Posłowie PiS - Dominik Tarczyński i Iwona Arent - pokrzykiwali na europejskich kolegów, argumentując, że Szwecja nie może krytykować polskiego rządu, bo coraz więcej w niej gwałtów i obrzezań kobiet, a Francja - bo płoną tam samochody. Demokracja w Polsce jest najlepsza, "we are good". Wtorkowe Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy, wielki wstyd

Jednym z punktów obrad wtorkowej (28 stycznia) sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (nie mylić z Parlamentem Europejskim, organem UE) był stan instytucji demokratycznych w naszym kraju. Dyskusja toczyła się na podstawie raportu Komitetu Monitorującego RE z 6 stycznia 2020, który po dwóch wizytach w Polsce przedstawił dokument bardzo krytyczny wobec zmian wprowadzanych przez PiS, głównie w sądownictwie.

  • Zobacz, jaką rolę odgrywa Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy

    Jak wyjaśnia Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy to jeden  z dwóch głównych (obok Rady Ministrów) organów statutowych Rady Europy. Zasiada w nim 648 przedstawicieli parlamentów krajowych. Delegaci działają w Zgromadzeniu Parlamentarnym według przynależności partyjnej.

    Zgromadzenie Parlamentarne zbiera się cztery razy w roku na tygodniowe sesje plenarne w siedzibie Rady Europy w Strasburgu.

    Zgromadzenie Parlamentarne monitoruje stan przestrzegania przez państwa członkowskie ich zobowiązań. Przeprowadza wizyty terenowe służące przygotowaniu raportów. Na zaproszenie państw monitoruje przebieg wyborów.

Raport stwierdza: „Często słyszy się argument, że wprowadzane w Polsce zmiany w wymiarze sprawiedliwości są zgodne z europejskimi standardami, ponieważ ich pewne konkretne rozwiązania występują również w systemach innych państw europejskich.

To błędne rozumowanie: nawet jeśli niektóre z nowych przepisów są podobne do mechanizmów stosowanych w innych państwach, nie można ich rozpatrywać bez odniesienia do całego systemu prawnego i jego historii w danym kraju. Dlatego przyjęcie takich wyjaśnień prowadziłoby do frankensteinizacji prawa”.

Opublikowany 6 stycznia 2020 raport okazał się  w dużym stopniu proroczy, zwłaszcza zdanie „często słyszy się argument”. Bo posłowie PiS po raz kolejny na wtorkowych obradach:

  • wskazywali na wyrywkowe rozwiązania z innych krajów europejskich;
  • dowodzili, że zmiany w sądownictwie mają demokratyczny mandat wyborców i dlatego są zgodne z prawem;
  • zapewniali, że priorytetem jest dla nich spełnianie obietnic wyborczych;
  • obrażali dyskutantów, zarzucając im, że nic nie rozumieją;
  • sugerowali, że politycy europejscy dali się oszukać polskiej opozycji;
  • odbierali politykom europejskim prawo do wypowiedzi o demokracji w Polsce ze względu na różne problemy społeczne w ich krajach.

Tarczyńskiego metoda na Frankensteina

Główną gwiazdą delegacji Prawa i Sprawiedliwości był Dominik Tarczyński, jeszcze poseł sejmowy, ale już niedługo, dzięki formalnemu dopięciu Brexitu – eurodeputowany. Rychła zmiana wynagrodzenia ze złotówek na twardą europejską walutą najwyraźniej dodała politykowi werwy, by z jeszcze większą pasją Europę atakować.

Zaczął od ostrej amunicji:

„To kłamstwo, że w Polsce sędziów wybiera minister sprawiedliwości. Mam jednak pytanie do niemieckich socjalistów: kto wybiera sędziów w Niemczech? I odpowiadam: właśnie on [minister sprawiedliwości]”.

