0:00
Prawa autorskie: Marcin Stepien / Agencja Wyborcza.plMarcin Stepien / Age...
11 grudnia 2022

Lewica szykuje się do przejęcia władzy. „Kiedy wejdziemy do ministerstwa pracy, to…”

Na kongresie „ABC Lewicy” w Łodzi Nowa Lewica i partia Razem przedstawiły wspólny program na wybory do Sejmu. „Są rzeczy, które załatwi tylko lewica, a nie Szymon, Donald czy Władek” – mówiła Joanna Scheuring-Wielgus

Wydrukuj

W łódzkiej hali Expo kongres Lewicy zgromadził tysiąc osób. Wybór Łodzi był nieprzypadkowy. To tutaj Lewica w poprzednich wyborach parlamentarnych zdobyła jeden z najwyższych wyników — na jej listę zagłosowało ponad 20 proc. wyborców w okręgu. A według opublikowanej kilka dni temu prognozy na najbliższe wybory samorządowe, w województwie łódzkim Lewica ma największe szanse na współrządzenie w sejmiku.

Scheuring-Wielgus: nie wierzcie podróbkom

Głównym przesłaniem dzisiejszego kongresu była deklaracja wiary w to, że już w 2023 roku Lewica może współrządzić także w całej Polsce.

„Lewica jest gotowa wziąć współodpowiedzialność za Polskę, przejąć władzę po PiS” - mówił Robert Biedroń, współprzewodniczący Nowej Lewicy.

Oprócz niego na scenie wystąpili: Włodzimierz Czarzasty (współprzewodniczący Nowej Lewicy), Magdalena Biejat i Adrian Zandberg (od niedawna współprzewodniczący Razem), a także Krzysztof Śmiszek, Krzysztof Gawkowski, Joanna Scheuring-Wielgus, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk i Paulina Matysiak.

Unikali krytykowania potencjalnych koalicjantów. „Jesteśmy przyjaciółmi z tymi, którzy są w Platformie Obywatelskiej, Polskim Stronnictwie Ludowym i każdej innej demokratycznej strukturze” – podkreślał Gawkowski.

Tylko raz Czarzasty wspomniał o tym, jak Lewicy niesłusznie „dostało się po głowie” za głosowanie wspólnie z PiS za Funduszem Odbudowy, ale nawet nie wskazywał, kim był bijący. A przecież po tamtym głosowaniu wiosną 2021 roku wydawało się, że Koalicja Obywatelska postawiła sobie za cel wyeliminowanie Lewicy z Sejmu kolejnej kadencji. Choć nie miało to żadnego pokrycia w rzeczywistości, politycy KO oskarżali ją o chęć wejścia w koalicję ze Zjednoczoną Prawicą.

Dzisiaj po tamtych emocjach niemal nie ma śladu. Na największą złośliwość wobec reszty opozycji pozwoliła sobie Scheuring-Wielgus. „Są takie ugrupowania, które mówią o naszych wartościach, że będą się zajmować prawami kobiet lub świeckim państwem. Są rzeczy i wartości, które załatwi tylko Lewica, a nie Szymon, Donald czy Władek. Nie wierzcie podróbkom, wierzcie tym, którzy są wiarygodni” - mówiła polityczka.

Kto zagwarantuje prawa kobiet?

Te słowa Scheuring-Wielgus były reakcją na próby przejęcia lewicowego elektoratu przez Donalda Tuska i Szymona Hołownię. Tusk w sierpniu 2022 roku nieoczekiwanie ogłosił, że program Platformy przewiduje możliwość przerywania ciąży do 12 tygodnia. „Aborcja decyzją kobiety, nie księdza, prokuratora, działacza partyjnego. Nie rozstrzygamy, czy aborcja jest OK, czy nie. Rozstrzygamy, kto podejmuje decyzję” - mówił przewodniczący PO na Campusie Polska Przyszłości. Zapowiedział nawet, że na listach PO miejsce znajdą tylko zwolennicy prawa do aborcji. Za tę deklarację dostał później nagrodę od Kongresu Kobiet.

Lewica na dzisiejszej konwencji ostrzega, że Tusk nie zrealizuje tej obietnicy, jeśli w rządzie nie będzie prawdziwych obrończyń praw kobiet, które walczą o nie od lat. „Lewica jest gwarantem, że kobiety będą miały swoje prawa i nie będą musiały bać się rodzić w Polsce” - mówiła Scheuring-Wielgus.

Ze sceny padła też deklaracja o finansowaniu in vitro z budżetu państwa i likwidacji nierówności w wynagradzaniu kobiet i mężczyzn, tzw. luki płacowej.

W obu kwestiach Lewica przedstawiała już wcześniej własne projekty ustaw.

Ograniczyć przywileje Kościoła

Scheuring-Wielgus odgryzła się też Polsce 2050, która próbowała podebrać Lewicy elektorat, publikując dość szczegółowy program oddzielenia państwa od Kościoła. Ogólnikowo ograniczenie przywilejów kleru zapowiadał też Donald Tusk. Na tym polu Lewica także wydaje się bardziej wiarygodna od partii, której liderami są zadeklarowani katolicy.

Włodzimierz Czarzasty zapowiedział wyprowadzenie religii ze szkół do salek katechetycznych i wstrzymanie finansowania ich z budżetu, co oznaczałoby zaoszczędzenie 2 mld zł rocznie. Prawnie jest to możliwe, choć trudno sobie wyobrazić, że pozostali potencjalni koalicjanci zdecydują się na tak radykalny krok. Nagła zmiana zasad finansowania religii oznaczałaby odebranie pensji około 8 tysiącom księży-katechetów.

Jeszcze trudniejszy do zrealizowania byłby postulat wypowiedzenia konkordatu, czyli umowy między polskim państwem a Stolicą Apostolską. Do zawarcia takiej umowy zobowiązuje konstytucja z 1997 roku. Jednostronne wypowiedzenie konkordatu – nawet gdyby do niego doszło – mógłby więc zakwestionować Trybunał Konstytucyjny.

Polityka społeczna na pierwszym miejscu

„Wybudowaliśmy we Włocławku 300 mieszkań” - pochwalił się Czarzasty. Dokładnie rzecz biorąc, wybudował je tamtejszy samorząd pod kierunkiem Krzysztofa Kukuckiego, wiceprezydenta miasta z Lewicy. Czarzasty zapowiedział, że pod rządami Lewicy Polska będzie jak Włocławek. Zapowiedział wybudowanie 300 tysięcy tanich mieszkań na wynajem w latach 2025-2029 w ramach Narodowego Programu Mieszkaniowego. Program ma kosztować 100 miliardów złotych, którymi ma operować Bank Gospodarstwa Krajowego.

Środków na program tanich mieszkań Lewica chce szukać w Unii.

„Chcemy powiedzieć UE: mieszkania Europejczyków są ważne we wszystkich krajach. Jeśli budujemy za unijne pieniądze drogi, dlaczego nie mamy budować mieszkań?” – pytał retorycznie Czarzasty.

Kolejnym „sztandarowym” projektem Lewicy ma być „renta wdowia”. Poseł Arkadiusz Iwaniak przygotował projekt ustawy, która ma przyznawać wdowom i wdowcom 50 proc. emerytury zmarłego współmałżonka.

„To da stabilność naszym rodzicom, dziadkom i pomoże nam. Bo my dbamy o bezpieczną rodzinę” – zachwalał projekt Czarzasty.

Bezpieczeństwo rodziny ma zapewnić też budowa żłobków. „Są całe połacie kraju, gdzie nie ma ani jednego żłobka. W ciągu jednej kadencji doprowadzimy do tego, żeby w każdej gminie w Polsce był żłobek” – zadeklarował Adrian Zandberg.

Zapowiedział też „ucywilizowanie rynku pracy i skończenie ze śmieciowym zatrudnieniem”.

„Kiedy wejdziemy do ministerstwa pracy, damy inspektorom prawo — kiedy zobaczą bezprawną umowę śmieciową — do zmieniania jej od ręki w umowę o pracę” – deklarował Zandberg.

Czy to znaczy, że opozycja już rozdzieliła między siebie resorty, a Lewicy dostało się ministerstwo pracy? Po Sejmie krążą takie plotki, ale na ostateczne decyzje jeszcze za wcześnie. Ta przedwczesna deklaracja jest jednak wymowna: Lewica na serio przygotowuje się do współrządzenia.

Na zdjęciu: liderzy Lewicy podczas Kongresu Programowego ABC LEWICY w Sali Kongresowej Expo w Łodzi, 11 grudnia 2022 roku.

Udostępnij:

Daniel Flis

Dziennikarz śledczy. W OKO.press od 2016 r., wcześniej pisał dla „Gazety Wyborczej”. Absolwent filozofii na UW i Polskiej Szkoły Reportażu, stypendysta OCCRP. Był nominowany do nagród dziennikarskich.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne