0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Il. Iga Kucharska, OKO.pressIl. Iga Kucharska, O...

– No i jak filmujesz! – upomina chłopięcy głos zza kadru – w pionie to trzymaj, o, tak!

W tle coś turkocze i piszczy, słychać krzyki dzieci i muzykę z Gwiezdnych Wojen. W kadrze miga obrazek: ojciec, matka, brat i siostra pochylają się nad akwarium. W środku biegnie chomik na plastikowym dysku, a kiedy przyspiesza, widać tylko czarno-białą smugę.

– Jak promień lasera! – woła chłopiec.

Dysk rozkręca się, a chomik uderza o szybę. Cisza. Zwierzę przez moment się nie rusza, ale otrząsa się i biegnie dalej.

– Nic mu nie jest! – mówi ojciec.

– Wrzucę na Tik Toka, jak fajnie się bawi.

– Jaki on jest słodki!

– Tofik, będziesz gwiazdą.

Szmer zabawki narasta, chomik biegnie i ledwo łapie oddech.

– Nie, on się nie bawi – ocenia film Anna Adamczyk, wieloletnia opiekunka gryzoni. – To jest zwierzę w obłędzie, które woła o pomoc.

W pudełku na wynos

Alicja chce kupić dziecku chomika. Wchodzimy do sklepu zoologicznego na wrocławskim Południu. Ryby, gady, gryzonie – wszystkie w przezroczystych boksach. Porządek zapachów i bezpiecznych kryjówek oddzielony szybą od porządku cen.

W rogu akwarium z napisem chomik karłowaty śpią trzy puchate kłębki: szary, biało-rudy i brązowy. Kiedy pochylamy się, przyspieszają oddech.

– Śmiało, pani głaszcze – mówi sprzedawca.

Dotykam tego w środku. Biało-rudy chomik gramoli się w trocinach. Jeszcze zaspany, zrzuca wióry z futra.

- Chomiczek dla syna – tłumaczy Alicja. – Na psa chyba jeszcze za wcześnie.

Syn Ali, 8-letni Jasiek, ma jutro urodziny. Prosił o kontroler, nową wyścigówkę albo świnkę morską, taką jak ma kolega. Może być też chomik, powiedział, bo jest śmieszny. Oglądali z kolegą na Tik Toku, jak chomik biega po kółku i jest zwariowany.

Alicja wybiera szarego. Sprzedawca łapie zwierzę z góry, a maluch przebiera łapkami.

- Zapakować z kartonem? Dwadzieścia pięć złotych. Dla pani też pakujemy? – woła do mnie półżartem. Chomik w pudełku chrobocze i drapie, jakby sprawdzał, czy to dom czy pułapka.

Za rogiem sklepu zoologicznego stoi food truck. Kawa z ciastkiem kosztuje tam tyle, co chomik.

Wracamy na skróty przez ogródki ROD. Nasz Chrobotek w kartonie najwyraźniej śpi, bo drapanie ustało.

- Czekaj, nazrywam kwiatów – mówi Alicja i odstawia na ziemię kartonik z chomikiem. Kiedy schyla się znowu, pudełko jest puste.

Rozglądamy się w panice po grządkach. Alicja odpala papierosa.

- A może wybrał wolność? – pyta egzystencjalnie, po czym postanawia: Wracam po drugiego.

- Wezmę jeszcze chomiczka dla córki – mówi w sklepie.

Sprzedawca nie mruga nawet okiem. Tym razem Ala kupuje klatkę. – Taka wystarczy? – trzyma metalowy kojec wielkości torby.

- Wystarczy! – zapewnia sprzedawca, a ja myślę poważnie, żeby zabrać ze sobą ostatniego, rudego chomika. Stoi słupkiem i patrzy, śmieszny taki.

Ala ma w domu pracownię krawiecką, w której chwilowo zamieszka prezent-niespodzianka. Okno jest zakratowane, na gzymsie kubek z petami, do połowy pełny. Chomik ląduje między stertą Magazynów Kontakt a rolkami zamszu.

Wieczorem w drodze do domu skręcam na ogródki. Od ziemi idą wieczór i chłód. Gdzieś nisko, pod linią wzroku siedzi uciekinier. – Czy się teraz boi? – myślę. – Czy przeżyje noc?

– No mi też jest go żal – pisze Ala – ale nie ma co tego rozkminiać. Poza tym chomiki i tak żyją krótko.

Za domem sąsiada wściekle walczą koty. Może to szalone, ale postanawiam odszukać tego chomika. Właściwie: co to znaczy krótko? – myślę, podświetlając latarką krzaki, grządki, ślimaki i pierwsze truskawki. Jeśli go znajdę, zatrzymam dla siebie, postanawiam i przypominam sobie, że mam jeszcze gdzieś starą klatkę, taką, jak kupiła Alicja.

Może ktoś go znalazł? Może ogłasza? Czy w schroniskach ktoś przyjmie zgubionego chomika? W sieci znajduję Fundację Pomocy Gryzoniom Bezpieczna Przystań. Anna Adamczyk, która założyła tę grupę, jest z Wrocławia. Pilnie potrzebuję informacji: gdzie w Polsce trafia małe zwierzę domowe, jeśli się zgubi albo ucieknie? A jeśli się znajdzie i będzie chore – czy ktoś w ogóle takie zwierzę leczy?

Chomik – wymienię na Lego

W poczekalni do weterynarza siedziała dziewczyna z gekonem na kolanach – wspomina Anna Adamczyk. – Spojrzała na mnie i mówi zdziwiona: „Z chomikiem do weta? A to się opłaca?”

Pytam, co właściwie ma na myśli, a ona: „Przecież to żyje rok, może dwa i nie dożywa starości”. I że wszystkie chomiki, jakie zna, ktoś niechcący rozdeptał albo zgniótł, albo ugotował.

Anna wzdycha: – Moi znajomi, którzy mają kota i o niego dbają, mówili: „Za tego weterynarza to byś sobie kupiła dwadzieścia chomików”. I jeszcze:

„Chomik jest po to, żeby uczyć dziecko śmierci”.

A to jest zwierzę jak każde inne. – Długość życia nie może decydować, czy o kogoś dbamy. Nie powiedziałbyś o osobie, która jest śmiertelnie chora: Po co tu wydawać pieniądze, i tak zaraz umrze.

Czy pani chomik przeżyje noc? Chomik, świnka morska, oswojona mysz, nawet szczur domowy, żadne długo nie przeżyje na wolności. Nie znają życia, nie mają odporności, zaraz łapią infekcje. Proszę dać ogłoszenia.

– W Polsce pomagamy małym zwierzętom nieformalnie – mówi mi Monika Derdziak, aktywistka Fundacji Viva dla Zwierząt i miłośniczka gryzoni. –

Rzadko się zdarza, żeby schronisko przyjęło. Jak ktoś znajdzie chomika, czy królika, to nie wie, co ma z nim zrobić. Ale czasem pakuje w pudełko i wrzuca link. Potem to idzie na grupę i zaczyna się szukanie: kasy, transportu, wolontariusza, który odbierze, przekaże. Z Poznania do Łodzi, z Łodzi do Warszawy. O bezdomności takich małych zwierząt w ogóle się nie mówi. Czasem trafiają na olx. Ostatnio znalazłam ogłoszenie: „Chomik – wymienię na klocki Lego”. Ludzie oddają tam zwierzaki wyeksploatowane w tragicznych warunkach. Chomiki, świnki morskie, króliki, żółwie, szczury domowe... W polskich domach może być ich nawet milion. Nikt tego dokładnie nie wie, bo małe zwierzęta są całkowicie niewidoczne dla systemu. Pani chomiczek ma szansę, ale musi go pani jak najszybciej znaleźć.

Piszę więc ogłoszenie: „Zgubił się szary chomik”, bo tylko tyle o nim wiem.

Na znalezienie Chrobotka mam trzy, może cztery dni.

Karmel się bawi i gryzie kraty

– Jeszcze się nie oswoił – mówi mi Alicja i pokazuje dwa krwawe ukłucia na serdecznym palcu.

Winowajca Karmel biega po podłodze między klockami, praniem rozwleczonym przez kota i kolekcją figurek z Kinder Niespodzianki. Jako prezent raczej przebił kontroler, bo Jasiek siedzi na podłodze i uczy chomika wspinać się po schodkach zrobionych z Lego. Siadam, biorę futrzaka w ręce, ale chomik syczy i wyrywa się, zeskakując na podłogę.

– Samobójca – śmieje się Alicja, a starsza siostra Jaśka pokazuje nam mema: „Sumienie jest jak chomik: albo śpi, albo gryzie”.

Jasiek podaje gryzoniowi plastikowego hipopotama i sprawdza, czy zwierzak schowa go sobie do polika. Po pokoju chodzi kot, który jest wychodzący, raczej bardziej dziki niż zadomowiony i zbliża się do gryzonia. Zerkam na Alę, która nakrywa do stołu i kątem oka pilnuje rosołu.

– Zobacz, nie boi się, może się polubią – cieszy się Jasiek, bo chomik stoi na dwóch łapkach i węszy.

Bartek, mąż Ali, gra na playstation.

– Capnął mnie! – krzyczy Jasiek.

– To go odłóż do klatki!

Zwierzak w klatce rzuca się do prętów i gryzie je wzdłuż i wszerz. Wdrapuje się na ściankę, wędruje po górnej krawędzi.

– Widzisz? Chce wyjść i wrócić do nas – wnioskuje Ala.

Chomik, zawieszony na jednej łapce, spada z samej góry, po czym wraca do szarpania drutów. Alicja wzdycha, a Jasiek filmuje zwierzaka. – Wrzucę na Tik Toka – mówi.

– Na pewno to jest normalne? – pytam, bo dźwięk prętów brzmi jak smutna mantra.

– Normalne, chomiki tak robią. On się bawi. I Jasiek też przynajmniej, a ja mam trochę spokoju. Szkoda tylko, że ten chomiczek taki agresywny.

#powiedzjakzginąłtwójchomik

Filmiki, dziesiątki filmów. Na większości z nich w tle słychać czyjś śmiech.

– Co on wyprawia! – Głos z wideo na Tik Toku należy do dorosłej kobiety, a w kadrze widać chomika, który, zamiast w kołowrotku, biegnie co tchu po zewnętrznej ścianie koła. Wygrał system – tak brzmi opis rolki, która w ciągu kilku dni zebrała tysiące wesołych reakcji. Nieliczni komentują: Biega po krawędzi, bo nie mieści się w środku. Kup mu większy kołowrotek!

