Wybory w USA. Wojna, drożyzna i poczucie utraty kontroli
Miliony Amerykanów już zagłosowały. Demokraci liczą na odzyskanie Kongresu i możliwość zajrzenia ekipie prezydenta w papiery. Pomóc mogą im wyborcy, którzy jeszcze dwa lata temu głosowali na Trumpa. Przyglądamy się temu w Ohio.
„Ludzie wciąż są wściekli, podstawowe problemy się pogłębiły, życie kosztuje coraz więcej. Znów zechcą ukarać urzędującego prezydenta” – mówi mi w Cincinnati Dani Isaacsohn, przywódca demokratycznej mniejszości w Izbie Reprezentantów stanu Ohio. Reprezentuje część Cincinnati, ale opisuje mechanizm, który zdecydowanie wykracza poza jego stan.
Amerykanie regularnie wymieniają ludzi u władzy i czekają, aż poprawi się ich życie.
Do wyborów 3 listopada został niecały tydzień. Amerykanie wybiorą wszystkich 435 członków federalnej Izby Reprezentantów, część Senatu, a także gubernatorów i stanowe parlamenty. Dla Trumpa stawką jest swoboda rządzenia przez drugą połowę kadencji. Utrata choćby jednej izby Kongresu da demokratom możliwość blokowania ustaw i prowadzenia dochodzeń dotyczących jego administracji. Prezydent pozostanie w Białym Domu, ale skończy się sytuacja, w której jego partia kontroluje obie izby.

Komentarze