Wyciek danych z MyDr. Co wiemy? Nie wszyscy pacjenci zostali okradzeni po równo
Z MyDr hakerzy pobrali blisko 2 terabajty danych. Tego nie pobiera się w sekundę, proces musiał trwać dni, a może i tygodnie. Fakt, że ataku nie wykryto odpowiednio wcześnie, budzi ogromne wątpliwości – mówi OKO.press prezes UODO Mirosław Wróblewski.
- Wiemy już, że wyciek dotyczy danych do 2024 roku i nie objął wszystkich w jednakowym stopniu. Wiemy, że niektóre z dużych sieci medycznych już znają szczegóły i były w stanie potwierdzić na przykład, że tylko kilka ich placówek ucierpiało, nie wszystkie. Wiemy, że w niektórych przypadkach doszło do wycieku tylko pewnych kategorii danych.
- Na dzisiaj fakty są takie: danych w sieci nie ma, więc nie ma też pilnej potrzeby sprawdzania ich statusu w rządowym systemie bezpiecznedane.gov. Ten mechanizm uruchamia się dopiero wtedy, gdy pliki stają się publiczne. Wobec tego sprawdzanie ich statusu w tym momencie będzie po prostu stratą czasu ze strony obywateli.
Minister Gawkowski się myli
Mamy potężny wyciek danych 19 mln osób, w tym niezwykle wrażliwych danych medycznych. I mamy chaos. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski od kilku dni odsyła Polaków do portalu bezpiecznedane.gov.

Komentarze