Do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił wniosek ściganego byłego zastępcy Ziobry o wydanie listu żelaznego, który ma chronić go przed aresztowaniem. Wniosek miał podpisać Romanowski, który ma przebywać w Tyraspolu, stolicy zbuntowanego prorosyjskiego regionu Mołdawii
Informację o tym, że ścigany za aferę Funduszu Sprawiedliwości były wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski – na zdjęciu u góry – ukrywa się w stolicy Naddniestrza Tyraspolu, podało w środę 12 sierpnia 2026 roku radio RMF FM.
Informację potwierdza rzecznik Prokuratury Krajowej Przemysław Nowak i rzeczniczka Sądu Okręgowego w Warszawie ds. karnych Anna Ptaszek.
Wniosek o wydanie listu żelaznego wpłynął do stołecznego sądu 4 sierpnia. Miał być on sporządzony 12 lipca 2026 roku w Tyraspolu. Prokuratura i sąd znają adres, pod którym ma przebywać Romanowski – podano go we wniosku – ale go nie ujawniają. Wniosek na poczcie nadano 27 lipca. List ma stempel poczty w Bender. To miasto w zbuntowanej prowincji, niedaleko Tyraspola, przy granicy z Mołdawią.
Wniosek o list żelazny jest napisany na komputerze. Podpisany jest odręcznie jako Marcin Romanowski. Autor zapewnia, że obecnie przebywa w Tyraspolu w Naddniestrzu i chce dobrowolnie stawić się przed polskim sądem oraz brać udział w czynnościach procesowych przed prokuraturą i sądem.
Deklaruje, że będzie stawiał się na każde wezwanie i będzie przebywał w Polsce. Podał adres warszawski, pod którym może się zatrzymać. To hotel sejmowy. Obiecuje, że nie będzie też wpływał na postępowanie ws. afery Funduszu Sprawiedliwości.
Romanowski we wniosku pisze jeszcze, że chce swobodnie wykonywać mandat posła. I, że posługuje się paszportem wydanym na inną tożsamość. Podkreśla, że paszport ten wydano legalnie na podobnej zasadzie jak świadkom koronnym, by mógł bez przeszkód poruszać się poza terenem UE.
Prokuratura Krajowa z dużą rezerwą podchodzi do tego wniosku. Z informacji OKO.press wynika, że będzie sprawdzać, czy jest on autentyczny. Czyli, czy to Romanowski faktycznie go napisał, podpisał i wysłał do sądu. W tym celu może być np. opinia grafologiczna zlecona przez sąd. Bo ktoś może podszywać się pod Romanowskiego, by mu zaszkodzić.
Prokuratura nie wyklucza też, że wniosek może być prowokacją lub testowaniem polskiego sądu, jak się zachowa. I jeśli nawet to Romanowski napisał ten wniosek, to nie musi oznaczać, że jest on w Naddniestrzu.
Zastanawiające jest, że list do sądu ma stempel poczty w Bender, a nie z Tyraspola. Czy Romanowski podróżował? Czy może nadał go (i napisał) ktoś inny? W Bender mieszczą się rosyjskie służby specjalne. Może to tylko zbieg okoliczoności, a może nie.
OKO.press zapytało obrońcę Marcina Romanowskiego, czyli adwokata Bartosza Lewandowskiego, czy potwierdza, że jego klient jest w Naddniestrzu i że to on wysłał do sądu wniosek o list żelazny. Lewandowski odpowiedział nam sms-em, że jest na urlopie i nie zna wniosku. Dopytaliśmy czy potwierdza, że Romanowski jest w Naddniestrzu i czy wiedział, że chce on złożyć taki wniosek. Adwokat Lewandowski odpowiedział, że jest to obszar tajemnicy obrończej.
Jeśli jednak potwierdzi się, że to Marcin Romanowski napisał wniosek o list żelazny i ukrywa się w Naddniestrzu, to go ostatecznie skompromituje i pogrąży. Bo Naddniestrze to rosyjska enklawa pomiędzy Mołdawią i Ukrainą. Jest to długi na 200 kilometrów i szeroki na 6-38 kilometrów pas ziemi, położony na lewym brzegu Dniestru.
Enklawa oderwała się od Mołdawii na początku lat 90., gdy Mołdawia ogłosiła, że wychodzi z ZSRR. Enklawa ogłosiła niepodległość, ale nikt jej nie uznaje. Oderwanie się od Mołdawii było możliwe, bo stacjonowała tu 14. Armia sił zbrojnych ZSRR. Moskwa do dziś nie wycofała swoich wojsk.
Naddniestrze uznawane jest za tzw. czarną dziurę na mapie świata, powstałą po rozpadzie ZSRR, która z inspiracji Moskwy ma destabilizować Mołdawię i może być wykorzystana do ataku na Ukrainę od zachodu.
Były szef CBA Paweł Wojtunik na portalu X napisał, że przez 8 lat żył i pracował w Mołdawii. Podkreślił: „Poznałem specyfikę zbuntowanego terytorium Naddniestrza. Mogę potwierdzić, że nie da się tam wjechać bez zgody tamtejszego KGB, które jest zarządzane bezpośrednio przez ruskie GRU i FSB. A co dopiero tam zamieszkać…”.
Tajemniczo brzmi też zdanie z wniosku, który miał napisać Romanowski, że ma on paszport na fałszywą tożsamość. Jeśli byłaby to prawda, to kto miałby go wydać i z jakich powodów? Naddniestrze, Węgry Orbána? I czy Romanowski miałby złożyć w zamian jakieś zeznania lub dostać po prostu ochronę przed polską prokuraturą?
Jeśli to wszystko by się potwierdziło, oznaczałoby, że Romanowski w desperacji wjechał na de facto rosyjskie terytorium. I poszedłby drogą byłego sędziego Tomasza Szmydta, który wyjechał do Białorusi Łukaszenki. Byłoby to mocno obciążające dla wizerunku PiS, ale też ziobrystów i samego byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, który przed zarzutami za aferę Funduszu Sprawiedliwości uciekł do USA. Polska prokuratura będzie domagać się ekstradycji Ziobry.
Prokuratura Krajowa chce postawić zarzuty Zbigniewowi Ziobrze i jego byłemu zastępcy Romanowskiemu za aferę Funduszu Sprawiedliwości. Była partia Ziobry, Suwerenna Polska, traktowała Fundusz dla ofiar przestępstw jako swoisty fundusz wyborczy. Miliony przekazywano do okręgów polityków partii Ziobry.
Dawano też po uznawaniu milionowe dotacje dla organizacji bliskich partii Ziobry. Za te miliony chciano również zbudować własne media. Romanowski i Ziobro przed zatrzymaniem i aresztowaniem uciekli jednak na Węgry i gdy rządził tam jeszcze Orbán, dostali status uchodźcy.
Po zmianie władzy na Węgrzech Ziobro wyleciał do USA, gdzie został współpracownikiem prawicowej Telewizji Republika. Na jego wyjazd zgodziła się administracja Donalda Trumpa.
Z kolei Romanowski uciekł z Węgier i nie wiadomo gdzie jest. Spekulowano, że ukrywa się na Bałkanach lub w Turcji. A ostatnio były minister sprawiedliwości Adam Bodnar sugerował, że może ukrywać się w jakimś klasztorze, wszak Romanowski związany jest z Opus Dei. Organizacja jednak temu zaprzeczyła. Pojawiały się też publikacje, że Romanowskiemu w ukrywaniu się musi pomagać ktoś z Polski.
Wydanie listu żelaznego przez sąd regulują artykuły 281-284 kodeksu postępowania karnego. Sąd może go wydać na wniosek osoby przebywającej za granicą. Wydanie takiego listu skutkuje uchyleniem tymczasowego aresztu i Romanowski mógłby bez obaw o zatrzymanie przyjechać do Polski. W zamian musiałby współpracować z prokuraturą i sądem. List żelazny obowiązuje do czasu wydania prawomocnego wyroku.
Tyle że w sprawie afery Funduszu Sprawiedliwości nadal trwa śledztwo. Prokuratura ogłosiła Romanowskiemu zarzuty, ale nie skierowała do sądu aktu oskarżenia. Bo uciekł on z Polski. Obecnie są wystawione za nim list gończy i Europejski Nakaz Aresztowania. W sytuacji, gdy nadal trwa śledztwo, artykuł 281 paragraf 2 kodeksu postępowania karnego mówi, że list żelazny wydaje się na wniosek prokuratora lub przy braku jego sprzeciwu.
Czyli prokuratura musi dać zgodę na wydanie przez sąd takiego listu i jej stanowisko będzie kluczowe. Czy się na to zgodzi, jeśli potwierdzi się, że wniosek o list żelazny jest autentyczny? W praktyce list żelazny wydaje się osobom poszukiwanym, które mieszkają za granicą. A nie osobom, które przed zarzutami uciekły z Polski i się ukrywają.
Sądy takich listów żelaznych odmówiły byłemu prezesowi Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych Michałowi Kuczmierowskiemu, który przebywa w Wielkiej Brytanii. Nie zgadzała się na to prokuratura. Listu żelaznego nie dostał też Paweł Szopa, jeden z podejrzanych w sprawie śledztwa dotyczącego RARS. Też ukrywał się wcześniej za granicą.
Poza tym Marcin Romanowski swoją postawą pokazał, że jak dotąd był zdeterminowany, by unikać spotkania z polskim prokuratorem. I z tego powodu sąd zgodził się na jego tymczasowe aresztowanie i je przedłuża oraz wydał za nim ENA.
Nie wykluczone, że prokuratura wystąpi do Mołdawii, czy z jej terytorium Romanowski mógł wjechać do Naddniestrza.
Afery
Sądownictwo
Marcin Romanowski
Zbigniew Ziobro
Ministerstwo Sprawiedliwości
Prawo i Sprawiedliwość
Prokuratura Krajowa
Fundusz Sprawiedliwości
list żelazny
praworządność
rozliczenia PiS
Sąd Okręgowy w Warszawie
Tyraspol
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Komentarze