Poseł Tarczyński zastosował tu w sposób modelowy metodę manipulacji opisaną w raporcie Rady Europy jako „frankensteinizacja prawa”. Powiedział niby prawdę, ale zupełnie oderwaną od kontekstu, bo systemu niemieckiego nie da się w tym aspekcie porównać z polskim. Przede wszystkim, jak czytamy w „Deutsche Welle”,

o tym, kto będzie w Niemczech sędzią w sądach powszechnych decydują kraje związkowe!

Choć to prawda, że odpowiadają za to z reguły „ministerstwa sprawiedliwości przy współudziale parlamentów landowych i przedstawicieli samorządu sędziowskiego – w różnych proporcjach, w zależności od landu”.

Ale już zupełnie inaczej to wygląda, jeśli chodzi o wybór sędziów w sądach federalnych. Zacytujmy większy fragment wyjaśnienia Voltera Wagenera i Bartosza Dudka z „Deutsche Welle”:

„Komisja ds. wyboru sędziów (Richterwahlausschuss) podejmuje decyzje zwykłą większością głosów w tajnym głosowaniu i składa się z 32 członków. Przewodniczy mu odpowiedni minister federalny (np. w przypadku Federalnego Sądu Pracy minister pracy, w przypadku Federalnego Sądu Administracyjnego minister spraw wewnętrznych itd.), który odpowiada za organizację procedury wyboru.

Nie ma on jednak w tym gremium prawa głosu, ale podobnie jak komisja, może on zaproponować kandydata. Kandydatura sędziego opiniowana jest przed wyborem przez specjalne gremium sędziowskie w sądzie, w którym ma orzekać kandydat.

Na koniec kandydatura musi zostać zaakceptowana przez odpowiedniego ministra federalnego. Może on odmówić akceptacji tylko w przypadku uchybień formalnych. Aktu mianowania dokonuje prezydent RFN”.

Tarczyńskiego wizje demokracji

Tarczyński przemawiał dalej:  „Ta dyskusja jest również o bezpieczeństwie polskich obywateli, dlatego mówię:

Thank you very much, we’re good! Nie mamy płonących samochodów na ulicach Warszawie, nie mamy zamieszek, ludzie nie są bici i nie tracą życia, tak jak to się dzieje teraz we Francji. Więc zajmijcie się swoimi problemami, my mamy się dobrze”.

Rzeczywiście, racja, we francuskich miastach płoną samochody, zaś policja zdecydowanie – czasami wręcz brutalnie i z przekroczeniem reguł – tłumi protesty społeczne.

Natomiast ludzie nie tracą życia na ulicach z rąk policji.

Szerokim echem odbił się jedyny w ostatnich latach przypadek śmierci jednego z manifestantów. Podczas festiwalu muzycznego w Nantes w czerwcu 2019 roku policja zepchnęła demonstrantów do rzeki, jeden z nich – 24-letni Steve Canico – nie potrafił pływać i utonął.

Trudno również pojąć, dlaczego akurat teraz PiS zajął się francuskimi samochodami – te w ramach osobliwej tradycji protestu płoną we Francji od kilkudziesięciu lat, a wszystko zaczęło się w latach 90. XX wieku w biednych dzielnicach Strasbourga i szybko zostało podchwycone w całym kraju. Nie jest też jasne, jak płonące auta maja się do naruszanego trójpodziału władzy w Polsce.

Tarczyński fantazjuje o sobie samym

Wraz ze wzrostem liczby płonących aut w wyobraźni Tarczyńskiego poseł coraz bardziej się rozkręcał. Tym razem – przykro to powiedzieć – do granicy samoośmieszenia:


Słyszę od włoskiego deputowanego o wolności mediów: jestem najlepszym przykładem [jak było przed 2015 r.]. Zostałem zwolniony, gdy byłem dziennikarzem podczas rządów Platformy Obywatelskiej

Dominik Tarczyński, Wystąpienie w Parlamencie Rady Europy - 28/01/2020

Wystąpienie w Parlamencie Rady Europy

03.07.2017 Warszawa , Sejm . Posel PiS Dominik Tarczynski . Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


fałsz. Tarczyński nie był dziennikarzem lecz zastępcą dyrektora ds. eksploatacji i został zwolniony za naruszenie kodeksu pracy


Fakty? Tarczyński nie był wtedy dziennikarzem, tylko zastępcą dyrektora ds. eksploatacji w Ośrodku Informatyki i Telekomunikacji TVP. Po drugie, został zwolniony nie w ramach cenzury, tylko za naruszenie kodeksu pracy: w czerwcu 2011 roku na zwolnieniu lekarskim poszedł pilnować namiotu Solidarni 2010 na Krakowskim Przedmieściu.

