Sytuacja zmienia się z godziny na godzinę. Do dymisji podał się minister zdrowia Wes Streeting, jeden z czołowych polityków typowanych do przejęcia władzy po premierze Keirze Starmerze. Z kolei poseł Josh Simons zrezygnował z mandatu, by otworzyć Andy’emu Burnhamowi (burmistrzowi Manchesteru i kolejnemu kandydatowi na nowego lidera) drogę do parlamentu
Po ogłoszeniu wyników wyborów lokalnych w Wielkiej Brytanii (samorządowe w Anglii, do parlamentów lokalnych w Szkocji i Walii) rząd laburzystów znalazł się na politycznym rozdrożu. Niektórzy komentatorzy wskazują na kryzys i wręcz rozpad strukturalny Partii Pracy, inni uspokajają nastroje. “Titanic idzie na dno”, mówił wprost Rory Stewart, komentator polityczny i były polityk partii konserwatywnej.
Na jakie konsekwencje powyborczego zamieszania wyników wskazuje się najczęściej?
Wybory samorządowe w Anglii odbywają się – zgodnie z tradycją i na mocy prawa – w pierwszy czwartek maja. 7 maja 2026 roku obsadzano mandaty w 136 radach lokalnych, łącznie 4992 miejsc radnych oraz sześć stanowisk merów. Tego samego dnia odbyły się też wybory do Parlamentu Szkockiego (129 mandatów) i walijskiego Seneddu (96 mandatów). Kumulację tę media okrzyknęły mianem „Super Thursday” (super czwartek) – w tym roku był to bardzo rozczarowujący dzień dla Partii Pracy.
antyimigranckie i rasistowskie ugrupowanie Nigela Farage'a Reform UK zdobyło ostatecznie 1454 mandaty. Konserwatyści zdobyli 801 mandatów, tracąc 563.
Natomiast
Labour zaledwie 1068, o 1496 mniej, co oznacza utratę blisko 60% stanu posiadania.
Zieloni zdobyli 587 mandatów, zyskując 411 nowych miejsc.
Plaid Cymru (walijska partia narodowa, opowiadająca się za niepodległością Walii) zdobyła 43 mandaty i stała się największym ugrupowaniem w walijskim parlamencie. Reform UK zajął drugie miejsce z 34 mandatami. Walijska Partia Pracy poniosła klęskę, zdobywając zaledwie 9 mandatów.
wygrało SNP (Szkocka Partia Narodowa, ugrupowanie centrolewicowe i prounijne) ostatecznie z 57 mandatami, pozostając największą partią, choć bez większości parlamentarnej. Okazało się jednak, że Reform UK zadebiutuje również w szkockim parlamencie, zdobywając 17 mandatów (na 129), ex aequo z Labour. Zieloni zdobyli 15, Konserwatyści 12, a Liberalni Demokraci 10.
To prawie pewne. Dotychczas prawie 100 MPs (Members of Parliament, odpowiednik polskich posłów w dużym uproszeniu – odpowiedniku Sejmu, czyli Izbie Gmin) prywatnie lub publicznie poprosiło premiera Keira Starmera o ustąpienie z funkcji (natychmiast lub za jakiś czas).
Warto zaznaczyć, że Starmer jako premier nie podjął się łatwego zadania. W kraju od wielu miesięcy piętrzyły się problemy dotyczące
Wybory lokalne były więc zapalnikiem, który uwolnił napięcia kumulujące się od jakiegoś czasu.
Komentatorki i komentatorzy zadają jednak pytanie, jak to możliwe, że ktoś niegdyś tak sprawny jako dyrektor Prokuratury Publicznej (Director of Public Prosecutions, czyli szef państwowej służby oskarżycielskiej w latach 2008–2013) i specjalista od praw człowieka mógł okazać się tak mało efektywnym i – przede wszystkim – mało charyzmatycznym liderem.
W sondażach poparcia Starmer wypada bardzo słabo: według Ipsos jego poziom zadowolenia z jego działań jest najniższy spośród wszystkich premierów (odkąd firma zaczęto zadawać to pytanie w 1977 roku). Według innych pomiarów gorzej oceniani byłą tylko Liz Truss, która formalnie rządziła zaledwie 49 dni w 2022 roku.
Aby uruchomić wybory przywódcze w Partii Pracy, nowy kandydat musi zebrać podpisy jednej piątej frakcji parlamentarnej (obecnie 81 posłów), po czym nad wyborem nowego lidera głosują szeregowi członkowie partii. W 126-letniej historii Partii Pracy nigdy jeszcze nie doszło do formalnego wyzwania rzuconego urzędującemu premierowi. Jednak zarówno Tony Blair (2007), który ustąpił pod presją obozu Gordona Browna, jak i Gordon Brown (2010), który odszedł po przegranej w wyborach powszechnych, zrezygnowali bez uruchamiania tej procedury.
