.

Są też inne przykłady:

  • Sędzia TK w stanie spoczynku Piotr Pszczółkowski. Jako adwokat był pełnomocnikiem rodzin smoleńskich, w tym Jarosława Kaczyńskiego. W 2015 roku został posłem z listy PiS. Ale w tym samym roku głosami posłów PiS został wybrany do TK. A tam stał się prawdziwym sędzią. Orzekał zgodnie z zasadami prawa i orzecznictwem. Szanował prawo europejskie. Często zgłaszał do wyroków zdania odrębne, które nie szły po myśli PiS. Jego zdania odrębne brzmiały jak wyroki, które wydałby w pełni niezależny Trybunał. Pszczółkowski przeszedł metamorfozę w TK.
  • Sędzia TK w stanie spoczynku Wojciech Hermeliński, który w latach 90. współpracował z Porozumieniem Centrum, pierwszą partią Kaczyńskiego. Za pierwszego rządu PiS zasiadał w radzie nadzorczej TVP. W 2006 roku głosami PiS został wybrany do TK. Krytykowano wtedy jego kandydaturę, bo był kojarzony z PiS. Ale stał się rasowym sędzią. A po upływie kadencji — gdy rządziła PO — został wybrany na szefa PKW. Zaś później bronił praworządności.

Owszem są negatywne przykłady sędziów jak Krystyna Pawłowicz, czy Stanisław Piotrowicz. Ale nie można ich zestawiać z Berkiem.

Jerzy Stępień, b. prezes TK
Były prezes TK Jerzy Stępień. Krytykuje kandydaturę Berka do TK. Fot. Łukasz Giza/Agencja Wyborcza.pl.

Berek może pomóc odbudować TK

Berek, idąc do TK, nie ma żadnego specjalnego zadania od premiera Tuska. I nie może mieć, bo to by dyskwalifikowało jego kandydaturę.

Po prostu ma być jednym z 15 sędziów i będzie musiał odciąć się od polityków. Jego rolą ma być przede wszystkim orzekanie. Przy założeniu, że będzie musiał wyłączać się ze wszystkich spraw, z którymi miał wcześniej do czynienia.

Ale Berek może odegrać jeszcze jedną rolę, o czym mało się mówi. Może być poważnym wsparciem dla pozostałych, nowych 7 sędziów. Ich główne zadanie to rozpoczęcie orzekania i zmiana prezesa TK Bogdana Święczkowskiego. Bez tego nie ma co mówić o rozpoczęciu odbudowy TK.

Do tego niestety potrzeba nie tylko świetnych prawników, ale też tzw. fighterów. Takie czasy. Święczkowski łatwo się nie podda. To zaprawiony w bojach były Prokurator Krajowy i były szef ABW. Czuje się mocarzem. Mówiło się na niego Godzilla, co związane jest z jego posturą.

Starcie z nim może być długie i wyniszczające. I bez pomocy państwa może się nie obyć. Nie można nawet wykluczać policji w TK. Prawnicy, ale i politycy będą musieli trochę pobrudzić sobie ręce, by przywrócić praworządność w TK.

Nie ma innej drogi. Zmiany ustawowe — które planował minister Adam Bodnar — nie są już możliwe. Cały czas mamy okres przejściowy, w odchodzeniu od autorytarnego państwa PiS.

Maciej Berek jako sędzia może w tych czasach się sprawdzić. Ma duże doświadczenie stosowania prawa w praktyce. I to może być druga, ważna rola, którą odegra w Trybunale.

Koalicja ma przygotowany grunt prawny pod radykalne zmiany w TK. Są wyroki ETPCz i TSUE podważające legalność sędziów-dublerów i sposobu wyboru na stanowisko prezesa TK Julii Przyłębskiej, która gotowała obiady dla Jarosława Kaczyńskiego. Wystarczy te wyroki wykonać. Nie zrobiono tego do dziś, co obciąża Koalicję. Pomysłem była ustawa o nowym TK. Ale zablokował ją prezydent.

Potem Koalicja uznała, że nie będzie wybierać nowych sędziów na zwolnione wakaty, bo i tak będą marginalizowani. A jednocześnie byłaby presja, by drukować wyroki wadliwego TK w Dzienniku Ustaw. Koalicja uznała więc, że nie będzie publikować wyroków.

To się zmieniło, gdy rok temu ministrem sprawiedliwości został Waldemar Żurek. To on przekonał, by stopniowo obsadzać wakaty, by nowi sędziowie w końcu zyskali w Trybunale większość i sami przeprowadzili od środka zmiany. To obala zarzut, że Koalicja celowo chomikowała wakaty.

Brak wykonania wyroków europejskich Trybunałów i brak zdecydowanych zmian w TK krytykował w jednym z wywiadów były prezes TK Marek Safjan. Sugerował, że już na początku kadencji rządzący powinni byli naprawić Trybunał.

Kluczowe było pierwsze pół roku rządów. Wtedy był czas na zdecydowane działania. Rząd mógł wykonać nawet radykalne ruchy, bo miał na to wyroki europejskich Trybunałów. Zostawiono jednak nielegalną neo-KRS, TK z Przyłębską (potem zastąpił ją Święczkowski), neosędziów w SN i rzeczników dyscyplinarnych Ziobry.

Zdecydowano się tylko na usunięcie Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego (choć tu nie było podkładki w postaci wyroku), usunięcie politycznych nominatów z mediów publicznych i zmianę prezesów sądów.

Potem zdecydowane działania się skończyły i czekano na wygraną w wyborach prezydenckich Rafała Trzaskowskiego, by praworządność przywrócić nowymi ustawami. Ale wybory wygrał Karol Nawrocki, który blokuje zmiany. Dopiero pod koniec swoich rządów minister Adam Bodnar zaczął odwoływać rzeczników dyscyplinarnych Ziobry. A ze zmianami w KRS czekano do wygaśnięcia jej kadencji w maju 2026 roku.

Stracono trzy lata na wykonanie wyroków europejskich Trybunałów. A obecna władza ma jeszcze tylko rok rządów. Jest więc skazana na zdecydowane działania. Inaczej z przywracaniem praworządności polegnie po całości. A tego wyborcy nie wybaczą.

18.02.2020 Warszawa , Zamek Krolewski . Prokurator Krajowy Bogdan Swieczkowski podczas uroczystosci 30-lecia Krajowej Rady Sadownictwa . 
Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.pl
Prezes TK Bogdan Święczkowski. Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl.

A co, jeśli wybory wygra PiS? Kto obroni TK?

W sprawie TK trzeba też sięgać wzrokiem jeszcze dalej w przyszłość. A co jeśli za rok wybory wygra prawica i PiS wróci do władzy? Wtedy nie tylko zostaną odkręcone wszystkie zmiany tego rządu. Ale wszyscy, którzy brali w nich udział, zostaną wyrzuceni ze stanowisk. A może nawet trafią do aresztów albo przed specjalny trybunał ludowy, co zapowiada Kaczyński. Bo PiS będzie się mścił.

Na takie czasy potrzeba prawników-fighterów. Niestety takie są realia w Polsce. Berek, kandydując do TK, podobnie jak inni nowi sędziowie dużo ryzykuje. Nie dość, że ślubowania może nie przyjąć od niego prezydent i zostanie bez wynagrodzenia (tak jak czterech obecnych nowych sędziów).

Może być wyrzucony z TK, a nawet mieć sprawy karne, jeśli PiS wróci do władzy. Czy inni prawnicy są gotowi na takie ryzyko?

Berek jest więc być dobrym kandydatem na niepewne czasy po przyszłorocznych wyborach. Pod warunkiem że okaże się fighterem. I tu mogłyby pojawić się wątpliwości. Bo w rządzie Berek miał ważny głos co do sposobu przywracania praworządności. Nie naciskał na przyspieszenie i zdecydowane ruchy.

I to gdzie dziś jest rząd z przywracaniem praworządności, obciążą też jego. Jego stanowisko ewoluowało. Przywracanie praworządności jest bowiem operacją na żywym organizmie. Błędy widać z perspektywy czasu.

Pytanie więc, czy ma jednak kompetencje potrzebne w czasach przejściowych, a nawet zawieruchy w TK, jeśli wybory wygra prawica?

Ten argument jest ważny. Prawnicy w 2015 roku nie byli gotowi na nawałnicę i walec PiS. Nikt bowiem nie dopuszczał myśli, że można zachowywać się jak Wandalowie, którzy ograbili i spalili Rzym. Między innymi z tego powodu PiS łatwo rozgonił starą KRS, którą rozwiązał w trakcie kadencji, łamiąc Konstytucję.

Przejął TK, prokuraturę, hurtowo odwoływano prezesów sądów. Zaczęto też wymianę sędziów, w tym w Sądzie Najwyższym. Gdyby prawników szkolono na takie czasy, może udałoby się choć spowolnić ten proces. Wielu z nich za twardą obronę zasad i praworządności zapłaciło wysoką cenę. Tej obrony uczyli się w trakcie ataku PiS na wymiar sprawiedliwości.

Zasadne jest więc pytanie, czy po zmianie władzy uda się obronić nowych sędziów TK. Ich postawy będą kluczowe.

Czterech mężczyzn i dwie kobiety stojąc w rzędzie pokazuje oficjalne dokumenty, w tle flagi UE i PL.
Sześciu nowych sędziów TK. Od prawej stoją: Magdalena Bentkowska, Marcin Dziurda, Anna Korwin-Piotrowska, Krystian Markiewicz, Dariusz Szostek i Maciej Taborowski. Fot. Sejm.

Ławka do przywracania praworządności jest krótka

Przywracanie praworządności jest w Polsce trudne. PiS zostawił swoje ustawy. Zastawił dużo pułapek, zabetonował instytucje i swoich ludzi na stanowiskach. Do tej pory próbowano to po kolei rozsupłać. Co z perspektywy czasu okazuje się błędną drogą.

Bo nie starczy temu rządowi czasu i może nie zdążyć przywrócić praworządności ani rozliczyć PiS do wyborów. Nie udało się to też Demokratom w USA, którzy nie zdążyli rozliczyć Trumpa po I kadencji. I wrócił on ponownie do władzy.

Z perspektywy czasu widać, że lepsze byłyby bardziej zdecydowane kroki i cięcia. Nie chodzi o ślepe cięcie na lewo i prawo. Ale punktowe i zdecydowane działania tam, gdzie rząd miał gotowy podkład prawny na takie kroki. Czyli wyroki europejskich Trybunałów, czy legalnego SN. Dotyczyły one neosędziów SN, neo-KRS, czy TK.

Skoro neosędzia SN nie jest legalnym sędzią — w świetle tych orzeczeń — to dlaczego dalej wydaje wyroki, które nie są wyrokami? Skoro Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych przy SN nie jest sądem, to dlaczego dalej orzeka? Jeśli neo-KRS była upolityczniona i sprzeczna z Konstytucją, to dlaczego pozwolono jej do końca produkować kolejnych wadliwych neosędziów?

Skoro rzecznicy dyscyplinarni Ziobry — Piotr Schab, Przemysław Radzik Michał Lasota — sprzeniewierzyli się przysiędze sędziowskiej i prawu, to dlaczego pozwolono im dalej stosować represje wobec sędziów?

Państwo w obronie Konstytucji i wyroków okazało się bezradne.

Obecna Koalicja postawiła na początku na zbudowanie od razu modelu idealnego instytucji wymiaru sprawiedliwości, które miały być naprawione po czasach PiS. Minister Adam Bodnar promował konkursy na najwyższe stanowiska.

Ale nikt nie przewidział, że nie od razu uda się taki model zbudować. Zwłaszcza że nie można uchwalać ustaw, które ten model by wprowadziły. Nie przewidziano, że system stworzony przez Ziobrę będzie się bronił i szybko przystąpi do kontrataku. Że rozliczający szybko staną się rozliczanymi. Bo rozliczani przestali się bać.

Odejście od państwa autorytarnego wymaga okresu przejściowego. Na ten okres były i są potrzebne nadzwyczajne działania i ludzie, którzy nie boją się PiS.

I nie boją się podejmować precedensowe decyzje.

W okresie przejściowym nie powierza się strategicznych stanowisk i funkcji w państwie — kluczowych do odbudowania praworządności — ludziom, którzy przez poprzednie lata co najmniej siedzieli cicho, gdy niszczono państwo prawa. Takie osoby mogą być świetnymi prawnikami, ale czy są gotowe rozliczyć PiS? Jeśli PiS wróci do władzy, będą bronili instytucji, którą im powierzono?

Wielu prawników zrezygnowało z udziału w przywracaniu praworządności. Bo musieliby pobrudzić sobie ręce i pójść na zwarcie z PiS. A inni zrezygnowali, bo byli krytykowani przez własne środowisko. Bo skoro wcześniej angażowali się w obronę praworządności, to byli rzekomo stroną jakiegoś sporu prawnego.

Zarzut błędny, bo ktoś, kto bronił Konstytucji i nie bał się tego robić w czasach PiS, ma najlepsze kompetencje prawnicze. Bo ma odwagę i przywiązanie do zasad. A zarządzania można się nauczyć. Można też dobrać zastępców, którzy się na tym znają.

Pod wpływem krytyki środowiska takie osoby się wycofały. Padały też zarzuty, że są celebrytami, gwiazdami. Że są radykałami. Tak mówiono do osób, które miały odwagę za czasów PiS. Bo teraz ma być czas bezstronnych prawników, czyli takich, którzy nie angażowali się za władzy PiS. Oni teraz mają oceniać, kto miał rację. Tak jakby niszczenie demokracji przez PiS było jakimś sporem prawnym. A obrońcy Konstytucji zrobili swoje i niech odejdą. Bo są „stronniczy”.

Z wielu powodów minister Adam Bodnar miał problem ze skompletowaniem zespołu w ministerstwie. Podobnie minister Waldemar Żurek. Słyszeli odmowy ze strony dobrych prawników. Trudno było znaleźć chętnych na nowych rzeczników dyscyplinarnych, by rozliczać ludzi Ziobry w sądach. Sędziowie aktywni w czasach PiS raczej nie zabiegali o stanowiska prezesów sądów.

Sędzia w todze na sali sądowej.
Prezes SN, neosędzia Zbigniew Kapiński. W SN nie zrobiono nic, by wykonać liczne wyroki ETPCz i TSUE. Fot. Robert Kowalewski/Agencja Wyborcza.pl.

Kto ma przywracać praworządność i ład konstytucyjny

Berek jest dziś głośno krytykowany. Takie głosy, choć może wewnątrz środowisk prawniczych, pojawiały się też wobec innych osób. Gdy wybierano do TK sędziego Krystiana Markiewicza, to pojawiały się głosy, że to były prezes Iustitii, która zwalczała „reformy” Ziobry. I, że był represjonowany. Czyli, że może mieć chęć odwetu, co nie jest dobrą cech sędziego.

Głosy krytyki były też, gdy wybierano Sylwię Gregorczyk-Abram z Wolnych Sądów na RPO. Że też nie jest bezstronna, bo walczyła z PiS o wolne sądy. I, że stanowisko dla niej nagroda. A kogo miano wybrać?

Czy Markiewicz i Gregorczyk-Abram mają być wykluczeni ze starań o stanowiska państwowe, tylko dlatego, że bronili Konstytucji i zasad państwa prawa? Czy teraz, by uzyskać „czystość” urzędu, stanowiska mają być zarezerwowane tylko dla osób, które wygrają konkurs i nie wychylały się za władzy PiS? Bo tylko takie osoby będą bezstronne? Wszak nie angażowały się w „spór prawny”, nie wychylały się.

Przywracaniu praworządności dużo złego zrobiły też przegrane przez Trzaskowskiego wybory prezydenckie. Wielu zobaczyło, że PiS może szybko wrócić do władzy i będzie się mścił. Widać to w prokuraturze, gdzie część prokuratorów pozycjonuje się już pod ewentualną zmianę władzy. I spowalniają kluczowe śledztwa rozliczeniowe. Prokuratorzy nie garną się też do takich spraw.

Z braku realnych zmian poczucie rezygnacji dosięga niektórych sędziów, którzy twardo bronili wolnych sądów i byli represjonowani przez rzeczników Ziobry. Można odnieść też wrażenie, że niektórzy sędziowie też obawiają się powrotu do władzy PiS. Bo czym można tłumaczyć wielomiesięczną zwłokę w wydaniu ENA za Ziobrą, co pomogło mu ucieczce do USA?

Maciej Berek, kandydując do TK, dużo osobiście ryzykuje. Na szalę rzuca swój dotychczasowy dorobek prawniczy i uznanie, którego się dorobił. Musi się też liczyć z ewentualną zemstą i odwetem PiS. I że za rok wszystko może stracić. Będzie bezrobotnym i ściganym przez PiS.

Ilu prawników byłoby gotowych zapłacić taką cenę?

Nowy, siódmy sędzia TK Sławomir Patyra. Fot. Krzysztof Mazur/Agencja Wyborcza.pl.
Na zdjęciu Mariusz Jałoszewski
Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze