UE w końcu postanowiła przestać ignorować fakt, że miliony Europejczyków mają trudności ze znalezieniem mieszkania, na które ich stać. W naszym pierwszym międzynarodowym podcaście próbujemy zidentyfikować przyczyny tego stanu rzeczy i szukamy sposobów na zażegnanie kryzysu
Według danych Komisji Europejskiej, 82 miliony obywateli UE (co piąty) wydaje na mieszkanie ponad 40 proc. swoich miesięcznych dochodów, podczas gdy zalecane jest nieprzekraczanie progu 30 procent.
Jak wskazuje KE w swoim raporcie, od 2013 roku do 2023 ceny nieruchomości w UE wzrosły o ponad 60 proc., a w krajach takich jak Portugalia, Litwa, Czechy, Estonia, Węgry, Bułgaria czy Polska nawet o 200 proc. w ciągu dekady. Czynsze w tym czasie wzrosły średnio o 20 proc., w dużych miastach znacznie bardziej.
Jednocześnie 20 proc. mieszkań pozostaje niezamieszkanych, a tylko 6-7 proc. zasobów mieszkaniowych Unii Europejskiej to mieszkania socjalne.
Komisja szacuje, że Europa będzie musiała budować ponad dwa miliony mieszkań rocznie, aby zaspokoić obecny popyt. To o około 650 tys. rocznie więcej ponad to, co budujemy obecnie. Koszt takiej dodatkowej inwestycji to 153 miliardy euro rocznie.
Ale pieniądze to za mało, żeby rozwiązać europejski kryzys mieszkaniowy, który utrudnia mobilność pracowników, dostęp do edukacji i zakładanie rodzin, a także osłabia konkurencyjność gospodarki UE.
Wszystko to ma zostać przekute na konkrety w 2026 roku.
Opowiadamy o tym w pierwszym odcinku naszego podcastu „lens.EU – zbliżenie na to, co napędza europejską wspólnotę". Stworzyliśmy go wspólnie z naszymi partnerami z Łotwy, Chorwacji i Niemiec, którzy opowiadają o tym, jakie problemy mieszkaniowe są dla nas wspólne, a czym się różnimy.
Nagraliśmy go w języku angielskim, ale na OKO.press publikujemy wersję polską, tłumaczoną maszynowo. Poniżej znajdziecie również transkrypcję naszego podcastu:
Nazywam się Agata Kołodziej. Jestem reporterką polskiego portalu internetowego OKO.press, a to jest podcast lens.EU. LENS, czyli europejski serwis informacyjny w językach lokalnych, to konsorcjum dziewięciu organizacji działających w mediach i docierających bezpośrednio do odbiorców w sześciu krajach. Dyskutujemy o naszej wspólnej europejskiej teraźniejszości i przyszłości, o tym, co nas cieszy, co budzi niepokój, jak kraje Unii Europejskiej zamierzają rozwiązywać dzisiejsze problemy i jak planują naszą wspólną przyszłość. Zapraszam do pierwszego odcinka podcastu lens.EU – zbliżenie na to, co napędza europejską wspólnotę".
Czekamy na pierwszy w historii szczyt Unii Europejskiej z udziałem szefów państw lub rządów w sprawie mieszkalnictwa, który odbędzie się jeszcze w 2026 roku. Dlaczego? Miliony Europejczyków mają trudności w znalezieniu mieszkań, na które mogą sobie pozwolić. Według danych Komisji Europejskiej osiemdziesiąt dwa miliony Europejczyków, czyli co piąty, wydaje ponad 40 procent miesięcznego dochodu na mieszkanie, znacznie więcej niż zalecane 30 procent.
Kryzys mieszkaniowy utrudnia mobilność zawodową, dostęp do edukacji i zakładanie rodzin. Podważa to również konkurencyjność gospodarki Unii Europejskiej oraz naszą spójność społeczną.
To ogólne hasła. Jak to wygląda w praktyce? CORRECTIV.Europe przygotowało fascynującą analizę na ten temat. To międzynarodowa sieć niezależnych redakcji i lokalnych dziennikarzy z ponad trzydziestu pięciu krajów. Oddajmy głos Lilith Grull, międzynarodowej reporterce Correctiv Europe z Niemiec.
LIlith Grull: Na początku tego roku w CORRECTIV.Europe zbadaliśmy hipotezę, która na pierwszy rzut oka brzmi niemal niewiarygodnie. Czy to możliwe, że pielęgniarki w Europie nie mogą sobie pozwolić na życie tam, gdzie pracują? To, co odkryliśmy, jest głęboko niepokojące. W wielu miejscach ta hipoteza okazała się prawdziwa, a kiedy przyjrzeliśmy się Polsce, okazało się, że pielęgniarki mają szczególnie ciężko w dużych miastach, takich jak Warszawa. Tam miesięczna rata kredytu hipotecznego pochłonęłaby ponad 70 procent ich średniej pensji netto.
Aby dojść do tego wniosku, porównaliśmy ceny wynajmu i nieruchomości z zarobkami pielęgniarek w różnych krajach i regionach Europy. Na potrzeby tych badań przeprowadziliśmy dwie wielkie analizy danych.
Pierwszym krokiem było dokładne przeanalizowanie danych zebranych przez badaczy z projektu Aspen's House for All. Co tydzień sprawdzali oni internetowe ogłoszenia o wynajmie i sprzedaży w całej Europie od marca 2024 do marca 2025. Dzięki temu poznaliśmy sytuację w blisko stu tysiącach gmin i miast w całej Unii Europejskiej, a także w Norwegii, Islandii i Szwajcarii.
Warto zaznaczyć, że dane o wynajmie obejmują tylko prywatne mieszkania ogłaszane w internecie, więc nie uwzględniają na przykład mieszkań socjalnych czy wynajmu niekomercyjnego, choć mogą zawierać też dane o niektórych umeblowanych lokalach. Dlatego dane te nie odzwierciedlają całego rynku mieszkaniowego, ale pokazują, z czym prawdopodobnie mierzą się ludzie szukający nowego domu w internecie, bez osobistych kontaktów czy list oczekujących.
To samo dotyczy danych sprzedażowych, które obejmują tylko nieruchomości wystawione w sieci. Przyjrzeliśmy się zarówno czynszom, jak i cenom mieszkań, ponieważ w całej Europie większość ludzi posiada domy, w których mieszka.
W drugim kroku połączyliśmy analizę ogólnej przystępności cenowej mieszkań w Europie z zarobkami pielęgniarek. W tym celu zebraliśmy dane o płacach, pytając krajowe urzędy statystyczne o średnie krajowe lub regionalne.
Ostatecznie udało nam się odpowiedzieć na pytanie: czy pielęgniarki w Europie wciąż mogą sobie pozwolić na mieszkanie tam, gdzie pracują?
W ponad 15 procentach miast w Unii Europejskiej, a także w Norwegii, Islandii i Szwajcarii, pielęgniarki po prostu nie zarabiają wystarczająco, by pozwolić sobie na małe, czterdziestopięciometrowe mieszkanie, niezależnie od tego, czy chcą je wynająć, czy kupić. Innymi słowy, ustaliliśmy, że
między marcem 2024 a marcem 2025 roku co siódme miasto w Europie było nieosiągalna cenowo dla pielęgniarek, a w ponad jednej trzeciej europejskich miast zakup nawet małego mieszkania był poza ich zasięgiem.
Można zadać sobie pytanie, dlaczego wybraliśmy właśnie pielęgniarki? To przykład grupy zawodowej o średnich zarobkach w Europie. Ponadto to wykwalifikowane specjalistki wykonujące pracę, od której zależy każde społeczeństwo, o czym przypomniała nam pandemia COVID-19.
Ale szczerze mówiąc, jeśli nawet pielęgniarki nie mogą pozwolić sobie na mieszkanie w regionie, w którym pracują, to dzieje się coś znacznie poważniejszego. Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, ostrzegają, że brak przystępności cenowej mieszkań odbiera perspektywy obecnym i przyszłym pokoleniom. Franziska Silke z projektu House for All podaje przykład, że ludzie mogą wstrzymywać ważne decyzje życiowe, takie jak założenie rodziny, zamieszkanie z partnerem czy podjęcie pracy w innym mieście.
Franziska Silke i inni eksperci zauważają, że koszty mieszkań stają się też problemem gospodarczym. Ostrzegają, że młodych specjalistów nie stać już na życie w dużych miastach, przez co firmom trudniej znaleźć pracowników.
My, CORRECTIV, jesteśmy niemiecką redakcją, więc naturalnie przyjrzeliśmy się sytuacji tutaj. W siedmiu z dziesięciu największych miast Niemiec ceny najmu były nieosiągalne dla pielęgniarek. Problem jest szczególnie dotkliwy w południowych Niemczech i wokół dużych ośrodków miejskich, gdzie szpitale już teraz z trudem pozyskują personel.
Dlatego jednym z miast, na których się skupiliśmy, był Fryburg. Rozmawialiśmy z Andreasem Bernhardem. Jest on dyrektorem do spraw pielęgniarstwa w klinikach Artemed. Mówi, że szpitale we Fryburgu pilnie potrzebują pielęgniarek i opiekunów, ale wielu kandydatów nie może znaleźć niedrogiego mieszkania w pobliżu.
Miał właśnie taki przypadek. Pierwszego dnia pracy w klinice Andreasa Bernharda nowo zatrudniony pielęgniarz przyszedł z walizką. Nie dlatego, że po pracy wybierał się na urlop, ale dlatego, że nie miał gdzie mieszkać. Mimo pracy na pełen etat pielęgniarz nie mógł znaleźć przystępnego cenowo mieszkania blisko nowego miejsca pracy. Szpital tymczasowo umieścił go w hotelu, dopóki nie zwolniło się inne mieszkanie. Początkowo ta historia wydawała się wyjątkowa, ale podczas naszego pracy odkryliśmy, że to bynajmniej nie był odosobniony przypadek.
Niektóre szpitale w Niemczech wynajmują teraz mieszkania, by przyciągnąć pracowników, tak jak klinika Artemed, gdzie zatrudniony jest Andreas Bernhard. Postanowili nawet zatrudnić własnego pośrednika w obrocie nieruchomościami, aby rozwiązać ten problem.
Ale inne placówki medyczne we Fryburgu również mają problemy. Zaczęły współpracować, by pomagać pracownikom w znalezieniu mieszkania. To pokazuje, że kryzys mieszkaniowy to już nie tylko problem lokalowy. Staje się on problemem służby zdrowia, gospodarczym oraz społecznym. Gdy pracowników nie stać na mieszkanie blisko pracy, szpitale tracą personel, usługi publiczne słabną, a społecznościom trudniej przetrwać.
Dlaczego więc mieszkania w całej Europie stały się tak drogie? Jednym z głównych powodów jest ograniczona ilość gruntów przy stale rosnącym popycie, zwłaszcza w miastach. Inwestorzy kupują coraz więcej nieruchomości, buduje się zbyt mało nowych domów, a krótkoterminowy wynajem wakacyjny jeszcze bardziej podbija ceny. Niskie stopy procentowe w ostatnich latach oraz wzrost liczby jednoosobowych gospodarstw domowych również odegrały swoją rolę.
Sytuacja jest tak pilna, że zajął się nią Parlament Europejski i Komisja Europejska. Komisarz Unii Europejskiej do spraw mieszkalnictwa Dan Jørgensen ostrzegł nawet, że jeśli ludzie w całej Europie stracą stabilne warunki mieszkaniowe, zagrożona może zostać sama demokracja.W odpowiedzi Komisja Europejska wprowadziła swój pierwszy plan na rzecz dostępnych mieszkań, mający zwiększyć inwestycje i ułatwić budowę nowych domów. Czy ten plan się opłaci, przekonamy się w nadchodzących latach.
Agata Kołodziej: Liith wspomniała o planie dostępnych cenowo mieszkań stworzonym przez Komisję Europejską. Komisja podkreśla kilka kwestii.
Komisja szacuje, że Europa będzie musiała budować ponad dwa miliony domów rocznie, aby sprostać obecnym potrzebom, czyli o sześćset pięćdziesiąt tysięcy więcej niż obecnie budowany milion sześćset tysięcy. Dostarczenie tych dodatkowych domów wymagałoby inwestycji rzędu stu pięćdziesięciu trzech miliardów euro rocznie.
Nawiązując do danych Komisji Europejskiej o rosnących cenach mieszkań, dodam kilka danych z polskiej perspektywy. Może to być nieco kontrowersyjne, a przynajmniej zaskakujące. Sprawdziłam, czy mieszkania w Polsce rzeczywiście stały się w ostatnich latach tak drogie i nieosiągalne. Bo co właściwie oznacza, że jest drogo? Cena jest wysoka, jeśli zarobki pracowników są zbyt niskie.
Między 2006 a końcem 2024 roku średnia cena za metr kwadratowy w siedmiu największych miastach Polski wzrosła o 145 procent, a pensje w tym czasie wzrosły o 206 procent.
Co ważne, analizuję średnie wynagrodzenie nie w sektorze przedsiębiorstw, gdyż obejmuje ono tylko pracowników firm zatrudniających co najmniej dziesięć osób, lecz średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej, ponieważ odzwierciedla ono także zarobki pracowników mniejszych firm oraz całego sektora publicznego.
Przyjęłam te same założenia dla Warszawy, ponieważ to stolica, która przyciąga inwestorów i spekulantów na rynku mieszkaniowym bardziej niż inne miasta. Okazuje się, że średnie ceny transakcyjne mieszkań w Warszawie wzrosły o 120 procent między 2006 a 2024 rokiem, podczas gdy średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrosło o 206 procent.
I ponownie okazuje się, że od 2006 roku nasza zdolność do zakupu mieszkania znacząco wzrosła, a nie spadła.
Przeanalizowałam też Kielce, niezbyt duże miasto, mające poniżej 200 tysięcy mieszkańców, które na dodatek zmaga się z wyraźnym wyludnianiem. Zaskoczyło mnie, że wzrost cen mieszkań w Kielcach od 2006 roku był znacznie wyższy niż w dużych miastach, ale wciąż nie dogonił wzrostu płac. Średnia cena za metr kwadratowy mieszkania wzrosła tam o 201 procent od 2006 do 2024 roku, a płace o 206 procent.
Dlaczego wam to wszystko mówię? „Financial Times” napisał niedawno, że media społecznościowe mogą nasilać i utrwalać reakcje ludzi na trendy, takie jak trudności mieszkaniowe, sprawiając, że procesy trwające dekady wydają się nagłymi falami, co potęguje obawy gospodarcze i tworzy trwałe poczucie niepewności.
Więc może Europa nie ma problemu z cenami domów. Może głównym problemem jest luka czynszowa.
Nie każdy musi w życiu kupić dom lub mieszkanie, ale wielu nie stać też na wynajem komercyjny. Dlatego brak mieszkań socjalnych jest kluczowym problemem.
Jak dużym? Szacunki wskazują, że 35 procent gospodarstw domowych w Polsce znajduje się w luce czynszowej, co oznacza, że nie stać ich na zakup ani wynajem mieszkania czy domu.
To jednak tylko szacunki i tylko dla Polski. Zobaczmy, jak inne kraje europejskie definiują problemy mieszkaniowe.
Dzień dobry, nazywam się Arturs Guds i jestem dziennikarzem grupy TVNET na Łotwie. Tak, w całej Europie przystępność cenowa mieszkań stała się jednym z największych wyzwań społecznych i gospodarczych, ale charakter tego kryzysu różni się w zależności od kraju.
Jak zauważyłem, w Polsce debata skupia się głównie na rosnących cenach mieszkań i tym, czy wzrost płac za nimi nadąża. Na Łotwie wyzwanie ma charakter bardziej strukturalny. Według łotewskich wytycznych dotyczących przystępności cenowej mieszkań na lata 2023-2027, problemem nie są tylko ceny, ale także ogólny stan, jakość i dostępność lokali.
Jak zapewne wiecie, znaczna część łotewskich zasobów mieszkaniowych powstała w czasach radzieckich i szybko się starzeje. Wiele budynków wielorodzinnych jest energochłonnych i w złym stanie technicznym, podczas gdy dochody gospodarstw domowych pozostają poniżej średniej unijnej. W rezultacie wielu ludzi nie stać na nowoczesne mieszkania ani na inwestycje w remonty.
Jednym z najjaskrawszych wskaźników jest przeludnienie. Łotwa ma jeden z najwyższych wskaźników przeludnienia w Unii Europejskiej, blisko trzydzieści procent ludzi mieszka w przeludnionych domach.
Mierzymy się także z poważnym brakiem przystępnych cenowo mieszkań na wynajem, zwłaszcza poza Rygą. W wielu miastach regionalnych dostępnych jest niewiele nowoczesnych mieszkań. Wpływa to na mobilność pracowników i oczywiście na rozwój regionów, ponieważ ludziom trudno jest przeprowadzić się za pracą.
Kolejną ważną kwestią jest to, co nasi decydenci nazywają brakującym środkiem: gospodarstwa domowe, które zarabiają zbyt dużo, by kwalifikować się do pomocy społecznej, ale zbyt mało, by pozwolić sobie na dobre mieszkanie na warunkach rynkowych. Dotyczy to zwłaszcza młodych rodzin. Zakup pierwszego domu jest często trudny, ponieważ banki stosują surowe wymogi kredytowe, zwłaszcza w regionach, gdzie instytucje finansowe są ostrożniejsze w udzielaniu kredytów hipotecznych.
Jednocześnie wielu starszych mieszkańców zmaga się z kosztami ogrzewania w słabo izolowanych budynkach. Mieszkalnictwo społeczne i komunalne stanowi mniej niż dwa procent całkowitych zasobów mieszkaniowych Łotwy, a listy oczekujących na mieszkania komunalne pozostają długie.
Plany naszego rządu zakładają zwiększenie zasobów mieszkaniowych o około dziesięć tysięcy lokali rocznie, aby odnowić starzejącą się bazę mieszkaniową kraju. Niestety, obecny poziom pozostaje daleko poniżej tego celu.
Dlatego łotewskie wytyczne dotyczące przystępności cenowej mieszkań skupiają się na trzech głównych priorytetach.
Na koniec chciałbym dodać, że na szczeblu europejskim mieszkalnictwo jest coraz częściej postrzegane nie tylko jako kwestia społeczna, ale także jako wyzwanie gospodarcze i demograficzne. Łotwa jest bardzo dobrym przykładem tej szerszej europejskiej rzeczywistości, w której kryzys nie dotyczy już tylko rosnących cen, ale także starzejących się zasobów mieszkaniowych, nierówności regionalnych oraz długoterminowej zdolności ludzi do budowania stabilnego życia we własnym kraju.
Cześć. Nazywam się Irena Frlan Gašparović. Jestem dziennikarką chorwackiego portalu Telegram. Bardzo się cieszę, że rozmawiamy dziś o mieszkalnictwie, ponieważ stało się ono w Chorwacji jedną z kluczowych kwestii politycznych, niektórzy powiedzieliby nawet, że nareszcie. Jesteśmy w tej niezbyt dobrej sytuacji od dłuższego czasu, ale wygląda na to, że rząd miał nadzieję, iż rynek sam to naprawi. Cóż, zgadnijcie, co się stało? Nie naprawił.
Więc teraz władze śpieszą się, by znaleźć rozwiązania. Ale najpierw, żeby dać wam szybki obraz sytuacji: jeśli spojrzycie na statystyki, możecie pomyśleć: „Okej, nie jest tak źle”. Na przykład tylko niewielki odsetek populacji twierdzi, że koszty mieszkaniowe są dla nich zbyt dużym obciążeniem. Wygląda nawet na to, że radzimy sobie lepiej niż wielu innych w Unii Europejskiej.
Jest ku temu kilka powodów. Na przykład nasze rachunki za media są wciąż niższe. Wiele osób posiada własne mieszkanie lub dom, a różnice między poszczególnymi częściami kraju są ogromne, po prostu ogromne.
Ale jednocześnie młodzi ludzie w Chorwacji wyprowadzają się z domu rodzinnego średnio w wieku trzydziestu jeden i trzech dziesiątych roku. Tak, dobrze słyszeliście, to najwyższa średnia w całej Unii Europejskiej. Jak myślicie, dlaczego tak jest?
Ponadto w ciągu ostatnich kilku lat byliśmy wśród państw członkowskich Unii Europejskiej z najwyższym wzrostem cen nieruchomości. Jak wspomniałam, przystępność cenowa domu zależy w dużej mierze od miejsca zamieszkania. W niektórych małych miastach w Slawonii, czyli wschodniej części Chorwacji, można kupić dom za cenę, którą w Zagrzebiu zapłaciłoby się za mniej niż dziesięć metrów kwadratowych.
Według badań Instytutu Ekonomicznego, za równowartość średniego rocznego dochodu w 2024 roku można było kupić niemal całe mieszkanie w Iloku, mieście w Slawonii, ale zaledwie kilka metrów kwadratowych w niektórych miejscowościach na wybrzeżu Adriatyku.
O co tu chodzi? Moi koledzy zazwyczaj podkreślają kilka kluczowych czynników. Po pierwsze, oczywiście turystyka, jak w każdym innym śródziemnomorskim kraju, takim jak Hiszpania czy Włochy, a potem inflacja, która była i wciąż jest bardzo wysoka w Chorwacji. Osoby, które mogą sobie na zainwestowanie pozwolić, kupują mieszkania w Zagrzebiu lub na wybrzeżu, by chronić oszczędności przed inflacją, jako inwestycję lub by zarabiać na turystyce. Wiecie, co to oznacza dla cen, prawda?
Nie mamy więc problemu z brakiem mieszkań. Szacuje się, że blisko sześćset tysięcy mieszkań stoi pustych. Mamy problem z brakiem przystępnych cenowo domów, zwłaszcza w dużych miastach i miejscowościach nadmorskich, a jest to tym bardziej kłopotliwe, gdy wiemy, że rynek najmu to prawdziwy Dziki Zachód. Osoby wynajmujące nie mają żadnych gwarancji co do wysokości czynszu ani nawet tego, jak długo mogą zostać w lokalu.
Co więc robi nasz rząd? Jak wspomniałam, stało się to wreszcie palącym problemem politycznym, więc próbują znaleźć rozwiązania. Na przykład podatek od nieruchomości, zwrot podatku VAT za nowe mieszkania czy państwowy wynajem pustostanów.
Na razie jednak wszystko to ma bardzo ograniczony wpływ. Jeśli chodzi o rozwiązanie unijne, oczywiste jest, że na poziomie Unii Europejskiej nie może istnieć jedno rozwiązanie dla wszystkich. Jednak władze lokalne w Chorwacji mają nadzieję, że dostępne będą przynajmniej jakieś fundusze unijne na współfinansowanie budowy przystępnych cenowo mieszkań. Pytanie brzmi oczywiście, czy to wystarczy i czy stanie się to wystarczająco szybko?
Agata Kołodziej: Czas na wnioski. Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, wyjaśniła podczas konferencji prasowej w Strasburgu w zeszłym roku, że rozwiązanie problemu przystępności cenowej mieszkań na szczeblu europejskim to kwestia ochrony obywateli i naszych wartości. „Jak Europa ma być konkurencyjna, jeśli ludzie pracujący na pełen etat nie są w stanie się utrzymać?” – zapytała. Czy Unia Europejska ochroni swoich obywateli, czy też utknie z tym problemem na lata, aż rozwiąże go starzenie się i wymieranie zachodnich społeczeństw z powodów demograficznych?
Prawdopodobnie dowiemy się tego w nadchodzących miesiącach. Warto jednak podkreślić, że cel Komisji Europejskiej jest głębszy, a nagłe zainteresowanie mieszkalnictwem może mieć drugie dno. To sposób na przeciwdziałanie radykalizacji społeczeństw i rozbrojenie skrajnej prawicy. Tak, partie antyestablishmentowe na prawicy wykorzystują brak przystępnych cenowo mieszkań jako broń. Ich rozwiązanie kryzysu mieszkaniowego jest najczęściej owiane antyimigracyjną retoryką. Krótko mówiąc: mieszkania dla rdzennych mieszkańców, a nie dla przyjezdnych. Dlatego właśnie Geert Wilders doszedł do władzy w Holandii w 2023 roku. W Portugalii partia Chega, głosząca faszystowskie wartości, stała się główną siłą opozycyjną, napędzaną głównie krytyką niezdolności państwa do rozwiązania problemu rosnących cen nieruchomości.
Badania przeprowadzone przez Uniwersytet Oksfordzki wykazały, że wzrost czynszów doprowadził do zwiększenia poparcia dla Alternatywy dla Niemiec w miastach i obszarach metropolitalnych w Niemczech.
Organizacja Narodów Zjednoczonych ostrzegła już, że kryzys mieszkaniowy to kluczowy problem społeczny XXI wieku, dotykający nie tylko nisko zarabiających, migrantów i samotne matki, ale także klasę średnią.
Katrin Fleisch z Uniwersytetu we Florencji uważa, że spadek przystępności cenowej mieszkań idealnie wpisuje się w program skrajnej prawicy. Powiedziała brytyjskiemu dziennikowi The Guardian: „Łatwo jest zbudować narrację elity kontra lud”. Łatwo jest twierdzić, że "migranci są traktowani lepiej niż rdzenni obywatele”. Dlatego rozwiązanie problemu mieszkaniowego w Europie oznacza również osłabienie głosów radykalnej prawicy.
Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press
Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press
Komentarze