Sakiewicz z Bąkiewiczem idą na czele Marszu Powstania Warszawskiego, a tymczasem TV Republika reklamuje swoją nową sieć komórkową. Nawrocki śpiewa powstańcze piosenki, rozdając hojnie selfie. Prawa strona sceny politycznej wyciska powstanie warszawskie jak cytrynę.
„Mimo trudnych warunków atmosferycznych Republika relacjonuje na żywo obchody 82. rocznicy powstania warszawskiego” – taki pasek zobaczyli widzowie telewizji Tomasza Sakiewicza 80 minut przed „godziną W.” 1 sierpnia 2026. Siedząc pod parasolami na dachu jednego z budynków w Alejach Jerozolimskich w Warszawie, prezenterzy Republiki straszyli migrantami z Ceuty, Donaldem Tuskiem i domagali się reparacji od Niemiec. Istne bohaterstwo!
Ramię w ramię z Robertem Bąkiewiczem Tomasz Sakiewicz prowadził w sobotę Marsz Powstania Warszawskiego. PiS przygotował 630-metrową flagę („630 metrów chwały”), która, niesiona ponoć przez ponad tysiąc osób, przemierzała ulice Warszawy. Kilkadziesiąt tysięcy uczestników Marszu Powstania Warszawskiego na zmianę skandowało 1 sierpnia: „Cześć i chwała bohaterom!”, „Bóg, honor i ojczyzna”, „Karol Nawrocki prezydentem Polski!”, „Republika! Republika!”
Karol Nawrocki wygłosił przemówienie, ogłaszając, że „Warszawa zwyciężyła”. Przede wszystkim jednak śpiewał powstańcze piosenki, ubrany w okolicznościowy tiszert, rozdając hojnie selfie.
Prawa strona sceny politycznej wyciska powstanie warszawskie jak cytrynę. Od Bąkiewicza po Nawrockiego polscy narodowcy z zapałem pracują nad ustanowieniem nowych lub ugruntowaniem i przejęciem istniejących rytuałów i świąt publicznych. Wcześniej stało się tak z 11 listopada: zainicjowany przez nacjonalistów Marsz Niepodległości jest w zasadzie synonimem obchodów tego święta. Powstanie warszawskie jest następne w kolejce.
Obchody rocznicy powstania z 1944 roku stały się dla prawej strony polityczną karmą. Oczywiście nie od dziś.
Otwarte w 2004 roku – dzień przed 60. rocznicą wybuchu – Muzeum Powstania Warszawskiego (MPW) uchodzi za największe osiągnięcie krótkiej stołecznej prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Zgromadzone wokół muzeum środowisko stało się intelektualnym zapleczem istniejącej ledwo trzy lata partii Prawo i Sprawiedliwość. Jan Ołdakowski, od 22 lat dyrektor Muzeum, za swojej kadencji dwukrotnie był posłem PiS.
Nie zrozummy się źle: ani obchody rocznicy wybuchu powstania ani MPW nie noszą logo PiS-u. Ogromna część działalności MPW jest warta uwagi i pochwały (sama wielokrotnie siedziałam na widowni świetnych spektakli pokazywanych w Sali pod Liberatorem). To dzięki działaniom muzeum wiedza o powstaniu docierała i dociera coraz szerzej. Tyle że była to często wiedza lukrowana, przepuszczana przez popkulturowe uproszczenia i kalki.
Z kolei przejmowanie powstania jako rytuału pamięci odbywa się na głębszym poziomie niż partyjne emblematy. Już przed dekadą w książce „Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944–2014” badacz kultury, a dziś dyrektor Muzeum Historii Polski, Marcin Napiórkowski, pisał:
„Na powstaniu warszawskim można dziś dokonywać aktów pamięciowego wampiryzmu, karmiąc się jego mocą i gromadzonymi przez dekady fantazmatami”. Obecność powstania przypomina „mechanizmy rządzące kulturową recepcją wielkich marek czy franczyz” — twierdził Napiórkowski.
Przypomnę jeszcze jeden fragment tamtej książki:
„Powstanie warszawskie dysponuje dziś olbrzymim potencjałem jako generator sensu – katalizator nastrojów, punkt orientacyjny, narzędzie zdolne zarówno do budowania wspólnoty, jak i wykluczania obcych (...) Powstanie warszawskie jako przedmiot współczesnych odczytań politycznych i kulturowych łączy w sobie często sprzeczne na pierwszy rzut oka cechy: dumę i poczucie zagrożenia, zdolność tworzenia wspólnoty politycznej i rolę katalizatora manifestacji zwróconych przeciw politykom, lokalny wymiar rodzinny i topograficzny oraz funkcję spoiwa narodowej kultury pamięci”.
Ten „wampiryzm” karmiący się powstaniem nie ustaje. W kolejnej dekadzie na powstaniu warszawskim wciąż pasą się pierwszoplanowe postaci polskiej polityki. Przy czym są to postaci, które mają ogromną zdolność operowania narzędziami popkultury, czucie obrazu i umiejętność tworzenia wydarzeń „instagramowalnych” – przykładem choćby „urodziny prezydentury” Karola Nawrockiego. Ale przede wszystkim umiejętnie maszerują razem z tłumem i umieją organizować zbiorowe wydarzenia.
Kilkadziesiąt minut przed „godziną W” w plenerowym studiu Republiki gości Robert Bąkiewicz. W rozmowie na temat „Komu przeszkadza Marsz Powstania Warszawskiego?” Bąkiewicz opowiada, że Rafał Trzaskowski wykorzystuje kombatantów powstania „do walki przeciwko polskości”. „Zaczęli udawać, że są patriotami, tworzyli wykoślawiony patriotyzm” – mówi o politycznych przeciwnikach.
W 2022 roku relacjonowaliśmy w OKO.press marsz Bąkiewicza, który krzyczał wtedy: „Niech nikt nam nie wmawia, że walczyliśmy tutaj jako Polacy z nazistami” (chodziło o to, że według Bąkiewicza nazwanie powstania warszawskiego zrywem przeciwko nazistom jakoby fałszuje historię). Marsz wtedy aż huczał od antyunijnych haseł, uczestnicy wygwizdali i obrażali Rafała Trzaskowskiego. W kolejnych latach uczestnicy skandowali m.in. „Platforma – śmiecie, Polaków oszukujecie” czy „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”.
W 2021 roku Bąkiewicz zagłuszał przemawiającą na Placu Zamkowym powstankę Wandę Traczyk-Stawską.
Mijają lata, a Bąkiewicz wciąż maszeruje. W 2026 roku ze wsparciem Telewizji Republika. „Co zrobiło na was największe wrażenie?” — zapytał reporter Republiki dwójkę uczniów. „Te syreny, te race, takie emocje tam były” – odpowiadają młodzi i zapewniają, że oczywiście wzięliby udział w powstaniu, gdyby wybuchło dzisiaj.
Środowiska narodowe świetnie rozumieją polityczny potencjał imprez zbiorowych. Fizyczna bliskość innych ludzi, dotyk, patrzenie sobie w oczy, skandowanie – to mechanizmy budowania wspólnoty opisywane przez antropologów od dziesiątek lat.
Różne festyny, zbiorowe tańce i inne grupowe zabawy miały budować więź przekraczającą racjonalne rozumowanie. W razie niebezpieczeństwa „pierwszą linię obrony stanowiło zjednoczenie się w grupę” — pisała amerykańska dziennikarka i badaczka Barbara Ehrenreich w książce „Dancing in the Streets. A History of Collective Joy”.
„W kupie siła” – mówimy w Polsce.
Potencjał zbiorowych zgromadzeń rozumie też Karol Nawrocki. 1 sierpnia brał oczywiście udział w oficjalnych obchodach, wygłaszał przemówienia. „Wybuch powstania warszawskiego nie był impulsywnym romantyzmem ani emocją”, tylko „sprawą wielkiego ducha” — mówił prezydent do powstańców. Dodał, że doceniali to „w tym miejscu – na Placu Krasińskich – najwięksi, wśród nich lider Stanów Zjednoczonych, prezydent Donald Trump, dostrzegając tę wielką duszę narodu polskiego”.
Jednak to nie w przemówieniach leży siła Nawrockiego. Wieczorem prezydent, ubrany w czarny t-shirt, wyszedł z pałacu i wmieszał się w tłum, by wziąć udział w koncercie „(Nie)zakazane piosenki”.
Superexpress poświęcił koszulkom pary prezydenckiej cały tekst.
„Karol Nawrocki, Marta Nawrocka oraz ich syn Antek pojawili się tego dnia w koszulkach nawiązujących do Powstania Warszawskiego. Były to t-shirty z nadrukami, pierwsza dama miała koszulkę z nadrukiem zdjęcia przedstawiającego kpr. pchor. Jana Rockiego, ps. Bratek ze zgrupowania „Żniwiarz” i Annę Hołubowicz po mężu Gadkowską, ps. Iwona, łączniczkę księdza Zygmunta Trószyńskiego, ps. Alkazara, na dachu „Szklanego Domu” przy ulicy Mickiewicza 34/36. W kompozycji znajduje się także elegancki napis «Warszawa 1944» — czytamy w artykule.
„Karol Nawrocki miał koszulkę z nadrukiem przedstawiającym samolot Lancaster. Antek Nawrocki również miał koszulkę z nadrukiem nawiązującym do wydarzeń z 1944 roku” — czytamy dalej.
Te niby-spontaniczne wyjścia do ludzi to już znak firmowy Nawrockiego. A wśród symboli nawiązujących do Powstania musi się czuć jak w domu. Są one przecież od lat elementem kibicowskiego sztafażu.
Rocznicowe wydarzenia Republika dzielnie relacjonowała godzinami. Obrazki z powstańczych obchodów przeplatała relacją na żywo z plaży hiszpańskiej Ceuty.
Po jednej stronie: warszawiacy z biało-czerwonymi flagami, symbol Polski Walczącej i widok na budynek Muzeum Powstania Warszawskiego. Po drugiej: ciemnoskórzy mężczyźni przeskakujący barierki, biegnący w stronę morza, ciemnoskórzy mężczyźni upchnięci w ciężarówkach, jakieś wybuchy, żołnierze (nie, nie gestapo).
I paski: „Kto obroni polskie kobiety i dzieci przed migrantami Tuska?”, „Pakt migracyjny. Tusk znów oszukał Polaków: Polska niedługo będzie jak Hiszpania, która walczy ze szturmem migrantów?”, „Lewicowy rząd Hiszpanii na masową skalę wpuszcza do kraju nielegalnych migrantów”. A chwilę później: „Komu przeszkadza Marsz Powstania Warszawskiego?”
To właśnie 1 sierpnia Republika ogłosiła powstanie sieci komórkowej Republika Mobile. „Było powstanie ponad 80 lat temu, dzisiaj znowu jest powstanie – polskich serc” — ogłasza prezenter. Materiał na temat nowej inicjatywy biznesowej zaczyna się słowami z Roty Marii Konopnickiej: „W ojczyzny imię na jej cześć podnosił czoło dumne”. W tle flagi, dymy – nagrania z roku 2026 i 1944, fragment przemówienia Karola Nawrockiego: „Powstanie warszawskie było bitwą o Polskę”.
Przekaz jest jasny – Republika też bije się o Polskę, tyle że dziś. Powstańcy anno Domini 2026 pod parasolem Sakiewicza.
Żeby nie pozostawać wyłącznie w oparach politycznych opowieści i mobilizacyjnych okrzyków, przypomnę jeszcze jeden fragment z książki Napiórkowskiego. O warszawiakach wracających do miasta po jego wyzwoleniu:
„Z lakonicznych notatek sporządzanych przez wolontariuszy Polskiego Czerwonego Krzyża wyłania się przerażający obraz stolicy, jaką zastali powracający. Okaleczone trupy zamieszkują w poszczerbionych szkieletach kamienic. Z płytkich, prowizorycznych mogił wystają zmasakrowane kończyny. Widok ludzkich szczątków to element pejzażu – są po prostu wszędzie. Od powstania minęło już kilka miesięcy, zwłoki znajdują się więc w różnym stadium rozkładu”.
Historia
Media
Władza
Robert Bąkiewicz
Karol Nawrocki
Tomasz Sakiewicz
polityka pamięci
Powstanie Warszawskie
prawica
Telewizja Republika
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Komentarze