Nieoczekiwanie i w ekspresowym tempie PiS usunął sankcje karne z ustawy o IPN, której nowelizacja w styczniu 2018 wywołała kryzys w relacjach z Izraelem i USA. Rządzący usiłują tłumaczyć się z porażki, a OKO.press ma hipotezę, dlaczego się wycofali – i to tak nagle

„Swojego rodzaju wstrząs był przecież potrzebny” – bronił ustawy o IPN w Sejmie premier Morawiecki 27 czerwca 2018.

„Właśnie dlatego cały świat zaczął rozmawiać o tym. Właśnie dlatego dzisiaj mamy przynajmniej tyle, że nikt na świecie nie będzie mówił «polskie obozy śmierci» bezkarnie, a kanclerz Niemiec, podobnie jak i minister spraw zagranicznych Niemiec, jednoznacznie wskazują na winę Niemiec przy wywołaniu II wojny światowej i przeprowadzeniu strasznej zbrodni Holocaustu”.

OKO.press musi tutaj zauważyć, że to nieprawda: Niemcy nigdy nie negowali swojej odpowiedzialności. Np. w październiku 2015 roku kanclerz Merkel poprawiła premiera Izraela Benjamina Netanjahu, który chciał część winy za Holocaust przypisać Arabom (przywódca Palestyńczyków miał według niego podsunąć Hitlerowi ideę wymordowania wszystkich Żydów). Merkel stwierdziła wówczas jednoznacznie – a było to przed ustawą o IPN – że Holocaust jest niemiecką zbrodnią.

W Sejmie Morawiecki powołał się na niemiecki serial „Nasze Matki, Nasi Ojcowie”, w którym żołnierze AK mordowali Żydów (historycy nie mają wątpliwości, że podobne sytuacje się zdarzały).

„Nie tylko nie ustąpiliśmy z niczego, ale na dobrą sprawę zrealizowaliśmy znacznie więcej niż zamierzaliśmy” – tłumaczył premier wycofanie się z sankcji karnych 27 czerwca.

Przyznał jednak, że zapisy dotyczące prawa karnego wzbudziły dużo kontrowersji i zaczęły działać „kontrproduktywnie”. Mówił o presji międzynarodowej. Podkreślał, że rozdział poświęcony „obronie dobrego imienia” zostaje, a IPN będzie mógł korzystać z prawa cywilnego. Była to „drobna korekta” i „modyfikacja”.

Morawiecki w swoim wystąpieniu mijał się z prawdą wielokrotnie. Przypomniał – nie wymieniając z nazwiska ani autora – artykuł Michała Cichego z „Gazety Wyborczej” z 1994 roku poświęcony przypadkom mordowania przez Powstańców Warszawskich ocalałych z Zagłady Żydów. Artykuł wzbudził ogromne oburzenie i do dziś jest przytaczany jako przykład domniemanego „antypolonizmu” „Gazety”. Morawiecki komentował:


12 lat później ten redaktor, autor tego artykułu, przyznał, że to wszystko było kłamstwo. Ale tak budowana była fałszywa narracja.

Mateusz Morawiecki, Sejm - 27/06/2018

Zrzut ekranu


Fałsz. Michał Cichy nie wycofał swoich tez.


Morawiecki powiedział nieprawdę. Rzeczywiście Michał Cichy opublikował 12 lat później w „Wyborczej” artykuł „Przepraszam powstańców”, jednak nie napisał w nim, że kłamał – przeciwnie. (Można go przeczytać tutaj). Przepraszał za „nieczułość”, a nie za źle podane fakty.

„Nie wystarczy mówić prawdę, żeby mieć rację. Nie wierzę w zawstydzanie prawdą ani w szokową terapię sumień. Nie wierzę w walkę o pojednanie ani w pożytek z wymuszonych przeprosin”

– pisał wtedy Cichy.

W bardzo podobnym duchu do Morawieckiego wypowiadali się inni politycy PiS, np. poseł Marcin Horała w TVP Info (tutaj). Podkreślali, że sprawy cywilne będą „bardziej skuteczne” i że zmiana jest drobną korektą.

W istocie jednak nowelizacja jest kapitulacją, w dodatku podjętą pod presją zagraniczną. Poprzednia nowelizacja wyrządziła gigantyczne wizerunkowe straty. W mediach międzynarodowych powszechnie posądzano Polskę o próby tłumienia debaty historycznej za pomocą sankcji karnych, o próby dekretowania jedynej słusznej wersji historii, o cenzorskie zapędy. Ustawa spopularyzowała także wyrażenie „polskie obozy śmierci” i wywołała falę antysemickiego hejtu w internecie.

O skutkach nowelizacji pisaliśmy w OKO.press wielokrotnie. Analizowaliśmy m.in.

  • apele historyków z Polski i ze świata o weto;
  • kryzys w stosunkach z USA, który wywołała oraz amerykańskie reakcje, w tym ostrą krytykę rządu USA;
  • 8 punktów, w których była niezgodna z prawem międzynarodowym;
  • podobieństwo do ustaw działających w krajach autorytarnych, takich jak Turcja;
  • falę donosów składanych przez Polaków na samych siebie;
  • wylew antysemityzmu w internecie, na podstawie raportu polskich psychologów społecznych;
  • wzajemne obwinianie się o fatalne zapisy w obozie władzy;
  • niezrozumiałą postawę opozycji, która głosowała za nowelizacją.

Po wycofaniu się z karania za „przypisywanie narodowi polskiemu” udziału w nazistowskich zbrodniach na rządzie PiS nie zostawili suchej nitki publicyści o różnych politycznych sympatiach oraz politycy opozycji (zapominając, że w znakomitej większości sami za fatalną nowelizacją głosowali).

PiS wycofa się z karnych zapisów ustawy o IPN. Pokazuje tym samym, jak jednocześnie nie zjeść ciastka i go nie mieć. Bo…

Opublikowany przez Jakub Majmurek Środa, 27 czerwca 2018

Bezlitośnie wypominano także politykom PiS wytrwałą obronę nowelizacji – i zapowiedzi, że nie zostanie ona zmieniona.

Duża część politycznej odpowiedzialności za porażkę obciąża Patryka Jakiego, wiceministra sprawiedliwości, a dziś kandydata Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Warszawy. Jaki nie tylko był (podobno) współautorem fatalnych zapisów, ale również ostro ich bronił.

W lutym w TVP Info Jaki przekonywał, że ustawa jest „napisana naprawdę dobrze” i że byłoby źle, gdyby rząd wycofał się pod międzynarodową presją.

Trzeba sobie zadać pytanie, czy gdyby Polska postąpiła inaczej, to czy nie miałoby to długofalowych gorszych konsekwencji dla naszego państwa (…), jeżeli pod taką presją byśmy zmieniali ustawę, która jest napisana, jestem przekonany, naprawdę dobrze”

– powiedział Jaki. Rząd PiS właśnie dokładnie to zrobił – przegrał i wycofał się pod presją.

Dlaczego PiS się wycofał?

Zrobił to w dodatku nieoczekiwanie i bardzo szybko, nie czekając nawet na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, do którego prezydent Duda skierował budzące wątpliwości zapisy. Premier poprosił o wstawienie głosowania nad poprawką do ustawy o IPN do dzisiejszego harmonogramu prac Sejmu zaledwie w środę rano.

Już od dłuższego czasu politycy PiS zapowiadali ustępstwa w tej sprawie. 9 czerwca o potrzebie „pilnej poprawki” mówił minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. Chociaż rząd dementował doniesienia o amerykańskich sankcjach wymierzonych w polskich polityków – mieli mieć zakaz spotkań na najwyższym szczeblu – to rzeczywiście podczas wizyty w USA w maju prezydent Duda nie spotkał się z Donaldem Trumpem. W kluczową fazę wchodzą także negocjacje z USA w sprawie stałego stacjonowania wojsk amerykańskich w Polsce. Kryzys we wzajemnych relacjach mógł na nie wpłynąć. Być może strona polska otrzymała od Amerykanów sygnał, że polscy politycy nie mogą liczyć na spotkanie z Trumpem bez załatwienia tej sprawy.

Być może także zadziałali… Żydzi. 26 czerwca OKO.press opublikowało złożoną w w Trybunale Konstytucyjnym opinię Międzynarodowego Stowarzyszenia Adwokatów i Prawników Żydowskich (IAJLJ), w której wykazuje niekonstytucyjność ustawy o IPN ze stycznia 2018 roku. „Nie stajemy przeciwko Polakom (…). Stajemy przeciwko tym, którzy chcieliby nadużywać zapisów ustawy o IPN w cyniczny sposób” – pisali prawnicy.

PiS wycofał się z ustawy zaledwie dzień później.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym