0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Wlodek / ...

Teorie spiskowe nie są wynalazkiem mediów społecznościowych, ale internet pozwala im rozprzestrzeniać się szybciej i na niespotykaną wcześniej skalę. Dlaczego jedne z nich przyjmują się w całej Europie, a inne nabierają lokalnego charakteru? Co sprawia, że w Polsce szczególnie dobrze rezonują narracje o zdradzie, zewnętrznym zagrożeniu i spisku przeciwko narodowej wspólnocie? I jaką rolę w ich rozpowszechnianiu odgrywają politycy oraz media?

O mechanizmach teorii spiskowych, ich europejskich i polskich odmianach oraz o tym, czy i jak można im przeciwdziałać, w podkaście Drugi Rzut Oka Anna Wójcik rozmawia z dr Elżbietą Drążkiewicz z Uniwersytetu w Lund, która kieruje grantem Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych poświęconym teoriom spiskowym w Europie.

Anna Wójcik: Czym właściwie jest teoria spiskowa? Często używamy tego pojęcia potocznie i intuicyjnie, nie zastanawiając się dokładnie, co ono oznacza.

Elżbieta Drążkiewicz: Teoria spiskowa to przekonanie czy pogląd, który tworzy dość rozbudowaną wizję świata. Zgodnie z nią pewna grupa osób, nie jedna osoba, ale właśnie grupa, wspólnie tworzy plan i realizuje go w ukryciu. Ważne jest więc to, że działanie odbywa się poza sferą publiczną i że stoją za nim złe zamiary.

Mamy zatem celowe, zaplanowane i ukryte działanie grupy. Z teorią spiskową wiąże się również bardzo silne poczucie zagrożenia. Chodzi o przekonanie, że spisek jest wymierzony nie tylko we mnie jako jednostkę, ale w grupę, z którą się identyfikuję albo którą reprezentuję. Może chodzić o grupę etniczną, religijną, polityczną, wiekową czy określoną ze względu na płeć.

Teorie spiskowe zawierają też bardzo silny element binarnego postrzegania świata: podział na dobrych i złych.

Dzisiaj bardzo dużo mówimy o teoriach spiskowych w kontekście mediów społecznościowych i tego, jak łatwo się tam rozprzestrzeniają. Czy we współczesnych teoriach spiskowych jest jednak coś rzeczywiście nowego? Przecież same teorie spiskowe towarzyszą nam od zawsze.

Mamy obecnie tendencję do obwiniania mediów społecznościowych i całej sfery cyfrowej za bardzo wiele problemów. Tymczasem z naszych badań jasno wynika, że sfera online nie istniałaby bez sfery offline.

Kiedy myślimy o teoriach spiskowych rozpowszechnianych w internecie za pomocą memów, komentarzy czy tekstów, bardzo często okazuje się, że nawiązują one do poglądów i narracji obecnych wcześniej albo równolegle w świecie offline: w kościołach, na uczelniach, w szkołach, w wypowiedziach polityków, w parlamentach czy w rodzinach. Nie można więc myśleć o sferze online w oderwaniu od offline.

Nowa jest natomiast skala i prędkość, z jaką treści mogą się dzisiaj rozprzestrzeniać, a także ogromna dynamika środowiska internetowego.

Przeczytaj także:

Czy można wskazać wspólne mianowniki teorii spiskowych występujących w różnych krajach Europy? Czy istnieją teorie specyficznie europejskie albo przynajmniej takie, które mają wyraźny wymiar ponadnarodowy?

Jednym z ważnych pytań, które stawiamy w naszych badaniach, jest właśnie to, czy teorie spiskowe są czymś uniwersalnym i można je znaleźć właściwie w każdej społeczności, czy też są fenomenem charakterystycznym dla określonych regionów lub grup.

Wydaje nam się, że są bardzo szeroko rozpowszechnione na świecie. Jednocześnie, żeby teoria spiskowa zdobyła popularność, musi rezonować z lokalnymi uwarunkowaniami: historią, pamięcią kulturową, bieżącymi wydarzeniami i lokalną kulturą.

W naszym projekcie długo zastanawialiśmy się, jaką teorię wybrać, żeby można ją było analizować w wielu krajach europejskich. Początkowo pojawił się pomysł QAnon, bardzo widocznego w Stanach Zjednoczonych i świecie anglojęzycznym, a także na przykład w Niemczech. Koledzy i koleżanki z Bałkanów, Słowacji, Polski czy państw bałtyckich byli jednak sceptyczni, bo tam znaczenie QAnon było znacznie mniejsze.

