PiS kontynuuje atak na unijny system ETS, w którym przedsiębiorstwa płacą za prawo do emisji dwutlenku węgla. W sobotę mieliśmy poznać projekt ustawy PiS w sprawie wyjścia z tego mechanizmu. Nie poznaliśmy. Jednostronne wyjście z ETS to w istocie wyjście z UE
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankiety„My wychodzimy z ETS-u. To nie jest hasło. To realny plan, który już dziś mamy. To jest ciężar, który nas przygniata. Niszczy przemysł chemiczny, stalowy. A ETS 2 zniszczy Polaków – nie będzie nas stać na prąd, na gaz, by jeździć samochodem na benzynę” – mówił poseł PiS Jacek Sasin podczas zorganizowanej przez Prawo i Sprawiedliwość debaty „Myśląc Polska”.
Przy okazji warto przypomnieć, że Sasin był wicepremierem i ministrem aktywów państwowych w rządzie PiS w latach 2019-2023.
Debata odbyła się w sobotę 14 marca w Warszawie w sali Banku Rolnego.
Sasin podtrzymał w ten sposób partyjną linię ustawioną przez Przemysława Czarnka, kandydata na premiera przyszłego rządu PiS. Oczywiście, jeśli PiS wygrałby wybory w 2027 roku i miał większość w Sejmie.
Czarnek zapowiedział, że polski przemysł po przejęciu rządów przez PiS nie będzie już płacić za uprawnienia do emisji dwutlenku węgla. Na tym polega system ETS (Emissions Trading System), z którego większość środków z opłat zasila krajowe budżety krajów członkowskich.
Teraz według Sasina, jeśli PiS wróci do władzy pod koniec 2027 roku, polski rząd ma też odrzucić ETS2 – czyli rozszerzenie systemu opłat za emisję CO2 na gaz, paliwo i węgiel spalany w gospodarstwach domowych.
Sasin stwierdził, że samo przyjęcie systemu handlu uprawnieniami do emisji było niezgodne z konstytucją i odebrało Polsce część suwerenności.
Polityk PiS mówił też o odnawialnych źródłach energii, określonych przez Czarnka mianem „OZE-sroze”. Były minister aktywów państwowych stwierdził, że nie ma potrzeby budowy nowych mocy odnawialnych źródeł, a państwo nie ma środków na to, by wspierać inwestorów.
Według Sasina OZE jest „kosztownym dodatkiem”, a dla Polski nie ma innej drogi, niż utrzymanie mocy węglowych. „To nieracjonalne, gdy posiadamy ogromne zasoby węgla kamiennego” – stwierdził Sasin.
O tym, jak wyglądają rzekome dostępne złoża i czy ich wykorzystanie jest realistyczne, pisaliśmy już w OKO.press:
Zdaniem Sasina trzeba pozbyć się obciążeń, które narzuca Bruksela, by węgiel znów stał się opłacalny – czyli zrezygnować z ETS-u.
„Zdajemy sobie sprawę, że to będzie początek negocjacji Polski o regułach uczestnictwa we wspólnym rynku” – mówił były wicepremier w rządzie PiS.
Sasin nie chce wprost powiedzieć tego, o czym bez skrupułów mówią eksperci, w tym ci, którzy kiedyś byli związani z PiS: wyjście z ETS-u może oznaczać polexit, czyli wyjście Polski z Unii Europejskiej.
Sobotnie wydarzenie, zapowiadane przez Czarnka jako „konwencja dotycząca spraw energetyki”, miało być okazją do przedstawienia szczegółów ustawy o wyjściu z unijnego systemu. Czarnka jednak zabrakło, tak samo jak detali zapowiadanego przez Prawo i Sprawiedliwość projektu ustawy.
We wcześniejszej rozmowie w Radiu ZET 9 marca Czarnek deklarował, że sprzeciwia się jakimkolwiek opłatom za emisje CO2. Chodzi więc nie tylko o ETS2, który ma objąć budynki mieszkalne i transport, a którego start na skutek protestów wielu unijnych państw przełożono na 2028 rok.
Celem Czarnka jest też odrzucenie działającego od ponad 20 lat pierwszego systemu ETS, który obejmuje wysokoemisyjne przedsiębiorstwa (np. koncerny energetyczne i duże ciepłownie).
Dlaczego walka o „wyjście z ETS” jest niemożliwa do wygrania bez ogromnych kosztów? I co mają do tego autobusy na polskiej wsi i fotowoltaika na angielskich przedmieściach?
Zacznijmy od pytania nr 1, czyli kosztów.
Pierwszy i najważniejszy koszt byłby wieloaspektowy: gospodarczy, społeczny, polityczny itp. W skrócie: nie ma wyjścia z ETS bez wyjścia z UE.
„Minister Czarnek jak wielu jego poprzedników sprzedaje dawno zgraną bajkę o rzekomym wychodzeniu z EU ETS. W ostatnich latach ze strony niewielkiej, lecz głośnej grupy osób, słyszymy te same oderwane od rzeczywistości zapowiedzi, z których nic nie wynika” – zauważa Mikołaj Gumulski z Greenpeace Polska.
W rozmowie z OKO.press wyjaśnia, że z systemu tego nie da się po prostu wyjść. „Taki scenariusz wymagałby albo wyjścia Polski z Unii Europejskiej, albo płacenia kar” – podkreśla ekspert.
Podobnie widzą to specjaliści od prawa, przedstawiciele obecnego rządu, a nawet poprzedniego.
„Dyrektywa nie przewiduje żadnej formy »wypowiedzenia« jej przez państwo, podobnie jak każda inna dyrektywa. Dyrektywa wskazuje, które jednostki [sektory gospodarki – red.] mają obowiązek uczestniczyć w systemie. Nie ma możliwości uczestnictwa w unijnym handlu emisjami w sposób dobrowolny” – komentowała w 2025 roku dla TVN24 prof. Anna Wyrozumska z Katedry Europejskiego Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Łódzkiego.
„Prawo nie przewiduje możliwości jednostronnej rezygnacji przez państwo członkowskie z uczestnictwa w systemie EU ETS, nie reguluje ono również procedury wyłączenia państwa członkowskiego z tego systemu”
– tłumaczył w tym samym roku w odpowiedzi na poselską interpelację Krzysztof Bolesta, wiceminister klimatu i środowiska.
Z kolei zdaniem Jadwigi Emilewicz, byłej wicepremier za czasów PiS, postulat jednostronnego wyjścia z ETS „byłby politycznie i gospodarczo bardzo ryzykowny”.
W rozmowie z Business Insider ocenia, że w skrajnym scenariuszu mogłoby to prowadzić do „polexitu”. A ten dla polskiej gospodarki byłby niezwykle kosztowny. Emilewicz zauważa, że taki ruch spowodowałby ryzyko utraty jednolitego europejskiego rynku, a to „dla wielu polskich firm oznaczałoby bankructwo”.
"Warto odebrać lekcję brexitu – gospodarki znacznie zamożniejszej, która po 10 latach nie może wyjść z 8-procentowego spadku” – zauważa Emilewicz, dziś ekspertka ds. gospodarki i energetyki w Instytucie Sobieskiego.
Ale koszty należy rozumieć również dosłownie.
We wspomnianej odpowiedzi na interpelację Bolesta zwraca też uwagę, że jednostronne wyjście z systemu EU ETS sprowadziłoby na Polskę ogromne kary.
„Wyjście z systemu wiązałoby się m.in. z wszczęciem postępowania naruszeniowego przez Komisję przeciwko Polsce, skierowaniem skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE i skutkowałoby nałożeniem na Polskę kar finansowych, które obowiązywałyby do momentu usunięcia przedmiotu naruszenia” – wyjaśnił wiceminister.
Namiastkę tego, czym to się może skończyć, pokazuje historia elektrociepłowni Będzin. Zarządzająca obiektem spółka EC Zagłębie Dąbrowskie już w 2020 roku postanowiła zaprzestać rozliczania się w ramach systemu ETS. Powoływała się przy tym na różne argumenty: od niekonstytucyjności przepisów po siłę wyższą w postaci wzrostu cen uprawnień.
W 2025 Główny Inspektorat Ochrony Środowiska podtrzymał jednak niekorzystną dla EC Będzin decyzję podjętą na szczeblu wojewódzkim. Oznacza to, że na właściciela elektrociepłowni nałożono karę 247 mln zł za unikanie opłat za emisje w 2020 roku.
W ostatnich dniach GIOŚ podtrzymał zaś podobną decyzję za rok 2021 – tym razem kara wynosi 262 mln zł kar. W sumie elektrociepłownia, której daleko do największej w Polsce, ma więc do zapłacenia ponad pół miliarda należności.
Choć EC Będzin zamierza walczyć o swoje w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym, na razie żadnego prawnego wyłomu w podejściu do ETS nie ma. Są za to dotkliwe kary.
„Wobec prawa nie ma świętych krów i właśnie przykład Będzina pokazuje, czym kończy się próba jego omijania”
– podsumowuje dla OKO.press. Gumulski (Greenpeace wspierało GIOŚ w postępowaniu).
Ale stratą są nie tylko potencjalne kary. Polska ma być najważniejszym beneficjentem Społecznego Funduszu Klimatycznego, zbierając niemal jedną piątą całej puli. Dla naszego kraju przewidziano ponad 11 mld euro unijnego dofinansowania, czyli ok. 50 mld zł. Pieniądze te powinny zostać wydane m.in. na wsparcie gospodarstw domowych w transformacji i wprowadzenie bardziej zrównoważonego transportu.
Dzięki temu wiele domów może zostać ocieplonych i przejść na ogrzewanie bez stosowania paliw kopalnych. Takie plany ma m.in. rząd Wielkiej Brytanii, który bez unijnego wsparcia uruchomił niedawno wart 15 mld funtów program obniżania rachunków w gospodarstwach domowych właśnie poprzez transformację i dopłaty.
Z SFK można też sfinansować dopłaty do pojazdów elektrycznych, rozbudowę kolei czy przywracanie połączeń autobusowych w mniejszych miejscowościach.
„Niestety, tutaj także rząd nas zawodzi” – ocenia Gumulski. I zwraca uwagę, że nadal nie opracowano i nie zatwierdzono planu wydatkowania tych pieniędzy, a (jak wynika z doniesień medialnych) ministerstwo finansów nie chce dać wkładu własnego w wysokości 25 proc. jego kwoty.
"To oznacza, że minister finansów uważa za zły interes sytuację, w której na każdą złotówkę przeznaczoną z naszego budżetu dostanie 3 zł z funduszy unijnych.
Te środki powinny już być od tego roku wydawane i służyć masowej termomodernizacji naszych domów i rozwojowi transportu zbiorowego. W kontekście trwającego kryzysu energetycznego to ogromny błąd, za który zapłacimy na stacjach paliw i przy płaceniu rachunków za energię" – martwi się ekspert Greenpeace.
Niemniej istotne jest też to, że pieniądze z ETS nie są żadnym „podatkiem dla Brukseli”. To opłaty, które zasilają budżet naszego państwa – i powinny być pobierane właśnie po to, by przyspieszyć transformację Polski.
"W dyskusji o EU ETS często mówi się tylko o kosztach. Zapomina się natomiast o tym, że system jest także znaczącym źródłem wpływów do wykorzystania przez rząd.
Tylko w 2024 roku do polskiego budżetu wpłynęło z tego tytułu 3,81 mld euro.
Były to drugie pod względem wielkości wpływy w UE, co wynika z wysokiej emisyjności naszej energetyki" – zauważa w komentarzu dla OKO.press Aleksander Śniegocki, prezes Instytutu Reform.
Warto przy tym przypomnieć, że w 2024 roku Najwyższa Izba Kontroli ostro skrytykowała wydatkowanie przez rząd pieniędzy z opłat za emisje. W latach 2013-2023 pozyskano z tego tytułu 94 mld zł, z czego 90 proc. wydano poza kontrolą (rozpłynęły się w ogólnym budżecie), a tylko 1,3 proc. w jasny sposób wydano na ograniczanie emisji CO2.
Obecny rząd miał to zmienić, a w umowie koalicyjnej zapewniono nawet, że 100 proc. pieniędzy z ETS zostanie przeznaczone na transformację. Jak dotąd nic z tego nie wyszło.
„Brakuje jednocześnie długofalowej strategii wydatkowania środków z systemu” – przyznaje Śniegocki. „Efektywne, strukturalne i zaplanowane na lata wsparcie z EU ETS dla gospodarstw domowych i przemysłu może pomóc zbudować bardziej sprawiedliwy przebieg transformacji i trwale zmniejszyć wrażliwość gospodarki na wahania cen importowanych paliw, które obserwujemy np. w ostatnich dniach” – podkreśla ekspert.
Organizacja, którą zarządza Śniegocki, opublikowała właśnie raport na temat efektywnego wydania miliardów z planowanego ETS2. Wynika z niego, że Polska może uzyskać z tego systemu ok. 124 mld zł do 2032 roku. Na szacunki te składa się 48 mld zł ze Społecznego Funduszu Klimatycznego i 76 mld zł z krajowych aukcji uprawnień do emisji CO2.
Oczywiście warto podkreślać, że te pieniądze mają służyć przyspieszeniu i ułatwieniu transformacji. Druga strona medalu jest jednak taka, że w znacznej mierze wyłożą je obywatele. Co prawda opłaty w ramach ETS od lat są przerzucone przez przedsiębiorstwa na rachunki – ale po cichu i bez szumu.
ETS2 obnaży ten mechanizm – droższe paliwo i ogrzewanie obciążą budżety każdego, a politycy będą na tym budować kampanie (co, jak widać, już robią).
Czy jednak ETS2 faktycznie będzie takim szokiem cenowym?
Instytut Reform w swym raporcie wskazuje, że może on wystąpić w głównie jednym przypadku: gospodarstw domowych o najniższych dochodach ogrzewających się węglem. Według szacunków organizacji cena węgla w 2028 roku może wzrosnąć z powodu ETS2 o ok. 25-30 proc.
W przypadku gazu ziemnego przewidywany wzrost cen detalicznych dla gospodarstw domowych wynosi ok. 11-13 proc. w 2028 roku oraz ok. 20-23 proc. do połowy lat 30. „Będzie on więc znacznie mniejszy niż dla węgla, a o rachunkach konsumentów w dużej mierze będzie decydowała szersza sytuacja na rynku gazu” – wyjaśnia organizacja.
Wpływ ETS2 na ceny paliw transportowych także będzie odczuwalny, jednak w jeszcze mniejszym stopniu niż dla gazu ziemnego. Instytut Reform szacuje, że z powodu wdrożenia systemu opłat ceny paliw wzrosną o ok. 7 proc. w 2028 roku i 12-13 proc. w perspektywie połowy lat 30.
„W przypadku paliw transportowych wzrost cen detalicznych wywołany przez ETS2 jest znacznie mniejszy niż wahania obserwowane w ubiegłych latach wynikające z sytuacji na globalnym rynku ropy naftowej” – twierdzi organizacja.
Z kolei Instytut Zrównoważonej Gospodarki (do niedawna Instytut Zielonej Organizacji) przypomina wyliczenia rządowe. Wynika z nich, że po wdrożeniu ETS2 w transporcie cena LPG wzrośnie o ok. 32 gr/litr, benzyny o 46 gr/litr, a oleju napędowego o 51 gr/litr (przy założeniu ceny 45 euro za tonę uprawnienia). Oznacza to zmianę ceny średniego kosztu paliwa w całym roku o 144 zł na osobę.
„Znacznie bardziej dotkliwe i niebezpieczne są dla nas chociażby obecne zawirowania na globalnych rynkach paliw kopalnych, wywołane atakiem Izraela i USA na Iran. Mimo fizycznego bezpieczeństwa dostaw, ceny na stacjach zareagowały wzrostem o kilkadziesiąt groszy na litrze – i stało się to z tygodnia na tydzień” – mówi OKO.press Aleksander Szałański, ekspert IZG.
„Wiatru i słońca nikt nie zbombarduje i nikt ich nie zatrzyma w cieśninie Ormuz [kluczowy szlak transportowy dla gazu i ropy, który Iran zablokował po ataku Izraela i USA – przyp. red.]. Korzyści z transformacji wygrywają z ideologicznym zacietrzewieniem byłego ministra edukacji i jego pokrzykiwaniem o OZE-sroze” – dodaje Gumulski, nawiązując do niedawnych słów Czarnka.
Wojciech Kukuła, członek zarządu fundacji ClientEarth, Prawnicy dla Ziemi: „Moim zdaniem Czarnek walczy tutaj o głosy wyborców Konfederacji czy Grzegorza Brauna. Prawnie nie da się »wypowiedzieć« systemu ETS bez wystąpienia z całej Unii. Jestem przekonany, że minister w rządzie PiS ma tego pełną świadomość”.
Ekologia
Gospodarka
Władza
Przemysław Czarnek
Jacek Sasin
Koalicja 15 października
Unia Europejska
emisje co2
ETS
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”.
Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”.
Komentarze