0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Mandel NGAN / POOL / AFPMandel NGAN / POOL /...

Po kryzysach z ostatnich lat wiele państw notuje rekordowe długi, a jednocześnie wydaje rekordowe pieniądze na wzmocnienie obronności. Rządy coraz mocniej tną wydatki poza własnymi krajami, a coraz bardziej koncentrują się na sobie.

Robią to nie tylko Amerykanie pod wodzą Donalda Trumpa, który drastycznie ograniczył pomoc międzynarodową USA. Strategię tę wdrażają też m.in. Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Szwecja i Holandia.

Ale co ma do tego rozwój Polski i przyszły budżet unijny?

Walka o budżet UE, czyli…

W najbliższych miesiącach jedną z najważniejszych spraw do załatwienia będzie osiągnięcie porozumienia w sprawie budżetu Unii Europejskiej na lata 2028-2034.

Do tej pory nad przedstawioną rok temu propozycją Komisji Europejskiej pochylił się Parlament Europejski, który uzgodnił już stanowisko negocjacyjne. Ostatnio o przyszłej „siedmiolatce” rozmawiała też Rada UE, czyli ministrowie z państw wspólnoty. W dniach 18–19 czerwca po raz pierwszy nad nową perspektywą pochylą się szefowie rządów, którzy wyznaczają ogólny kierunek polityczny UE, czyli Rada Europejska.

Przeczytaj także:

Bogatsze państwa, które ograniczają pomoc międzynarodową, chcą też ograniczać swoje wydatki na poziomie unijnym. Rosnąca presja fiskalna i rosnące napięcia społeczne sprawiają, że rola płatników netto jest im coraz mniej na rękę. Dlatego takie kraje jak Niemcy, Szwecja czy Holandia dążą do tego, by budżet UE ograniczyć.

Z drugiej strony jest zaś grupa 16 państw, które określają się mianem „Przyjaciół Spójności”.

Jej nadrzędny cel to wywalczenie jak największego budżetu UE, bo i dzięki temu jak największy będzie ich kawałek tortu. Grupie tej przewodzi Polska.

… ryzyko „Europy dwóch prędkości”

Przez najbliższe miesiące każde z państw będzie więc ze wszystkich sił przeciągać kołdrę w swoją stronę. „Ponieważ przyjęcie budżetu wymaga jednomyślności państw członkowskich, można się spodziewać, że to przeciąganie trochę jeszcze potrwa” – mówi w rozmowie z OKO.press Jakub Safjański, ekspert Konfederacji Lewiatan, najbardziej wpływowej organizacji biznesowej w Polsce.

Jeżeli Niemcom z bogatymi sojusznikami uda się ją przeciągnąć na zachodnią stronę Odry, zrodzi to poważne ryzyko powstania „Europy dwóch prędkości”. Polsce, która do tej pory była największym beneficjentem unijnego budżetu, groziłby powrót do grona państw rozwijających się wolniej.

„Bez silnych ogólnoeuropejskich ram wsparcia istnieje ryzyko, że bogatsze państwa będą transformować się szybciej, a kraje nadal nadrabiające dystans rozwojowy, takie jak Polska, pozostaną pod większą presją kosztową i konkurencyjną. To zagrożenie dla całej Unii. W zintegrowanym wspólnym rynku trwałe różnice w kosztach energii i odporności przemysłowej osłabiają wszystkich” – piszą we wspólnym apelu Zofia Wetmańska, wiceprezeska Instytutu Reform i Marek Górski, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Dlatego wspólne europejskie finansowanie, jak podkreślają autorzy apelu, jest dziś koniecznością.

„Wiele inwestycji mających się pojawić w nowym budżecie to takie, które zarówno obniżają koszty funkcjonowania systemu energetycznego, jak i zwiększają naszą niezależność i odporność naszej gospodarki na szoki systemowe – jak wojna, pandemia czy zaburzenia w łańcuchach dostaw” – tłumaczy OKO.press ekspertka Instytutu Reform, think tanku zajmującego się transformacją energetyczną.

A transformacja łączy się z tym wszystkim bardzo mocno.

Bezpieczeństwo, głupcze!

Trzeba odchodzić od paliw kopalnych, by chronić klimat? Argument ten, choć niesłychanie ważny, jest też równie nieskuteczny. W ostatnich latach ta narracja zaczęła znikać coraz szybciej i z ust polityków, i z oczekiwań wyborców, i z deklaracji wielkiego biznesu. Ale paradoksalnie szansa na transformację energetyczną, w tym właśnie odchodzenie od paliw kopalnych, jeszcze nigdy nie była tak duża, jak dziś.

W latach 90. XX w. sztab wyborczy Billa Clintona żył wokół hasła: „Ekonomia, głupcze!” Zapisanie tego zwrotu w widocznym miejscu miało przypominać jego ekipie, że najważniejszym tematem kampanii wyborczej w USA jest stan gospodarki. W przypadku Unii Europejskiej i Polski na nadrzędne przesłanie obecnej dekady wyrasta „Bezpieczeństwo, głupcze!”

I to bezpieczeństwo rozumiane nie tylko w sensie militarnym.

Kolejne kryzysy (pandemia, wojna w Ukrainie, wojna w Iranie) sprawiły, że choć perspektywa klimatyczna poszła w odstawkę, to jednocześnie na pierwsze miejsce w debacie wysunęła się perspektywa bezpieczeństwa energetycznego. Pod pojęciem tym kryje się nie tylko zapewnienie dostępu do energii (elektrycznej, cieplnej, z paliw itp.), ale i dostarczenie tej energii w przystępnej i stabilnej cenie.

W sytuacji, gdy Polska importuje blisko połowę energii, z czego niemal 100 proc. ropy i 80 proc. gazu, bezpieczeństwo, niezależność, suwerenność i inne dumnie brzmiące rzeczowniki są jednak utopią. Zakłamywanie tej rzeczywistości jest zaś najprostszą drogą do tego, by wystawić się na silny cios i paść na ring, gdy kolejny kryzys znów w nas uderzy.

Technologiczny skok rozwojowy

Dlatego zdaniem Instytutu Reform i Konfederacji Lewiatan największe szanse na utrzymanie się na nogach po kolejnych ciosach z zewnątrz daje właśnie transformacja.

„Kilka miesięcy temu ministerstwo energii opublikowało projekt Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu. Oszacowano w nim, że koszty finansowania transformacji w latach 2026-2040 wynoszą 2,7 biliona złotych. Dotyczy to mniej ambitnego, ale preferowanego przez rząd scenariusza, który obejmuje wiele sektorów, nie tylko energetykę. Jak więc widać, planowane wydatki są ogromne. Trudno liczyć, że uda się zrealizować te wszystkie cele, jeżeli wsparcie z UE będzie zmniejszone” – tłumaczy Safjański, który w Konfederacji Lewiatan odpowiada m.in. za energetykę.

Jak twierdzi ekspert, jeżeli koszty te zostaną w mniejszym stopniu pokryte przez unijny budżet, to automatycznie większy ciężar spadnie na naszą gospodarkę, w tym przedsiębiorców i po części obywateli. „Firmy i obywatele muszą mieć zapewniony dostęp do finansowania, dzięki któremu będą mogli realnie przyłożyć się do transformacji, bez przesadnego obciążania swoich budżetów” – uważa Safjański.

Ale w walce o unijny budżet nie chodzi tylko o to, by Polska dostała jak najwięcej pieniędzy. Chodzi też o to, by umiała je mądrze wydać.

Od sukcesu fotowoltaiki…

Dlatego szefowie Lewiatana i Instytutu Reform podkreślają, że „sama skala finansowania to tylko połowa wyzwania”.

„Równie istotne będą decyzje podejmowane w Warszawie – dotyczące tego, jakie reformy Polska wdroży i na co przeznaczy europejskie środki. W ramach negocjacji nowego budżetu polski rząd będzie musiał przygotować Krajowy i Regionalny Plan Partnerstwa. W praktyce, wraz z wygaszaniem środków z KPO [Krajowego Planu Odbudowy – przyp. red.], stanie się on najważniejszym dokumentem strategii gospodarczej państwa na kolejną dekadę” – piszą w apelu Wetmańska i Górski.

Safjański w rozmowie z OKO.press wyjaśnia, że bardzo dobrym przykładem skutecznego wykorzystania unijnych pieniędzy w ostatnich latach był rozwój fotowoltaiki w Polsce. Rządowe dotacje, opierające się znacząco na pieniądzach z UE, oraz zachęcające warunki rozliczania uruchomiły falę inwestycji w gospodarstwach domowych. W rezultacie dziś panele fotowoltaiczne ma 1,6 mln gospodarstw domowych, a Polska przez kilka lat była w globalnej czołówce wdrażania fotowoltaiki.

„To jest wspaniała historia sukcesu. I nie chodzi wyłącznie o te 1,6 mln prosumentów. Dzięki odpowiednim programom i zachętom doprowadzono też do tego, że fotowoltaika w społeczeństwie odbierana jest jako bardzo korzystna technologia. Jak więc widać, dobrze skrojony program wsparcia finansowego może też doprowadzić do ważnych zmian społecznych. I nie doszłoby do tego na taką skalę, gdyby nie udział funduszy unijnych. Teraz należy skupić się na magazynach energii, które umożliwią okresowe przechowanie energii z fotowoltaiki, zamiast dostarczać ją od razu do sieci, kiedy jest jej tam za dużo” – ocenia ekspert Lewiatana.

…po kolejne priorytety

Co może być „kolejną fotowoltaiką”? Możliwe, że tak spektakularny sukces już się nie powtórzy. Z pewnością wiele technologii jest jednak przyszłościowych i może realnie odmienić nasz kraj.

Safjański wśród niezwykle ważnych inwestycji w kolejnych latach wymienia m.in. biometanownie. To obiekty o tyle ważne, że instalacje takie mogą skutecznie zastąpić wysokoemisyjny, coraz droższy i podatny na skoki cen gaz ziemny. Mogą one polegać na biologicznym „wkładzie własnym” wyłącznie z Polski. Do tego nie będą też źródłem emisji gazów cieplarnianych. Czekają na nie takie sektory jak przemysł, ciepłownictwo i transport.

„Obecnie mamy w Polsce tylko jedną biometanownię– i to taką, która nie działa przez cały rok. We Francji takich instalacji jest ponad 800. Widać więc, że mamy do nadrobienia naprawdę pokaźny dystans. Ale choć biometanownie są bardzo potrzebne, to koszt takiej budowy sięga nawet 70 milionów złotych. Inwestorzy naprawdę potrzebują więc wsparcia finansowego” – tłumaczy ekspert Lewiatana.

Z kolei według Wetmańskiej priorytet stanowi infrastruktura, a przede wszystkim modernizacja przestarzałych sieci energetycznych.

Jak tłumaczy ekspertka, obecnie to najważniejsze „wąskie gardło” transformacji nie tylko w Polsce, ale i wielu krajach europejskich.

„Kiedyś wydawano pieniądze unijne na autostrady i drogi, aby móc łatwo przewozić dobra i towary. To było wówczas ważne, a korzystała na tym i UE, i Polska. Dzisiaj tak samo ważne są sieci, które mogą połączyć Polskę z resztą Europy i stworzyć wydajny system elektroenergetyczny na poziomie unijnym” – uzasadnia wiceprezeska Instytutu Reform.

Nasi rozmówcy wymieniają też inne inwestycje, które potrzebują unijnego wsparcia, a są bardzo ważne z perspektywy bezpieczeństwa energetycznego. To np. punkty ładowania pojazdów elektrycznych, upowszechnianie pomp ciepła i dalszy rozwój OZE. „Sukces prosumenta okazał się spektakularny. Jeżeli dobrze zaplanujemy nowe programy, jestem przekonany, że rezultaty też będą naprawdę dobre” – przekonuje Safjański.

„Tego rodzaju inwestycje to nasz następny krok rozwojowy” – dodaje Wetmańska.

Przepraszam, a prąd po ile?

Według Lewiatana i Instytutu Reform wspomniany Plan Partnerstwa powinien więc stanowić impuls do głębokiej modernizacji gospodarki, a nie jedynie „źródło kolejnych krótkoterminowych programów osłonowych i politycznych kompromisów”.

„Stawką jest przyszła pozycja Polski w coraz bardziej konkurencyjnym otoczeniu międzynarodowym. Strategiczne inwestycje mogą ochronić krajową bazę przemysłową, przyciągnąć nowe moce produkcyjne oraz umożliwić Polsce budowę przewag konkurencyjnych w sektorach czystych technologii. Zmarnowanie tej szansy grozi pozostaniem w tyle za państwami, które szybciej inwestują w nowoczesną infrastrukturę i technologie” – twierdzą autorzy apelu.

I podsumowują: „Koszt opóźnień już dziś widać na rachunkach za energię. Koszt dalszej bezczynności będzie jednak znacznie większy: słabsza gospodarka, odpływ kapitału i rosnąca zależność od decyzji podejmowanych poza Polską”.

To właśnie dlatego Polska potrzebuje rozbudowy odnawialnych źródeł energii, modernizacji przestarzałych sieci energetycznych czy też rozwoju transportu elektrycznego i biogazowni.

„Każda złotówka wydana w odchodzenie od paliw kopalnych przekłada się na niższe koszty funkcjonowania gospodarki. To naprawdę ważne, bo dzisiaj ten koszt mamy jeden z wyższych w Europie. Pod uwagę trzeba więc wziąć nie tylko środowiskowy czy klimatyczny aspekt takich inwestycji, ale też to, że z perspektywy rozwoju biznesu kluczową sprawą jest cena. A inwestorzy pytają dziś nie tylko o to, jak tania jest praca, lecz także o to, jak drogi jest prąd” – podsumowuje Wetmańska.

Na zdjęciu Szymon Bujalski
Szymon Bujalski

Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”.

Komentarze