Teorie spiskowe są prawdopodobnie równie stare, jak historia gatunku ludzkiego. Ich wspólnym motywem jest często wyimaginowane zagrożenie. Ale może to być także wyrazem głębokiej nieufności wykluczonych grup społecznych w stosunku do elit
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyNajstarszymi teoriami spiskowymi w Europie są opowieści o rzekomych żydowskich mordach rytualnych popełnianych na chrześcijańskich niemowlętach. Te teorie powstały prawdopodobnie w średniowiecznej Anglii. Dość często były motywowane chęcią przejęcia żydowskich majątków lub pozbycia się wierzycieli.
Późniejsze popularne teorie spiskowe, powstałe już w czasach bliższych współczesności, również często obierały za cel Żydów i masonów, którzy rzekomo chcieli przejąć władzę nad światem. W początku XX wieku w Petersburgu pojawiły się „Protokoły Mędrców Syjonu”, fundamentalny tekst współczesnego antysemityzmu.
Po rewolucji bolszewickiej 1917 roku zwalczające się frakcje wykorzystywały je, by wzbudzać nienawiść i przemoc skierowaną przeciwko Żydom. W 1919 roku wielu radykalnych rosyjskich nacjonalistów udało się na wygnanie do Niemiec, a znaczna ich liczba osiadła w Monachium, przyszłej kolebce nazizmu. Niektórzy przywieźli ze sobą „Protokoły mędrców Syjonu” oraz przekonanie, że to globalna żydowska konspiracja była odpowiedzialna za porażkę „białych Rosjan”.
Jak pisał w „Nowoje Wriemia” w 2002 roku Walerij Kadżala: „Znaczna część »Mein Kampf« to nic innego jak wolny przekład »Protokołów« lub komentarz do nich – na temat tego, jak Żydzi dążą do panowania nad światem i w jaki sposób należy ich powstrzymać”.
Teorie spiskowe nie były przypadkowym wytworem faszyzmu. Były istotnym składnikiem jego rozwoju i utrzymania władzy. Hannah Arendt w swoim fundamentalnym dziele „Korzenie totalitaryzmu” (1951) analizowała teorie spiskowe (szczególnie antysemickie i imperialistyczne) jako kluczowy element ideologii totalitarnej, wykorzystywany do manipulacji masami i legitymizacji terroru.
2 lipca 1947 niedaleko Roswell w stanie Nowy Meksyk na ziemię spadł niezidentyfikowany obiekt. Lokalna prasa obwieściła, że rozbił się statek kosmiczny pozaziemskich istot. Amerykańskie Siły Powietrzne podały, że był to upadek balonu meteorologicznego.
Zainteresowanie tym zdarzeniem szybko zniknęło, aż na przełomie lat 70. i 80. tematem zainteresowali się ufolodzy. Przez dekady powstały dziesiątki, jeśli nie setki opowieści o rzekomej katastrofie statku kosmicznego, a nawet odnalezionych ciałach pozaziemskich istot. Długo przed powstaniem algorytmów sztucznej inteligencji powstawały filmy przedstawiające rzekomą sekcję zwłok pozaziemskich istot.
W latach 90. Armia Stanów Zjednoczonych opublikowała dwa obszerne raporty. Obiekt, który rozbił się w Nowym Meksyku, był balonem testowym używanym w ramach tajnego wojskowego Projektu Mogul, który miał na celu wykrywanie testów broni jądrowej w Związku Radzieckim przez mikrofony umieszczone na balonach dryfujących w stratosferze.
Incydent w Roswell do dziś cieszy się popularnością w mediach, a teorie spiskowe dotyczące tego wydarzenia ciągle krążą, opisywał David Clarke w „How UFOs Conquered the World: The History of a Modern Myth” („Jak UFO podbiły świat. Historia współczesnego mitu”).
Co ma to wspólnego z teoriami spiskowymi? Nadal niektórzy wierzą w to, że władze USA ukrywają kontakty z obcą cywilizacją lub przynajmniej dowody na jej istnienie.