Inny film – ktoś wybudza chomika, przewracając go na plecy. Zwierzę zasłania się i zwija w kłębek – bez skutku, bo nie ma dokąd uciekać. „Jaaaki słodziaczek” – piszą ludzie.

Jest i modny hasztag: #powiedzjakzginąłtwójchomik.

„Mojego chomika zjadł pies”.

„Mojego mój kuzyn zrzucił z czwartego piętra”.

„Mój chomik wpadł do puszki z farbą. Czy powinnam go była umyć?”

Komentuję: „To jest okrucieństwo, znęcasz się nad zwierzęciem”.

Godzinę później jestem już zablokowana i nie mogę wyświetlić filmu ani konta.

„Gdy pierwszy raz zostajesz matką” – nosi tytuł film, na którym samiczka wkłada maluchy do kołowrotka i zaczyna z nimi biegać. Chomiczki po kolei wypadają z koła, matka zeskakuje, bierze je do pyska i powtarza akcję od początku.

– Ona jest w ciasnej klatce – komentuje Anna Adamczyk

– i robi to ze stresu. Maluchy mogą mieć złamania, a ludzie mają ubaw.

To jest Gabryś – pani Anna pokazuje mi zdjęcie chomika z rozwichrzoną czupryną, który trzyma stokrotkę. – Zawsze robi zdziwioną minę, gdy zobaczy coś nowego w swoim życiu. Był oddany z powodu tego, że jest agresywny. „I dziecko się męczy, i chomik”, tak to ludzie stwierdzili. A to jest taki łagodny zwierzak. Jedynie boi się brania na ręce, wtedy kładzie się na plecy i zasłania łapkami, żeby go nie ruszać. Z tym że Gabryś wstaje sobie, kiedy chce, do niczego go nie zmuszam i okazuje się, że to jest bezproblemowe zwierzę. Nigdy nie próbował użyć wobec mnie zębów. Chomiki żyją w nocy, a śpią w dzień. Budzenie ich i wyciąganie w ciągu dnia to jakby budzić człowieka w środku nocy i zmuszać do zabawy. To nie są towarzyskie zwierzęta. Wyglądają jak puchate kuleczki, ale to nie psy i najczęściej nie lubią się przytulać.

Zaczynam rozumieć. Podobnie jak hipopotam nie jest wesołym hipciem z Kinder Niespodzianki, tak i chomik nie jest miłym pluszakiem. Zamiast tego będzie zaciekle bronił swojego spokoju.

Przeczytaj także:

Właśnie zostałeś patostreamerem

– Chomik nie jest samobójcą ... – wzdycha Anna. – Żadne zwierzę nie próbuje się zabić. Chomiki po prostu nie widzą wysokości ani głębi. Nie potrafią określić, z jakiego poziomu spadną. Kiedy przestraszą się krzyku, trzasku, suszarki czy warkotu młynka, mogą sobie zrobić dużą krzywdę. Chomik i kot? Może wyglądają razem uroczo, ale zachęcanie kota do zabawy z chomikiem, to jak zachęcanie tygrysa, żeby pobawił się z sarną.

Na profilu o nazwie Biszkopt ktoś chwyta chomika i wielokrotnie przysuwa go do szyby, za którą szczerzy zęby inny chomik. To terytorializm. Zwierzak w ręce za każdym razem szeroko otwiera oczy i wyciąga łapy w geście obrony.

– Proszę mi wierzyć, odkąd się Tik Tok pojawił, to nie widziałam nigdzie większej skali znęcania się nad małymi zwierzętami – mówi Monika Derdziak. – Złamane nóżki, powykręcane ręce, oderwane ogony. To są zabawy typu: „pokaż, jakie piruety może zrobić twój chomik albo świnka”. Kilkukrotnie wzywałam policję albo kontaktowałam się z rodzicami: „Pani córka TikToki nagrywa i znęca się nad chomikiem”. Wie pani, jaka jest najczęstsza reakcja rodzica? Albo cisza, albo agresja. Co można z tym zrobić? Skopiować na nośnik i wysłać na policję. Potem zgłaszać konto.

– Chomiki, gdy czegoś się przestraszą, muszą się zakopać i schować – wyjaśnia Anna Adamczyk – dlatego potrzebują głębokiej ściółki. Muszą też odkrywać, badać i kopać tunele, inaczej czują się jak więzień. Będą gryźć pręty, chodzić po ścianach, godzinami biegać w kołowrotku, aż przerodzi się to w obłęd. Nazywa się to stereotypia. Tygrysy w zoo czasem krążą po wybiegach w kółko, tam i z powrotem i to jest dokładnie to samo. Czasem słyszę, że chomik wspina się po kratach, a ludzie mówią: „Och, on jest takim miłośnikiem wspinaczki”. Ja ludziom tłumaczę, że chomik jest sfrustrowany, że chce się uwolnić, że jest mu źle. Filmujesz chomika, który wspina się po kratach? Świetnie, właśnie zostałeś patostreamerem.

Tego wieczoru po raz drugi przeszukuję działki. Chrobotek, jak nazwałam zgubę, ma szczęście w nieszczęściu, bo ostatnie dwie noce jest ciepło. W dodatku blisko miejsca ucieczki rosną koniczyna i truskawki. Pani Anna doradza mi, bym postawiła żywołapkę. Rano wracam więc do znajomego sklepu.

