0:00
Prawa autorskie: Cezary Aszkielowicz / Agencja Wyborcza.plCezary Aszkielowicz ...
17 marca 2022

Brakuje miejsc w żłobkach i przedszkolach dla dzieci z Ukrainy. "Odmówiłam kolejnym rodzinom"

Żłobki i przedszkola to pierwsza potrzeba osób, które z dziećmi uciekły przed wojną z Ukrainy i chcą zostać w Polsce. Mimo tego, że dzięki nowym przepisom przedszkola przyjmują więcej dzieci, to w dużych miastach i tak się zapełniają, a cały ciężar spada na samorządy

Wydrukuj

Miejsca w państwowych placówkach szkolno-opiekuńczych dla dwójki dzieci z Ukrainy stara się załatwić Zofia, mieszkanka Warszawy. Dla 8-letniego chłopca miejsce w jednej z warszawskich szkół znajduje w kilka minut. Ale kiedy zaczyna szukać żłobka dla 2-letniej dziewczynki, odbija się od ściany.

"Pracowniczka żłobka informuje mnie, że nie ma wolnych miejsc i rodzice mogą jedynie zapisać swoje dzieci na listę chętnych i czekać na majową rekrutację, na równi z dziećmi, które mieszkają w Warszawie. Tylko że dzieci z Ukrainy nie mają numeru PESEL, a ich rodzice nie mają zatrudnienia, przez co system nie ma jak przyznać im punktów, według których przyjmuje się dzieci" - mówi nam Zofia.

Numery PESEL dla uciekinierów z Ukrainy są wydawane od środy 16 marca.

O problemie z dostępem do żłobków napisałam w mediach społecznościowych. Dostaję wiadomości z ofertami prywatnych żłobków, które mogą przyjąć dzieci za darmo - ale nie wiadomo na jak długo.

Po tym, jak Ministerstwo Edukacji i Nauki 10 marca 2022 roku ogłosiło nowelizację rozporządzenia w sprawie szczegółowej organizacji publicznych szkół i przedszkoli, która umożliwia przyjęcie do każdego oddziału przedszkolnego dodatkowo maksymalnie trójki dzieci z Ukrainy, wiele przedszkoli zwiększyło liczbę miejsc w placówkach. Ale te już się zapełniają.

Na migi

Pracowniczka przedszkola na warszawskim Muranowie mówi OKO.press, że są wolne miejsca, ale tylko dla starszych roczników. Dyrektorka przedszkola w Śródmieściu mówi nam, że wszystkie miejsca ma już zajęte. "Mamy dwa oddziały w przedszkolu, więc przyjęliśmy 10 dzieci z Ukrainy. W każdej grupie mamy zajęte wszystkie miejsca łącznie z tymi dodatkowymi, ale rodziny z Ukrainy cały czas dzwonią albo przychodzą do przedszkola.

Niektóre osoby, które uciekły przed wojną, stają w drzwiach z dzieckiem i pytają czy znajdzie się dla niego miejsce.

Rozmawiamy wtedy po angielsku albo używamy translatora. Przez ostatnie kilka dni musiałam odmówić przyjęcia dzieci 10 rodzinom z Ukrainy lub osobom, które się nimi opiekują".

Jak dzieci z Ukrainy, które są już w przedszkolu, porozumiewają się z innymi dziećmi oraz opiekunami i opiekunkami?

"Na migi. Podejrzewam, że na razie niewiele rozumieją" - mówi dyrektorka.

Według najnowszych danych Straży Granicznej od 24 lutego 2022 roku, czyli początku inwazji Rosji na Ukrainę, polską granicę przekroczyło 1,95 mln uchodźców. Z nich pozostaje w Polsce ponad 1,79 mln (według danych ONZ na 14 marca 2022).

Najwięcej uchodźców jest w dużych miastach. Do tej porty ponad 300 tys. Ukraińców przewinęło się przez dworce czy punkty informacyjne w samej Warszawie. Kraków szacuje, że w mieście jest 100 tys. uchodźców. Większość osób, które uciekły przed wojną z Ukrainy to kobiety z dziećmi. Jeżeli będą chciały zostać w Polsce, będą musiały wysłać dzieci do szkół, żłobków i przedszkoli.

"Na razie w przedszkolach mamy więcej miejsc niż chętnych, ale potrzebujących cały czas przybywa. Tydzień temu zapisaliśmy do przedszkoli 100 dzieci z Ukrainy, teraz kolejne 330 dzieci" - mówi w rozmowie z OKO.press pracownik biura prasowego miasta Sosnowiec.

"W żłobkach brakowało miejsc już wcześniej. Mimo tego, że zwiększyliśmy dostępność, nadal mamy listę rezerwową rodziców oczekujących, dlatego współfinansujemy pobyt w placówkach niepublicznych. Rodzice dzieci do lat trzech mogą ubiegać się dodatkowe 500 zł miesięcznie".

Ciężar spada na samorządy

Katowice od 24 lutego do 15 marca 2022 roku przyjęły 826 dzieci z Ukrainy, z tego 138 do miejskich przedszkoli. "W zależności od potrzeb na bieżąco uruchamiamy kolejne oddziały tak, aby każde dziecko mogło kontynuować naukę" - mówi nam Sandra Hajduk z Wydziału Komunikacji Społecznej UM Katowice.

"W Warszawie do miejskich przedszkoli od wybuchu wojny zapisaliśmy ponad 1400 dzieci z Ukrainy. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak będzie wyglądała sytuacja w następnym roku szkolnym, we wrześniu. Apelujemy do MEiN o zmianę przepisów, np. związanych z zatrudnianiem nauczycieli i organizowaniem opieki w innych lokalizacjach, co może nam ułatwić przyjęcie większej liczby dzieci" - mówi OKO.press Marzena Wojewódzka z biura prasowego urzędu miasta Warszawy.

Warszawa na posiłki dla dzieci ukraińskich w szkołach i przedszkolach przeznaczyła do tej pory 1 mln zł i chce zwiększyć tę kwotę do 3 mln zł. Za przedszkola dla dzieci z Ukrainy oprócz Warszawy nie pobiera opłat Białystok, Katowice, Łódź, Zielona Góra czy Sosnowiec.

Z ogromnym brakiem dostępu do żłobków i przedszkoli rodzice w Polsce zmagali się już wcześniej, teraz napływ dzieci uchodźców z Ukrainy zwiększy ten problem.

"Tylko co dziesiąte dziecko do lat 3 ma zapewnione miejsce w żłobku. A w aż dwóch trzecich gmin żłobków nie ma" - pisał w OKO.press Jakub Szymczak w styczniu 2020 roku.

Według danych GUS w 2015 do żłobków chodziło 74 694 dzieci, a w 2020 roku już 142 355. Teraz w związku z wojną w Ukrainie potrzeba skokowego zwiększenia liczby miejsc w żłobkach.

Ciężar realizacji tego spada na samorządy. Do tego dochodzi problem z językiem, dlatego placówki powinny zatrudniać dodatkowo osoby, które mówią w języku polskim i ukraińskim.

Samorządy, które wcześniej i tak zmagały się zapewnieniem usług opiekuńczych i współfinansowały edukację, stają przed brakiem miejsc dla dzieci z Ukrainy i brakiem kadry (również mówiącej w języku ukraińskim). Potrzebują nie tylko zmiany przepisów, ale też dodatkowych środków finansowych.

Potrzebne dodatkowe środki

Pod względem prawnym ten problem rozwiązuje ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym, która umożliwia:

  • tworzenie innych lokalizacji do prowadzenia zajęć dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych podporządkowanym nie tylko szkołom, ale także przedszkolom.
  • ułatwienie zatrudnienia na stanowisku pomocy nauczyciela obywateli i obywatelek Ukrainy, którzy znają język polski w mowie i piśmie w stopniu umożliwiającym pomoc uczniowi, który nie posługuje się polskim językiem.
  • przekazanie z budżetu państwa dodatkowej subwencji dla jednostek samorządu terytorialnego na ten cel. Na razie nie wiadomo jednak jaka będzie wysokość takiej subwencji oraz którym samorządom i według jakich zasad zostanie przyznana. A to właśnie od środków finansowych zależy stworzenie dodatkowych lokali i zapewnienie zatrudnienia dodatkowej kadrze.

Wielokrotnie pisaliśmy w OKO.press, że subwencja oświatowa dla samorządów nie jest wystarczająca i samorządy muszą ją dofinansowywać z innych zadań. Aby włączyć dzieci z Ukrainy do systemu, potrzebne będzie więc znaczące zwiększenie finansowania.

"Problem z dostępem do żłobków i przedszkoli dla uchodźców z Ukrainy jest niemożliwy do rozwiązania w krótkim czasie, czyli w ciągu dwóch tygodni od wybuchu wojny. Z Ukrainy uciekają cały czas głównie matki z dziećmi, więc ciężar udostępniania usług spada na oświatę, gminy, samorządy i pomoc społeczną. Problem z brakami kadrowymi, z brakiem nauczycieli, opiekunów dla dzieci w przedszkolach i żłobkach mieliśmy już wcześniej. Pomocne w zapewnieniu większej liczby miejsc opieki dziennej może być skorzystanie z rozwiązań przewidzianych w tzw. ustawie żłobkowej" - mówi w rozmowie z OKO.press Katarzyna Roszewska, prawniczka i ekspertka z zakresu zabezpieczenia społecznego.

Teraz - w sytuacji wyjątkowej - potrzebne są rozwiązania, które zapewnią opiekę dla dzieci rodziców, którzy chcą podjąć w Polsce zatrudnienie. "Z jednej strony zmagamy się więc z brakiem lokali, z drugiej z brakiem kadry. Jednym z rozwiązań braków kadrowych w żłobkach i przedszkolach mogłoby być zatrudnienie kobiet, które przyjechały w klubach dziecięcych lub w charakterze opiekunów dziennych na podstawie ustawy żłobkowej” - mówi Roszewska.

Dodaje: "Ustawa, która została przyjęta przez rząd wskazuje tzw. inne lokalizacje, w których mogą odbywać się zajęcia dydaktyczne, czy opiekuńcze, przewiduje też możliwość zapewnienia transportu do miejsca kształcenia lub opieki".

"Jednak nawet jeżeli rząd stworzył możliwość powstawania nowych miejsc do opieki nad dziećmi, to potrzebne są dodatkowe środki, aby je stworzyć. W tym kontekście największy ciężar spada więc na samorządy. Subwencja oświatowa już teraz nie jest wystarczająca dla samorządów, które współfinansują edukację. Aby włączyć dzieci z Ukrainy do systemu, potrzebne będzie zwiększenie subwencji. Specustawą przewiduje taką możliwość. Objęła również obywateli Ukrainy dofinansowaniem żłobków, klubów dziecięcych itp. działających na podstawie ustawy żłobkowej".

"Dzieci do 5. roku życia mają prawo do edukacji przedszkolnej i mogą zapisać się do placówek, w których są wolne miejsca przez miejski system rejestracji. Dzieci 6-letnie maja obowiązek szkolny i powinny być w przedszkolach. Jeżeli nie ma placówki z wolnym miejscem w przedszkolu, to powinno je wskazać biuro edukacji samorządu. Ale sytuacja jest trudna. Nie wiemy, ile osób w kryzysie uchodźczych zdecyduje się na pozostanie w Polsce. Nie wiemy ile będzie osób przyjedzie za tydzień czy za dwa tygodnie, ile rodzin będzie potrzebowało placówek opiekuńczych, aby móc zorganizować sobie życie" - mówi OKO.press Iga Kazimierczyk z kampanii #WolnaSzkola.

Udostępnij:

Julia Theus

Dziennikarka, pracowała w „Gazecie Wyborczej” i Wirtualnej Polsce. W OKO.press od 2021 roku, absolwentka Filologii Polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, stypendystka nauk humanistycznych i społecznych na Sorbonie IV w Paryżu (Université Paris Sorbonne IV).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne