Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: fot. Rada Europejska, 2026fot. Rada Europejska...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Państwa Unii Europejskiej nie zamierzają na razie wysyłać misji na Bliski Wschód, by zabezpieczać żeglugę w Cieśninie Ormuz, bo jest tam wciąż zbyt niebezpiecznie – wynika z ustaleń czwartkowego (19 marca 2026) szczytu Unii Europejskiej w Brukseli. Są gotowe na organizację takiej misji po tym, jak wojna się nieco uspokoi.

Nie ma też woli do tego, by rozszerzać mandat misji Aspides, która obecnie działa na Morzu Czerwonym, gdzie zabezpiecza żeglugę przed atakami rebeliantów Huti z Jemenu, ani na żadne militarne zaangażowanie, by wesprzeć USA i Izrael w prowadzonej przez nich wojnie przeciwko Iranowi.

– To nie nasza wojna – podtrzymują liderzy UE.

O szczególną ostrożność w tej sprawie apelowała do liderów UE podczas czwartkowego szczytu w Brukseli szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas.

– Wybuch wojny przypomina romans – łatwo się w to wplątać, a trudno się z tego wyplątać – mówiła Kallas podczas spotkania.

Przeczytaj także:

Bez konfrontacji z USA

– Sytuacja w regionie jest niezwykle poważna. Powoduje ogromną niestabilność, cierpienie i rosnące zagrożenia wykraczające daleko poza granice samego regionu. Dlatego potrzebujemy jak najszybszej deeskalacji i ograniczenia [działań wojennych – red.] oraz ochrony ludności i infrastruktury cywilnej – mówiła po szczycie szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa wezwał do przestrzegania zasad prawa międzynarodowego, a także do natychmiastowego wprowadzenia moratorium na ataki wymierzone w infrastrukturę cywilną, w szczególności energetyczną i wodną ze względu na bezpieczeństwo ludności cywilnej.

Jednak w konkluzjach ze spotkania unijnych liderów próżno szukać bezpośrednich wezwań wobec USA i Izraela do powstrzymania rozlewu krwi na Bliskim Wschodzie. Pomimo że prowadzona przez nich wojna jest całkowicie nielegalna.

Zamiast tego unijni liderzy wzywają do „złagodzenia napięć i zachowania maksymalnej powściągliwości”, „ochrony ludności cywilnej i infrastruktury cywilnej” oraz „pełnego przestrzegania prawa międzynarodowego, w tym zasad Karty Narodów Zjednoczonych i międzynarodowego prawa humanitarnego, przez wszystkie strony”.

Jeśli jakiś kraj wywoływany jest z nazwy, to jest to tylko Iran.

W konkluzjach ze szczytu czytamy, że Rada Europejska „zdecydowanie potępia masowe ataki zbrojne Iranu wymierzone przeciwko krajom regionu i wyraża solidarność z dotkniętymi nimi państwami”, a także „wzywa Iran i jego sojuszników do natychmiastowego zaprzestania tych ataków oraz do poszanowania suwerenności i integralności terytorialnej krajów regionu”.

To Iran jest też wzywany do zaprzestania wrogich działań w Cieśninie Ormuz, by możliwe było przywrócenie międzynarodowej żeglugi.

Jak wynika z relacji unijnych dyplomatów o tym, co się działo za zamkniętymi drzwiami, to m.in. prezydent Emmanuel Macron mówił o tym, że trzeba powstrzymać Izrael przed eskalacją. Do zawarcia ostrzejszych sformułowań w konkluzjach – jak wynika z doniesień Politico – gotowa była też Belgia, Irlandia i Hiszpania. Ale nie udało się tego przeforsować w związku z postulowaną przez większość ostrożnością.

Europa bez wpływu na Bliski Wschód

Przywódcy zgodzili się, że ustanowienie misji do zabezpieczenia Cieśniny Ormuz jest w tym momencie zbyt niebezpieczne. Obecny na szczycie sekretarz generalny ONZ proponował, by państwa członkowskie zaplanowały działania, które będzie można wdrożyć w momencie, gdy działania wojenne ustaną lub przynajmniej wyraźnie się uspokoją.

Do przewodzenia takiej misji chętna jest Francja, o czym po szczycie mówił prezydent Emmanuel Macron. Gotowość udziału deklarują m.in. Niemcy, Holandia i Włochy.

– Gdy sytuacja się uspokoi, Francja jest gotowa, wraz z innymi krajami, wziąć na siebie odpowiedzialność za system eskorty statków w cieśninie, w ramach misji, która nie ma na celu użycia siły i która będzie wymagała konsultacji z Iranem (…) Nie będziemy jednak uczestniczyć w żadnym siłowym otwarciu cieśniny w momencie trwających działań wojennych i bombardowań – mówił Macron.

Uczestniczący w szczycie po raz pierwszy nowy premier Holandii Rob Jetten przyznał po spotkaniu, że przywódcy UE są świadomi bardzo ograniczonego wpływu, jaki Europa ma na sytuację na Bliskim Wschodzie.

– Wpływ Europy na tę wojnę jest bardzo ograniczony, ale obawy z nią związane są poważne. W ostatnich dniach wyraźnie widać, że rośnie liczba ataków na platformy wiertnicze lub obiekty magazynowania energii, co może mieć znaczący wpływ na światowe ceny energii. Dlatego też pojawiają się zdecydowane apele do walczących stron, by przynajmniej zaprzestały ataków na tego rodzaju infrastrukturę – relacjonował Jetten po zakończeniu szczytu.

Friedrich Merz podkreślał, że poza apelami Europa nic więcej nie może teraz zrobić.

– Wzywamy strony do zakończenia walk, powstrzymania ataków na infrastrukturę cywilną i energetyczną oraz do otwarcia cieśniny Ormuz i umożliwienia bezpieczniej żeglugi – powtórzył kanclerz Niemiec

Przywódcy poruszyli też kwestię szczególnej sytuacji Cypru, który na początku marca został zaatakowany irańskimi dronami. Drony uderzyły w brytyjskie bazy wojskowe na wyspie. Kaja Kallas, szefowa unijnej dyplomacji, która jest także odpowiedzialna za europejską politykę bezpieczeństwa, zaproponowała opracowanie konkretnych planów wykorzystania klauzuli wspólnej obrony zawartej w art. 42 p. 7 Traktatu o Unii Europejskiej.

Artykuł 42 ust. 7 Traktatu o Unii Europejskiej (TUE) to tzw. klauzula wzajemnej obrony. Stanowi, że jeśli państwo UE stanie się ofiarą zbrojnej agresji na swoim terytorium, pozostałe kraje członkowskie mają obowiązek udzielić pomocy i wsparcia wszelkimi dostępnymi środkami, zgodnie z art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych. Może być alternatywa dla art. 5 skonfliktowanego wewnętrznie przez USA NATO.

Obniżyć ceny energii

Przywódcy UE zgodzili się też, że gwałtowny wzrost cen energii w związku z wojną na Bliskim Wschodzie wymaga wdrożenia pilnych działań ochronnych.

Państwa członkowskie mają otwartą drogę do przyjmowania krótkoterminowych rozwiązań, których celem jest ograniczenie wpływu rosnących cen paliw na gospodarstwa domowe.

Przywódcy UE chwalili się, że działają szybciej, niż w przypadku wojny w Ukrainie. Wtedy ponad osiem miesięcy zajęło uzgodnienie możliwych działań. Teraz po niecałym miesiącu od wybuchu wojny na stole leżą już konkretne propozycje. Przy czym każde państwo członkowskie będzie samo decydowało o tym, jakie środki zastosować.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przedstawiła cztery możliwe obszary działań. – Tam, gdzie to możliwe, wprowadzamy natychmiastowe ulgi. Tam, gdzie to konieczne – zmiany strukturalne – tłumaczyła.

Zapewniła też, że obecnie fizyczne bezpieczeństwo dostaw w Unii Europejskiej jest zapewnione oraz że Europa dysponuje dużymi zapasami.

Będzie pomoc publiczna

Jeśli chodzi o bezpośrednie ograniczenie samych kosztów surowców energetycznych, które stanowią największą część ostatecznej ceny energii – średnio w UE jest to 56 proc., to

państwa członkowskie mogą korzystać z mechanizmów pomocy publicznej, aby rekompensować wzrost kosztów nośników energii.

– Zamierzamy dodatkowo zwiększyć elastyczność zasad pomocy publicznej w tym zakresie – mówiła von der Leyen. Państwa członkowskie już opracowują krajowe tarcze mające ograniczać wpływ kosztów paliw na wytwarzanie energii elektrycznej.

Drugim składnikiem ceny są opłaty sieciowe, które stanowią średnio około 18 proc. ostatecznej ceny energii. W tym obszarze Komisja Europejska przygotowuje propozycję legislacyjną mającą na celu zwiększenie efektywności infrastruktury sieciowej oraz umożliwienie państwom członkowskim obniżenia opłat sieciowych dla przemysłów energochłonnych.

Trzecim elementem są podatki i opłaty parafiskalne, które w Unii Europejskiej stanowią średnio około 15 proc. ceny energii elektrycznej, przy czym sytuacja w tym zakresie znacznie potrafi bardzo różnić się między państwami członkowskimi. W niektórych przypadkach energia elektryczna jest opodatkowana znacznie wyżej niż gaz – nawet piętnastokrotnie. Dlatego Komisja Europejska proponuje obniżenie stawek podatkowych na energię elektryczną tak, by była ona opodatkowana niżej niż paliwa kopalne.

Ostatnim elementem jest cena emisji CO₂. Komisja Europejska w najbliższych dniach ma przedstawić szczegóły rozwiązań krótkoterminowych, obejmujących m.in. aktualizację wskaźników referencyjnych dla bezpłatnych przydziałów uprawnień oraz zwiększenie rezerwy stabilności rynkowej, aby ograniczyć zmienność cen.

Przywódcy przestrzegli jednak otwarcie, że mimo wszystko konsumenci powinni spodziewać się w najbliższych tygodniach – w zależności od długości trwania konfliktu na Bliskim Wschodzie – ogólnego wzrostu cen.

– Ze względu na bardzo zróżnicowany miks energetyczny w poszczególnych państwach członkowskich nie możemy stosować jednego uniwersalnego podejścia. Działania muszą być dostosowane do sytuacji w poszczególnych państwach i mieć charakter tymczasowy – podkreślała von der Leyen.

Będzie pomoc dla Ukrainy?

Kluczowym tematem rozmów na czwartkowym szczycie UE była też kwestia pomocy finansowej dla Ukrainy na lata 2026-2027. Pierwsza transza uzgodnionych w grudniu 2025 roku pożyczek reparacyjnych w wysokości 90 mld euro miała popłynąć do Ukrainy w kwietniu. Rozwiązanie blokuje jednak premier Węgier Viktor Orbán, który zapowiada, że nie cofnie swojego weta, dopóki Ukraina nie przywróci działania uszkodzonego przez Rosjan rurociągu Przyjaźń, przez który na Węgry płynie rosyjska ropa.

Przywódcom UE nie udało się skłonić Orbána do zmiany zdania. Mimo to

szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapewniła po szczycie, że UE dowiezie obietnicę daną Ukrainie.

– Dowieziemy te pożyczki, w taki czy inny sposób – mówiła szefowa KE po szczycie. Przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa dodał, że nikt nie może nas szantażować i że działanie Orbána jest niedopuszczalne.

W grudniu 2025 roku Węgry zgodziły się na pomoc dla Ukrainy, pod warunkiem, że będą wyłączone z udzielania gwarancji pożyczek. Ten sam wyjątek wynegocjowały Czechy i Słowacja. Teraz – ze względu na konflikt z Ukrainą w związku z uszkodzeniem rurociągu Przyjaźń – Orbán zmienił zdanie.

Aby wypłata wsparcia finansowego dla Ukrainy na rok 2026 i 2027 była możliwa, Węgry muszą zatwierdzić w Radzie UE modyfikację obecnie obowiązujących wieloletnich ram finansowych (czyli siedmioletniego budżetu UE). Nowy instrument pomocowy dla Ukrainy musi być bowiem wpisany do unijnej ustawy budżetowej. Zmiana wymaga jednomyślności.

Komisja Europejska nie ujawnia na razie, w jaki sposób miałoby to być możliwe. Zapewnia jednak, że służby prawne pracują nad rozwiązaniem.

Nie ma planu B

O tym, że KE szuka rozwiązania, mówił po zakończeniu szczytu m.in. kanclerz Niemiec Friedrich Merz.

– Poprosiliśmy Komisję o przeanalizowanie dalszych propozycji dotyczących tego, w jaki sposób możemy zapewnić wypłatę tej pożyczki. Na razie pozostawiam tę sprawę w gestii Komisji, a także sekretariatu i służb prawnych. Staramy się znaleźć sposoby i środki, które pozwolą nam wypłacić pożyczkę Ukrainie – powiedział kanclerz Niemiec.

Premier Holandii Rob Jetten zapewniał, że nie ma planu B.

– Nikt nie myśli o planie B. Jest umowa z grudnia o pakiecie finansowania dla Ukrainy i mamy zamiar ją implementować – powiedział holenderski premier.

Premier Belgii Bart de Wever podkreślił w odniesieniu do działań Viktora Orbána: pacta sunt servanda, czyli z łac. umów należy dotrzymywać.

– Opowiadamy się za zasadą, że gdy tylko Rada podejmie decyzję, należy ją bezzwłocznie wdrożyć. Nie możemy ponownie otwierać debaty tylko dlatego, że coś się wydarzyło, co się komuś nie podoba (...) To niedopuszczalne. Nie udało nam się wprawdzie podjąć decyzji dziś, ale jesteśmy optymistami, że uda nam się ją wdrożyć w ciągu miesiąca. Kontynuujemy również prace nad 20. pakietem sankcji [na Rosję – red.] – mówił Bart de Wever.

To mógł być ostatni szczyt premiera Viktora Orbána. Jeśli w kwietniu 2026 przegra wybory parlamentarne – a na to wskazują węgierskie sondaże – to w najbliższym czasie nie pojawi się już na szczycie UE, na co liczy ogromna część uczestników tych spotkań.

Trzeba dokończyć budowę jednolitego rynku

Ważną częścią dyskusji na szczycie była też kwestia europejskiej konkurencyjności. Europejscy przywódcy ustalili, że

budowa jednolitego rynku powinna zakończyć się do końca 2027 roku.

W związku z tym do końca roku zakończyć się mają prace m.in. nad dyrektywą o wzajemnym uznawaniu kwalifikacji zawodowych, co ma zagwarantować mobilność pracowników w całej Europie, a także mają zostać przyjęte konkretne decyzje dotyczące rozwoju unii rynków kapitałowych, czyli tzw. unia oszczędności i inwestycji.

Poza tym do końca roku planowane jest wdrożenie niezbędnych przepisów umożliwiających rozwój cyfrowego euro oraz postępować mają prace nad uproszczeniem europejskich przepisów w ramach tzw. omnibusa.

Wzmacnianie europejskiej konkurencyjności zakłada też kontynuowanie działań na rzecz dywersyfikacji partnerstw międzynarodowych UE, aby chronić europejskie łańcuchy wartości i zmniejszyć zależność strategiczną. Przywódcy stawiają też na dość daleko posuniętą protekcję gospodarczą, czyli ochronę produkcji w Europie w sektorach strategicznych zgodnie z ideą „Made in Europe”.

Liderzy UE zdecydowali się przełożyć na kwiecień dyskusję nad nowym wieloletnim budżetem UE na lata 2028-2034. W tej sprawie Komisja Europejska przedstawiła już wniosek, gdzie proponuje szereg dość głębokich zmian w konstrukcji europejskiej kasy, m.in. wzmocnienie stosowania zasady warunkowości, by w ten sposób mobilizować państwa członkowskie do przestrzegania zasad członkostwa w UE.

;
Na zdjęciu Paulina Pacuła
Paulina Pacuła

Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.

Komentarze