Tarczyński o obietnicach wyborczych (ryzykowny pomysł)

Na koniec Tarczyński najpierw nieco przesadził:

„Dużo się tu mówi o demokracji, nasze rządy to najlepszy przykład demokracji, bo zmiany w sądach były obiecane w kampanii wyborczej i dlatego nasz rząd został wybrany w 2015 roku i 2019 roku”.

Rzeczywiście w 2019 roku był to temat kampanii Prawa i Sprawiedliwości, ale w 2015 roku – już niekoniecznie.

Co prawda w programie partii opublikowanym przed wyborami mowa o zaostrzeniu odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, ale nic nie jest napisane o stworzeniu Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym.

Jest również postulat zwiększenia uprawnień ministra sprawiedliwości, ale nic o tym, żeby przez de facto powolną sobie KRS wpływał na nominacje sędziowskie.

No i są obietnice jawnie nie spełnione (choćby znaczące skrócenie postępowań), z których OKO.press wybrało jedną, w dzisiejszym kontekście brzmiącą jak czarny humor:

„Prezydent RP będzie sprawować, przy pomocy powołanej przez siebie komisji złożonej z wybitnych, cieszących się autorytetem prawników (np. przedstawicieli nauki prawa oraz sędziów Sądu Najwyższego, NSA i Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku), nadzór nad rozpatrywaniem skarg na sądy”.

Tarczyński: nie macie bladego pojęcia

Wróćmy do posła Tarczyńskiego, który pożegnał się ze słuchaczami jeszcze jawnym kłamstwem:

„Nie chcemy, by ktoś inny rządził za nas naszym krajem. Wy nie macie bladego pojęcia o czym mówicie. Większość z was tego nie przeszła, a my cierpieliśmy w czasach komunistycznych, a wielu dzisiejszych sędziów to ci sami ludzie, którzy sądzili podczas stanu wojennego w Polsce, to fakt!”.

Jako się rzekło, to nie fakt, to kłamstwo. Ostatnio ulubione zresztą kłamstwo prezydenta Dudy o sędziach-komunistach i ulubiony argument o ingerencji w polskie sprawy (w obcych językach).

Jedynie ok. 10 proc. obecnych sędziów sądów powszechnych orzekało przed 1989 rokiem, nie wspominając o stanie wojennym. Natomiast w Sądzie Najwyższym w 2017 roku zasiadało 10 sędziów, którzy znaleźli się w IPN-owskim wykazie sędziów „posłusznie” orzekających w sprawach politycznych w stanie wojennym, co stanowiło nieco ponad 13 proc. ówczesnego stanu SN.

Arent o gwałtach i łechtaczkach

Po Dominiku Tarczyńskim przemawiała jego partyjna koleżanka Iwona Arent. Ze względu na jej dość oryginalną angielską wymowę i składnię trudno było w każdym przypadku stwierdzić, co miała do przekazania. W punktach poniżej przedstawiamy, co z mowy poseł Arent zrozumieliśmy:

  • rośnie liczba gwałtów w Szwecji, w zeszłym roku było ich ponad 8 tysięcy, a 40 tysięcy kobiet zostało obrzezanych (wycięto im łechtaczkę – precyzowała Arent);
  • politycy europejscy dali się wmanewrować w grę polityczną zainicjowaną przez opozycję w Polsce;
  • marsze i protesty przeciwko zmianom w sądownictwie to zaledwie garstka osób;
  • prywatne media w Polsce należą do Niemców i przedstawiają fałszywy obraz sytuacji w Polsce.

O tym, co ma wspólnego liczba gwałtów w Szwecji do zamachu na trójpodział władzy, przejdziemy później, teraz OKO.press przyznaje: tak, to prawda, liczba gwałtów w Szwecji rzeczywiście rośnie, fakt podany przez poseł Arent jest prawdziwy.

Natomiast nie jest prawdziwa teza (u Arent tylko domyślna) ubóstwiana przez polityków używających skrajnie prawicowej – od PiS przez prawicowych populistów ze Szweckich Demokratów do Donalda Trumpa – że za wzrost gwałtów odpowiedzialny jest wzrost liczb migrantów. Nie ma na to dowodów. Przyczyną wzrostu liczby raportowanych gwałtów mogą być natomiast zmiany legislacyjne w szwedzkim prawie i trwający od wielu już lat wzrost świadomości społecznej, co jest przemocą seksualną i jak się przed nią bronić.

Przeczytaj naszą analizę PiS-owskiej legendy o epidemii gwałtów w Szwecji, popełnianych głównie przez imigrantów:

To sytuacja zupełnie odwrotna niż w Polsce, gdzie Prawo i Sprawiedliwość sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji seksualnej do szkół i rozważa wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej. Efekt dobrze wygląda na papierze, bo zgłaszanych gwałtów w Polsce jest rocznie kilkukrotnie mniej niż w Szwecji (1396 do 7236 w 2017 roku), ale badania pokazują, że skala przestępstw seksualnych jest ogromna, a przygniatająca większość w ogóle nie jest zgłaszana organom ścigania:

Jednak jeśli chodzi o straszny proceder obrzezania kobiet, Arent przestrzeliła: w 1982 roku wprowadzono karę do sześciu lat więzienia za ten proceder, od tamtego czasu do 2011 roku zanotowano 46 takich przypadków. Rzeczywiście, szacuje się, że w Szwecji żyje ok. 38 tys. ofiar obrzezania, okaleczonych jednak poza Szwecją.

Nieprawdziwe tezy Arent o „garstce osób” i „niemieckich mediach” falsyfikują poniższe teksty OKO.press:

Mistrz PiS Jerzy Urban wysyłał śpiwory bezdomnym w USA

Sposób argumentacji zaprezentowany przez Tarczyńskiego i Arent, a stosowany również przez innych polityków PiS i media narodowe, to kalka z propagandy komunistycznej. Na porządku dziennym było wtedy umniejszanie kłopotów wewnętrznych i łamania praw człowieka w Polsce przez prawdziwe bądź wyimaginowane przewiny Zachodu. Klasyczny zabieg tego typu należy do Jerzego Urbana, który jako rzecznik dyktatury generała Wojciecha Jaruzelskiego wysłał w 1986 roku śpiwory bezdomnym w Stanach Zjednoczonych.

Znaczenie tego gestu było identyczne jak w przypadku dziwacznych analogii Tarczyńskiego i Arent: niech zagraniczni (wtedy amerykańscy, dziś – europejscy) politycy nie wtrącają się w polskie sprawy i najpierw rozwiążą problemy u siebie.

Również Urban – tak jak Tarczyński i Arent – odnosił się do realnego fenomenu (bo bezdomność w USA to wówczas i dziś poważny problem), tak jak w retoryce PiS propagandowa była  dysproporcja: trudno bezdomność porównywać z systemem monopartyjnej dyktatury, z więźniami politycznymi i przemocą na ulicach.

W kategorii odwracania kota ogonem Urban był jednak mistrzem – problem bezdomności był (i jest) realny, a gest polskiej pomocy – ma swoja wymowę.

Perfidię tego zabiegu najlepiej unaocznia odwrócenie ról. Wyobraźmy sobie, że Polska krytykuje łamanie demokracji w Rosji, a Władimir Putin odpowiada nam tak:

„W Rosji demokracja jest kryształowa i nie będą nas pouczać kraje, w których rodzice zabijają swoje dzieci i trzymają ciała w beczkach„.

Takie zabiegi mają swoją funkcję jedynie jako propagandowa pałka, w kontekście merytorycznej debaty są w całości bezwartościowe i pozbawione sensu.

 

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Pochodzi z Sieradza. Socjolog, redaktor, publicysta. Wieloletni dziennikarz i redaktor "Gazety Wyborczej".


Komentarze

  1. Lech Słomianowski

    Skoro jest prawdą, że piernik nie ma nic do wiatraka to dlaczego OKO dyskutuje z argumentami Tarczyńskiego i Arent? I co gorsza dlaczego czyni to licząc na ignorancję czytelników?
    1)
    >Natomiast ludzie nie tracą życia na ulicach z rąk policji.
    Akurat jest dokładnie odwrotnie. Ojciec pięciorga dzieci Cédric Chouviat na początku roku zmarł z pobicia przez policję podczas kontroli drogowej.
    Na temat sprawy wypowiadali się nawet ministrowie rządu.
    https://tinyurl.com/u8k8s2e
    2) Arent nie ma racji, że w Szwecji dokonano 40000 operacji wycięcia łechtaczki. Co nie znaczy, że tego się nie robi i to na masową skalę a władze dużo krzyczą i nic nie robią. Np. według drugiego największego dziennika Svenska Dagbladet mimo zameldowanych policji aż 90 podejrzeń w 2016 roku jedynie w dwóch wypadkach sprawa miała swój finał w sądzie.
    https://tinyurl.com/tcs7l58
    Chyba jeszcze ciekawsze jest jakimi metodami władze walczą z fenomenem bo to chyba materiał na osobny artykuł w OKO. Otóż jak donosi socjaldemokratyczny dziennik Aftonbladet w kwietniu 2019 dziewczynki są przymusowo badane na obecność łechtaczki a te, które odmawiają poddania się badaniu są doprowadzane na przymusowe badania przez…..policję!!!!
    https://tinyurl.com/tcs7l58
    Wyciąganie szwedzkich łechtaczek w dyskusji o polskich sądach świadczy o kulturze dyskusji takich typków jak Tarczyński i Arent. Niestety próba dyskusji "nie na temat" (bo tematem są polskie sądy) ze strony Danielewskiego jest na równie marnym, o ile nie gorszym, bo mijającym się z faktami, poziomie.

    • Andrzej Maciejewicz

      Pan Słomianowski ma rację. Byłem we Francji po dłuższej przerwie. W Paryżu. Włosy stają dęba. Policja francuska, znana z brutalności, upodabnia się do terrorystów. Nie jest to jednak powodem do akceptowania ordynarnych wystąpień Tarczyńskiego, ani powodem do ignorowania rzeczywistości przez Danielewskiego.

    • Jerzy Pawelski

      Ludzie nie tracą życia na ulicach z rąk policji. Liczba mnoga (ludzie), wskazuje na więcej niż jeden przypadek. Oczywiście było to zdarzenie karygodne, ale jedno zdarzenie nie czyni zjawiska. Zresztą, ten "argument" Tarczyńskiego jest obosieczny, bo jeśli się czymś różnimy od Francji pod tym względem, to na niekorzyść – każdego roku mamy takie przypadki, w ubiegłym roku były co najmniej dwa.
      Co do "obrzezania" – podejrzenia to jeszcze nie udowodnione przypadki. Nawet gdyby przyjąć skrajnie dziwne założenie, że wszystkie podejrzenia były trafne, to liczba 90 jednak "trochę" się różni od 40 000, nie zgodzę się też, że 90 przypadków w dziesięciomilionowym kraju świadczy o "masowej skali" zjawiska. Dla porównania – ogólna liczba ofiar przemocy domowej w Polsce w ub.r. (stwierdzonych przez policję, nie podejrzeń) to niemal 90 000.

      • Lech Słomianowski

        Moim celem było zwrócenie uwagi by w opisie metody spychania dyskusji przez Tarczyńskiego i Arent na tematy poza przedmiotem debaty nie dać się ściągnąć do ich poziomu. Niestety autor dał się sprowokować a do tego nie sprawdził przytaczanych przez siebie faktów. Twierdząc, że " ludzie nie tracą życia na ulicach z rąk policji" sam autor jednocześnie przyznaje, że wie o jednym przypadku. Jednocześnie wystarczy zajrzeć do poważnych źródeł w internecie by się dowiedzieć o innych. Jak się to ma do stałego testowania czytelników przez redakcję OKO co do prawdy/fałszu przedstawianych przez redakcję faktów? Podobnie ze szwedzkimi łechtaczkami. Dlaczego autor prostuje argumenty Arent mające się nijak do debaty o polskich sądach? Tym bardziej, że ma na ten temat pojęcie równie blade co "bohaterka" debaty w Radzie Europy? Opisane w artykule "zjeżdżanie" z tematu niestety nie jest jedynie domeną "dobrej zmiany" ale immanentną cechą polskiej kultury debaty publicznej, od której teksty OKO najwyraźniej też nie są wolne.

    • Jozef Lewin

      Tarczynski kłamca Sejmowy- nie brał gaże w sejmie a brał!! A z czegokolwiek żył w przerwach : syn czy wnuk polskiego Szmalcownika jak obrabowali Żydów to byli na lata zabezpieczeni i taka lachudra poucz Europę o praworządności!!!
      Co do Arendt to ta Madam ma we własnej Rodzinie Arendtow: Domenic Arendt bon Wittchen , zawodowa CAPO „: ładnie spoliczkowała Polkę w Warszawie w dniu Święta narodowego!!! Niemra czy nie niemra ważna ze swoją z piSS-dy

  2. Andrzej Bieńkowski

    z tym Tarczyńskim to straszna wiadomość, bo ostatnio miał tego mandatu nie dostać, a z drugiej strony co za durnoty w Świętokrzyskiem wybrało tego podrzutka posła Kaczyńskiego do PE…😉

  3. Jozef Lewin

    Coz drużyna Słupów i PiSSuardes w UE powiększyła się o kolejnego przedstawiciela Polski z klanu szmalcowników!!!
    Pytanie retoryczne co PiSdzielcy ćpają ze tak krzyczą????
    1. Balon na uwiezi w roli chłopa bawarskiego i Mussoliniego
    2. Jaki Slup gdzie postawią ta i stoi: Panie DR lotnictwa jak pilnowałem więzień i celi ze zamordowano Boksera Kosteckiego- powiesił się sam w pozycji lezacej na papierze toaletowym jak zaczął sypać w sprawie sex afery na nieletniej Ukraince/ tez Człowiek , chociaz i nie Polka!!!/
    3. Brudziński A- min MSWA tak nadzorował ze Stachowiaka niewinnego skutego na komendzie Policji torturowali i ZAMZORDOWALI/ młodego zdrowego dwudziestolatka!!!/
    4. Szydło – uczy UE a sama z Kempa nie publikowała orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego aż UE po 2 latach ja zmusiła do praworządności!!!
    Czekamy na pozew przeciwko Sikorskiemu: prawda jest ze Z powodu Szydło trwa w sądzie 26 mcy gehenna pan Sebastiana K. O wypadek drogowy: 4 lata dochodzenie i w końcu prokuratura jej prokuratura uszkodziła twardy dysk/ dowód w sprawie/ tak jak min .ZERO utopił służbowy laptop w wannie w domu!!!/

  4. Lora Missani

    Tarczyński miał absolutną rację. Jesli chodzi o zawartość demokracji w Demokracji to Polska mogła by być wzorem dla Parlamentu UE gdzie liczenie głosów odbywa się "na OKO" i jest totalną fikcją a socjalistyczna propaganda i Cenzura Francji czy Niemiec bije na głowę tą którą pamiętamy z PRL

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!