Czy politycy żałują dzieciom kotletów? Tłumaczymy, co tak naprawdę zmienia się na szkolnych stołówkach
Nowy rok szkolny przyniósł prawicy nowego wroga: roślinny obiad. Tymczasem rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia zmienia znacznie więcej niż liczbę schabowych na uczniowskim talerzu. Marta Dymek-Boniecka: „W podawaniu do posiłków warzyw i owoców jest również pewien aspekt sprawiedliwości społecznej i wyrównywania szans”.
„Ekipa rządząca przeprowadza zamach na suwerenność rodziców i zmusza dzieci do jedzenia bezsmakowych brei z fasoli” – tak w skrócie dałoby się przedstawić narrację, którą prawica próbuje opisać obowiązujące od początku nowego roku szkolnego zasady żywienia w szkołach.
Czym ma się objawiać ten terror? Ograniczeniem smażonych potraw, wprowadzeniem opcji roślinnych i określeniem konkretnej liczby dań mięsnych serwowanych każdego tygodnia. A to wszystko przy pomocy rozporządzenia Ministra Zdrowia z 16 lutego 2026 roku.
Zanim jednak złapiemy się wszyscy za głowy i zaczniemy się zastanawiać, czy i jak można uratować dzieci przed niedoborami witaminy M (jak „mięso”), pora uporządkować fakty. O tym, co tak naprawdę zmienia się na szkolnych stołówkach, rozmawiamy z Martą Dymek-Boniecką – promotorką kuchni roślinnej, kulturoznawczynią, założycielką Fundacji Jadłonomia i ekspertką koalicji SOS dla Edukacji, zaangażowaną we wprowadzane zmiany. Koalicja przygotowała przewodnik dla dyrekcji oraz pracowników placówek stojących przed wyzwaniem realizacji założeń rozporządzenia.

Komentarze