Wskazuje się też, że dość dużym zaskoczeniem jest fakt, że przesłanie Starmera o “bardziej sprawiedliwej i silniejszej Wielkiej Brytanii” (Stronger, fairer Britain) nie przełożyło się na sukces polityczny. Było to fundamentalne przesłanie, jednak „forma i sposób, w jaki Starmer je przekazywał, sprawiał, że trudno było tego słuchać” – wskazywali komentatorzy „The New Statesman”.
Na ryneczku politycznym od pewnego czasu padały przede wszystkim trzy nazwiska potencjalnego następcy lub następczyni Starmera. Byli to
to (od wczoraj) były minister zdrowia i kandydat prawego skrzydła Partii Pracy – młody (po czterdziestce), wykształcony na elitarnym Cambridge i sprawnym komunikator medialny. Wskazuje się jednak, że Streeting może być postrzegany jako typowy gracz polityczny i – jak na Partię Pracy – polityk konserwatywny. Kontrowersje budzi również jego bliska relacja profesjonalna z Peterem Mandelsonem – wpływowym politykiem Labour, który musiał odejść ze stanowiska ambasadora w Waszyngtonie z powodu udokumentowanych kontaktów z Jeffreyem Epsteinem.
Skandal ten poważnie nadszarpnął autorytet rządu Starmera i może ciążyć również Streetingowi.
to z kolei polityczka o wyjątkowo wyrazistej biografii. Wychowała się w biednej rodzinie, wcześnie została mamą, a zanim trafiła do polityki, działała w związkach zawodowych. Obecnie opiekuje się też niepełnosprawnym synem. Ta autentyczność sprawia, że jest uznawana za jedną z niewielu postaci w Partii Pracy, które potrafią wytworzyć prawdziwą więź z elektoratem. Jednak we wrześniu 2025 roku Rayner zrezygnowała ze stanowiska wicepremierki po tym, gdy wykazano jej, że nie dopłaciła 40 tysięcy funtów podatku przy zakupie mieszkania (co było związane z przepisami dotyczącymi niepełnosprawności jej syna). W maju 2026 roku urząd skarbowy HMRC oczyścił ją jednak z wszelkich zarzutów, stwierdzając, że działała w dobrej wierze.
Obecny burmistrz Manchesteru,
to zdecydowany faworyt opinii publicznej i doświadczony polityk po pięćdziesiątce, z ministerialną przeszłością. Podczas pandemii COVID-19 zyskał popularność (i został okrzyknięty „Królem Północy”), gdy publicznie stanął do walki z rządem Borisa Johnsona o większe fundusze dla północnej Anglii. Według YouGov 36% wyborców ocenia go pozytywnie, wobec zaledwie 19% dla Starmera. Burnham jednak od ośmiu lat pozostaje poza parlamentem, z czego niektórzy czynią zarzut.
Dzisiaj – po zrzeczeniu się mandatu przez Simonsa – polityk ten oficjalnie potwierdził, że wystąpi o zgodę na kandydowanie w wyborach uzupełniających w Makerfield. W 2024 roku Labour zdobyło tam ponad 18 tysięcy głosów, lecz Reform było drugie, zdobywające prawie 13 tysięcy głosów.
Farage zapowiedział, że jego partia „zainwestuje absolutnie wszystko” w to starcie.
Jeśli Burnham przegra w tym tradycyjnie bezpiecznym okręgu, jego droga do przywództwa Labour praktycznie się zamknie. Jeśli wygra – być może zostanie przyszłym premierem Wielkiej Brytanii.
W grze pozostają:
Szczególnie interesującą postacią jest David Lammy, wicepremier, lord kanclerz i minister sprawiedliwości. Niektóre media wskazują go jako naturalnego kandydata na premiera tymczasowego w razie nagłego odejścia Starmera. Jako wicepremier byłby pierwszym w kolejce do przejęcia władzy w trybie pilnym, zanim partia wyłoni nowego lidera w formalnych wyborach.
W Izbie Gmin Reform UK, partia, której siłą napędową jest agresywna retoryka antyimigrancka, zadebiutowało w wyborach w 2024 roku. Ugrupowanie Nigela Farage’a (agresywnie antyimigranckiego architekta Brexitu) do niedawna traktowanego przez establishment jako żart polityczny, zdobyło 5 mandatów przy 14,3% poparcia w skali kraju.