Gdy 22 listopada 1963 roku o godzinie 12:30 przez Dallas w Teksasie w odkrytej limuzynie jechał prezydent USA John Fitzgerald Kennedy, dosięgła go kula zamachowca. Kennedy zmarł w szpitalu Parkland Memorial około pół godziny później.
Opinia publiczna nigdy nie pogodziła się z tą bezsensowną śmiercią – i z faktem, że zamachowiec mógł działać samodzielnie. Powstały dziesiątki teorii spiskowych, według których zabójstwo było wynikiem spisku wiceprezydenta Lyndona Johnsona (który objął po zmarłym prezydencie urząd), CIA, FBI, Pentagonu, finansistów z Wall Street, Ku Klux Klanu lub mafii.
Zamach na prezydenta Kennedy’ego i liczne teorie spiskowe, które wokół niego powstały, skłoniły naukowców do większego zainteresowania teoriami spiskowymi. Przedtem długo spychano je na margines.
20 lipca 1969 roku pierwsi ludzie dotarli na Księżyc. O godzinie 20:17 (i 40 sekund) czasu uniwersalnego (UTC) statek kosmiczny Apollo 11 z Neilem Armstrongiem i Edwinem Aldrinem na pokładzie wylądował na powierzchni naturalnego satelity Ziemi. Po nich na powierzchni Srebrnego Globu przebywało jeszcze dziesięciu innych astronautów – ostatni w grudniu 1972 roku.
Wiele osób podważa te fakty i uważa, że lądowanie na Księżycu zostało sfabrykowane i nagrane w filmowym studiu. Wierzy w to na przykład dr Krzysztof Kontek. Ten sam, którego statystyczna analiza podważała rzetelność wyborów prezydenckich w 2025 roku. Tak więc dr Kontek w serwisie X (dawniej Twitter) napisał (pozostawiamy pisownię oryginalną wraz z emotikonami):
Jest zaskakująco wielu wyznawców tej teorii spiskowej.
(Z mitem, że ludzie nigdy nie wylądowali na Księżycu, rozprawiałem się w OKO.press w tekście opublikowanym w sierpniu 2025 roku. Dr Kontek dziwił się w komentarzu do swojego postu na przykład, że lądowanie transmitowano na żywo w telewizjach. Było to technicznie możliwe, bo pierwsza eksperymentalna transmisja telewizyjna (i do tego kolorowa) odbyła się 3 czerwca 1928 roku. A pierwsza publiczna transmisja na żywo odbyła się już rok później ze studia brytyjskiej BBC 30 września 1929).
Przykład dr. Kontka pokazuje, że w teorie spiskowe wierzą również ludzie wykształceni.
W teorie spiskowe częściej wierzą osoby niewykształcone.
Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.
Z początkiem XXI wieku, między innymi za sprawą argumentów Petera Knighta (autora „Conspiracy Theories in American History: an Encyclopedia”, wydanej w 2003 roku), wielu badaczy zaczęło przeciwstawiać się potocznemu traktowaniu teorii spiskowych – rozumianych jako nieprawdopodobne, fałszywe poglądy typowe jedynie dla osób niewykształconych lub z zaburzeniami psychicznymi.
Teorie spiskowe zaczęto postrzegać szerzej – między innymi jako wyraz głębokiej nieufności wykluczonych grup społecznych w stosunku do elit. Przywołam jeden tego przykład.
W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku pojawiły się w USA teorie twierdzące, że epidemię HIV/AIDS wywołały władze w celu eksterminacji populacji Afroamerykanów. Przekonanych o tym była nawet jedna trzecia Afroamerykanów, spora część zaś „nie miała zdania” na ten temat. Te poglądy były znacznie rzadsze wśród białych.
Popularność tej teorii spiskowej łatwo położyć na karb braku wykształcenia i biedy, będącej skutkiem stuleci dyskryminacji Afroamerykanów. Można jednak wyjaśnić ją jeszcze prościej. To skutek „Badania Tuskegee”.
Było prowadzone w latach 1932-1972 w miejscowości Tuskegee w Alabamie przy udziale Amerykańskiej Publicznej Służby Zdrowia (ang. United States Public Health Service, PHS). Prowadzono je na grupie 600 czarnoskórych farmerów, z których 399 było chorych na kiłę, pozostali stanowili niezakażoną grupę kontrolną.
Mężczyzn pozostawiono bez leczenia salwarsanem, który był standardem leczenia do połowy lat czterdziestych, gdy na rynku pojawiła się penicylina. Jednak uczestnikom eksperymentu peniciliny też nie podano. Obserwowano rozwój choroby i ostatecznie śmierć mężczyzn.
Eksperyment trwał aż 40 lat, zakończono go dopiero w 1972 roku. Przez ten czas nieświadome tego żony i dzieci uczestników badania zostały zakażone kiłą, około stu mężczyzn zmarło.
Nie powinno dziwić, że czarnoskórzy Amerykanie dekadę po zakończeniu tego nieludzkiego eksperymentu wierzyli w teorie spiskowe dotyczące HIV i uważali, że to spisek, który ma im zaszkodzić. To niemal podręcznikowy przykład, jak teorie spiskowe mogą wynikać z nieufności wobec elit.
W 2014 nakładem Oxford University Press ukazała się książka „American Conspiracy Theories” Josepha E. Uscinskiego i Josepha M. Parenta. Stwierdzili, że zwolenników spiskowych teorii można znaleźć wśród osób w dowolnym wieku, płci, narodowości, statusie majątkowym, przekonaniach politycznych, czy stopniu wykształcenia. Ba, wyznawców takich teorii znajdziemy zarówno wśród osób o poglądach prawicowych, jak i lewicowych.
Wymieniają elementy wspólne dla wszystkich teorii spiskowych. Według nich:
(1) dotyczą one grupy ludzi,
(2) którzy prowadzą jakieś działania w tajemnicy,
(3) działania te mają coś zmienić: ukryć prawdę, przynieść zyski lub wpłynąć na instytucje,
(4) jest to zmiana na niekorzyść ogółu, dzieje się jego rzekomym kosztem.
Uscinski i Parent pokazali, że wiara w teorie spiskowe jest niemal powszechna. Około jednej trzeciej Amerykanów wierzyło, że ataki terrorystyczne na wieże World Trade Center w Nowym Jorku 11 września 2001 roku były spiskiem administracji prezydenta Busha. Mniej więcej tyle samo, że Barack Obama ukrywa fakt, że nie jest obywatelem USA.
Wśród Amerykanów, jak pisali, byli również tacy, którzy wierzyli, że Obama stworzył „panele śmierci”, decydujące o tym, kogo nie leczyć w programie Affordable Care Act (ACA, tzw. Obamacare). Że odpowiadał za wysadzenie platformy wiertniczej Deepwater Horizon w Zatoce Meksykańskiej, by zdobyć poparcie dla jego inicjatyw środowiskowych.
Że odpowiadał za ataki chemiczne w Syrii, by mieć pretekst do wojny. Że zorganizował zamach na agenta TSA (Transportation Security Agency), by wzmocnić uprawnienia tej służby.
Oraz że nakazał strzelaninę w szkole w Sandy Hook w Connecticut 14 grudnia 2012 roku, by przepchnąć ściślejszą kontrolę nad sprzedażą broni oraz zorganizować obozy koncentracyjne dla opierających się jej obywateli. (Autorzy wyliczają teorie spiskowe dotyczące Baracka Obamy, bowiem publikacja ukazała się w 2014 roku, w połowie jego drugiej kadencji, przypadającej na lata 2012-2017).
Nie są to bynajmniej najbardziej niedorzeczne i złożone teorie spiskowe, jakie krążą.
„W 2017 roku na forach skrajnej prawicy zaczął anonimowo publikować ktoś, kto o sobie mówił tylko tyle, że ma dostęp do tajemnic państwowych na poziomie Q (czyli teoretycznie najwyższym). Na tej podstawie twierdził, że Biden, Clinton i Obama należą do spisku zawiązanego przez Szatana, Sorosa i Chińską Partię Komunistyczną, który zajmuje się porywaniem, gwałceniem i konsumpcją małych dzieci”, pisał w 2021 roku w „Wyborczej” Wojciech Orliński.
Trump polubił tę teorię, nazwaną QAnon (od Q i Anonimowy) od samego początku. To wyznawcy QAnon ruszyli po jego przegranej, 6 stycznia 2021 roku na Kapitol.
Owszem, teorie spiskowe bywają niedorzeczne. Czy słyszeli Państwo o tym, że ptaki (przynajmniej w Stanach) nie istnieją? Nie istnieją, bo w latach 1959-2001 amerykański rząd systematycznie je wybijał, zastępując realistycznymi dronami, przypominającymi do złudzenia ptaki. Taką teorię ogłosił w 2017 roku Peter McIndoe, wówczas 23-letni student z Memphis.
Przez lata twierdził, że w to rzeczywiście wierzy, lecz w 2021 roku postanowił odkryć karty. Wymyślił tę niedorzeczną teorię, bo sądził, że jej rozpropagowanie zwróci uwagę jego pokolenia na dezinformacje i teorie spiskowe we współczesnych mediach, zwłaszcza społecznościowych. Chciał dowieść, że kpina może je rozbroić.
Ciekawa jest historia samego McIndoe. Jak pisał „New York Times”, wychowywał się na wsi w stanie Arkansas z siedmiorgiem rodzeństwa w bardzo konserwatywnej i religijnej rodzinie. Do wieku osiemnastu lat kształcili go rodzice w domu, którzy wpajali mu między innymi, że „ewolucja to plan prania mózgów uknuty przez demokratów”, a „Obama jest Antychrystem”.
Jedna z organizatorek akcji „ptaki nie istnieją”, Claire Chronis, mówiła NYT: „Moim ulubionym sposobem opisania naszego ruchu jest walka z szaleństwem za pomocą szaleństwa”. Trudno powiedzieć, czy to się udało. Jak mówił Joseph Uscinski: „Większość ludzi, która wierzy w teorie spiskowe, powie »jasne, teorie spiskowe są głupie i ich wyznawcy też, no ale moja teoria jest prawdziwa«”.
Z pracy opublikowanej w „PLOS One” w 2022 roku (której Usciński był głównym autorem) wynika, że liczba wyznawców teorii spiskowych jest na przestrzeni lat względnie stała. Jedynie jedna czwarta badanych teorii zyskała nowych wyznawców (wśród nich żadna nie dotyczyła pandemii ani QAnon), większość z czasem wyznawców traciła.
Co przeczy powszechnemu przekonaniu, że teorii spiskowych i ich wyznawców jedynie przybywa.
Wyznawców teorii spiskowych stale przybywa.
Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.
Wiemy z badań, że w teorie spiskowe wierzą ludzie gorzej i lepiej wykształceni, o dowolnym statusie majątkowym i różnych poglądach politycznych. Względy socjoekonomiczne mają marginalny wpływ na to, kto wierzy w spiski.
Czy w takim razie rolę odgrywają czynniki osobowościowe? Wskazuje na to wiele badań. Na przykład niedawne, opublikowane w „Applied Cognitive Psychology” w grudniu ubiegłego roku.
Ich autorzy zbadali 253 osoby z Wielkiej Brytanii, Kanady, Stanów Zjednoczonych i RPA. Badacze stworzyli dziesięciopunktową skalę, na której oceniano poglądy badanych. Odpowiadali oni na pytania w rodzaju „politycy zwykle nie podają nam prawdziwych motywów swoich decyzji” czy „rządy i ich instytucje ściśle monitorują obywateli”. Badano też osobowość za pomocą testu „High Potential Trait Indicator” (HTPI), który mierzy sześć cech osobowości.
Okazało się, że istnieje silna korelacja między poparciem teorii spiskowych a cechą zwaną niską tolerancją niejednoznaczności (low tolerance of ambiguity). Tolerancja niejednoznaczności opisuje zdolność do funkcjonowania w obliczu niepewnych sytuacji. Niska oznacza, że w niejednoznacznych sytuacjach odczuwamy zagubienie i dyskomfort.
Osoby o niskiej tolerancji niejednoznaczności wykazują wysoką potrzebę kategoryzowania, niską zdolność do postrzegania dobrych i złych cech w tej samej osobie jednocześnie, wysoką akceptację dla kategorycznych (czarno-białych) poglądów na życie. Od nieznanych rzeczy i sytuacji wolą dobrze znane. Przede wszystkim jednak w sytuacjach niejednoznacznych przedwcześnie wybierają jedną odpowiedź lub rozwiązanie i sztywno się ich trzymają (co przedwcześnie kończy proces wnioskowania).
Jeśli brzmi to jak opis osoby skłonnej do wiary w teorie spiskowe, to owszem, praca z „Applied Cognitive Psychology” dowodzi, że istnieje taka zależność. Osoby o niskiej tolerancji na niejednoznaczność częściej wierzą w teorie spiskowe.
Innymi słowy, są to osoby, które czują się niepewnie i niekomfortowo, gdy nie znają jednoznacznej odpowiedzi. Gdy dana sytuacja jest złożona i trudna do wyjaśnienia, takie osoby częściej wybiorą odpowiedź przedstawiającą jednoznaczne wyjaśnienie – nawet jeśli to wyjaśnienie jest uproszczeniem lub jest po prostu błędne.
Badacze znaleźli jednak jeszcze jedną korelację. Ci, którzy wierzą, że świat jest fundamentalnie niesprawiedliwy, również częściej należą do wyznawców teorii, że istnieją tajemnicze grupy pociągające za sznurki.
Cóż, niesprawiedliwość świata jest dość niekomfortowa. To, że ktoś ma lepiej, a ja gorzej, bardzo wygodnie jest wyjaśnić działaniem spisku. Zmniejsza to po prostu napięcie poznawcze.
Wyniki tych badań, trzeba zaznaczyć, należy przyjmować z pewnym dystansem. Badania w dziedzinie psychologii prowadzone są często na niewielkich grupach badanych (dziesiątkach czy setkach osób). To ogranicza naukową wagę wniosków, jakie z nich płyną. Nie stanowią twardych naukowych dowodów, a jedynie sygnał, że coś może być na rzeczy i warte jest dalszych badań.
Tak jest i w tym przypadku. By potwierdzić tę korelację, potrzeba podobnych badań na większej grupie (lub kilku badań na podobnych grupach, które przedstawią takie same wnioski).
Łatwo jest takie osoby, o niskiej tolerancji na niejednoznaczność, uznać za gorsze. Idą na łatwiznę, wyciągają zbyt pochopne wnioski. Sęk w tym, że wszyscy czasem chodzimy na łatwiznę.
Znacie Państwo to nieprzyjemne uczucie, gdy zgubi się drogę? Orientujemy się, że nie jesteśmy tam, gdzie sądziliśmy. Dostajemy zastrzyk kortyzolu i adrenaliny. Niektórzy wpadają w panikę.
Ten stan nieprzyjemnego napięcia to dysonans poznawczy. Jest źródłem bardzo silnego stresu. W teorii dysonansu poznawczego zakłada się wręcz, że jego unikanie jest takim samym popędem, jak głód czy pragnienie.
Dysonans odczuwamy także, gdy ktoś nam mówi, że jest inaczej, niż nam się wydaje, co zaburza nasz obraz rzeczywistości. Każdy dąży do tego, by wynikające z tego napięcie usunąć. Stąd wszyscy mamy skłonność do zaprzeczania faktom czy przyjmowania prostych wyjaśnień złożonych zjawisk. Z tych powodów popełniamy błędy poznawcze (ich lista jest niezwykle długa).
Jednym z nich jest błąd potwierdzenia. Polega na tym, że z argumentów, które do nas docierają, wybieramy te, które potwierdzają naszą tezę, a odrzucamy te, które jej przeczą. Ten mechanizm nazywa się selekcją dowodów.
Mózg jest leniwy, lubi chodzić na skróty i wybiera łatwe rozwiązania.
Jak pisał Daniel Kahneman w „Pułapkach myślenia”, nasze mózgi mają dwa zasadnicze tryby: „szybki” i „wolny”. Szybki jest schematyczny, opiera się na uprzedzeniach, za to działa błyskawicznie. Wolny to racjonalne, logiczne rozumowanie, jednak ten tryb zajmuje cenny czas.
Tryb szybki, choć pełen uprzedzeń i błędów, był niezwykle cenny ewolucyjnie. Rozważanie, czy szelest liści za plecami to drapieżnik czy wiatr, sprawiłoby, że za którymś razem niechybnie stalibyśmy się pożywieniem. Szybkie myślenie pozwalało nam unikać zagrożeń. Dziś także wyszukuje potencjalne zagrożenia. Oraz wzorce tam, gdzie ich nie ma.
Istnieją badania wskazujące na związek skłonności do dostrzegania nieistniejących wzorców ze skłonnością do wiary w teorie spiskowe. Takie jak na przykład to, opublikowane w 2017 roku w „European Journal of Social Psychology”.
Nie jest jednak tak, że jesteśmy zupełnie zaimpregnowani na „wolne”, czyli racjonalne myślenie. Jak mawia powiedzenie (przypisywane Stefanowi Kisielewskiemu, w istocie powiedział tak Antonii Słonimski), tylko krowa nie zmienia poglądów.
W książce „Not Born Yesterday” (co można przetłumaczyć jako „Nikt nie spadł z księżyca”), pisała Miłada Jędrysik w „Książkach”, neurokognitywista Hugo Mercier przyznawał, że popełniamy wiele błędów poznawczych, ale co do zasady nie jesteśmy jednak odporni na racjonalne argumenty niczym skały. Przed nabraniem błędnego przekonania chroni nas pewien mechanizm open vigilance, otwartej czujności.
Opublikowane w 2023 roku w „Journal of Cognitive Psychology” badania sugerują, że myślenie analityczne (aktywacja systemu „wolnego myślenia”) jest negatywnie skorelowane z oceną teorii spiskowej. Osoby osiągające wyższe wyniki w teście refleksji poznawczej rzadziej uznawały treść spiskową za wiarygodną.
Refleksja poznawcza pozwala odrzucać fałszywe komunikaty i akceptować prawdziwe. Jesteśmy w stanie zaakceptować nową informację, nawet jeśli nie ułatwiają nam tego doświadczenia ani wiedza z przeszłości, jeśli przeanalizujemy ją i dojdziemy do wniosku, że jej źródło jest – to ważne – wiarygodne, kompetentne, a argumenty sensowne.
Istotne jest jednak również, czy źródłu tej informacji w naszym mniemaniu zależy na naszym dobru. I czy dużo innych ludzi się z nim zgadza. (Nawiasem mówiąc te dwa ostatnie mechanizmy wykorzystują często reklama i marketing).
Wiele teorii spiskowych wydaje się kompletnie sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem. Tyle że zdrowy rozsądek nie istnieje.
Nie ma żadnego zbiory twierdzeń uważanych przez większość ludzi za zdroworozsądkowe, pisałem w OKO.press w październiku 2024 roku. Opisywałem opublikowane w 2024 roku w PNAS badanie zatytułowane „A framework for quantifying individual and collective common sense”, co można przetłumaczyć jako „Model mierzalności indywidualnego i zbiorowego zdrowego rozsądku”.
Badacze wybrali ponad cztery tysiące zdroworozsądkowych stwierdzeń. Część pochodziła z różnych publicznie dostępnych źródeł, w tym artykułów prasowych zamieszczanych w internecie, czy mailingów rozsyłanych do amerykańskich wyborców. Drugi zbiór takich stwierdzeń stworzyli sami badani, których poproszono o dokończenie zdań w sposób zgodny ze zdrowym rozsądkiem.
Ponad dwu tysiącom badanych osób pokazywano zestawy 50 losowo wybranych stwierdzeń z tego zbioru. Badani stwierdzali, czy się z tymi stwierdzeniami zgadzają. I czy sądzą, że inni ludzie również by się zgodzili.
Okazało się, że większość zgadzała się tylko z częścią przedstawianych im twierdzeń. I bardzo niewielka część wszystkich stwierdzeń uznana została za zdroworozsądkowe przez większość badanych. Nie ma żadnego wspólnego zdrowego rozsądku. Zaś nasz zdrowy rozsądek pokrywa się ze zdrowym rozsądkiem innych ludzi tylko częściowo.
„Zdrowy rozsądek zawdzięcza swoją legitymację powszechnemu poczuciu, że jest powszechny, ale jest bardzo osobisty i subiektywny” – pisali badacze w podsumowaniu wniosków badania. Zaś Mark Whiting, jeden z autorów, w komunikacie prasowym uczelni komentował: „Nasze badania sugerują, że pojęcie zdrowego rozsądku danej osoby może być właściwe wyłącznie dla tej osoby”.
Skoro nie ma nic takiego jak zdrowy rozsądek, z czym mija się większość teorii spiskowych? Otóż część badanych zgadzała się z takimi „zdroworozsądkowymi” stwierdzeniami częściej, inni rzadziej. Co prowadzi do wniosku, że ludzie posiadają „zdrowy rozsądek” w różnym stopniu. Autorów wspomnianego eksperymentu zaintrygowało, z czego wynika ta różnica. Nie miała związku z poziomem inteligencji mierzonej testami czy poziomem wykształcenia.
Tym, co najbardziej wpłynęło na decyzje badanych, była umiejętność odczytywania emocji (zbadana osobnym testem). Ze zdroworozsądkowymi stwierdzeniami częściej zgadzali się badani wyjątkowo biegli w odgadywaniu emocji malujących się na twarzach innych ludzi.
Zdaniem badaczy to ma związek ze zjawiskiem uczenia utajonego (implicit learning). Zanim rozpoczniemy edukację, większość wiedzy przyswajamy nieświadomie. Robimy to, naśladując, powtarzając i zapamiętując bez potrzeby świadomego poznawania faktów i rządzących nimi reguł. Jednak do takiego uczenia przez naśladowanie niezmiernie przydaje się pewna szczególna umiejętność.
Jest nią umiejętność odczytywania emocji: rodziców, rodzeństwa, rówieśników, a później i nauczycieli.
Badacze przedstawiają wniosek, że do uznania stwierdzenia za zdroworozsądkowe potrzebna jest przede wszystkim świadomość, że za prawdziwe uznaje je większość osób. Zdrowy rozsądek jest zatem rodzajem społecznego porozumienia co do prawdziwości pewnego zbioru faktów o świecie. (Jest to o tyle istotne, że nie weryfikujemy większości przyswajanej wiedzy samodzielnie. Zakładamy, że w tej kwestii można ufać innym: rodzicom, nauczycielom i wykładowcom, naukowcom).
Być może osoby wierzące w teorie spiskowe słabiej odczytują niewerbalne sygnały na twarzach rozmówców. Mówią o swoim przekonaniu, że istnieje jakiś spisek i nie odczytują sygnału, że spojrzenie rozmówcy jest zdziwione, pogardliwe lub rozbawione.
A może czynniki psychologiczne nie mają aż takiego znaczenia jak społeczne.
Mając w pamięci eksperyment Tuskegee i teorie spiskowe dotyczące HIV wśród Afroamerykanów, wróćmy od czynników psychologicznych do społecznych.
Z badań prowadzonych na brytyjskich uniwersytetach (University of Staffordshire i University of Birmingham), których wyniki opublikowano w „Journal of Social Issues”, wynika, że podłożem teorii spiskowych może być poczucie krzywdy.
Jak tłumaczą badacze, motywy psychologiczne związane z poczuciem krzywdy (spite) pojawiają się, gdy ludzie czują się gorzej traktowani, niedoceniani, zagrożeni. Pojawiają się także, gdy odczuwają niepewność – tłumaczył dr David Gordon z University of Staffordshire.
Poczucie krzywdy, gdy nie ma się innych opcji, pociąga za sobą chęć „wywrócenia stolika” i dokopania innym. A teorie spiskowe mogą służyć zaspokojeniu takich pragnień.
Dr Megan Birney z University of Birmingham wyjaśnia, że nie chodzi o to, że ludzie kierują się uświadomionym poczuciem krzywdy, wierząc w teorie spiskowe i je rozpowszechniając. Chodzi raczej o to, że poczucie krzywdy w jednym z trzech obszarów sprawia, że ludzie są bardziej podatni na teorie spiskowe.
Tymi obszarami jest potrzeba zrozumienia świata (motywy epistemiczne), potrzeba bezpieczeństwa (motywy egzystencjalne) oraz potrzeba poczucia znaczenia w społeczeństwie (motywy społeczne).
Autorzy tych badań sądzą, że przynajmniej potrzebę zrozumienia świata można by poprawić poprzez edukację medialną i lepsze umiejętności korzystania z mediów oraz poprzez skuteczną komunikację naukową, zwłaszcza w złożonych kwestiach. Te czynniki pozwalają na skuteczniejszą walkę z dezinformacją.
Twierdzą jednak, że ich badania mają szersze implikacje. Sugerują, że wysiłki w zwalczaniu teorii spiskowych nie powinny koncentrować się na przeciwdziałaniu dezinformacji – muszą też uwzględnić warunki społeczne i polityczne, które są źródłem wykluczenia społecznego, poczucia niepewności oraz nadmiernej konkurencji.
Na to niewiele możemy poradzić bez zaangażowania się w politykę.
Jedno jest pewne. Na konsekwentnym głoszeniu teorii spiskowych można całkiem nieźle zarobić, jak opisywałem w tekście „Paleoastronauci, czyli wciskanie kosmicznego kitu” w marcu ubiegłego roku.
Donald Trump tydzień temu skrytykował byłego prezydenta USA Baracka Obamę, który w podcaście wspomniał, że „kosmici są prawdziwi” (donosiły media, w tym BBC czy Reuters).
„Ujawnił informacje niejawne, czego nie powinien był robić” powiedział Trump, zapytany o tę wypowiedź Obamy.
„Czy w takim razie kosmici są prawdziwi?”, dopytywał dziennikarz na pokładzie prezydenckiego samolotu Air Force One.
„Nie wiem, czy są prawdziwi, czy nie. Wiem, że [Obama] udzielił informacji niejawnych. Nie powinien tego robić. Popełnił wielki błąd”. I dodał, że wyciągnie Obamę z kłopotów, odtajniając odpowiednie akta dotyczące niezidentyfikowanych obiektów latających i kosmitów.
Jak można przypuszczać, stało się to wodą na młyn wszystkich wierzących w teorie spiskowe, że kosmici istnieją i odwiedzają (lub odwiedzili) Ziemię.
Na odtajnienie dokumentów czekamy.
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie, która znajduje się TUTAJ
Rocznik 1976. Od dziecka przeglądał encyklopedie i słowniki. Ukończył anglistykę, tłumaczył teksty naukowe i medyczne. O nauce pisał m. in. w "Gazecie Wyborczej", Polityce.pl i portalu sztucznainteligencja.org.pl. Lubi wiedzieć, jak jest naprawdę. Uważa, że pisanie o nauce jest rodzajem szczepionki, która chroni nas przed dezinformacją. W OKO.press najczęściej wyjaśnia, czy coś jest prawdą, czy fałszem. Czasem są to powszechne przekonania na jakiś temat, a czasem wypowiedzi polityków.
Rocznik 1976. Od dziecka przeglądał encyklopedie i słowniki. Ukończył anglistykę, tłumaczył teksty naukowe i medyczne. O nauce pisał m. in. w "Gazecie Wyborczej", Polityce.pl i portalu sztucznainteligencja.org.pl. Lubi wiedzieć, jak jest naprawdę. Uważa, że pisanie o nauce jest rodzajem szczepionki, która chroni nas przed dezinformacją. W OKO.press najczęściej wyjaśnia, czy coś jest prawdą, czy fałszem. Czasem są to powszechne przekonania na jakiś temat, a czasem wypowiedzi polityków.
Komentarze