0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Marek KowalczykFot. Marek Kowalczyk

Aleja, która prowadzi do polany na pograniczu polsko-czesko-niemieckim jest jak tunel. Do innego świata.

Tłumów nie ma. Czujny, czyli Marek Majcher, nadaje na żywo:

– Idziemy dalej. Dopóki nam zasięg pozwoli, ponieważ spodziewamy się niespodziewanego przerwania transmisji. Blokują Czujnego na potęgę. Nawet teraz nie wiem, czy jestem na żywo. Napiszcie, czy mnie słyszycie, widzicie kochani. To bardzo ważne.

– Żywiec leci? – zagaduje go mężczyzna w krótkich spodenkach. Maszeruje żwawym krokiem z flagą Polski. Razem z partnerką, która dzielnie dotrzymuje mu kroku. Przyjechali z zachodniopomorskiego.

– Chcecie na żywca? Mówcie, mówcie.

– No, ale co mamy powiedzieć? – zastanawia się kobieta.

– A że idziemy na Trójstyk – podpowiada Majcher.

1 maja 2004 przywódcy Polski, Czech i Niemiec świętowali tu rozszerzenie Unii Europejskiej. W 2019 r. okolica obchodziła 15-lecie wstąpienia do Unii: były koncerty, rajdy rowerowe, wspólne spacery, atrakcje dla dzieci. Swoje stoiska miały Parlament Europejski, oddziały Europejskiej Współpracy Terytorialnej z Drezna, Wrocławia i Ołomuńca oraz lokalne grupy i samorządy.

W tym roku do Porajowa zjeżdżają Niemcy, Polacy, Czesi, Słowacy, Austriacy, podobno nawet Holendrzy i Serbowie, by „protestować na rzecz pokoju”. To majówka bez grilla i bez piwa. Za to z flagami: biało-czerwonymi, kamrackimi, czeskimi, biało-zielonymi Wolnej Saksonii. I przemówieniami, które mają utwierdzić zgromadzonych w przekonaniu, że są „przebudzonymi, świadomymi ludźmi”, „idącymi pod prąd”, „mówiącymi niewygodne rzeczy” – na przekór „globalistom i politykom, którzy uważają, że władze są w błędzie”.

Majówka na Trójstyku jest częścią procesu – jak zaznacza jeden z przemawiających.

Czy w Europie powstaje międzynarodówka niezadowolonych, którzy powiedzą obecnemu systemowi dość?

„NIEDZIELA CIĘ ZASKOCZY” to cykl OKO.press na najspokojniejszy dzień tygodnia. Chcemy zaoferować naszym Czytelniczkom i Czytelnikom „pożywienie dla myśli” – analizy, wywiady, reportaże i multimedia, które pokazują znane tematy z innej strony, wytrącają nasze myślenie z utartych ścieżek, zaskakują właśnie

Grupa ludzi na łące, siedzą pod krzyżem
Pod ukrzyżowanym Jezusem, na cokole, usadowiło się kilka starszych osób i młoda kobieta, drobna blondynka z flagą Polski. Fot. Marek Kowalczyk.

Trójstyk i dobre myślenki

Muzykę słychać z oddali. Mocny bit, lata 90. Angielski tekst: I give you my heart, oddaję ci moje serce. Mijam zbłąkanych, lekko poddenerwowanych rowerzystów, którzy popędzają dzieci: Reiten, kom, kom!

Polana powoli wypełnia się ludźmi. Przyjedzie około 150 osób. Na razie Kamraci rozstawiają namioty, na trawie pojawiają się białe transparenty po polsku: „Nie damy się wciągnąć do cudzej wojny”, „Nie pozwolimy na dalsze rozkradanie ojczyzny”.

Pod ukrzyżowanym Jezusem, na cokole, usadowiło się kilka starszych osób i młoda kobieta, drobna blondynka z polską flagą. Przysiadam się.

– Deutschland? – pytam starszej pary, kobieta o kulach, mężczyzna na wózku.

Czesi. Mieszkają w Pradze, ale mają w okolicy chalupę. Przyjechali na Trójstyk, żeby wesprzeć „mir” i „dobre myślenki”.

– Po co walczyć, skoro jesteśmy przyjaciółmi? Przecież można się domówić normalnie, przy stole. A nie bronią – rzuca Czeszka łagodnym tonem.

– Ale Rosja przecież zaatakowała Ukrainę? – podpytuję.

– To bardziej skomplikowane.

Teraz kolej na męża. To on tłumaczy historyczne zawiłości, a raczej alternatywną wersję przeszłości. Cofamy się do 2014 roku, kiedy „faszystowski Majdan” zakazał „rosyjskiego języka”, a w Doniecku, Ługańsku i na Krymie „Ukraińcy zabijali etnicznych Rosjan, którzy chcieli się odłączyć od Ukrainy, ale zachodnia Ukraina się nie zgodziła – Ameryka im na to nie pozwoliła”. Próbuję wyjaśnić, że przecież nikt nie zakazał rosyjskiego, nawet wielu Ukraińców wciąż mówi po rosyjsku, bo w tym języku zostali wychowani i w tym języku się uczyli. A wojny w Donbasie nie zaczęli Ukraińcy, tylko Rosja i separatyści. Ale małżeństwo nie jest przekonane.

Musicie odzyskać Czechy

Od rosyjskiego ataku na Ukrainę antyamerykanizm przybiera na sile w całej Europie. Coraz więcej osób krytykuje Stany Zjednoczone za „imperializm i materializm”. Padają oskarżenie o współudział w rosyjskiej agresji i czerpanie zysków ze sprzedaży broni. „Nastroje prorosyjskie i antyamerykanizm to dwie strony tej samej monety. Ponadto Antyamerykanizm często stanowi przykrywkę dla antysemityzmu i pokrywa się z teoriami spiskowymi” – czytam w artykule „Hate Object: USA” niemieckiego dziennikarza Tobiasa Brücka.

Antyamerykańskie i antynatowskie slogany (bo rozszerzenie sojuszu przez Waszyngton miało rozjuszyć Rosję) stanowią nieodłączną część antysystemowych demonstracji. W Porajowie jeden z uczestników spaceruje z plakatem na kijku: spogląda na mnie wyszczerzona twarz szkieletora ze świecącymi oczami, bez nosa. Na hełmie napis N.A.T.O. i flaga Stanów Zjednoczonych. Pod spodem wyjaśnienie – Nord Atlantik Terror Organisation.

Transparenty z napisem „Precz z NATO” pojawiły się też na ostatniej demonstracji w Pradze, 16 kwietnia. To tam, na placu Wacława, czeskie małżeństwo dowiedziało się o majówce na Trójstyku. Protest po raz kolejny zorganizowała antysystemowa partia Prawo Szacunek Ekspertyza. Zjawiły się tysiące ludzi – powiewali czeskimi flagami, żądali zaprzestania wysyłania broni do Ukrainy i dymisji konserwatywnego rządu Petra Fiali.

Poseł skrajnie prawicowej, eurosceptycznej partii Wolność i Bezpośrednia Demokracja Jaroslav Foldyna straszył zgromadzonych przed „wciąganiem w wojnę czeskich dzieci”. Oprócz tego oskarżał władzę o m.in. wprowadzanie cenzury i likwidację przemysłu. A organizator demonstracji z partii Prawo Szacunek Ekspertyza Jindřich Rajchl stwierdził na koniec, że protestujący muszą „odzyskać Czechy”.

„Typowy populista” – komentował Jan Charvát, ekspert od ekstremizmu politycznego z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Karola w internetowej rozgłośni iRozhlas. „Rajchl twierdzi, że broni ludzi przed skorumpowanymi elitami. Według tej narracji Czechami rządzą źli politycy, którzy robią wszystko, co w ich mocy, by pomóc obcokrajowcom, a nie Czechom. Rajchl kreuje się na głos ludu, przedstawiciela przegranych transformacji systemowej i rozczarowanych demokracją, która nie potrafiła ich ochronić. Mówi, że stawia czoła biedzie i zniewoleniu”.

Znajduje posłuch. „Podczas pandemii duża część społeczeństwa straciła zaufanie do systemu w najszerszym tego słowa znaczeniu. Czują, że wszystko działa źle i szukają kogoś, kto zaproponuje rozwiązanie i ukierunkuje część ich frustracji, złości i poczucia niesprawiedliwości”.

Przeczytaj także:

Furt valka i valka!

Mężczyzna w granatowym garniturze, pod sześćdziesiątkę, nie wygląda na sfrustrowanego. Wręcz przeciwnie: chętnie rozmawia, trochę żartuje, trochę flirtuje. Trzyma długą tyczkę z sześcioma flagami. Wylicza po czesku:

– Każde przedstawicielstwo ma tu swoją flagę: Niemcy, Austria, Serbia, Słowacja, ja reprezentuję Czechy i na koniec mamy mir! Po to tu w końcu jesteśmy, to najważniejsze.

Przyjechał z miasteczka nieopodal Liberca. Narzeka na sytuację w Czechach. – Dużo Czechów, którzy mieszkają tutaj na pograniczu, pracuje w Niemczech lub w Polsce. Tak dużo lepiej. Bo w Czechach to tragedia. Prezydent blazen, to debil! Chce wojny. To źle, bardzo źle. Nic tylko ta wojna i wojna. Mi nie przeszkadzają ani Rosjanie, ani Ukraińcy. Ja chcę pokoju! Bo młodzi faceci i takie dziewczyny jak ty, młode, tam umierają! A mogliby uprawiać seks i wychowywać dzieci.

– A jak to wszystko zakończyć? – podpytuję.

– Zmienić rząd. Wtedy będzie lepiej. Nie będą wysyłać broni. A jako że posyłamy broń, to tylko furt valka i valka!

– No ale wtedy Ukraina przegra. I co będzie wtedy? Rosja tam wejdzie?

– No oczywiście, ale tylko na chwilę. Ale pozor. Ukraina od zawsze była skorumpowana. Zełenski to zły człowiek. To zły człowiek.

– Dlaczego?

– Bo wspierał ten nazistowski, no – mój rozmówca za bardzo nie wie, jak składnie wytłumaczyć, co mu przeszkadza w prezydencie Ukrainy. Dodaje tylko zwięźle: – w 2014 roku już tam umierali. Była walka.

Temat się urywa, więc pytam, czy pan z flagami bierze udział w demonstracjach w Pradze. – Oczywiście, chodzę. Żeby pokazać, że się nie zgadzam. Telewizja kłamie. Ludzie muszą widzieć, że niektórzy mają odmienne poglądy.

łysy mężczyzna w skórzanej kurtce i okularach w kształcie serduszek, czarna koszulka z gołębiem i hasłami: „Prawda, wolność, pokój”, a na szyi różaniec.
Niemiec w okularach w kształcie serduszek i hasłami na koszulce: „Prawda, wolność, pokój”. Na szyi ma różaniec. Fot. Marek Kowalczyk.
Jakub Jašek demonstruje flagę Rosji na Trójstyku. Na plecaku naszywka Grupy Wagnera i symbole prorosyjskie.
Jakub Jašek demonstruje flagę Rosji na Trójstyku. Na plecaku naszywka Grupy Wagnera i symbole prorosyjskie. Fot. Marek Kowalczyk.
Naszywka Grupy Wagnera - prywatnej formacji wojskowej, powiązanej z rosyjskim wywiadem i symbole prorosyjskie na plecaku Czecha Jakuba Jaški, w tle członkowie grupy Kamraci.
Naszywka Grupy Wagnera i symbole prorosyjskie na plecaku Czecha Jakuba Jaški, w tle członkowie grupy Kamraci. Fot. Marek Kowalczyk.
Członek grupy Kamraci z proporcem organizacji na łące na Trójstyku. Fot. Marek Kowalczyk.

To my jesteśmy narodem

Podobnie myśli Jens, trzydziestopięciolatek z przemysłowego Osnabrücku w zachodnich Niemczech, 1000 km od Trójstyku. W Niemczech protestuje raz w miesiącu. Zaczęło się od demonstracji przeciwko pandemicznym restrykcjom. – Szczepionka pojawiła się już po roku, a powinni to testować przez dziesięć lat. Wychodziliśmy na ulice, żeby nas nie zmuszali do szczepień. Każdy powinien sam o sobie decydować.

Jens, podobnie jak Czech spod Liberca, jest wyluzowany, uśmiechnięty. Sam mnie zaczepia. Myślał, że jestem Niemką. Nie zraża się, kiedy tłumaczę kaleczonym niemieckim, że mieszkam w Polsce. Dlaczego przyjechał na Trójstyk? Bo „musimy razem stawiać czoło faszyzmowi” i „wspólnie walczyć o pokój i wolność. I o swoje życie, bo mamy je w końcu jedno”. Dlatego Jens nosi białą, okrągłą przypinkę z zapisem EKG przechodzącym w zarys serca i napisem „Widerstand”, czyli opór oraz błękitną z hasłem „Zawrzeć pokój, bez broni!”.

Śmieje się z mojego niemieckiego, kiedy odczytuję na głos napis na jego niebieskiej bluzie: „Wird der bürger unbequem, ist er plötzlich rechtsextrem”. Po polsku się nie rymuje: „Jak obywatel staje się uciążliwy, to nazywają go ultraprawicowcem”. A Jens uważa, że ma prawo, a wręcz powinność, żeby protestować. W końcu „to my jesteśmy narodem”, mówi.

To hasło skandowano już podczas poniedziałkowych demonstracji przeciwko rządowi NRD na przełomie 1989 i 1990 roku. Protestujący domagali się wolnych wyborów, zniesienia muru berlińskiego i możliwości wyjazdu za granicę. Chcieli decydować o sobie sami – zamiast robić, co kazało im państwo. Media przedstawiały ich jako „awanturników”. Protestujący sprzeciwiali się temu oskarżeniu, podkreślając, że są ludem.

W 2014 roku hasło to przejęli Patriotyczni Europejczycy przeciw Islamizacji Zachodu, czyli PEGIDA – rasistowski, islamofobiczny, antydemokratyczny, prawicowo-populistyczny ruch. Pięć lat później, podczas wyborów landowych w Saksonii, Turyndze i Brandenburgii wykorzystała je skrajnie prawicowa partia Alternative für Deutschland. Politycy AfD podkreślali, że Niemcy powinni odzyskać swój kraj.

Pojawienie się PEGIDY we wschodnich Niemczech to pewna cezura, wyjaśnia mi Piotr Kocyba z berlińskiego Instytutu Badań nad Protestami i Ruchami. – Stało się jasne, że w Niemczech powstał ruch, który w trakcie kryzysu jest w stanie zmobilizować pewną część społeczeństwa, która nie ufa niczemu, co oficjalne i sprzeciwia się wszelkim nakazom z góry. I tak większość osób, które protestowały najpierw przeciwko przyjęciu uchodźców a później przeciwko pandemicznym restrykcjom, wychodzą na ulicę również teraz. Tym razem „w imię pokoju, przeciwko dostawom broni do Ukrainy”, wyjaśnia Kocyba.

Jeden antywojenny chór

Jens czerpie informacje o demonstracjach z różnych grup na Telegramie. Doradza mi, które kanały śledzić, by pozostawać na bieżąco. Przyglądam się już dwóm grupom z Saksonii: Freie Sachsen, którzy opowiadają się za Sexitem, czyli wystąpieniem Saksonii z federacji i drezdeńskiemu Querdenken. Nazwa ta nawiązuje do pojęcia myślenia lateralnego, czyli kreatywnego. Wprowadził je w 1967 roku lekarz z Malty. Od pandemii zmieniło na znaczeniu – przejęła ją antysystemowa grupa „wolno myślących”, która protestowała przeciwko lockdownom.

Za namową Jensa dodaję Grundrechte Osnabruck. Grupa liczy prawie dwa tysiące członków. Na Instagramie widzę, że protestowali 15 kwietnia. Domagali się „zaprzestania podżegania do wojny i polityki inflacyjnej”. Żądali m.in. „ostrożnych negocjacji pokojowych z Rosją i niezależnych mediów”.

Takich grup, występujących „w imię pokoju” – zarówno skrajnie lewicowych jak skrajnie prawicowych – jest w Niemczech wiele. – Nie wykształcił się jednolity ruch jak w przypadku tradycyjnego ruchu pokojowego, który powstał w Niemczech po drugiej wojnie światowej, mówi Kocyba. – Mamy do czynienia z całą masą ugrupowań, która powtarza rosyjską propagandę, bo ta reprezentuje wszystko, czemu ci ludzie się sprzeciwiają: od praw osób LGBTQI+ po tzw. lewacki, czyli liberalny światopogląd.

Kreml dąży do konsolidacji tych grup w jeden antywojenny chór. Wynika to z dokumentów, które zdobyły europejskie służby wywiadowcze. Amerykański dziennik The Washington Post mógł je przejrzeć. Dokumenty rejestrują spotkania urzędników Kremla z rosyjskimi strategami politycznymi. Ci dostali jasne wytyczne: budować nastroje antywojenne w Europie i osłabiać poparcie dla Ukrainy. Głównym celem tej operacji są Niemcy.

„Dokumenty te po raz pierwszy pokazują bezpośrednie próby ingerowania Kremla w niemiecką politykę poprzez dążenie do stworzenia nowej koalicji między Sarą Wagenknecht, skrajną lewicą i AfD, a także popieranie protestów skrajnej lewicy i prawicy przeciwko niemieckiemu rządowi. Celem nowej formacji politycznej byłoby zdobycie większości w wyborach na każdym szczeblu w Niemczech i wzmocnienie AfD” – czytam w artykule.

Przebudzenie

Wracamy na Trójstyk. Na polanie zaparkowały dwa samochody, których funkcjonariusze wcześniej nie wpuścili. Stylizacja na wozy policyjny: na masce napis Peace, z boku „Pojazdy pokojowe” po niemiecku. Za kierownicą siedzi łysy mężczyzna: okulary w kształcie serduszek, czarna koszulka z gołębiem i hasłami: „Prawda, wolność, pokój”, a na szyi różaniec. Do skórzanej, bordowej kurtki wpiął dwie przypinki: gołąbka ze znanym już sloganem „Frieden schaffen ohne waffen” i serduszko z zachęcającym „umarmbar”, w wolnym tłumaczeniu: można mnie przytulić. Do zdjęcia pozuje uśmiechnięty, wyluzowany.

Co innego Kamraci, których jest tu może jedna trzecia. Rzucają się w oczy w swoich ciemnych koszulkach z logiem ugrupowania i mundurach: moro albo w głębokiej czerni. Trzymają długaśne kije ze swoimi flagami. Stoją dumnie jak żołnierze przygotowani do walki. Bo walczyć trzeba, grzmi ze sceny Mirosław Rostkowski. Na fejsbukowym zdjęciu głównym depcze flagę Unii Europejskiej. Swój profil opisał następująco: „Polska dla Polaków, żadnych uchodźców, żadnych Chazarów, sojusz z Rosją na partnerskic” – tu się urywa. Śledzi go 601 osób.

Przez chwilę przysłuchuję się wystąpieniu. Podobno „politycy uzurpują sobie prawo do rządzenia światem”, „otumaniają” przy tym ludzi za pomocą mass mediów. Ale tutaj zgromadzeni – „wolni ludzie, świadomi, odważni, kiedy trzeba idący pod prąd” doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Dowiaduję się jeszcze o misji „przebudzonych”. Zgromadzeni na Trójstyku powinni „budzić całą resztę, odbudowywać wartości i wyrobić na nowo nawyk podobnego sposobu myślenia”. Rostkowski zaznacza, że „to proces, a nie wydarzenie” i wyjaśnia cel majówkowi:

– Spotykamy się tutaj, aby pokazać, że można zjednoczyć się w imię wolności i lepszej przyszłości. Każdej jednostki. Nie tylko w dużych miastach, ale i na przysłowiowym końcu świata. Niech ten przekaz idzie dalej. Niech ludzie widzą przebudzenie, bo takich jak my tu zebranych na świecie są już miliardy i tylko czekają na iskrę. Na iskrę, która tliła się dotychczas. Ale wyjdzie z Polski, z tego miejsca i miejmy nadzieję, że wkrótce rozbłyśnie na cały świat. Cieszę się, że przybyło tu tylu wolnych, samodzielnie myślących ludzi, dla których normalna egzystencja we własnym kraju, bezpieczeństwo najbliższych, a co za tym idzie zdrowie i pokój na świecie to priorytet. Nie zgadzamy się, by ginęli ludzie, a globalistom zacierającym ręce i liczącym zyski z manipulacyjnych działań [chwila przerwy], jakimi są dziś próby wmanewrowania nas w konflikt, mówimy: jest nas dużo, coraz więcej i mamy otwarte umysły i serca. Na dobro i prawdę.

Oklaski, werble orkiestry z saksońskiego Chemnitz, gwizdki.

A we mnie niepokój.

Gdzie jest Wojtek?

Następnie przemawia teolog z Niemiec – Dr Gert Zinker. Muzykanci z Saksonii się ożywiają – walą w bębny ze zdwojoną siłą. Zinker zaczyna cytatem z Cypriana Norwida, po polsku: „Słowo jest ogień, milczenie jest lawa”.

Reszty nie rozumiem, ale podobno jest kanał, na którym można posłuchać tłumaczenia. Pytam o to dwie Polki.

Próbujemy zapisać adres.

– Jak się to pisze? De li-ve? Blondynka pyta koleżankę.

– Tak, mój syn też nie wiedział, co to jest.

Po chwili dodaje, rozmarzona: – O, flaga Unii tak pięknie przekreślona.

W tle dr Zinker kończy swoje przemówienie:

„Wiara, nadzieja, miłość, Víra, naděje, láska. Glaube, Hoffnung, Liebe”.

Zapisywanie adresu nam nie idzie. – To będzie na dilajvie, uspokajają mnie panie. – Trzeba zainstalować i można sobie później wejść. Wiadomo: Rodacy Kamraci.

– Albo NPTV.pl, tam będzie wychodzić strona z żywcami, dodaje koleżanka.

– To jest jakaś zakodowana strona, żeby nie każdy mógł wejść? – dopytuję.

– No raczej.

– Bo blokują?

– Po prostu nie wszystko wszyscy muszą słyszeć, wiedzieć. Wrogów mamy moc. No wie pani, nie wszystkim się podoba, że ktoś myśli inaczej, niż powinien. Niż telewizja pokazuje.

– A alternatywy nie ma za bardzo. Ciągle tylko się kłócą. Wybory niedługo, nie wiem, na kogo będę głosowała – prowokuję.

– To mamy naszego – na twarzy blondynki rysuje się uśmiech. - Naszego wodza. Gdzie jest Wojtek?

Wojciech Olszański i Marek Majcher z kanału Czujny.pl nadają na żywo z Trójstyku.
Wojciech Olszański i Marek Majcher z kanału Czujny.pl nadają na żywo z Trójstyku. Fot. Marek Kowalczyk.

Nie chcą ludzie robaków jeść

O tym, że Wojciech Olszański, pseudonim Jaszczur, pojawi się na majówce, dowiedziałam się z Telegrama Marcusa Fuchsa, antyszczepionkowca i drezdeńskiego „myśliciela literalnego”.

30 kwietnia wieczorem zamieszcza filmik z polany. Wita w nim „drogich przyjaciół pokoju”. W tle rząd toitoi, ukrzyżowany Jezus i wbite na stałe flagi Unii Europejskiej, Czech i Polski. Koleżanka z Polski tłumaczy i entuzjastycznie dodaje od siebie:

– Zapraszamy was wszystkich kochani, będzie się działo. Przyjeżdżajcie, nie siedźcie w domu! Wojtek Olszański jest już wolny i będzie jutro naszym gościem.

Niska Dolnoślązaczka, na oko koło sześćdziesiątki, w białej bluzce i czerwoną kokardą we włosach, „miała go dziś okazję poznać”.

– Miły człowiek bardzo. Przeszedł swoje. Ta śmierć żony to już w ogóle.

– Ja się nie orientuję.

– Zmarła, nagle. Chorowała na cukrzycę. Poczuła się źle o 10:00 wieczór, mimo stosowanej diety. Zabrali ją do szpitala. O siódmej rano powiedzieli, że nie żyje, bo miała COVID-a. Sprochowali i do widzenia. I szukaj wiatru w polu. To był typowy zamach. On jest o tym przekonany. Gdyby kaszlała, kichała, miała temperaturę. Miała pięćdziesiąt kilka lat, więc nie staruszka. Nie, nie, to było żywcem mu zrobione na złość.

Sprawdzę to później w Internecie. Agnieszka Fatyga, aktorka i śpiewaczka (nie dziennikarka, jak mówiła pani z majówki) zmarła w wieku 62 lat, przyczyna śmierci – nieznana.

– My walczyliśmy o inną Polskę. Przeżyłam stan wojenny, mój mąż pracował na kopalni, szło ZOMO, zginęli wcześniej ludzie na Wujku, były represje ogromne. A teraz nas zagłuszają – nie możemy robić live’a. I sczytują twarze. Bo chcą wiedzieć, kto tu jest i dlaczego. Dziennikarzom bardzo życie utrudniają.

– Co robią? Blokują?

– Blokują i posądzają. Od razu jesteś ruskim trollem, jak się nie zgadzasz.

– Zobaczymy, niedługo wybory.

– I tu trzeba im podziękować odpowiednio. To, co się dzieje, to naprawdę o pomstę do nieba woła. Niestety. Zniewalają nas na wszystkie możliwe sposoby. Trzeba coś robić, proszę mi wierzyć, trzeba robić, bo zawłaszczają nasz kraj.

– A co można zrobić?

– Brać udział w takich protestach, uświadamiać ludzi. Albo te robale mamy jeść. Ja mam na torebce taki okrągły znaczek „Nie dla żywności z robakami” i tak ją sobie noszę. Wie Pani, jak zwraca uwagę ludzi? Niektórzy pytają, czy mogą zdjęcie zrobić. Ja mówię, proszę! Nie chcą ludzie jeść robaków. Ludzie będą różnie reagować, ale trzeba coś robić. W covidzie świat ogłupiał. Restauracje pozamykali, ludzie poplajtowali. Szkoda gadać. Kto wie, co oni dalej szykują. Teraz nam szykują wojnę za Ukraińców. Dajcie spokój. Coś strasznego.

Fake!

Podchodzę do wozu, który miałby sczytywać twarze. Wokół kilku policjantów poci się w pełnym umundurowaniu. Rozmawiam z funkcjonariuszem w okularach przeciwsłonecznych. Ten wszystkiemu zaprzecza: – To tylko mobilny monitoring. Nie sczytujemy żadnych danych. W razie zakłócenia porządku nagrywamy, co się dzieje. Nie zagłuszamy sygnału.

– Czyli to, co mówiła mi ta pani, się nie zgadza?

- Fake!

Policjant wyjaśnia jeszcze, że to standardowa procedura przy większych wydarzeniach. – Ocenia się ryzyko i charakter wydarzenia i postępuje wedle tego.

– A jaki jest oficjalny charakter tego wydarzenia? - podpytuję.

– Nie mam pojęcia, proszę pani. Ja tu jestem od zabezpieczenia. Proszę pytać panią rzecznik, organizatora.

Opuszczam teren majówki. Po drodze mijam mężczyznę z dwoma ogromnymi psami, który już wcześniej rzucił mi się w oczy. Nie tylko mi – policja właśnie go spisuje. Ma koszulkę z zetką – symbolem zakazanym zarówno w Niemczech, jak i w Polsce. W Polsce za „stosowanie, używanie i propagowanie symboli, lub nazw wspierających Rosję grozi grzywna do dwóch lat więzienia, lub ograniczenie bądź pozbawienie wolności do dwóch lat”.

W Czechach nie ma listy zakazanych symboli. Policja jednak reaguje, jeżeli uzna, że noszenie pewnych symboli oznacza aprobowanie wojny. Tak było w przypadku 31-letniego Jakuba Jaški, zatrzymanego podczas marcowej demonstracji w Pradze. Na ramieniu kurtki przyszył logo rosyjskiej organizacji paramilitarnej Wagnerowców a na plecaku – literę Z. Sąd nałożył na niego grzywnę w wysokości 12 tysięcy koron (ponad 2 tysiące złotych) i zakazał przebywania w Pradze na rok. Jašek się odwołał. Bez skutku – 18 maja Sąd Rejonowy w Pradze skazał go za publiczne aprobowanie zbrodni wojennych na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata.

Zanim zapadnie wyrok, Jašek pojawi się w Porajowie, z naszywkami Wagnerowców i niedźwiedzia – „symbolu Rosji i ruskiego miru”, jak tłumaczy.

– Jestem przeciwny wszelkiej wojnie. Zdaję sobie sprawę, że zarówno żołnierze ukraińscy, jak i rosyjscy popełniają zbrodnie. Ale jednego nie mogę przeboleć: że nazistowski reżim w Ukrainie gloryfikuje Stepana Banderę. Z tym się nie zgadzam. Dlatego noszę symbole walki z nazizmem. Popieram Rosję w tym, że odpowiedziała na wołanie Ługańskiej i Donieckiej republiki o pomoc.

Jašek żałuje, że nie mógł wziąć „zetki” na demonstrację w Porajowie.
Czterej mężczyźni z psami na smyczy. Jeden z mężczyzn ma duże "Z" na koszulce
Jeden z Czechów biorących udział w majówce na Trójstyku w koszulce z symbolem „Z”. Fot. Marek Kowalczyk.

Fantazje o mordowaniu

– I jak wrażenia? Czy uczestnicy byli mili? Bo w Görlitz tak – mówi Piotr Kocyba, gdy wymieniamy się poprotestowymi doświadczeniami przez telefon.

Mili, czyli nieagresywni. Kocyba przestrzegał mnie, żebym bardzo uważała na swoje bezpieczeństwo. W Niemczech, w czasie protestów przeciwko pandemicznym obostrzeniom, zdarzały się napaści na dziennikarzy i dziennikarki. W Saksonii powstało nawet centrum pomocy dla osób pracujących w mediach – na protestach towarzyszyła im ochrona.

– Osoby z ruchów antysystemowych nie ufają mediom, bo czują się przez nie stygmatyzowane. Mają w tym trochę racji. Badania przeprowadzone między innymi w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Niemczech wykazały, że przy opisie protestów antycovidowych używano bardzo wartościującego języka. Dlatego też antysystemowcy odbierają każdą osobę, która próbuje się czegoś o nich dowiedzieć – nieważne czy to reporter, reporterka czy naukowiec, naukowczyni – jako osobę, która tę wiedzę wykorzysta w walce politycznej przeciwko nim. To agresywne nastawienie jest przejawem czegoś większego: totalnej utraty zaufania do wszystkiego, co oficjalne.

Przez chwilę zastanawiamy się, co łączy uczestników manifestacji na Trójstyku. Kocyba podejrzewa, że oprócz skrajnie prawicowych grup duża część protestujących osób to antyszczepionkowcy, którzy występowali przeciwko covidowym obostrzeniom. – Wiara w narracje spiskowe to też wiążąca nić.

– A czy jest się czego bać? Istnieje realne zagrożenie ze strony tego typu osób? Przecież mówią, że są pokojowo nastawieni – dopytuję.

– Te wszystkie grupy i niezrzeszone osoby to przedpole polityczne skrajnej prawicy, która organizuje tego typu manifestacje i protesty. Przedstawiciele takich skrajnych grup, np. Freie Sachsen, doskonale zarządzają strachem. Wykorzystują wiarę ludzi w to, że „Soros i globaliści chcą unicestwić naród niemiecki i zastąpić go uchodźcami”. Ci ludzie żyją w wiecznym poczuciu zagrożenia. Myślą, że rząd chce ich zabić. Że szczepionki zabijają. Że to wszystko jest zmowa. W ubiegłym roku doszła jeszcze wiara w to, że politycy prowadzą nas do III wojny światowej, bo wysyłają broń do Ukrainy. Te wszystkie lęki mogą uaktywnić reakcje obronne. A nawet fantazje na temat zamordowania kogoś. Skrajna prawica zdaje sobie z tego sprawę: mobilizuje tych ludzi do obrony siebie i swojego kraju.

Kocyba przypomina, że niektórzy zradykalizowani zaczynają nawet prowadzić działalność terrorystyczną. Tak jak członkowie Obywateli Rzeszy, którzy nie uznają obecnej niemieckiej państwowości. – Planowali ataki na infrastrukturę energetyczną, by przerwać dostawy prądu. Chcieli porwać ministra zdrowia Karla Lauterbacha, który jest uznawany za wroga numer jeden.

A później, w warunkach przypominających wojnę domową, mieli przejąć władzę.

17 maja w Wyższym Sądzie Krajowym w Koblencji ruszył proces oskarżonych: czterech mężczyzn, czterdziesto- i pięćdziesięciolatków, oraz 75-letniej Elisabeth R, emerytowanej nauczycielki. Politolog Jan Rathje z berlińskiego Centrum Monitoringu, Analiz i Strategii, który od lat bada prawicowy ekstremizm i struktury „Obywateli Rzeszy” uważa, że trzeba brać na poważnie fakt, że „ludzie zaczynają pozyskiwać broń, często z nielegalnych źródeł oraz snują plany, które wystarczy tylko wdrożyć”.

– A czy możemy się obawiać, że powstanie międzynarodówka antysystemowców, która przejmie kontrolę, jak sugerowali przemawiający na Trójstyku? – podpytuję Kocybę.

– Żyjemy w dobie Internetu. Komunikacja międzynarodowa jest znacznie łatwiejsza. Wiemy, że antyszczepionkowcy są dobrze posieciowani. Plakaty i memy z Australii i Wielkiej Brytanii pojawiały się też na ulicach w Niemczech. Co do reszty ugrupowań – to raczej się nie wydarzy. Pamiętajmy, jak ważny w całej narracji antysystemowej jest element nacjonalistyczny i ochrona własnego kraju. PEGIDA próbowała zaistnieć międzynarodowo, ale ciężko się jej było dogadać na przykład z polską skrajną prawicą, która jest antyniemiecka. Na niektórych antycovidowych protestach w Niemczech powiewały flagi LGBTQI+ - w Polsce by to nie przeszło…

Podziękowania dla Jany Karasovej za pomoc w opisaniu czeskiego kontekstu.

Materiał powstał dzięki wsparciu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

;

Udostępnij:

Ula Idzikowska

Dziennikarka, reporterka. Absolwentka filologii niderlandzkiej, literatury porównawczej i dziennikarstwa śledczego. Obecnie mieszka we Lwowie, czasami w Szczecinie. Poprzednie 11 lat spędziła w Belgii, Holandii i reszcie świata. Pisze o migracji i tematyce społecznej.

Komentarze