Sukces Reform UK także w czwartkowych wyborach samorządowych to zdecydowana żółta kartka dla Partii Pracy.
Kilku wybranych radnych zostało zawieszonych, wyrzuconych lub zrezygnowało w ciągu zaledwie kilku dni od wyborów. Ponad 30 kolejnych stoi wobec zarzutów islamofobii, antysemityzmu, negowania Holokaustu i gloryfikowania Tommyego Robinsona (brytyjski działacz skrajnej prawicy, założyciel islamofobicznej organizacji English Defence League).
Skala zjawiska jest na tyle duża, że bloger i ekspert wyborczy Mark Pack prowadzi na bieżąco publiczny tracker “znikających” radnych Reform UK. Wśród zawieszonych znalazł się na przykład radny z Sheffield, który udostępniał zdjęcia swastyk, Mein Kampf i neonazistowskiej symboliki oraz radny z Essex, który między innymi ubliżał muzułmanom i wzywał do segregacji rasowej.
Ponadto, żeby sukces tego ugrupowania w wyborach samorządowych przełożył się na sukces w wyborach do parlamentu, musi zostać spełnionych kilka warunków. Brytyjski system „First Past the Post” działa bowiem tak, że zwycięzca bierze wszystko.
Nawet poparcie na poziomie 25–27% w skali kraju, które Reform uzyskuje w ostatnich sondażach, nie musi przełożyć się na mandaty parlamentarne.
W okręgu, gdzie hipotetycznie kandydat Zielonych zdobywa 51% głosów, a Reform 49% – Zieloni biorą mandat. Reform nie dostaje nic, choć oddane na niego głosy wliczają się do poparcia ogólnokrajowego. To zupełnie inny mechanizm niż na przykład w Polsce, gdzie obowiązuje system proporcjonalny uwzględniający takie rozłożenie głosów.
Jak wskazuje politolog z Brunel University of London, profesor Justin Fisher, aby system first past the post zaczął działać na korzyść danej partii, musi ona cieszyć się poparciem co najmniej 30%. Utrzymanie takiego wyniku przez Reform aż do wyborów w 2029 roku będzie trudne.
Dodatkowo komentatorzy, jak np Janan Ganesh z The Financial Times, zwracają uwagę na wiek Farage’a. Nie jest on już najmłodszym politykiem. Gdyby wybory odbyły się latem 2029 roku, miałby 65 lat. Uczyniłoby go to najstarszym nowym premierem od czasu powrotu Winstona Churchilla do władzy w 1951 roku.
Sam Starmer ma 63 lata, ale Wielka Brytania na ogół stawia na nieco młodszych liderów.
Warto zaznaczyć, że skandale związane Reform UK sięgają głębiej. W listopadzie 2025 roku Nathan Gill, były lider Reform w Walii, został skazany na 10,5 roku więzienia za przyjęcie co najmniej 40 tysięcy funtów łapówek od Rosjan. W zamian miał promować prokremlowską narrację jako europoseł.
Sprawa skłoniła premiera Starmera do zarządzenia śledztwa w sprawie zagranicznej ingerencji finansowej w brytyjską politykę. Samego Farage’a krytykowali też byli uczniowie jego dawnej szkoły. 26 absolwentów i absolwentek oraz nauczyciel Dulwich College publicznie potwierdziło zarzuty o rasistowskie i antysemickie komentarze Farage’a z tamtego czasu.
Ponadto Reform UK to partia, która wyrosła na antyestablishmentowej retoryce, w ostatnim czasie przyjęła do swoich szereg skompromitowanych, lub zmarginalizowanych przez partię konserwatywną “grubych kotów” politycznych. Wśród najgłośniejszych dezerterów znaleźli się: Lee Anderson, Suella Braverman, Nadhim Zahawi i Nadine Dorries. Zobaczymy na ile będzie to problem dla potencjalnych wyborców tego ugrupowania.
Jak wskazuje Ganesh, prawdziwą beneficjentką obecnego chaosu może okazać się liderka Konserwatystów Kemi Badenoch (pisałam o niej szerzej w tym tekście). Czas działa na jej korzyść: przez trzy lata to Farage musi utrzymać ruch zbudowany na nowości i świeżości. Musi też liczyć na to, że żaden zewnętrzny kryzys, jak wojna czy recesja, nie skłoni wyborców do szukania bezpieczniejszego wyboru.
Badenoch tymczasem może spokojnie czekać i podkupywać umiarkowanych wyborców niechętnych wyższym podatkom, odciągając ich zarówno od Reform, jak i od Labour. W sondażach YouGov Badenoch wypada jednak nie najlepiej, choć z wyraźnym trendem rosnącym.
Od ponad roku imigracja zajmowała miejsce w czołówce wśród największych problemów wskazywanych przez Brytyjczyków. Wzrastał też odsetek osób uważających poziom imigracji za zbyt wysoki. Odpowiedzią rządu na te nastroje jest spóźniona i reaktywna reforma systemu imigracji, przeprowadzana pod presją prawicy.
W maju 2025 roku opublikowano białą księgę imigracyjną. W w listopadzie Mahmood ogłosiła plan zaostrzający kryteria uzyskania prawa do stałego pobytu (ILR, Indefinite Leave to Remain). Podwaja on okres oczekiwania do 10 lat (w niektórych przypadkach nawet do 20). Uzależnia przyznanie tego statusu od czystej kartoteki kryminalnej, wyższej niż dotychczas znajomości języka angielskiego i udokumentowanego wkładu ekonomicznego.
Jednak restrykcyjne polityki migracyjne tworzą mechanizm samowzmacniający
– każda eskalacja przesuwa punkt odniesienia dla “normalności” w debacie publicznej. Jak wskazywała dr Matilde Rosina Brunel University of London i LSE. Przez to odwrócenie raz wprowadzonych zaostrzeń staje się politycznie coraz trudniejsze.
Prowadzi to do przesunięcia politycznego Okna Overtona – czyli zakresu poglądów uznawanych za dopuszczalne w głównym nurcie debaty publicznej – wyraźnie w prawo.
Kemi Badenoch, która jeszcze niedawno sprzeciwiała się wyjściu Wielkiej Brytanii z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, dziś otwarcie to popiera i prześciga nawet Reform w radykalizmie, obiecując deportację 150 tysięcy osób rocznie wobec propozycji Reform zakładającej 600 tysięcy deportacji w ciągu pięciu lat (czyli 120 tysięcy rocznie). W odpowiedzi Mahmood ogłosiła własne radykalne reformy ograniczające wsparcie dla osób ubiegających się o azyl.
Głębszą konsekwencją sukcesu Reform UK jest dalsze rozbicie systemu partyjnego.
Profesor Justin Fisher z Brunel University of London mówi mi,
„wyniki potwierdzają dwa strukturalne trendy w brytyjskiej polityce: wzrost systemu wielopartyjnego i dominację koalicji w samorządach lokalnych”.
Z kolei dr Rosina przypomina, że twardsza polityka imigracyjna Labour odzwierciedla poważną presję ze strony Reform UK. Jednak zbyt duże przesunięcie w prawo grozi wyobcowaniem części własnej bazy wyborczej.
Efekt ten dobrze ilustruje przykład londyńskiej dzielnicy Brent, w której mieszkam. Brent zajmuje czołowe miejsce wśród najbardziej zróżnicowanych etnicznie obszarów w Wielkiej Brytanii. Jest też tradycyjną ostoją Labour, zasilaną przez klasę pracującą.
Choć Reform UK nie zdobyło tam w wyborach lokalnych ani jednego mandatu, Labour straciło niemal połowę miejsc w radzie (z poziomu 49 radnych na 57 miejsc w radzie w poprzedniej kadencji utrzymało zaledwie 23) głównie na rzecz Zielonych (którzy zadebiutowali w Brent), Liberalnych Demokratów i Partii Konserwatywnej.
To zjawisko wpisuje się w szerszy ogólnokrajowy trend: Labour traci z lewej strony na rzecz Zielonych w miastach i z prawej na rzecz Reform UK w tak zwanych heartland areas, czyli tradycyjnych robotniczych bastionach na północy Anglii i w Walii.
Politolożka badająca procesy prekaryzacji pracy, pracę kobiet oraz dyskursywne wykluczenie grup mniejszościowych. Współpracuje badawczo z Centrum Badań nad Partycypacją Kobiet w Przestrzeni Publicznej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 2019 roku mieszka i pracuje w Londynie, obecnie jako Communications and Marketing Manager na Imperial College London. Specjalizuje się w upowszechnianiu wyników badań naukowych i transferze wiedzy do praktyki społecznej.
Politolożka badająca procesy prekaryzacji pracy, pracę kobiet oraz dyskursywne wykluczenie grup mniejszościowych. Współpracuje badawczo z Centrum Badań nad Partycypacją Kobiet w Przestrzeni Publicznej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 2019 roku mieszka i pracuje w Londynie, obecnie jako Communications and Marketing Manager na Imperial College London. Specjalizuje się w upowszechnianiu wyników badań naukowych i transferze wiedzy do praktyki społecznej.
Komentarze