Klatka typu Chomicza księżniczka

– Kłosy lnu, proso i larwy mącznika – wyliczam w sklepie najlepsze przekąski, na które, mam nadzieję, złapie się Chrobotek. Zerkam na akwarium, gdzie leży wtopiony w trociny ostatni z chomiczych braci. Podchodzę po cichu, ale go nie ruszam, bo rudy futrzak zwinięty w kulkę oddycha spokojnie. Czy drgania wąsów i strzyżenie uszu świadczą, że chomik śni?

Klatki w oddzielnym sektorze ustawione są w szeregu, dwie z nich to ten sam model, jaki kupiła Alicja, różnią się kolorem plastikowej podstawy. Trzecia to klatka piętrowa, wyposażona w poziome rury modułowe, które mają udawać tunele. Podstawy tych klatek są niewiele dłuższe od mojego laptopa.

Sprzedawca twierdzi, że wystarczą.

Polska ustawa o ochronie zwierząt poprawiona w 2026 r. mówi, że pies może być trzymany w kojcu, który umożliwia mu spełnianie jego naturalnych potrzeb i normalne funkcjonowanie. Sprawdzam, czy jest przepis, który określa, w jakich klatkach wolno trzymać małe zwierzęta domowe. Taka regulacja w Polsce nie istnieje.

Stowarzyszenie Weterynaryjne na rzecz Dobrostanu Zwierząt z siedzibą we Frankfurcie nad Menem – 150 lekarzy weterynarii – podkreśla, że absolutne minimum to 100 cm x 50 cm x 50 cm. Klatka, w której żyje Karmel, jest prawie o połowę mniejsza.

– Kto wyprodukował tę klatkę? – pytam i wchodzę na stronę marki. To włoska firma, Ferplast, której założyciel dzieli się mottem: „Jeśli nie eksportujesz do co najmniej pięćdziesięciu krajów, jesteś nikim”.

Oferta klatek jest bogata, ale wiele z nich nie ma nawet połowy powierzchni uznawanej za dopuszczalną. Moją uwagę przyciąga klatka „Chomicza księżniczka” o wielkości 46 x 29 cm w kolorze różowej waty cukrowej. To 27 proc. powierzchni zalecanej jako minimalna. Producent informuje, że kojec „zapewnia małemu gościowi wszelkie wygody”.

W klatce znajduje się kawałek plastiku z wydrążonym otworem oraz maleńki kołowrotek – do „codziennych ćwiczeń, aby utrzymać chomika w doskonałej formie”. Domek posiada również „oryginalną dekorację w kształcie magicznej różdżki – idealną dla małych księżniczek, żywe, radosne kolory i urocze naklejki”.

– Kołowrotek poniżej 20 cm szybko zdeformuje zwierzakowi kręgosłup – mówi Monika Derdziak. – Chomik, który biegnie w kółku i nie może się wyprostować, będzie cierpiał na ból pleców. Niektóre sklepy wciąż sprzedają kołowrotki metalowe, z otworami i efektem nożyc, albo dyski obrotowe, z których chomik spada niesiony pędem i uderza o szybę.

Ferplast to jeden z największych producentów akcesoriów zoologicznych w Europie podobnie jak Savic czy Trixie. Wszystkie oferują – obok produktów odpowiednich, spełniających normy – również takie, które powodują ból i chorobę zwierzęcia.

Piszę wiadomość na oficjalny adres mailowy dwóch korporacji: Ferplastu i Savica. Powołując się na wytyczne weterynarzy i zoologów pytam, dlaczego wytwarzają produkty, które narażają zwierzę na stres albo kalectwo. Nie dostaję odpowiedzi.

Ale producenci to dopiero początek tego łańcucha. Dlaczego sklepy sprzedają te produkty?

Plastikowa kula tortur

Odwiedzam trzy sklepy zoologiczne w różnych częściach Wrocławia, każdy z nich sprzedaje żywe zwierzęta. Wyzwanie: kupić chomikowi klatkę wraz z akcesoriami. Mój budżet: 300 zł. Co doradzą mi sprzedawcy?

Pierwszy sklep należy do sieci ogólnopolskiej i mieści się w galerii handlowej. Po prawej akwaria, jedno nad drugim: chomiki rozdzielone, a więc prawidłowo, świnki morskie – w parze, czyli bardzo dobrze.

W misce z wodą dla świnek pływają odchody, kupy tworzą warstwę grubszą niż trociny. Królik siedzi pojedynczo, jakby osowiały, ze sterczącą sierścią. Z drugiej strony sklepu – tunele i miniklatki w neonowych kolorach. Sprzedawca poleca mi klatkę typu „kompaktowa”.

– Tam jest wszystko, co trzeba – mówi. – Domek, poidełko, kołowrotek i tunele.

Z tym, że gryzoń w tubach z maleńkimi dziurkami prędzej się udusi, niż poczuje jak w ziemi. Domek jest maleńki, plastikowy, pozbawiony wentylacji. Kołowrotek, na oko, kilkanaście centymetrów. Jest drabinka – dla chomika bezwartościowa, bo w naturze się nie wspina. W klatce tej wielkości nie ma miejsca na grubszą ściółkę.

– To samiec czy samiczka? – pytam ekspedientkę w sklepie numer dwa.

– U chomika to, wie pani, trudno powiedzieć – uśmiecha się dziewczyna pochylona nad akwarium.

Chomiki śpią przytulone do siebie. Łapa przy łapie, nos koło nosa, wyglądają uroczo, ale ta sytuacja jest dla nich śmiertelnym zagrożeniem. Jak wyjaśnia Anna Adamczyk: – Chomik to samotnik, a w obronie przestrzeni będzie walczył z drugim do przelania krwi.

– No, czemu się nie chcesz pokazać?! – przed klatką z królikiem stoi chłopiec z matką i puka w szybę.

Gdy pytam o klatkę, pani proponuje piętrową z maleńką podstawą. W budżecie do 300 zł mieści się jeszcze model 60x40, prawie dwa razy mniejsza niż zalecane minimum. Na półce, w sekcji wyposażenia znajduję pellet z celulozy, popularne podłoże sypane na dno klatki. Zwierzę nie ma szans się w tym zakopać, a twarde koreczki ranią jego łapy. Na opakowaniu uśmiechnięty chomik śpiący na poduszce.

Sklep trzeci, średniej wielkości, wita mnie krzykiem papug. Nimfy są wesołe, przyglądają mi się, przekrzywiając głowy. W klatce siedzi szczur, samotny, nasłuchuje papug i odgłosu kroków.

– Nie mogę pani sprzedać pojedynczego szczura – mówi ekspedientka i wyjaśnia, że jest to zwierzę stadne. – Ten akurat został oddany.

Pokazuje mi klatki, do 300 zł znów mogę kupić tylko klatkę 60 x 40 cm. Moją uwagę przykuwają plastikowe kule leżące na półce obok kołowrotków.

– To taka zabawka – wyjaśnia pani – chomik jest w środku, a kula się toczy. Dzięki temu może bezpiecznie biegać w domu lub na zewnątrz.

Pomysł wydaje mi się fajny, ale Monika Derdziak studzi mój optymizm: – Plastikowe kule to narzędzia tortur. Chomik chce kontrolować swój świat,

a kiedy biega w kuli, nic nie widzi, nie może wąchać, nie może kopać, obija się o meble albo o drzewa w ogrodzie. Ze stresu dusi się we własnych odchodach.

Zastanawiam się: dlaczego sprzedawcy oferują te zabawki i maleńkie kojce?

– Takie przychodzą do nas od producenta, od wielu lat – wyjaśnia mi pani z ostatniego sklepu.

– A dlaczego sprzedają w sklepie wódkę albo słodycze pełne chemii? – odpowiada Monika Derdziak. – Może pani sobie wyprodukować pudełko 10 x 10, powiedzieć, że to dla kanarka i go tam trzymać. Nie ma też żadnego przepisu, który by tego zakazał.

Ostatnie ogniwo tego łańcucha to klienci.

Chorujesz w sklepie, umrzesz pod ladą

– W sklepach widziała pani tylko wierzchołek góry lodowej – mówi Monika Derdziak. – Kiedy zwierzę zachoruje, to nikt go nie leczy. A chorują często: zła dieta, stres, pasożyty, zaniedbanie obsługi. Na przykład świnka i królik muszą mieć cały czas siano i wodę, bo rosną im zęby. Czasem kupowałam w zoologach paczkę siana, płaciłam, otwierałam przy sprzedawcy i mówiłam: „A czy teraz mogę pani świnki nakarmić?” Ona patrzy: „A czemu”? „No bo są głodne, a muszą jeść cały czas siano”, mówię.

Miałam kiedyś kontakt z pracownikiem, który był empatyczny i czasem wydawał mi chore zwierzę pod ladą, po cichu. To była kradzież, ale takie zwierzę i tak idzie na straty. Jeżeli jest chore, to umrze w sklepie.

Kiedyś wzywałam policję, razem z OTOZ-em, że jest szczurek w strasznym stanie. Był bardzo chudy, miał nastroszone futerko, kulił się i ciężko oddychał. I nic. Właściciel powiedział, że go będzie leczył. I jak pani to udowodni, jeśli takiego gryzonia można podmienić?

Zimą ubiegłego roku zwróciłam uwagę na cztery chomiczki w zoologu w olsztyńskim Carrefourze. Jeden miał złamaną łapkę, drugi – strup na pyszczku, trzeci był łysy na karku, a czwarty się chwiał. Ekspedientka wyciągnęła chomiki plastikowym kubkiem, włożyła do pojemnika i schowała pod ladę. Właściciel naskoczył na mnie, że od 20 lat prowadzi sklep i nie będę go uczyć, jak zajmować się zwierzętami. I że odeśle te chomiki tam, skąd je wziął.

Odeśle to mu hurtownia co najwyżej pieniądze za trupy. Był tam też wcześniej poraniony królik, który cierpiał w stłoczonym akwarium. Sprzedawca powiedział, że zabierze go do weterynarza. Nie zabrał, powiedziała mi potem ekspedientka. Królik umarł pod ladą. A wie pani, skąd się biorą zwierzęta w sklepach zoologicznych? – pyta Monika Derdziak.

Rozmawiam z Ewą Śleżyńską, byłą pracownicą Centrum Ogrodniczego w Legnicy.

– Dział zoologiczny był ogromny – mówi. – Sprzedawali króliki, szczury, żółwie, chomiki, myszoskoczki. Nie mam pojęcia, skąd je brali. Częściowo mógł być to chów wsobny, bo samiczki były trzymane z samcami. Po co mieć kontrahenta na gryzonie, jak można je produkować u siebie?

Monika Derdziak: – W sklepie zawsze powiedzą, że myszka, chomik, świnka czy szczur są z dobrej hodowli.

Wieczorem ustawiam na ogródkach działkowych żywołapkę. Otwieram paczki z lnem, prosem

i larwami mącznika, usypuję z nich ścieżkę do specjalnej klatki. Coraz mniej wierzę, że Chrobotek, wirtuoz ucieczki, żyje i wróci, ale daję nam ostatnią szansę.

Po dniu spędzonym w zoologach siadam z ulgą w fotelu, zamykam oczy i przypominam sobie mysz wystawioną w kojcu – bez trocin, bez kryjówki. Jak skazaniec w klatce w średniowiecznym rynku. Jak długo dałabym tak radę, zanim bym zupełnie postradała zmysły?

– Chomik jest zwierzęciem zamkniętym w sobie – tłumaczy mi Anna. – Kiedy go ciągle głaszczesz i wyjmujesz, jego układ nerwowy się nie uspokoi. Wyobraź sobie, że odpoczywasz w swoim pokoju i co kilka minut ktoś otwiera drzwi, dotyka twojej twarzy i przesuwa twój koc.

Spoglądam na klatkę, którą wygrzebałam z piwnicy na wypadek, gdyby udało się znaleźć Chrobotka. Gdybym miała spędzić w niej resztę życia, myślę, wybrałabym ogródki.

Mam ważniejsze sprawy niż chomik

– Wy tak na serio o tych szczurach? – mówi mąż Alicji, Bartek znad konsoli. – Nie sądzę, żeby z chomikiem było tak, jak to jest z ludźmi.

– Beata, nie masz innych problemów? – wspiera go Alicja, która ma dziś podkrążone oczy i całkowity brak przestrzeni na rozkminianie chomiczego losu. Siedzi nad maszyną nieco przygarbiona, na głos Bartka mocniej pochyla się nad tkaniną. Chomik kompulsywnie zaczyna walkę z klatką.

– Nawet nie próbuj, ja wszystko widzę – mówi Alicja do zwierzęcia,kiwając palcem.

Dziś pierwsza wymiana trocin. Za sprzątanie bierze się starsza córka Ali. Zawartość klatki wrzuca do śmietnika, plastikowa podstawa ląduje w umywalce.

– Śpij, Karmel – mówi Jasiek, trzymając zwierzę na kolanach. – Zobacz, jak go głaszczę, to przymyka oczy i zasypia.

Rzeczywiście, chomik zastyga i wydaje się spokojny.

– Męczyć? – Alicja unosi brwi – ma jedzenie, wodę i ciepło, dziecko go kocha. Lepiej ma niż ja.

– Ala, on jest przerażony – mówię – i nie wymieniaj mu w klatce wszystkiego. Chomik nie lubi zmian. Wyobraź sobie, że wracasz do pracowni, a tam wszystko ktoś ci poprzestawiał. Niszczysz mapę jego świata, zwierzę będzie w stresie.

– Ale co, ma tak śmierdzieć? – odzywa się Bartek.

– Wszyscy mamy stres – Alicja dotyka ręką skroni. – Ja codziennie szyję po dziesięć godzin. Gotuję obiady i odrabiam lekcje. On mi marudzi, że wszystko źle. Ty myślisz, że ja mam czas analizować psychikę chomika?

Przyznaję Ali rację, proponując jeszcze słabo zmianę małej klatki. Pokazuję akwaria z grubą warstwą ściółki, kryjówkami, domkami i dużym kołowrotkiem.

– Jak za 500 zł to nie, mam ważniejsze wydatki – mówi Alicja i widząc, że odpuszczam, łagodzi swój ton. – Dzięki za rady, ale kupiłam Jaśkowi chomika nie po to, żebym miała jeszcze więcej roboty. No fajnie, że szukasz tego małego. Ale szczerze... za bardzo się wkręcasz. Są na świecie ważniejsze rzeczy. Bieda, choroby, przemoc – wylicza. – Nie można dostać się do lekarza. Zabija się miliony dzieci. Tak, tych nienarodzonych. No co tak patrzysz, widziałaś film Niemy krzyk? – Ala nawiązuje do głośnego dokumentu o aborcji. – A byłaś w hospicjum? Słyszałaś o dzieciach na wojnie? Tym się trzeba najpierw zająć. A to jest chomik. Żal go, ale nie może być ważniejszy od człowieka.

– Bo jest mniejszy? – pytam.

– Nie, bo to zwierzę. Zwierzęta nie mają świadomości takiej jak człowiek. Zresztą... nie wiem, może psy, może koty, ale raczej nie chomik. Pominę to, że zwierzęta nie mają duszy.

Juan, Carlos i dusza

Odwiedzam znajomego, który od niedawna ma dwa szczury. Witek jest obieżyświatem i z przekonania buddystą, ale najwięcej czasu spędził w hinduskim Radżastan w Indiach. Mnisi ze Świątyni Szczurów nazywają gryzonie dziećmi. Wierzą, że w tamte szczury wcielają się dzieci bogini Karna Mati oraz kasta kapłanów. Szczególną czcią obdarzone są białe, których jest, na dwadzieścia tysięcy, zaledwie kilka sztuk. Spotkanie białego szczura to błogosławieństwo.

– Dlatego mam dwa białe szczury i dużo błogosławieństw – żartuje Witek.

Juan i Carlos mają sporą klatkę i zabawki, ale mogą biegać po pokoju. Przychodzą, gdy się je zawoła po imieniu albo poszeleści paczką chipsów.

Spod kanapy wylazł białobrody Carlos. Przysiadł na tylnych łapach i zaczął węszyć w naszą stronę. Skoczył na podnóżek, pochwycił orzecha i zaczął go przegryzać, zerkając na mnie bokiem. Przyjrzałam się jego łapom, nagim, z czterema palcami i kształtem całkiem ludzkim.

Gdy szczur porwał drugi orzech, zniknął z nim za klatką.

– Tam gromadzi zapasy. To sekretna kryjówka, więc nikomu nie mów. – Witek mruga okiem. – Za klatką ma schowek: osobny na ziarna, osobny na orzechy. Tak buduje spokój ducha – cokolwiek się stanie, ma coś pod łapą na czarną godzinę. Chowa jedzenie, jakby nikt nie widział. Ale ja widzę wszystko.

To ja decyduję, kiedy mają jedzenie, świeżą ściółkę, kiedy gaśnie światło. Juan i Carlos żyją w świecie, nad którym nie mają pełnej władzy. Ale gdy dostaną choć cząstkę kontroli, kiedy zdecydują, gdzie schowają ziarna, ile przechowają i kiedy je zjedzą – odzyskują część niezależności. No i wolę życia.

– Myślisz, że mają duszę?

– Powiedziałbym, że mają świadomość. Jak dużą? Nie wiem.

Jeden mnich powiedział mi, że pycha zaczyna się, kiedy uznajesz, że czyjeś życie jest zbyt małe, żeby je zauważać.

Poza tym myślę, że wszystkie istoty są ze sobą jakoś połączone. Ja też całe życie gromadzę zapasy i buduję bezpieczną norę. Obserwując mikroświat, obserwujemy też siebie samych.

Niemy krzyk

Behawioryści porównują inteligencję i świadomość kota do poziomu trzyletniego dziecka. Pies jest w stanie nauczyć się około dwustu słów i gestów, co odpowiada zasobowi słownictwa dwulatka. A jaką świadomość mają małe domowe zwierzęta? Co mówi nauka?

– Mózg szczura w wielu aspektach przypomina mózg człowieka – mówi lekarz weterynarii Emilia Pikora. – Istnieją badania wskazujące na ich zdolność do logicznego myślenia oraz dobrą pamięć. Potrafią opanować sztuczki takie jak wrzucenie piłeczki do kosza czy sterowanie pojazdem za pomocą przycisków. Mojego chomika dżungarskiego nauczyłam obracać się wokół własnej osi za smakołyki. Teraz kiedy tylko usłyszy szelest opakowania ze smaczkiem, zaczyna się kręcić.

Anna Adamczyk: – Moja mysz Wawryś przybiega na zawołanie i potrafi odpowiadać na niektóre komendy.

Wiele zachowań małych zwierząt jest błędnie interpretowanych.

Anna Adamczyk: – Zwierzęta, które są małe, tanie i żyją krótko, są z automatu traktowane jako bezrozumne. Pies piszczy, merda ogonem, skamle, więc łatwiej go zrozumieć i trudniej podważyć świadomość. Natomiast w chomiku jest pewna rzecz... coś, co mnie bardzo porusza. One są mistrzami w ukrywaniu bólu. Proszę spojrzeć na to zwierzę. – Oglądamy z Anną wideo na Tik Toku, w którym chomik wylatuje z dysku i wpada na szybę. – Wstał i biegnie dalej, a ludzie, którzy go filmują, myślą, że się fajnie bawi. Jest poobijany, ale instynkt mówi mu: ukryj to, bo w naturze słaby gryzoń zostanie zjedzony. Chomik cierpi po cichu, nawet jeśli go bardzo boli. Niemy krzyk? Tak, i to dosłownie, bo to zwierzę do ostatniego dnia przed śmiercią będzie udawać, że jest dobrze.

Odbieram telefon od Alicji. – Jasiek wykąpał tego chomika w misce z wodą – mówi zirytowana. – Teraz jest taki osowiały. Nie biega i się ciągle liże. Jak już jesteś taka ekspertka, to powiedz, czy coś z nim robić. Weterynarz? Nie wydam teraz trzech stów, bo chomik wpadł do wody. Nie wiem już sama... może to faktycznie nie jest zwierzę dla dziecka?

Napisz, co czujesz jako chomik

Monika Derdziak siedzi w świetlicy otoczona grupą dzieci. W ręku trzyma pluszowego chomika – Niech każde z was potrzyma przez chwilę tę maskotkę i napisze: co czuję jako chomik?

„Ktoś mnie złapał i wrzucił do ciemnego pudełka. Trzęsło, mocno trzęsło i bardzo się bałem. Zobaczyłem tekturową rurkę i chciałem się w niej schować, ale były tam inne chomiki, a ja nie rozumiałem, co do mnie mówią. Schowałem się przestraszony do kąta. Było dużo świateł, krzyków i wiele dużych oczu, przez to nie mogłem zasnąć” – piszą dzieci.

Monika jest pedagogiem w Szkole Podstawowej nr 25 z Oddziałami Integracyjnymi w Olsztynie. Tego dnia jej uczniowie, pierwszo – i trzecioklasiści dowiedzieli się, jak opiekować się małymi zwierzętami. Dzieci były zaangażowane. Niektóre zamykały oczy – mówi Monika Derdziak. – Są różnie wychowywane, ale jeśli podejdzie się do nich z empatią, wszystko można odczarować.

– Pewnego razu wzięła ode mnie chomika rodzina z trzyletnim synkiem – opowiada Anna Adamczyk. – I kiedy zwierzak już u nich zamieszkał, a rodzice rozmawiali w dzień, to ten trzylatek mówił: „Ciiicho, bo chomik śpi”. Ale synek od początku miał wytłumaczone, że „chomiczków nie wolno budzić w dzień”.

– Czy to znaczy, że chomik to dobre zwierzę dla dziecka? – pytam.

– Absolutnie nie. Za małe zwierzę zawsze odpowiedzialny jest dorosły. Słyszałam, jak rodzice w sklepie rozmawiają z dziećmi: „Dobrze, weźmiemy, ale będziesz się nim opiekował”. Ale co to znaczy dla dziecka sześcioletniego czy pięcioletniego?!

Mija czwarty wieczór, odkąd Chrobotek wymknął się z pudełka na ogródkach działkowych. Bez wielkiej nadziei sprawdzam, czy znalazła się zguba. Smakołyki zniknęły, ścieżka z ziaren również. Niestety, w klatce pusto. Najwyraźniej nawet dzikie myszy potrafią poradzić sobie z żywołapką.

– Czego tak pani szuka? – To sąsiad z psem na smyczy przygląda się mojej konstrukcji. Mówię, że szukam chomika, który uciekł koleżance. Sąsiad przez chwilę sprawdza, czy mówię poważnie.

– Przecież tu są koty – mówi i jakby na potwierdzenie tych słów słychać kocie piski. – Mój Feliks by się nim zajął na pewno. Co chwila mi tu znosi jakieś myszy, czasem na pół żywe.

Chomik z dowodem tożsamości

– Wie pani, że w Chinach każdy chomik ma swój dowód osobisty? – mówi Anna Adamczyk – tam wszystkie zwierzęta domowe mają dokument tożsamości.

Rzeczywiście, chiński dowód zwierzęcia wygląda jak zwykły dokument tożsamości, z tą różnicą, że na zdjęciu obok imienia widnieje gryzoń en face, z szeroko otwartymi oczami. Są też dane opiekuna.

Chiny to Chiny, myślę, a jak jest w Europie?

Luksemburg, luty 2026 r.: Obywatel Dan Thill tworzy petycję i próbuje zakazać sprzedaży chomików. W uzasadnieniu pisze: „Organizacje zajmujące się dobrostanem zwierząt zaobserwowały alarmujący spadek średniej długości życia chomików na skutek hodowli, stresującego transportu, złych warunków w sklepach zoologicznych”.

Niemcy, maj 2024 r.: Organizacja PETA (People for the Ethical Treatment of Animals) przeprowadza dochodzenie i ujawnia nagrania z sześciu hodowli. Widać na nich tysiące świnek morskich, chomików, szczurów, myszy, ptaków i królików walczących w stresie o życie, upchanych w plastikowych pudełkach. Główni nabywcy to sieci handlowe, centra ogrodnicze, sklepy z narzędziami i sklepy zoologiczne. Przez Niemcy przechodzi społeczna dyskusja na temat praw chomików, szczurów i innych gryzoni.

Francja, wrzesień 2025 r. Właściciel każdego zwierzęcia ma obowiązek zarejestrowania go w krajowej bazie danych. Trzeba podać gatunek, płeć, datę urodzenia, miejsce pochodzenia i wielkość. Zwierzę musi mieć mikrochip, a jeśli jest drobne, dopuszcza się zrobienie mu zdjęcia. Wymaga się zgłoszenia: zmiany adresu, śmierci lub kradzieży zwierzęcia. Rejestracja kosztuje 8 euro. Kara za brak wpisu to 1500 euro.

– W Polsce na początku roku odbyła się debata na temat praw zwierząt. Niestety poprawka do ustawy nie wspomniała o tych najmniejszych – mówi Anna Adamczyk. – To mnie dziwi i bardzo smuci.

Monika Derdziak: – W dobrej hodowli chomik nie kosztuje 20 zł, tylko 250 zł. Uważam, że powinny obowiązywać takie regulacje:

droższe zwierzęta, duże klatki i bezpieczne zabawki, a jeśli ktoś chce kupić chomika, to żeby przy zakupie podpisywał umowę.

Sklep powinien też szkolić sprzedawców, jak opiekować się zwierzakiem, a sprzedawcy klientów. Ludzie często nie chcą źle, ale nie mają wiedzy. Broszura edukacyjna od sklepu dla każdego nowego właściciela to powinno być minimum.

W domu mam tę starą klatkę. Jeszcze kilka dni temu włożyłabym do niej chomika i pomyślałabym, że będzie mu OK. Teraz wrzucam ją głęboko do osiedlowego śmietnika.

Na zdjęciu Beata Szproch
Beata Szproch

Absolwentka filologii polskiej, public relations, akademii trenera i Polskiej Szkoły Reportażu. Reporterka freelancerka. Publikowała w Gazecie Wyborczej, Onecie, gazeta.pl, pracuje nad książką o przemocy fizycznej i psychicznej w ośrodkach buddyzmu tybetańskiego.

Komentarze