Rząd apeluje do UE o poszanowanie "polskiej tożsamości konstytucyjnej", choć to Komisja broni naszej Konstytucji. Straszy, że dalsza procedura z art. 7 wzmocni nastroje antyeuropejskie i doprowadzi do "zanegowania UE". Chce "suwerenności w wymiarze sprawiedliwości". Traktat UE na to nie pozwala: praworządność to świętość. Tylko kto będzie za nią umierał?

Wycofajcie się z procedury kontroli praworządności w Polsce – wzywa rząd władze UE w „Białej księdze” nie deklarując jednocześnie najmniejszej korekty swej polityki. Zaleca zastosowanie „reguły powściągliwości”, choć to władze PiS nie chcą powściągnąć dewastacji państwa prawa. Prosi o „poszanowanie polskiej tożsamości konstytucyjnej”, choć to instytucje europejskie próbują bronić polskiej Konstytucji. Straszy, że art. 7 wobec Polski „byłby groźnym precedensem, który może być nadużywany w przyszłości” oraz „wzmocni coraz silniejsze nastroje antyeuropejskie i populistyczne”, choć właśnie działania PiS są groźnym precedensem i wyrazem takich nastrojów. Zarzuca władzom UE, że ich polityka wobec Polski może doprowadzić „do zanegowania Unii Europejskiej”, choć to działania PiS negują podstawowe wartości UE.

Rząd twierdzi, że ma prawo do „suwerennych rozwiązań instytucjonalnych w wymiarze sprawiedliwości”, ale zasady działania UE są tutaj wyjątkowo jasne: praworządność jest zasadą i wartością, od której odstępować nie wolno nikomu. Akurat na to „suwerenność” nie pozwala, o czym przesądza Traktat o UE podpisany przez Polskę (dokładniej przez Lecha Kaczyńskiego).

Kłamstwo powtórzone 62 + 28 razy

„Biała księga” w sprawie reform polskiego wymiaru sprawiedliwości”, zarówno w wersji full (65 tys. znaków) jak i w wersji „kompendium„(19 tys. znaków) kończy się wezwaniem do UE, by zrezygnowała z zastosowania pierwszy raz w historii „atomowego” artykułu 7, który miałby wymusić na Polsce przestrzeganie praworządności lub ukarać ją za brak ustępstw.

20 grudnia 2017 Polska dostała ostatnie trzy miesiące w ramach czwartej już rekomendacji, by zmienić ustawodawstwo naruszające zasady państwa prawa.

„Biała księga” stanowi chaotyczny zestaw argumentów i pseudoargumentów, które mają przekonać władze Unii Europejskiej, że trójpodział władzy, nie został w Polsce naruszony. „Podporządkowanie sądownictwa innym władzom byłoby wielkim błędem – ale nasze reformy nic takiego nie wprowadzają, a celem reform jest przywrócenie niezbędnej równowagi – przy zapewnieniu wszystkich gwarancji niezawisłości [sędziów i sądów], a nawet ich wzmocnieniu” – bije się w piersi  rząd.

OKO.press publikowało dziesiątki analiz wskazujących na naruszenia gwarantowanej przez Konstytucję zasady niezawisłości sądownictwa zarówno przez władze wykonawcze (poczynając od niepublikowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego; por. też tekst prof. Sadurskiego „Niekonstytucyjny Trybunał, niekonstytucyjna prezes”), jak i przez władze ustawodawcze, które uchwalały ustawy o TK, sądach powszechnych, prokuraturze, KRS, SN (por. ostatni raport Fundacji Batorego i analizę Daniela Flisa o naruszeniu niezawisłości sędziów).

W „Białej księdze” w wersji full termin „niezawisłość” (i pochodne) pada 62 razy, a „demokracja” (i pochodne) 28 razy.

Być może rząd zdaje sobie jednak sprawę, że Unia Europejska nie da się nabrać na opowieść o jego umiłowaniu demokracji liberalnej i dlatego w ostatniej części wytacza nowe armaty.

Rząd grozi, ostrzega i przekonuje władze UE, że interwencja w Polsce się nikomu nie opłaca.

PiS: Zasada powściągliwości albo suwerenność narodowa

„Europejski system prawny jest wyjątkowy – obejmuje bowiem zarówno krajowe, jak i unijny porządek prawny” – poucza Europę rząd.

„I UE, i Państwa Członkowskie powinny funkcjonować we wzajemnym poszanowaniu i gotowości do wycofania się z działań, które mogłyby zbyt głęboko ingerować w obszary zarezerwowane dla każdej ze stron – nawet, gdy każdej ze stron wydaje się, że miałaby ku temu podstawy prawne (zasada powściągliwości)” – sugeruje rząd w nieco pokracznym stylu.

„Prawo do własnych suwerennych rozwiązań instytucjonalnych w wymiarze sprawiedliwości jest filarem każdego narodowego systemu konstytucyjnego w Europie.

Polskie reformy sądownictwa realizują to prawo – przeprowadzono je w taki sposób, by uwzględniały potrzebę naprawy wad krajowego systemu sprawiedliwości, a jednocześnie nie odbiegały w znaczący sposób od rozwiązań powszechnie przyjętych w krajach Unii Europejskiej” – stwierdza „Biała księga”.

Polskie rozwiązania odbiegają „w znaczący sposób” nawet od podawanych przez rząd przykładów (np. od krytykowanego w Europie wariantu „hiszpańskiej KRS„), ale kluczowe jest tu co innego: narodowa suwerenność w przyjmowaniu i stosowaniu prawa ma w UE wyraźnie określone granice.

UE: zasada praworządności jako podstawa Europy

Tą granicą jest naruszenie praworządności (państwa prawnego), czyli jednej z podstawowych unijnych wartości  opisanych w art. 2 Traktatu o UE, do którego odsyła art. 7.

  • Zobacz cały art. 2 Traktatu o UE

    Artykuł 2

    Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Wartości te są wspólne Państwom Członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn.

Pojęcie „rule of law” zostało zdefiniowana przez Komisję Europejską w ramach tzw. nowych ram na rzecz umocnienia praworządności jako:

  • przejrzysty, odpowiedzialny, demokratyczny i pluralistyczny proces uchwalania prawa;
  • pewność prawa;
  • zakaz arbitralności w działaniu władz wykonawczych;
  • niezależne i bezstronne sądy;
  • skuteczną kontrolę sądową, w tym kontrolę poszanowania praw podstawowych oraz
  • równość́ wobec prawa.

Przyjęte rozwiązania w krajach UE mogą się oczywiście różnić, ale powyższych zasad muszą przestrzegać wszyscy.

Zostały one ustalone w oparciu o orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a także dokumenty sporządzone przez Radę Europy, w tym Komisję Wenecką.

Możnaby łatwo wykazać (co OKO.press wielokrotnie robiło i co zrobimy w większym opracowaniu wkrótce), że wiele ustaw przyjętych w czasie dwóch lat „reform sądownictwa” naruszyło powyższe zasady praworządności nie tylko w treści ustaw, ale także pod względem sposobu ich uchwalania często w trybie projektów poselskich (bez konsultacji i analizy tzw. skutków regulacji), z naruszeniem pluralizmu i zasad demokracji parlamentarnej, czasem w niejasnych okolicznościach, m.in. po sekretnych rozmowach między prezydentem i prezesem PiS itp.).

Tymczasem podpisując Traktat o UE Polska zobowiązała się do tzw. lojalnej współpracy z władzami UE (zwanej też zasadą solidarności), którą opisuje art. 4.:

„Zgodnie z zasadą lojalnej współpracy Unia i Państwa Członkowskie wzajemnie się szanują i udzielają sobie wzajemnego wsparcia w wykonywaniu zadań wynikających z Traktatów. Państwa Członkowskie podejmują wszelkie środki ogólne lub szczególne właściwe dla zapewnienia wykonania zobowiązań wynikających z Traktatów lub aktów instytucji Unii.

Państwa Członkowskie ułatwiają wypełnianie przez Unię jej zadań i powstrzymują się od podejmowania wszelkich środków, które mogłyby zagrażać urzeczywistnieniu celów Unii”.

Traktaty założycielskie i Traktat o Unii Europejskiej mówią wprost, że Unia Europejska powstała na podstawie prawa, funkcjonuje w oparciu o prawo (zasada praworządności), kształtując odrębny system prawny (zasada autonomii i pierwszeństwa prawa unijnego). Państwa członkowskie są zobowiązane do poszanowania tych wartości.

Jak podkreśla prof. Robert Grzeszczak z Uniwersytetu Warszawskiego, znawca prawa unijnego, „Unię Europejską osłabia fakt, że ma w swoich strukturach państwo członkowskie, które nie jest praworządne. Taka sytuacja podważa wiarygodność Unii wobec państw trzecich, a także wobec własnych obywateli”.

Jak stwierdza Komisja Europejska,

poszanowanie praworządności jest nierozerwalnie powiązane z poszanowaniem demokracji i praw podstawowych: nie może być demokracji i poszanowania praw podstawowych bez poszanowania praworządności i odwrotnie.

Demokracja jest chroniona, jeśli zasadnicza rola sądownictwa, w tym trybunałów konstytucyjnych, może zapewnić wolność wypowiedzi, wolność zgromadzeń oraz poszanowanie zasad regulujących proces polityczny i wyborczy.

To wszystko sprawia, że

z perspektywy prawa europejskiego Komisja Europejska, Rada UE a następnie Rada Europy, nie mają wyjścia: naruszenia praworządności przez Polskę pozostają bezsporne, a wyjaśnienia polskiego rządu grzeczne w formie, ale aroganckie w treści.

Artykuł 7 miał chronić obywateli krajów unijnych przed konsekwencjami rządów populistycznej prawicy i trudno o lepszą okazję, by go zastosować.

