Byłej minister edukacji świat na opak. Okazuje się, że sukces gimnazjalistów w badaniach PiSA nie jest sukcesem gimnazjalistów, a 15-latków, którzy tylko przypadkowo uczyli się w gimnazjach, czyli w systemie sprzed reformy. A reforma? Udała się i według Anny Zalewskiej wiedzą to już wszyscy

„Udały się reformy, pani zdaniem?” – zapytał Annę Zalewską 3 stycznia 2020 dziennikarz Radia Wrocław. Była minister edukacji, dziś posłanka PiS w Parlamencie Europejskim, odpowiedziała z typowym dla siebie optymizmem.


[Dziennikarz: Udały się reformy, pani zdaniem?] "Nie tylko moim zdaniem, ale myślę, że już wszystkich". 

Anna Zalewska, Radio Wrocław - 03/01/2020

Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta


fałsz. W sondażu OKO.press źle oceniło ją 51 proc. Polek i Polaków. Z ziemią zrównali ją też: NIK, eksperci edukacyjni, nauczycieli i sami uczniowie


Najwyraźniej z dystansu sukces reformy edukacji jest dla Anny Zalewskiej jeszcze większy, niż wieszczyła jako minister edukacji. A jak jest naprawdę?

Sondaż IPSOS dla OKO.press z września 2019 roku pokazał, że krytycznych wobec zmian w szkolnictwie jest 51 proc. Polek i Polaków, a w elektoracie opozycji słupki niezadowolenia skaczą do: 73 proc. Co ciekawe – nawet co dziesiąty wyborca PiS reformę ocenia źle. Na szkolną piątkę – bardzo dobrze, czyli tak jak życzy sobie tego minister Zalewska – reformę oceniło zaledwie 14 proc. badanych.

Suchej nitki na zmianach wprowadzonych przez minister Zalewską nie zostawiła też kontrola NIK prowadzona w szkołach w 2019 roku:

  • w ponad 1/3 placówek oświatowych warunki pogorszyły się, a w ponad 50 proc. nie widać śladu obiecywanej „dobrej zmiany” (warunki ani się nie pogorszyły, ani nie poprawiły);
  • podstawy programowe były pisane pospiesznie, a 80 proc. autorów nie było rekomendowanych przez żadną instytucję edukacyjną;
  • szkoły wydłużyły prace – średnio do 11 godzin – co sprawiło, że dostępność zajęć pozalekcyjnych spadła o ponad połowę;
  • zwiększył się też odsetek nauczycieli wędrujących, czyli takich, którzy uzupełniają etat w dwóch, trzech lub nawet czterech szkołach.

Do tego dochodzi bałagan przy rekrutacji podwójnego rocznika. Obraz gniewu i krytyki uzupełniają relacje ekspertów edukacyjnych, nauczycieli i uczniów, które w OKO.press śledzimy od września 2018 roku.

„Miałam rację, policzyłam”. Znów wszystko nie tak

Dalej minister przeprosiła rodziców, uczniów i uczennice, ale nie za fatalną reformę, tylko za zachowanie „totalnej opozycji, która niepotrzebnie rozgrzała emocje”.

„Kiedy te emocje opadły, to okazało się, że wszystko to, co powiedziałam, że wszystko jest zaplanowane i policzone, po prostu się wydarzyło. Ostatnie emocje były związane m.in. z podwójnym rocznikiem. Kiedy mówiłam, że jest dramatyczny niż demograficzny i wszystkie dzieci się zmieszczą, to okazało się prawdą.

Więcej młodzieży, niż w ubiegłych latach, dostało się do szkół pierwszego wyboru”

– kwituje Zalewska.

To piramidalna bzdura. Minister musi wiedzieć, że skoro do szkół ruszył podwójny rocznik, czyli 731 tys. uczniów zamiast 359 tys., to w pierwszym naborze naturalnie dostanie się więcej uczniów.

Problem jest gdzie indziej – w liczbie uczniów, którzy nie dostali się do wybranych szkół w pierwszym naborze, a na ogłoszenie wyników musieli w niepewności czekać do końca wakacji. A tych było rekordowo dużo – w największych miastach aż 19 tys. uczniów i uczennic. W Warszawie progi punktowe podskoczyły nawet o 43 punkty. Są też szkoły, w których klasy tworzą wyłącznie z laureaci olimpiad przedmiotowych.

Wyjątkowo nieuczciwe jest też chwalenie się tym, że miejsce znalazł każdy uczeń. Dlaczego?

Po pierwsze, nie do oszacowania jest liczba osób, które w obawie przed konkurencją zrezygnowały z wymarzonej szkoły. Po drugie: nie można też pokazywać, że ogólna liczba miejsc w szkołach w kraju była wystarczająca do przyjęcia podwójnego rocznika, nie uwzględniają różnic geograficznych oraz podziału na typy szkół.

Największy problem był w naborze do liceów oraz najlepszych techników, głównie – w dużych miastach.

To właśnie tam rok do roku w  rekrutacji bierze udział nie tylko młodzież mieszkająca w mieście, ale też osoby z mniejszych miejscowości i wsi, które chcą uczyć się poza miejscem zamieszkania.

I wreszcie, fakt, że kryzys rekrutacyjny udało się opanować, jest jedynie zasługą samorządów i dyrektorów szkół, którzy wspólnymi siłami utworzyli dodatkowe oddziały, a na ostatniej prostej, by upchnąć uczniów w szkołach, dostawiali pojedyncze ławki i krzesła. A gdy samorządy szukały dodatkowych pieniędzy na uczniów, MEN zajmował się głównie dezinformacją.

Jak 15-latkowie przestali być gimnazjalistami

Według Anny Zalewskiej sukces reformy potwierdzają też wyniki badań PISA 2018 opublikowane w grudniu 2019 roku. Polscy uczniowie znaleźli się w nich w ścisłej czołówce krajów, gdzie młodzież ma najwyższe kompetencje matematyczne, przyrodnicze, a także interpretacyjne. Więcej pisaliśmy o tym tutaj:

Podobną narrację, o cudzie reformy, budowały już „Wiadomości TVP”, ale Anna Zalewska poszła krok dalej.

„Złośliwcy mówią, że to gimnazjaliści tak świetnie wypadli w badaniu i są w pierwszej trójce. Nie proszę państwa. To są badania 15-latków, nie gimnazjalistów”

– oznajmiła minister.

Jeśli ten jest złośliwcem, kto trzyma się faktów, to OKO.press czuje się wywołane do odpowiedzi.

15-latkowie przepytani przez PISA to właśnie uczniowie drugich i trzecich klas gimnazjów, których reforma dotknęła dopiero podczas rekrutacji do szkół średnich. Innymi słowy, całą edukację szli starym programem i systemem, czyli po sześciu klasach szkoły podstawowej ruszyli do gimnazjów.

W OKO.press pisaliśmy, że sukces polskich uczniów w PISA 2018, ma słodko-gorzki smak. Z jednej strony badania pokazały potencjał uczniów i nauczycieli, bardzo szybki skok kompetencji ze średniaków do pierwszej ligi, wzrost umiejętności cyfrowych, a także zmniejszenie odsetka uczniów z najsłabszymi wynikami.

Z drugiej strony, to ostatni rok, kiedy edukacja ogólna trwała dziewięć, a nie osiem lat, a uczniowie uczyli się według starych podstaw programowych.

„System 6 + 3 oznaczał 9 lat edukacji ogólnej, wspólnej dla wszystkich. Teraz wracamy do 8 lat, jak w PRL. Ciekawa jestem, czy w 2021 roku, gdy badane będą 15-latki po selekcji – ten do liceum, ta do technikum, ci do szkoły branżowej – uda się zachować wysoki poziom, czy też zniknie efekt wyrównywania szans i obniżymy loty.

Przed wprowadzeniem gimnazjów różnice między liceami a zawodówkami były ogromne, tak jakby fakt, że jesteś w »gorszej szkole« odbierał ci chęć do mierzenia się z niestandardowymi zadaniami i wiarę w siebie”

– mówiła OKO.press ekspertka edukacyjna Alicja Pacewicz.

"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Komentarze

  1. Janina Krakowowa

    Nie tylko Anna Zalewska. Jej zastępca, wiceminister Maciej Kopeć, wypowiedział się wczoraj na swoim profilu na fb dokładnie w tym samym duchu: Mamy lepszy wynik w PISA i to moja zasługa. Ani słowa komentarza, że badani byli przedostatni gimnazjaliści, którzy uszli przed reformą.

    Perfidia ukryta w wypowiedziach Zalewskiej i Kopcia to nie tylko stawianie sobie pomników cudzym kosztem. Oboje milczą o tym, że jeszcze niedawno negowali badania PISA. Wskazywali, że trend wzrostowy w stosunku do Polski nic nie pokazuje… Że to wręcz manipulacja ekspertów OECD. Że system trzeba przebudowywać.

    Tymczasem Maciej Kopeć od początku wiedział, że działania związane z reformą bardzo źle przysłużą się edukacji i dlatego przed walcem reformy uratował własną szkołę. To jedyny przypadek w Polsce.

    W Szczecinie w gmachu przy ulicy Unisławy mieści się słynne XIII LO, od r. 1999 pracujące w zespole z równie znakomitym gimnazjum nr 16. Konkursowy nabór uczniów, świetna kadra, internat i stypendia dające szanse uczniom z mniej zamożnych domów. To działało bezbłędnie. W trakcie reformy dla tej szkoły nagięto przepisy. Pozostawiono przy życiu gimnazjum nr 16 z jego autorskimi programami, profilowanymi klasami, systemem naboru, z mundurkami – jako szkołę podstawową z klasami VII i VIII. Ogłoszenie tej decyzji przez MEN (29 maja 2017) było celowo opóźnione by związać ręce innym szkołom. A było wielu chętnych na taki ratunkowy tryb. Wszystkim odmówiono.

    Skutki są dziś miażdżące – ocalone gimnazjum w Szczecinie bryluje we wszelkich konkursach, bo nie ma konkurencji. Widać to podczas konkursów przedmiotowych czy też podczas ogólnopolskich olimpiad, takich jak na przykład Olimpiada Matematyczna Juniorów…

    https://niedlachaosuwszkole.pl/2019­/12/27/xv-olimpiada-matematyczna-ju­niorow-statystyki-nie-klamia/

  2. Anna Wasilewska

    Jak zawsze fakty opinie i komentarze. Faktem jest, że cud-reforma jest autorstwa dwóch pań. O Minister Az można tylko powiedzieć, że jest bardzo dobrym urzędnikiem.
    Zdumiewające jest tylko, że bohaterki aktualnie znajdują się w PE i tam właśnie nie zajmują się zagadnieniami edukacyjnymi.
    Czyzby musiały odreagować psychicznie? Przecież minister Az doskonale wie jaki potencjał tkwi we współczesnej młodzieży i jak znamienita mogła być jej pomóc z optyki UE-jak zawsze brak konsekwentnej linii postępowania.

    • Mateusz Głazowski

      Szanowna wie o czym artykuł i nasze uwagi do niego? Zalewska to wstrętny człekopodobny twór, który swoją zawsze uśmiechnięta facjatą firmowała niszczenie edukacji w Polsce. Ona i jej mocodawcy nie mają pojęcia o współczesnym świecie, obowiązku ludzi dorosłych wobec dzieci i młodzieży. Gdzie te nowe pokolenia mają posiąść odpowiednią wiedzę jak poruszać się w otaczającej rzeczywistości. Moje Córki (8 i 11 lat) uczą się od 2017 roku w szkołach w Bonn więc wiem o czym piszę.
      Żal mi polskich dzieci wrzuconych do kotłów szkół w Polsce.

  3. Leon Mondrawski

    Nikt kto jest realistą i ma jako takie pojęcie o zarządzaniu nie brałby udziału w farsie jaką jest obecny i poprzedni rząd PiS-u.Ich krewni pewnie będą się za nich wstydzić do piątego pokolenia. Zalewska to wybitny typ, ale narcyza.

  4. KunNicolas .

    Mój komentarz nie dotyczy meritum tekstu, które jest bez zarzutu. Chciałbym zwrócić uwagę na warstwę językową artykułu, w którym autor -zapewne na polecenie swojego zwierzchnika – usiłuje forsować nowe obyczaje językowe w duchu neobolszewickiego feminizmu. Czytamy bowiem :"W sondażu OKO.press źle oceniło ją 51 proc. POLEK i POLAKÓW (podkr. moje)". Postproletariackie "elity", posługujące się słowem pisanym, usiłują przekierować na nowe tory – w rytm dyktatury macicy w bezmózgim, cielesnym obłogu – paradygmatyczne myslenie czytelników. Atoli, feministyczne bezmózgowie i głupota charakteryzują się tym, że są niekonsekwentne. Oto bowiem dalej, w tym samym tekście, znajdujemy taki oto passus: "badania pokazały potencjał uczniów i nauczycieli". Czy Anton Ambroziak toczy walkę wewnętrzną z własnymi przekonaniami? Czy tez może redaktor naczelny wykazał się brakiem spostrzegawczości, nie zmieniając – w feministycznym duchu – rzeczonego zdania na "badania pokazały potencjał uczennic, uczniów, nauczycielek i nauczycieli…" Skoro wybrało się ideologię tępej blondynki za ontologiczny wzorzec i jej absurdy w pakiecie, to trzeba być koherentnym…

    • Janina Krakowowa

      Nie jestem wielbicielką komplikowania języka w imię poprawności politycznej – sama tego nie robię w swoich tekstach i czasami mnie nadgorliwość razi u innych.

      Ale wytaczać takie działa? Po co ten przemądrzały ton, nasycenie kliku zdań tylu pseudonaukowymi zwrotami?

      Do zwykłych ludzi Pan piszesz, na przykład do mnie.
      W efekcie tego zacietrzewienia argumentacja szwankuje, bo czytelnik nie wie, czy faktycznie chodzi o neobolszewicki feminizm i desowietyzację języka, czy jedynie o dyktaturę macicy i ideologię tępej blondynki. Bo to dwie różne diagnozy. Według mnie obie na wyrost.

    • Jan Fasola

      No mi by się nie chciało marnować tyle czasu na tak pierdołowaty komentarz o niczym. Może ze 2-3 zdania bym skrobnął, max. No chyba, ze to jeden z tych tekstów płatnych o których czytałem, że troll w konfrontacyjnym tonie pisze o jakimś nieistniejącym szczególe artykułu żeby ściągnąć dyskutantów i zaburzyć normalną dyskusję, to OK. Pieniążki zawsze potrzebne.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press