To zresztą ciekawy przykład pokazujący, jak teorie spiskowe przemieszczają się między krajami. QAnon pojawił się najpierw jako temat w amerykańskich mediach, potem trafił do Wielkiej Brytanii. Kiedy pracowałam w Irlandii, zaczęłam dostawać pytania od irlandzkiej prasy, choć w mojej ocenie QAnon nie był wtedy w Irlandii istotnym zjawiskiem. W pewnym sensie zainteresowanie zostało tam współtworzone przez media. Pokazuje to, że teorie spiskowe nie zawsze rodzą się organicznie w danym społeczeństwie. Media, a czasami także naukowcy, mogą przyczyniać się do ich popularyzacji przez samo zwracanie na nie uwagi.

Ostatecznie zdecydowaliśmy się badać teorię „wielkiego zastąpienia”. Zakłada ona, że społeczeństwa europejskie są celowo zastępowane przez ludność przybywającą z Bliskiego Wschodu i Afryki. Migracja nie jest w tej narracji procesem społecznym czy gospodarczym, ale elementem świadomie przygotowanego planu, którego celem ma być zniszczenie europejskiej cywilizacji, w odwecie za kolonializm.

Na pierwszy rzut oka wydawało się, że będzie to dobry temat do badań porównawczych, ponieważ lęk przed migracją występuje w wielu krajach europejskich. Okazało się jednak, że teoria ta ma w poszczególnych państwach bardzo różną popularność i przyjmuje odmienne formy.

W Wielkiej Brytanii czy Niemczech można było obserwować jej bardziej klasyczną wersję. W Polsce, Słowacji, krajach bałtyckich czy na Bałkanach jej oddziaływanie wygląda inaczej, między innymi dlatego, że państwa te zajmują inne miejsce na migracyjnej mapie Europy.

W Polsce sama klasyczna teoria „wielkiego zastąpienia” nie była aż tak silnie obecna w internecie, natomiast niezwykle popularny stał się jej lokalny wariant: lęk przed ludnością ukraińską. Pojawia się w nim przekonanie, że Ukraińcy przyjdą, zniszczą polską kulturę, wypchną Polaków z Polski albo sprawią, że Polacy staną się we własnym kraju obywatelami drugiej kategorii.

Jakie jeszcze współczesne teorie spiskowe są szczególnie widoczne w Europie?

W wielu krajach występują teorie związane z rolą Unii Europejskiej i strachem przed „Brukselą”. Bardzo rozpowszechnione są teorie antysemickie i antymuzułmańskie.

Mnie i mojego kolegę Pawła Hardoša ze Słowacji szczególnie zainteresowały teorie dotyczące mniejszości LGBTQ+, na przykład narracje o „gay lobby” czy „gender lobby”. W naszej ocenie są one szeroko rozpowszechnione w Europie, ale niezwykle rzadko określa się je mianem teorii spiskowych.

Częściej mówi się o nich jako o elementach wojny kulturowej, różnicy poglądów czy sporu ideologicznego. Tymczasem często zawierają wszystkie charakterystyczne elementy myślenia spiskowego.

Czy Polska jest szczególnie podatna na teorie spiskowe, na przykład ze względu na swoją historię albo strukturę społeczną? Czy coś wyróżnia nas na tle Europy czy choćby naszych najbliższych sąsiadów?

W Polsce lubimy czasami myśleć, że u nas wszystko jest wyjątkowe albo gorsze. Tymczasem Polska nie różni się aż tak bardzo od innych krajów europejskich, zwłaszcza od państw naszego regionu.

Są jednak pewne cechy charakterystyczne. W polskich teoriach spiskowych bardzo silnie występuje poczucie bycia ofiarą i poczucie zagrożenia. Pewne formy polskiego nacjonalizmu i polskiej tożsamości narodowej są mocno zakorzenione w przekonaniu, że Polska znajduje się pod ciągłą presją – ze strony Niemiec, Rosji, Brukseli czy rzekomego „gejowskiego lobby”.