Argument na Konstytucję

„Podstawą systemu prawnego Unii Europejskiej jest pluralizm konstytucyjny państw członkowskich (…) Tożsamość konstytucyjna, stanowiąca rdzeń wartości każdej wspólnoty państwowej, określa nie tylko najbardziej fundamentalne wartości i wynikające z nich zadania dla władzy państwowej, ale stanowi także granicę regulacyjnej interwencji Unii Europejskiej” – stwierdza rząd.

Zdumiewający argument w ustach przedstawicieli formacji, która wielokrotnie łamała Konstytucję, a nawet prezydent – formalnie strażnik Konstytucji – wypowiada się o niej bez respektu, podkreślając też, że jest „konstytucją mniejszości„.

To przecież właśnie Komisja Europejska zarzuca Polsce, że zmiany w Trybunale Konstytucyjnym i pozostałe ustawy sądowe naruszają przepisy polskiej Konstytucji a przede wszystkim zasadę praworządności, uregulowaną w art. 7: „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.”

Komisja domaga się od Polski wycofania ustaw sądowniczych albo ich zmiany – tak, by były zgodne z Konstytucją RP i europejskimi standardami rządów prawa.

W lutym 2017, podczas pamiętnej debaty w Monachium Witolda Waszczykowskiego z Fransem Timmermansem, usłyszawsze serię zarzutów o łamaniu prawa przez Polskę, ówczesny minister spraw zagranicznych zapytał sarkastycznie: „Ale czy możemy chociaż respektować własną konstytucję?”.
„Ależ proszę bardzo, o to tylko was prosimy” – odpowiedział wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej.

Od początku reform PiS właśnie naruszenia Konstytucji były powodem krytyki m.in Komisji Weneckiej. „W myśl Konstytucji RP, to Trybunał Konstytucyjny, a nie Prezydent jest arbitrem ostatecznym w przypadkach dotyczących interpretacji Konstytucji. Prezydent RP oraz inne organy państwowe odpowiadają za wdrożenie i wykonanie wyroków Trybunału” – pisała już w marcu 2016 Komisja.

Ryzyko nadużycia, czyli precedens

Na poziomie prawnym wszystko jest jasne. Politycznie, pojawiają się nowe okoliczności, np. nasilający się w UE populizm, zarówno w krajach starej UE (Włochy), jak nowej (Czechy, Słowacja), załamanie wspólnej polityki imigracyjnej.

„Kontynuacja działań w ramach tej procedury [z art. 7 – red.] może stanowić precedens groźny z punktu widzenia równowagi między kompetencjami Państw Członkowskich, a instytucjami europejskimi. Rodzi niebezpieczeństwo nadużywania tej procedury w przyszłości – i wykorzystania tego precedensu w stosunku do innych krajów Unii” – ostrzega rząd.

Ten argument dotyka realnego dylematu – z perspektywy czysto politycznej – przed jakim stoi Komisja Europejska. Takie właśnie obawy wywołują zwłokę w uruchamianiu kolejnych etapów kontroli praworządności w Polsce. Faktem jest, że otwarty konflikt z piątym krajem UE, jest dla władz Unii niewygodny, a jeszcze gorsza byłaby porażka w głosowaniu w ostatnim etapie nad sankcjami dla Polski. W Radzie Europejskiej wymagana jest jednogłośna decyzja, a Węgry Orbana zapowiadają weto.

Na koniec „Białej księgi” rząd wystąpił w nowej dla siebie roli zatroskanego o europejską jedność:

„Dalsze działania tego rodzaju mogą wzmocnić coraz intensywniejsze od kilku lat nastroje antyeuropejskie, a w konsekwencji populistyczne, antyunijne siły polityczne dążące do zanegowania jednego z największych sukcesów powojennej Europy jakim jest Unia Europejska”.

Jak na rząd, który obok Orbana, jest powszechnie uznawany za niebezpiecznie eurosceptyczny i populistyczny zarazem, wypowiedź zaskakująca.

To wszystko nie oznacza, że nadzieje rządu nie potwierdzą się. Procedura kontroli praworządności może zostać odłożona, rozmyta, zawieszona. I potwierdzi się głos PiSowskiego betonu, czyli posła Dominika Tarczyńskiego, który w TVP Inf0 osądził, że sprawa z uruchomieniem art. 7 przez Komisję Europejską skończy się niczym.

„Donald Tusk będzie uciekał przed kamerami. Timmermans będzie cały czas czerwony na twarzy. Timmermans może powiedzieć nawet, że jest słoniem. Nie zmienia to faktu, że jest człowiekiem, który pochodzi z kraju, w którym nie istnieje Trybunał Konstytucyjny. Ich polityka względem Unii tonie, dlatego chwytają się brzytwy i uruchamiają art. 7. Unia zmienia swoje oblicze i to będzie widoczne po najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego”.

Takie – nieco chaotyczne – myślenie jest zapewne bliższe formacji PiS niż gładkie słowa troski o losy Europy w wykonaniu premiera Morawieckiego.

 

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Masz cynk?