0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Agata KubisFot. Agata Kubis

— Przewidziałam tę antyukraińską falę. Niestety, mam zespół Kasandry — mówi Wira.

Rok temu w OKO.press opisywaliśmy, jak zaatakował ją jej sąsiad. Podczas spaceru – Wira była z kotką – zwyzywał ją od „ruskiej szmaty i k*rwy”. Mówił: „Zadzwonię na służbę migracyjną, żeby cię stąd wyj***li. Jesteście tacy roszczeniowi, nic nie robicie, tylko wszystko niszczycie. Dobrze, że Putin was zaatakował”.

„Macie wszyscy zginąć na froncie, macie dawać d*pę rosyjskim sołdatom. Poszli won. Chwała Putinowi!” – kontynuował.

Wszystko zaczęło się od tego, że według sąsiada Wira nie miała prawa chodzić po tzw. stronie sąsiada. Mieszka w centrum Warszawy, w jednym ze starych dużych domów z dziedzińcem. Zespół budynków jest zarządzany przez dwie spółdzielnie.

Pod koniec czerwca 2025 roku, Wirą wyszła na spacer ze znajomą – Walentyną, która przyjechała do Polski po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w 2022 roku. Wira, która mieszkała w Polsce już ponad 10 lat, pomagała jej w aklimatyzacji.

Do konfliktu doszło, gdy kotka Wiry przeskoczyła przez niskie ogrodzenie oddzielające drogę od krzaczków i kwietnika po tzw. stronie sąsiada. „Won stąd, Ukraińcy!” – krzyczał mężczyzna, z wyglądu ok. 50-latni. Uderzył Walentynę, która próbowała go uspokoić.

— Celował w twarz, ale zdążyłam zasłonić się rękami — opowiadała wówczas Walentyna. Miała podrapane ręce.

— Zaczęłam nagrywać na telefonie, a on mówił: „Je*ani Ukraińcy, trzeba was wyniszczyć”. Zapytałam go: pan zachował się wobec mnie agresywnie, ponieważ jestem Ukrainką? Odpowiedział, że tak. Odwrócił się i splunął na mnie — mówiła Wira. – Śmiał się i mówił: „Policja jest moja. Przyjedzie, wyj***e cię, zakopie i nikt cię nie znajdzie. Jesteś nikim”.

Wira zadzwoniła na policję, funkcjonariusze przyjechali i wylegitymowali agresywnego mężczyznę. Kilka dni później Wira i Walentyna złożyły zawiadomienie na policji. Po ponad dwóch miesiącach poinformowano je, że wszczęto postępowanie przygotowawcze i trwa dochodzenie.

Przeczytaj także:

Policja bada sprawę, a Wira boi się wyjść z domu

Jednak sąsiad nie zmienił swojego zachowania. — 23 września ubiegłego roku ponownie wydarzyło się to samo, ale byłam już sama. Te same teksty, ten sam gość, to samo miejsce — mówi Wira. Zastanawiała się, czy składać nowe zawiadomienie, czy dołączyć oświadczenie do toczącej się sprawy. Przekazała materiały policji.

Pod koniec listopada otrzymała zgodę prokuratury na wgląd do akt sprawy. — Chciałyśmy dowiedzieć się czegoś na temat nowych ustaleń, co druga strona wymyśliła. Ale, jak się okazało, otrzymałam swoje własne dokumenty. Przez pół roku nic się nie wydarzyło, nikt nic nie dodał — mówi. — Mało tego, mimo że policja miała dane napastnika, nie był wzywany i nawet nie był zawiadomiony o wszczęciu postępowania przeciwko niemu.

Dopiero w grudniu 2025 r. mężczyzna został wezwany i wtedy dowiedział się o dochodzeniu.

— Być może wcześniej tak się zachowywał, bo nie był w żaden sposób zawiadomiony, że ktoś ma coś przeciwko niemu — mówi Wira. Żyła w nieustannym lęku, że znowu może dojść do podobnej sytuacji. Pogorszył się jej stan psychiczny. W listopadzie z tego powodu otrzymała zwolnienie lekarskie.

— Dopiero po jakimś czasie dowiedziałam się, że sąsiad się wyprowadza i sprzedaje mieszkanie — mówi Wira. — Teraz wszyscy są, niestety, przyzwyczajeni do ataków na Ukraińców. Wtedy byłam z tym sama. Nikt mi nie wierzył — wzdycha.

Rośnie liczba aktów przemocy na tle narodowościowym

W ciągu ostatnich miesięcy odnotowywano coraz więcej agresywnych zachowań wobec obywateli Ukrainy. Komenda Główna Policji przekazała OKO.press dane dotyczące liczby wszczętych śledztw lub dochodzeń w sprawie napaści motywowanych ksenofobią (art. 257 kodeksu karnego).

Według nich:

  • w 2022 roku wszczęto 113 postępowań,
  • w 2023 – 103,
  • w 2024 – 188,
  • w 2025 – 193.

W pierwszej połowie 2026 roku policja wszczęła już 126 dochodzeń w sprawie napaści motywowanych ksenofobią, których ofiarami padli Ukraińcy.

Liczba wszczętych śledztw z powodu dyskryminacji na tle przynależności narodowej i innych (art. 119 par. 1 kk) przez ostatnie lata utrzymywała się na podobnym poziomie, od 77 dochodzeń w 2022 roku po 80 w 2025 roku. W pierwszej połowie 2026 to już 54 postępowania.

W przypadku znęcania się (art. 207 par. 1 kk) w 2022 roku odnotowano 160 takich spraw, w 2025 liczba ta urosła do 306, a tylko w pierwszej połowie 2026 odnotowano 172 postępowania.

Dalszy bieg spraw pozostaje nieznany. Jak poinformowała nas podinsp. Monika Matyjewicz z Komendy Głównej Policji, „policyjne systemy informatyczne nie zapewniają integracji danych w formule jednolitego łańcucha informacyjnego, który pozwalałby na automatyczne powiązanie początkowej interwencji z późniejszym biegiem oraz ostatecznym rozstrzygnięciem sprawy w postępowaniu sądowym”.

Prokuratura umarza

Po zakończeniu czynności policja przekazała sprawę Wiry prokuraturze. Ta nie zwlekała – pod koniec roku Wira otrzymała postanowienie o umorzeniu sprawy, ponieważ jej ściganie nie leżało w interesie publicznym, a czyn nie miał charakteru publicznego.

— Na etapie dochodzenia za mało było zrobione. Jedynie poddano oględzinom dostarczone przez nas nagrania i zrobiono kadry z nich pokazujące wizerunek sprawcy. Policja nie zrobiła wszystkiego, co mogłaby, a prokurator opiera się na dokumentach dostarczonych przez policję — mówi Wira.

— Według prokuratury to spór między osobami, czyli przestępstwo prywatnoskargowe, nie ma tam podłoża narodowościowego. Zamiast zawiadamiania policji osoby poszkodowane mają dochodzić swoich spraw jedynie drogą sądową, a więc złożyć prywatny akt oskarżenia i powołać adwokata, żeby udowodnić winę oskarżonemu — dodaje.

Wira wniosła zażalenie na postanowienie prokuratora z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola. Bezskutecznie – prokurator nadrzędny utrzymał je w mocy. Nie mogła również wnieść subsydiarnego aktu oskarżenia, ponieważ prokuratura uznała, że sprawa dotyczy czynu ściganego z oskarżenia prywatnego. Pozostało jej samodzielne wniesienie do sądu prywatnego aktu oskarżenia.

— Mam poczucie straconego czasu. To zniechęca ludzi do zwracania się do instytucji i tworzy poczucie braku zaufania — mówi Wira.

Według Biura Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR), działającego w ramach Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), do organów ścigania trafiają informacje o najwyżej 5 proc. incydentów motywowanych nienawiścią.

— Wiele podobnych spraw jest umarzanych na etapie prokuratury, a więc zwracanie się do organów ścigania nie ma sensu — mówi Wira. Taki wniosek wynika, jej zdaniem, z komentarzy na forach internetowych, gdzie Ukraińcy dzielą się swoimi historiami.

Problemy dowodowe

— W tym przypadku jest problem nie tyle materialnoprawny (co jest przestępstwem motywowanym nienawiścią do określonej nacji)), lecz kwestie dowodowe. Czyli w jakim stopniu osoba, która znajduje się w takiej sytuacji, jak pani Wira, ma możliwość skutecznego wykazania, że tak rzeczywiście było — wyjaśnia mec. Andrzej Urbański z kancelarii adwokackiej Rychłowski & Urbański, który wspierał Wirę w napisaniu zażalenia.

Urbański dodaje, że opinia publiczna zna sprawy motywowane uprzedzeniami z najbardziej spektakularnych przypadków, które – mimo że były traumatycznymi przeżyciami dla osób pokrzywdzonych — są łatwe do wykazania, ponieważ wydarzyły się w miejscach monitorowanych, np. w środkach komunikacji publicznej.

Jakie są możliwości osoby poszkodowanej, która nie może udowodnić, że agresja wobec niej jest motywowana uprzedzeniami, a prokuratura umarza sprawę?

— Można kontynuować drogę karną i próbować wnosić subsydiarny lub prywatny akt oskarżenia (w zależności od rodzaju przestępstwa) albo próbować korzystać z drogi cywilnej, czyli na przykład wytaczać powództwo o ochronę dóbr osobistych – mówi mec. Urbański.

— Natomiast problem dowodowy, z którym spotykają się osoby poszkodowane, nie znika również w takiej sytuacji — dodaje adwokat i zaznacza, że

najlepszym zachowaniem atakowanej osoby jest nagrywanie zajścia.

— Przestępstwa motywowane takimi postawami charakteryzują się tym, że trzeba wykazać specyficzny rodzaj winy. Nie tylko, że ktoś chciał kogoś obrazić, zrobić krzywdę, ale że powodowała ją nienawiść w stosunku do określonej grupy narodowościowej. Wykazanie tych specyficznych przesłanek koniecznych do zaistnienia przestępstwa jest trudne — kontynuuje mec. Urbański.

Dodaje, że z problemem dowodów mierzą się też osoby pokrzywdzone w innych sprawach dotyczących szeroko pojętej przemocy, w tym przemocy seksualnej wobec kobiet. Ważne jest też znalezienie świadków, którzy mogliby potwierdzić wersję pokrzywdzonego.

— Pozostawanie nieobojętnym poza takim aspektem etycznym, ma też praktyczny wymiar prawny. To jest mocny dowód, z którym prokuraturze i sądowi trudno jest polemizować — mówi mec. Urbański.

Jak dodaje adwokat, nawet po umorzeniu sprawy osoba pokrzywdzona może nadal domagać się sprawiedliwości. — Niektóre kancelarie podejmują się tych spraw pro bono albo częściowo pro bono. Są też organizacje, które wspierają osoby pokrzywdzone. W całej Polsce jest sieć studenckich poradni prawnych, które też mogą pomóc — mówi mec. Urbański.

Zaznacza, że decyzja, czy kontynuować sprawę, należy do pokrzywdzonego. Część osób nie chce wracać do traumatycznych przeżyć i woli żyć dalej, nie koncentrując się na tym zdarzeniu. Według prawnika niektórzy migranci i uchodźcy mają też psychologiczną blokadę, jeśli chodzi o samo zwracanie się o pomoc do organów ścigania, bo czują się mniej pewnie w obcym kraju.

Ministerstwo sprawiedliwości przeciwko hejtowi

Sytuację z wielką liczbą umarzanych spraw miały poprawić wyspecjalizowane prokuratury. Jak pisał w OKO.press Mariusz Jałoszewski, minister sprawiedliwości Waldemar Żurek na początku 2026 roku powołał specjalne zespoły prokuratorów, które zajmują się aktami nienawiści na tle narodowościowym. Od tej pory przeszkolonych zostało ponad 100 prokuratorów.

„W bardzo krótkim okresie mamy już ponad 280 aktów oskarżenia skierowanych do sądu, więc te zmiany w strukturze prokuratury zadziałały” — podsumował pod koniec lipca minister sprawiedliwości.

Jak pisał niedawno nasz dziennikarz, od lutego do lipca 2026 roku do sądów skierowano 220 aktów oskarżenia (reszta to wnioski o dobrowolne poddanie się karze lub warunkowe umorzenie sprawy).

„W sumie w tym okresie zakończono 1141 takich spraw, co oznacza, że skierowaniem sprawy do sądu zakończyło się 25 procent spraw” — pisze Jałoszewski. Dodaje, że w tym samym okresie 2024 roku do sądu skierowano 145 spraw o tzw. mowę nienawiści i stanowiło to 18 procent wszystkich zakończonych spraw.

Według szacunków prokuratury obecnie ponad 80 procent wszystkich tych spraw dotyczy Ukraińców, którzy są ofiarami hejtu.

Według ministra Żurka współpraca z policją układa się bardzo dobrze „i widać, że skuteczność łapania tego typu przestępców jest dzisiaj bardzo wysoka”.

„Jednego dnia mamy incydent, kolejnego dnia ten człowiek siedzi już w areszcie i za chwilę mamy już akt oskarżenia w sądzie. Ja tu nie ustąpię, będę monitorował te zespoły prokuratorów” — mówił minister.

— Uważam, że nawet czysto formalne stanowisko władz, na przykład ministra sprawiedliwości czy ministra spraw wewnętrznych, sprowadzające się chociażby do tego, że występuje on albo jego rzecznik, czy podsekretarz stanu i wyraża publiczne potępienie takich zachowań – co może się wydawać pustym gestem – ma znaczenie — mówi mec. Urbański.

— Instytucje mają charakter hierarchiczny. W związku z tym, jeśli takie stanowisko jest prezentowane publicznie, to wszyscy, zarówno osoby, które funkcjonują w ramach tych instytucji, czyli policja, straż miejska, prokuratura, zdają sobie sprawę, jakie jest stanowisko państwa w tej sprawie i to przekłada się na całościowy klimat. Nie pozostają wątpliwości, że państwo absolutnie nie przyzwala na takie zachowania — dodaje adwokat.

— W przypadku najbardziej spektakularnych zdarzeń, z którymi mieliśmy do czynienia w ostatnich miesiącach, organom ścigania jednak udało się szybko odnaleźć sprawców. Dla niektórych osób to będzie odgrywało jakąś rolę odstraszającą. Jedno z podstawowych założeń kryminologii mówi nam, że nie wysokość, ale nieuchronność kary odgrywa rolę odstraszającą i tak powinno być — mówi mecenas.

Rzeczywiście, sprawcy ostatnich głośnych incydentów, o których dowiedziała się cała Polska i Ukraina, zostali szybko zatrzymani przez policję. Jednak w sprawie Wiry tak się nie stało. Pozostaje pytanie, ile podobnych niemedialnych spraw umorzyły prokuratury.

— Słyszałam, że te prokuratury zajmują się głównie cyberprzestępstwami, typu mowa nienawiści w sieci. Do tego np. ja jako pokrzywdzona nie mogę wpływać na wybór właściwej prokuratury, do której bym chciała przekierować swoją sprawę. To decyzja policji — mówi Wira.

— Zwykłe prokuratury rejonowe nie zostawiają innej opcji jak tylko samej zwracać się do sądu jako oskarżyciel prywatny. Mam tu pewne rozdwojenie: z jednej strony pokrzywdzonemu pozostaje droga sądowa, z drugiej strony resort raportuje niezwykłą sprawność w walce z ksenofobią — dodaje.

Sąd barierą dla poszkodowanych cudzoziemców

W sądzie osobę pokrzywdzoną powinien reprezentować adwokat. W tym miejscu dla wielu cudzoziemców zaczyna się problem. Barierą są przede wszystkim koszty procesu – prowadzenie sprawy przez adwokata kosztuje kilka tysięcy złotych. Z tego względu wielu poszkodowanych nie ma szans na dojście do sprawiedliwości.

Dla Wiry – pracującej wcześniej w organizacji międzynarodowej – to też okazało się problemem, bo straciła pracę. Dla Walentyny to również duży wysiłek finansowy.

— Z jednej strony zainwestowałyśmy w tę sprawę zbyt dużo czasu i nerwów, żeby po prostu rzucić to na wiatr, ale z drugiej strony nie mamy takich pieniędzy: ja teraz jestem bezrobotna, a Walentyna, która jest psycholożką, jest samotną matką, wychowującą dwójkę dzieci — mówi Wira.

— Jest to pułapka: ludzie są odsyłani do sądu, ale tam nie idą. Ze strony organów wszystko wygląda dobrze, przecież wydali postanowienie, ale osoba poszkodowana zostaje z niczym. Powinnyśmy były od razu iść do sądu, a nie na policję, chociaż to naturalny odruch. Nie wiedziałaś o tym? Trudno, twój problem. Straciłam tylko pół roku na bezcelowe przepychanki z policją i prokuraturą — dodaje Wira.

Jedną z możliwości jest znalezienie prawnika chętnego do pomocy pro bono. — Na razie to są pojedyncze osoby, które trochę dla wypromowania siebie biorą sprawy związane z nienawiścią wobec cudzoziemców i to dopiero takie, o których słyszymy w sieci – wnioskuje Wira. Dodaje, że niektórzy już nie odpowiadają na apele pokrzywdzonych, ponieważ mają zbyt dużo takich spraw.

– Ostatnio czuję się okropnie. Wiedzieliśmy, że tak może się wydarzyć. Fala nienawiści jest sztucznie rozkręcana przez Rosję, oczywiście. Wojna hybrydowa trwa. Odpowiedzialność za to, co się dzieje, ponosi też rząd, który nie robi nic, żeby temu się przeciwstawić. Co więcej, czasami nawet popiera zachowania skrajnej prawicy — mówi Wira.

— Czy premier powinien komentować jakieś drobnostkowe czyny jak ten wjazd ukraińskiego blogera na Morskie Oko? Czy to jest w ogóle warte uwagi premiera? Może lepiej odwiedziłby nastolatka, który został pobity przez dorosłych i ma pękniętą czaszkę? — pyta Ukrainka.

Niewspółmierne wyroki, deportacje za drobne naruszenia, szczucie nie tylko w internecie wzbudzają w Ukraińcach coraz więcej lęku o swoje bezpieczeństwo w Polsce. — Politycy szykują się do wyborów. Cudzoziemcy nie głosują, więc nie ma co na nich się skupiać. Prawicowi politycy chcą też utrudnić nabywanie obywatelstwa polskiego, żeby jak najmniej osób mogło je otrzymać. Przecież nowi obywatele, rzecz jasna, na nich nie zagłosują — mówi Wira.

Zdaniem Wiry przez antyukraiński klimat, który obecnie panuje w Polsce, wiele osób zaczyna szukać sobie domu w innych krajach lub wraca do Ukrainy. Jednak, jak mówi, najczęściej to robią ci, co przyjechali po 2022 roku i nie zdążyli się jeszcze zakorzenić. — Wszyscy nie wyjadą. Wiele osób, które mieszkają w Polsce od 10–12 lat, ułożyło sobie tu życie i trudno jest im wszystko porzucić. Nie mają sił, żeby rozpoczynać wszystko od nowa w innym kraju — mówi Wira.

„Rząd nie jest zainteresowany rozwiązaniem problemu”

— Dlaczego jest dla ciebie ważne, żeby twój sąsiad poniósł odpowiedzialność za swoje czyny? — pytam Wirę.

— Szkoda mi włożonego wysiłku i nerwów oraz oczywiście brakuje mi poczucia sprawiedliwości. To, co się wydarzyło, mocno wpłynęło na moje samopoczucie, na samoocenę. Od ataku minął ponad rok. Miało to miejsce niedługo po wyborach prezydenckich. Już wtedy czułam się niesprawiedliwie oskarżona, że jestem pasożytem, że ja tu nic nie robię, otrzymuję wyimaginowane pieniądze od państwa. Mnóstwo Polaków wciąż wierzy w te mity — mówi Wira. Według niej, jeśli nie będzie konkretnych wyroków, inni nie będą się bać robić to samo.

— Te kilka wypadków, które trafiły ostatnio do sieci, pokazało, co się dzieje. Skala przemocy wzrosła, ale to nie znaczy, że Ukraińcy nie doświadczali jej wcześniej. Po prostu o niej nie wiedzieliśmy, a wielu Polaków wciąż o niej nie wie, ponieważ to ich nie dotyczy — kontynuuje Wira.

— Czy Ukraińcy się boją? O wiele bardziej się boją. Niektórzy już się śmieją z tego i mówią: jak idziesz do Żabki, to weź gaz pieprzowy, bo może ci się przydać.

Według naszej rozmówczyni nie ma gwarancji, że udostępnione w sieci nagranie aktu agresji pomoże osobie poszkodowanej — Z ofiary mogą cię zrobić sprawcą, bo jako cudzoziemiec masz de facto mniej praw, więc wszystko jest możliwe. Maksimum to to, że znajdziesz za darmo adwokata — mówi Wira.

Pytam Wirę jakie działania są potrzebne, żeby Ukraińcy w Polsce mogli czuć się bezpieczni. — Głos społeczeństwa obywatelskiego jest zbyt słaby. Ta brunatna fala jest silniejsza, głośniejsza, agresywniejsza, władze na nią nie zwracają wystarczająco uwagi — odpowiada.

— Chciałabym, aby ta świadoma strona polskiego społeczeństwa stawiała czoło temu zagrożeniu. Nie podpisywaniem jakichś listów otwartych albo nadawaniem orderu przyszłości Ukraińcom. Co to zmieni w sytuacji, gdy zabrano ostatnią pomoc prawdziwym uchodźcom, gdy biją ludzi na ulicach za akcent, a wkrótce trzeba będzie zakładać opaski na ramię? Nie są to wystarczające działania — mówi Wira.

— Gwoli sprawiedliwości, warto dodać, że w ostatnich tygodniach w ponad 20 polskich miastach odbywały się manifestacje przeciwko agresji wobec Ukraińców. W Warszawie na tej demonstracji solidarnościowej dziewczyna trzymała plakat z napisem:

„W 2022 roku ja się martwię o rodzinę w Ukrainie, w 2026 – moja rodzina w Ukrainie martwi się o moje bezpieczeństwo w Polsce”.

— Obecnie w Polsce możesz zostać odtrącony bez żadnej przyczyny. Pracujesz, nie pracujesz, jesteś kobietą, mężczyzną, dzieckiem, jesteś w ciąży, jesteś bogaty czy biedny – każdy może dostać. Tylko dlatego, że jest Ukraińcem. Taka skala absurdu nie mieści mi się w głowie. Przecież w 2022 roku Polacy tak niesamowicie pomagali Ukraińcom, tyle było współczucia, prób zrozumienia — mówi Wira.

— Na ramieniu mam wytatuowany trójząb. Czy w 2022 roku wiedziałam, że w Polsce mogą mi przez to grozić? Myślałam, że będę z dumą go nosić, co złego może się wydarzyć? Najgorszy scenariusz wyobrażałam sobie tylko w przypadku, gdy trafię w ręce Rosjan. Było wiele przypadków, jak jeńców torturowano z powodu patriotycznych symboli, ale nie, żeby Polacy mogli mnie za to zaatakować — dodaje.

— Zdarza się, że nie mam siły, nie mam zasobów wewnętrznych, żeby w razie niebezpieczeństwa stawić czoło i udowadniać komuś, że to godło mojego kraju, symbol z czasów Rusi Kijowskiej, a nie symbol UPA, więc muszę zakładać sweter, żeby nie było widać tatuażu. Nie mogę ciągle być w gotowości, żeby odeprzeć atak, się obronić. Jest to męczące. Nie mówiąc już o tym, że w wolnym kraju mogę robić ze swoim ciałem, co chcę. Flagę z okna, przypinki, wstążki żółto-niebieskie zdjęłam jeszcze pod koniec 2024 roku — zaczęłam się bać i miałam rację.

Żyjemy już w innej Polsce – kraju, który coraz bardziej przesiąka faszyzmem — mówi Wira.

UE potępia agresję wobec Ukraińców w Polsce

Jak pisze Radio Swoboda, Komisja Europejska śledzi sytuację związaną z przypadkami agresji wobec Ukraińców w Polsce i sprawdza, czy Polska przestrzega unijnych przepisów dotyczących zwalczania rasizmu i ksenofobii.

„Komisja Europejska potępia wszelkie formy przestępstw z nienawiści oraz mowę wrogości. Komisja będzie nadal wspierać Ukraińców w związku z agresywną wojną prowadzoną przez Rosję tak długo, jak będzie to konieczne. Równe traktowanie, brak dyskryminacji i solidarność to fundamentalne zasady UE” – oświadczył niedawno rzecznik Komisji Europejskiej w odpowiedzi Radiu Swoboda w sprawie wzrostu liczby zarejestrowanych przypadków agresji wobec Ukraińców w Polsce.

Przypomniał, że Komisja Europejska stale zapewnia specjalne środki finansowe z budżetu UE dla państw członkowskich przyjmujących Ukraińców. Oprócz tego KE nadzoruje wdrażanie przez wszystkie państwa UE, a w szczególności przez Polskę, decyzji ramowej w sprawie zwalczania rasizmu i ksenofobii.

Według KE prawodawstwo UE zobowiązuje państwa członkowskie do uznania za przestępstwo mowy nienawiści oraz publicznego podżegania do przemocy, w szczególności ze względu na pochodzenie narodowe lub etniczne. Ponadto państwa UE muszą również uwzględniać motyw rasistowski lub ksenofobiczny jako okoliczność obciążającą podczas rozpatrywania innych przestępstw.

Na zdjęciu Krystyna Garbicz
Krystyna Garbicz

Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.

Komentarze