To poczucie zagrożenia jest reprodukowane w edukacji, obchodach świąt narodowych i dyskursie publicznym. Polska ma ciągle stać na barykadach, walczyć i bronić się. To tworzy bardzo podatny grunt dla teorii spiskowych, ponieważ, jak mówiłam na początku, poczucie zagrożenia jest jednym z ich podstawowych elementów.

W przypadku najbardziej radykalnych form polskiego nacjonalizmu można wręcz powiedzieć, że mają one charakter konspiracyjny. Opierają się na wizji świata, według której siły zewnętrzne bez przerwy próbują Polskę zniszczyć.

To pokazuje też pewne długie trwanie tych narracji. Nawet jeśli pojawiają się nowe tematy – gender czy LGBT – mechanizmy pozostają podobne.

Warto najpierw powiedzieć, że teorie spiskowe dotyczące genderu tylko pozornie są bardzo nowe. W rzeczywistości wykorzystują znacznie starsze wzory myślenia o zewnętrznym wrogu, który chce zniszczyć polską kulturę czy polski katolicyzm.

To są schematy kulturowe związane z tym, czym jest Polska, polskość i jak opowiadamy sobie własną historię. Możemy je cofać bardzo daleko, choćby do narracji o Targowicy, zdradzie i zagrożeniu. Dlatego historia i sposób kultywowania pamięci są niezwykle istotne dla zrozumienia polskich teorii spiskowych.

Kto właściwie promuje w Polsce teorie spiskowe? Czy są to przede wszystkim politycy, czy raczej osoby funkcjonujące gdzieś na marginesach internetu?

Można powiedzieć: wszyscy i nikt. Z naszych badań, i dotyczy to całej Europy, nie tylko Polski, wynika jednak jednoznacznie, że jednymi z najważniejszych aktorów rozpowszechniających teorie spiskowe są politycy.

Polskę od takich krajów jak Niemcy, Wielka Brytania czy Szwecja odróżnia przede wszystkim poziom społecznego przyzwolenia na spiskowe interpretowanie wydarzeń politycznych, społecznych czy ekonomicznych.

W państwach Europy Zachodniej wiele teorii – antysemickich, antyimigranckich czy klimatycznych – także istnieje, ale jest mniejsze przyzwolenie na wyrażanie ich wprost w debacie publicznej. Politycy muszą więc stosować bardziej wyrafinowane metody, na przykład tak zwany dog whistle, czyli komunikat skierowany do określonego elektoratu, którego znaczenie nie jest wypowiedziane bezpośrednio.

Polityk może na przykład, mówiąc o kryzysie mieszkaniowym, stwierdzić: „Wszyscy wiemy, kto za to odpowiada”. Nie musi powiedzieć „imigranci”. Osoby podzielające jego antyimigranckie przekonania doskonale rozumieją, o kogo chodzi.

W Polsce często nie trzeba nawet tego robić. Politycy mogą mówić znacznie bardziej bezpośrednio, używając otwarcie rasistowskiego języka czy wskazując konkretne grupy. Mechanizm pozostaje jednak ten sam.

Nie tylko politycy, ale też organizacje społeczne czy publicyści promujący takie narracje. W europejskiej przestrzeni publicznej funkcjonują dziś nawet autorzy propagujący teorię „wielkiego zastąpienia” czy postulaty tak zwanej remigracji.

Razem z Pawłem Hardošem napisaliśmy artykuł, który rozpoczyna się od zamachu terrorystycznego na klub LGBTQ+ Tepláreň w Bratysławie. Zginęły tam dwie osoby, a jedna została ranna. Zdecydowaliśmy wtedy, że nie będziemy wymieniać z imienia i nazwiska sprawcy.

Myślę, że podobną zasadę można przyjąć w rozmowie o propagatorach teorii spiskowych. Nie zawsze warto dawać takim osobom dodatkową przestrzeń czy zachęcać odbiorców do ich wyszukiwania.

Droga prowadząca ludzi do zaangażowania się w teorie spiskowe jest bardzo skomplikowana. W badaniach i rozmowach o historiach rodzinnych widzimy, że zwyczajni, funkcjonujący normalnie ludzie mogą w pewnym momencie bardzo głęboko wejść w ten świat. Nie musimy więc dodatkowo podpowiadać im, gdzie szukać tego rodzaju treści.

Poza tym ludzie się zmieniają. Ktoś, kto dzisiaj szerzy teorię spiskową, jutro może zmienić zdanie. Ktoś, kto dzisiaj tego nie robi, za rok może wyrosnąć na jednego z głównych propagatorów.

Dla mnie ciekawsze jest więc mówienie o grupach i mechanizmach. Myślenia spiskowego naprawdę trudno całkowicie uniknąć. Może ono pojawiać się wśród lekarzy, przedstawicieli różnych Kościołów i wspólnot religijnych, nauczycieli, akademików, a oczywiście także w naszych rodzinach – wśród przysłowiowych wujków i cioć.

Jak w takim razie możemy jako odbiorcy mediów, w tym społecznościowych, rozpoznawać teorie spiskowe? Skoro ich podstawowe mechanizmy są bardzo stare i ciągle się odradzają, to czy walka z nimi nie jest z góry skazana na porażkę? Może po prostu musimy nauczyć się z nimi żyć?

Wielu ludzi rzeczywiście nauczyło się z nimi żyć. Prowadziliśmy w Szwecji badania, w których pytaliśmy respondentów o ich własne, domowe sposoby radzenia sobie z teoriami spiskowymi.

Dużo rozmawiamy o regulowaniu sfery online, ale przecież pozostaje jeszcze offline. Prawo ma tu bardzo ograniczone możliwości. Są sytuacje wyjątkowe, w których kłamstwo może rodzić konsekwencje prawne, ale bardzo trudno byłoby stworzyć generalną regulację teorii spiskowych.

Jednocześnie teorie spiskowe mogą bardzo mocno wpływać na relacje międzyludzkie. Są radykalne i często przekraczają to, co uznajemy za dopuszczalne w normalnej debacie politycznej.

W Polsce mamy przy tym stosunkowo duże przyzwolenie na spekulowanie i spiskowe tłumaczenie wydarzeń. Do najpopularniejszych teorii należą na przykład te dotyczące roku 1989, lat 80. i transformacji: pytania o to, co „naprawdę” się wtedy wydarzyło. To wciąż dla nas bardzo świeża historia. Widać to zarówno po liczbie książek wydawanych na ten temat, jak i po intensywności politycznych sporów.

Takie dyskusje odbywają się również w rodzinach i mogą prowadzić do bardzo poważnych konfliktów. Szwedzcy respondenci opowiadali nam na przykład, że jeśli osobą wierzącą w teorie spiskowe jest mąż czy żona, czy inna osoba najbliższa, trzeba jakoś nauczyć się z tym funkcjonować. Ludzie unikają wtedy określonych tematów, wiedząc, że wywołają one ogromne emocje.

Jeśli jednak chodzi o dalszego krewnego czy znajomego, część osób po prostu zrywa kontakt. To również jest pewien sposób wyznaczania granic tego, co jesteśmy gotowi akceptować.

Nie musi to jednak oznaczać wyłącznie odcinania się od ludzi. Szczególnie w przypadku młodych osób można jasno powiedzieć: „Nie akceptuję takich poglądów. Nie chcę antysemickich, anty-LGBTQ czy wymierzonych w inne mniejszości wypowiedzi w moim otoczeniu”. Wyznaczenie granicy może mieć znaczenie.

W przypadku osób starszych albo takich, które mają już bardzo ugruntowane przekonania, może to być trudniejsze. Krytykę mogą wręcz uznać za kolejny dowód na to, że mają rację.

Jeden z uczestników naszych badań opowiedział mi bardzo ciekawą historię. Miał dwóch znajomych. Jednego uważał za rozsądnego i dobrze poinformowanego, a drugi wierzył w rozmaite teorie spiskowe. Kiedy więc trafiał na jakąś nową informację i nie wiedział, co o niej sądzić, pytał obu. Jeśli pierwszy mówił: „Nie, to raczej nieprawda”, a drugi: „Tak, oczywiście, że to prawda”, uznawał, że najprawdopodobniej ma do czynienia z teorią spiskową.

To pokazuje, że ludzie tworzą własne, bardzo praktyczne sposoby radzenia sobie z tym zjawiskiem.

Wspomniała pani, że na poziomie prawa bardzo trudno walczyć z kłamstwami, opiniami czy przekonaniami poszczególnych osób. Co zatem powinno robić państwo? I czy na poziomie Unii Europejskiej podejmowane są w ogóle jakieś działania poza finansowaniem badań naukowych nad tym zjawiskiem?

