0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Wade Payne/Invision/APWade Payne/Invision/...

Zmarła we wtorek w wieku 80 lat Dolly Parton była ucieleśnieniem amerykańskiego snu. Wychowana w ubogiej, wielodzietnej rodzinie robotników rolnych, podbiła nie tylko Nashville, stolicę country, ale Nowy Jork i Hollywood, stolice amerykańskiej i światowej kultury. Zawsze wierna swojemu południowemu pochodzeniu, Parton potrafiła odnaleźć się w każdej sytuacji. Bywała aktorką, filantropką, standuperką, przedsiębiorczynią, prowadzącą programy telewizyjne, ikoną ruchów LGBT.

Przede wszystkim była niezwykle uważną i utalentowaną autorką piosenek, która w kilku słowach potrafiła oddać skomplikowane losy swoich bohaterów tak, że każdy potrafił się z nimi utożsamić.

Gdy spojrzy się na życie Parton przez pryzmat liczb, można dostać zawrotu głowy. 49 albumów, 3 tysiące piosenek, 100 milionów sprzedanych płyt. Dwie nominacje do Oskarów, sześć Złotych Globów, 11 Grammy (na 55 nominacji), trzy Emmy. 500 milionów dolarów majątku. Dla niej najważniejsze było życie na własnych zasadach.

Jedna walizka, jedno marzenie

Jako dziecko zainspirowała się wizerunkiem lokalnej pracownicy seksualnej – burza blond loków, buty na wysokim obcasie, wystylizowane paznokcie, ekstrawaganckie, kolorowe ubrania – i pozostała mu wierna aż do końca. Na krytykę zawsze odpowiadała błyskotliwym humorem. „Czy wiesz, jak dużo trzeba wydać, by wyglądać tak tanio?” – powtarzała w wywiadach.

Dzień po zdaniu matury wyjechała z rodzinnej miejscowości u stóp Appalachów do Nashville z jedną walizką i jednym marzeniem – zostania gwiazdą.

Tam poznała Carla Deana, skromnego chłopaka, robotnika (jak i ona), swojego przyszłego męża. Przeżyli razem prawie 60 lat, aż do jego śmierci w ubiegłym roku. Przez siedem lat śpiewała w zespole legendy country Portera Wagonera, choć marzyła o własnej karierze. Gdy ta nabrała rozpędu, zerwała niekorzystny kontrakt z kontrolującym wszystko muzykiem, ale najpierw napisała na pożegnanie „I Will Always Love You” (której nie chciała oddać Elvisowi, żądającemu połowy tantiem). W latach 80. zaczęła grać w filmach, ale po kilku latach i sukcesach stwierdziła, że to nie jest zajęcie dla niej. Zresztą i tak później otwarcie przyznawała, że Hollywood był jej potrzebny przede wszystkim jako kolejna platforma do promocji własnych piosenek.

Kroniki losów kobiet

To one były najważniejsze, bez nich nie byłoby fenomenu Dolly Parton. Pierwsze napisała podobno już jako kilkuletnie dziecko, jako szesnastolatka komponowała dla innych. Z tego zajęcia utrzymywała się przez pierwsze lata w Nashville, zanim podpisała kontrakt na własny album. A gdy już zaczęła wykonywać swoje piosenki, nie unikała kontrowersyjnych tematów, rzucających kobiecą perspektywę w zmaskulinizowanym świecie country. Jej pierwszy przebój, „Dumb Blonde” napisany co prawda przez Carly'ego Putnama, już ujawnia tę odwagę. Wciela się w nim w dziewczynę zdradzaną przez partnera, który uważa, że nic złego nie robi, że ona niczego nie zauważa. Na co Parton odpowiada, że przecież nie jest taką głupią blondynką, jak on sobie myśli.

Na swoim drugim albumie „Just Because I'm a Woman” Parton w utworze tytułowym porusza nierówne traktowanie przedmałżeńskich doświadczeń kobiet i mężczyzn.

Inspiracją była prawdziwa rozmowa, którą przeprowadził z nią mąż. "Moje błędy nie są gorsze od twoich, tylko dlatego, że jestem kobietą”, śpiewa. W „The Bridge” pisze poruszającą historię nastolatki w niechcianej ciąży, porzuconej przez chłopaka, która na tytułowym moście chce ze sobą skończyć.

Piosenki Parton to kroniki kobiecych losów. Jest ich obrończynią i głosem, z uwagą i delikatnością, ale i humorem opowiada o nawet najbardziej wstrząsających tematach – przemocy, alkoholizmie. Śpiewa o wszystkich aspektach bycia kobietą w konserwatywnym społeczeństwie. Choć unikała nazywania się feministką („Nie jestem feministką, jestem kobieca” – to kolejny z jej wielu bonmotów), zawsze stała po stronie kobiet. W przeciwieństwie np. do Loretty Lynn, dziesięć lat starszej gwiazdy gatunku, która w wywiadach powtarzała, że żona powinna być posłuszna swojemu mężowi.

Nie tylko muzyka

Dolly na swój sposób, poprzez piosenki walczyła z nierównym traktowaniem kobiet i mężczyzn. „Niech kobiety żyją, jak chcą, a mężczyźni niech im w tym nie przeszkadzają”, tak mogłoby brzmieć jej motto życiowe. „9 to 5” można interpretować nie tylko jako sprzeciw wobec dyskryminacji kobiet w miejscach pracy, ale również jako ogólnopracowniczy, antykapitalistyczny protest song. Często wracała w swoich piosenkach do czasów dzieciństwa, ciężkich, biednych, wypełnionych znojem, ale szczęśliwych (choć w „In the Good Old Days (When Times Were Bad)” śpiewa wprost, że nigdy by do nich nie wróciła). To one uformowały Dolly, jej poczucie sprawiedliwości, odpowiedzialności za innych, potrzeby zrozumienia każdego bez oceniania.

Nie sposób pisać o piosenkach Parton bez wspomnienia o dwóch, które napisała podobno tego samego dnia: „Jolene” i „I Will Always Love You”. Obie mają niezliczone wersje, obie od dawna nie są kojarzone tylko z Parton. Tę pierwszą – lament żony, której związkowi grozi tytułowa ruda seksbomba – wykonywali i garażoworockowy duet The White Stripes, raper Lil Nas-X, czy Beyonce (ze zmienionym tekstem, całkowicie wywracającym sens piosenki). W internecie można znaleźć jej tysiące coverów. Tej drugiej nowe życie dała Whitney Houston i zapewniła Parton ogromny zastrzyk gotówki. A ona już dobrze wiedziała, co z nią zrobić. Jej biznesy wykraczały daleko poza muzykę. Najsłynniejszym jest Dollywood, park rozrywki wzorowany na jej życiu w wiejskim Tennessee, działający od 1985 roku.

Połączyć podzieloną Amerykę

Parton to, co zarobiła, oddawała swojej lokalnej społeczności, co w kraju, gdzie filantropia często zastępuje państwo, musiało się podobać. Nigdy nie zapomniała, skąd jest, nigdy nie pozbyła się południowego zaśpiewu, zawsze mówiła z akcentem. Nie wyrzekła się swojej tożsamości. Za to kochano ją całym sercem w Tennessee. W swoim rodzinnym hrabstwie ufundowała ośrodek walki z uzależnieniami, stypendia dla licealistów, by zachęcić ich do ukończenia szkoły. Ojciec Parton nigdy nie nauczył się czytać i pisać, więc jej fundacja Imagination Library (Biblioteka wyobraźni) wspiera czytelnictwo u dzieci z najbiedniejszych rodzin. Do 2018 roku rozdała ponad 100 milionów książek. Pracownikom Dollywood pokrywała koszty studiów. W pandemii przekazała milion dolarów na prace nad szczepionką na koronawirusa.

Jak nikt inny potrafiła połączyć podzieloną Amerykę.

Gorąco wierząca w Boga i chrześcijańską miłość, wspierała mniejszości zgodnie z zasadą „kochaj bliźniego jak siebie samego”. Jako jedna z pierwszych postaci z wiejskiej, konserwatywnej Ameryki opowiedziała się za prawami osób LGBT, już w latach 70. W 2005 nagrała piosenkę do filmu o transpłciowych Amerykanach i Amerykankach. Jej bombastyczny wizerunek sprawił, że pokochało ją środowisko drag queens, ze wzajemnością. „Bardzo łatwo jest się za mnie przebrać. Wystarczy blond peruka i duże piersi” żartowała. Starała się kochać każdego, w 1991 roku w piosence „Family” śpiewała: „Niektórzy to kaznodzieje, inni to geje, niektórzy to uzależnienie, pijacy i włóczędzy, ale do nikogo nie odwracam się plecami, gdy są rodziną”.

Pomnik Dolly Parton

Od partyjnej polityki trzymała się z daleka, co obie strony miewały jej za złe. Potrafiła odmówić zarówno Donaldowi Trumpowi, jak i Joemu Bidenowi. Nigdy nie poparła otwarcie żadnego kandydata. Hołd złożyli jej i obecny prezydent, i wszyscy żyjący jego poprzednicy. Politycy obu partii wyrażają swój smutek i miłość do blondynki z Tennessee.

A makeshift memorial honoring Dolly Parton in Sevierville, Tenn., Wednesday, Aug. 26, 2026. (AP Photo/Camden Hall)
Miejsce upamiętniające Dolly Parton w Sevierville w stanie Tennessee, środa, 26 sierpnia 2026 r., AP Photo/Camden Hall.

Od lat zajmowała najwyższe miejsce w rankingach zaufania, w ostatnim tylko 5 proc. zapytanych Amerykanów miało na jej temat negatywne zdanie. Kochali ją głosujący na Demokratów, Republikanów, niezależni wyborcy, biali, czarni, Latynosi. W 2020 roku w apogeum protestów spod znaku Black Live Matters padł pomysł, by pomniki konfederackich generałów w Tennessee zastąpić statuami Parton, prawdziwej amerykańskiej ikony. Skromnie odmówiła, tłumacząc, że to nie czas i miejsce, by stawiać ją na piedestale.

Po jej śmierci postaci, które spajają spolaryzowane amerykańskie społeczeństwo, jest coraz mniej.

Michał Wieczorek

Dziennikarz muzyczny, współpracownik mediów polskich (Dwutygodnik.com, Radiowe Centrum Kultury Ludowej, Czas Kultury, „POLITYKA”, "Ruch Muzyczny") i zagranicznych („Songlines”, Bandcamp Daily). W latach 2024-25 redaktor naczelny polskiej edycji europejskiej platformy kulturalnej arte.tv.

Komentarze