To bardzo trudne pytanie, ponieważ jedną z głównych grup rozpowszechniających teorie spiskowe i korzystających na nich są politycy. Trudno oczekiwać od polityków, że stworzą prawo bezpośrednio uderzające w ich własne interesy.

Porównuję to czasem do walki z korupcją. Bardzo długo zajęło nam, w Polsce i innych krajach, stworzenie przepisów, które miały przeciwdziałać korupcji. Trzeba było przekonać polityków, że branie łapówek nie jest najlepszym sposobem budowania demokracji.

Teorie spiskowe są dodatkowo bardzo trudne do regulowania, ponieważ nie zawsze są zwykłym kłamstwem. Kto miałby rozstrzygać, co nim jest? Czy sąd miałby oceniać każde wypowiedziane zdanie jako prawdziwe albo fałszywe?

W przypadku zdrowia publicznego czy zmian klimatycznych jest to jeszcze stosunkowo proste, bo dysponujemy ogromnym materiałem naukowym. Wiemy, że szczepionki działają i że zmiana klimatu zachodzi.

Znacznie trudniej jest w przypadku teorii dotyczących na przykład wojny w Gazie czy wojny w Ukrainie. Wiele informacji pozostaje niejawnych, do części miejsc dziennikarze mają ograniczony dostęp, wielu rzeczy jeszcze nie wiemy. Granica między spekulacją, błędem a teorią spiskową może być więc znacznie trudniejsza do wyznaczenia.

To, co możemy robić jako obywatele i obywatelki, a także jako politycy, którym zależy na jakości demokracji, to jasno mówić: nie chcemy takiej jakości debaty publicznej.

Przez lata badacze teorii spiskowych podkreślali, że samo określenie kogoś mianem zwolennika teorii spiskowych może być bardzo stygmatyzujące. Jeśli nazwę kogoś „szurem”, mogę go całkowicie zdyskredytować i właściwie zakończyć możliwość rozmowy.

A przecież ludzie mogą wierzyć w różne teorie spiskowe bez złych intencji. To coś innego niż celowa dezinformacja. Ludzie mogą rzeczywiście obawiać się migracji albo mieć poczucie, że nie wszyscy w takim samym stopniu skorzystali na transformacji po 1989 roku. Szukają odpowiedzi, nie zawsze znajdują wiarygodne wyjaśnienia u naukowców czy polityków i w rezultacie tworzą własne interpretacje. Takich osób nie należy automatycznie dyskredytować.

Co innego jednak, kiedy polityk zdobywa popularność dzięki rozpowszechnianiu teorii o „trans lobby”, LGBTQ+, Żydach czy innych grupach. Wtedy być może trzeba rzeczy nazywać po imieniu: powiedzieć, że dany polityk rozpowszechnia teorię spiskową i zastanowić się, czy rzeczywiście powinniśmy zapraszać go do mediów i zapewniać mu kolejne platformy do jej głoszenia.

W naszych badaniach widzieliśmy, że najpopularniejsze wpisy na Facebooku, Twitterze czy innych platformach bardzo często nie są oryginalnymi treściami napisanymi specjalnie do internetu. To fragmenty wystąpień polityków, którzy wcześniej zostali zaproszeni do popularnego programu telewizyjnego, przemawiali w parlamencie, występowali w kościele albo w innym ważnym miejscu publicznym. Dostali mikrofon i możliwość przedstawienia swoich poglądów, a dopiero potem fragment takiego wystąpienia trafia do internetu, gdzie zaczyna żyć własnym życiem i zdobywa jeszcze większą popularność.

Dlatego odpowiedzialność nie spoczywa wyłącznie na platformach społecznościowych. W pewnym momencie wszyscy musimy powiedzieć: basta. Nie chcemy, żeby takie teorie były u nas rozpowszechniane. Możemy nie zapraszać szerzących je polityków do mediów, nie głosować na nich czy nie traktować ich jako normalnych partnerów politycznych.

Na zdjęciu Anna Wójcik
Anna Wójcik

Pisze o praworządności, demokracji, prawie praw człowieka. Prowadzi podcast OKO.press "Drugi rzut OKA na prawo". Współzałożycielka Archiwum Osiatyńskiego i Rule of Law in Poland. Doktor nauk prawnych.

Komentarze