0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Il. Iga Kucharska / OKO.pressIl. Iga Kucharska / ...

20 lipca tego roku przypadła 56. rocznica lądowania ludzi na Księżycu. O godzinie 20:17 (i 40 sekund) czasu uniwersalnego (UTC) statek kosmiczny Apollo 11, z Neilem Armstrongiem i Edwinem Aldrinem na pokładzie, wylądował na powierzchni jedynego naturalnego satelity Ziemi.

Po nich na powierzchni Srebrnego Globu przebywało jeszcze dziesięciu innych astronautów – ostatni w grudniu 1972 roku.

Wiele osób podważa te fakty i uważa, że lądowanie na Księżycu zostało sfabrykowane i nagrane w filmowym studio. Zajmujemy się tym twierdzeniem, bo przypomniał nam o nim dr Krzysztof Kontek. Ten sam, którego statystyczna analiza podważała rzetelność wyborów prezydenckich 2025 r.

Z analizami podważającymi wynik wyborów (w tym analizą dr. Kontka) rozprawiał się w OKO.press Piotr Pacewicz. Ja zaś tłumaczyłem, dlaczego fałszerstwa wyborcze są mało prawdopodobne.

Tydzień po rocznicy lądowania ludzi na Księżycu w serwisie X (dawniej Twitter) dr Krzysztof Kontek napisał (pozostawiamy pisownię oryginalną wraz z emotikonami):

„Ja generalnie nie wierzę w żadne teorie spiskowe – tylko fakty🙂. Ale tu wszystkich zaskoczę. Nie wierzę, że Amerykanie wylądowali na Księżycu🙄, mimo, że sam widziałem tę transmisję wczesnym rankiem 20 lipca 1969 r., gdy byłem na koloniach w Tleniu🙂. Nie ta technologia – nie było mikroprocesorów i innych wynalazków. Po 56 latach nawet nie jesteśmy w stanie zbliżyć się do tego wyczynu🙄😉. Świetna robota Kubricka😂😅. To jedyna teoria spiskowa, w którą wierzę 😁😄😃”.

View post on Twitter

Na żywo od 1929 roku

Jak to możliwe, że Armstronga z Księżyca transmitowano na żywo w telewizjach, dziwi się dr. Kontek w komentarzu do swojego posta.

„I jeszcze transmisja telewizyjna z Księżyca! Igrzyska Olimpijskie w Meksyku w 1968 r. to były pierwsze igrzyska, gdy transmisja szła na żywo. W Tokio, w 1964 r. były kręcone filmy i leciały samolotem do Europy, żeby pokazać w TV. A tu z Księżyca??? Na żywo??”.

Z tym stwierdzeniem pójdzie nam szybciej, więc weźmy je na tapet jako pierwsze. Otóż nieprawdą jest, że igrzyska w Tokio w 1964 roku nie były transmitowane na żywo. Sama technologia transmisji na żywo jest niemal równie stara, jak telewizja.

Pierwsza eksperymentalna transmisja telewizyjna – i do tego kolorowa, a nie czarno-biała – odbyła się 3 czerwca 1928 roku. Było to jednak eksperymentalne studio Johna Logie Bairda, szkockiego wynalazcy pierwszego systemu telewizyjnego. Pierwsza publiczna transmisja na żywo odbyła się rok później ze studia brytyjskiej BBC 30 września 1929, przypomina na swojej stronie nadawca.

W kilkunastu miejscach w Berlinie publiczność mogła oglądać też transmisje na żywo z igrzysk olimpijskich w 1936 roku. Nie były to sygnały przekazywane drogą radiową, obraz przekazywano przewodami. Dziś taką telewizję nazywa się przemysłową (lub closed-circuit television, czyli CCTV).

Na żywo (drogą radiową) transmitowano natomiast pierwsze powojenne letnie igrzyska w Londynie w 1948 roku, chwali się BBC. Trzeba przyznać, że zasięg sygnału nie był oszałamiający, obejmował głównie Londyn i okolice (acz docierał i do Wysp Normandzkich). Cztery lata później, 2 czerwca 1953 roku BBC nadała na żywo ceremonię koronacji Elżbiety II, co przyczyniło się do istotnego wzrostu sprzedaży telewizyjnych odbiorników (przypomina Joe Moran na stronie „Radio Times”).

Zimowe igrzyska olimpijskie we Włoszech w 1956 roku transmitowała na żywo włoska telewizja RAI. Transmisje mogli oglądać mieszkańcy krajów zrzeszonych wówczas w Eurowizji: Austrii, Belgii, Danii, Francji, Holandii Luksemburga, Republiki Federalnej Niemiec oraz Szwajcarii i Wielkiej Brytanii (co odnotowuje na swojej stronie sama Eurowizja). Transmitowano także na żywo letnie igrzyska olimpijskie w Rzymie, które odbyły się w 1960 roku, jak podaje BBC.

Były to transmisje ograniczone zasięgiem naziemnych telewizyjnych nadajników. Zmieniło się to dwa lata później. Satelita Telstar wyniesiony na orbitę przez NASA w 1962 roku rozpoczął erę globalnych transmisji telewizyjnych.

Wróćmy do igrzysk letnich w Tokio w 1964 roku, które według dr. Kontka nie były transmitowane na żywo. Otóż były transmitowane na żywo i do tego po raz pierwszy część transmisji odbyła się w kolorze przypomina strona Olympics.com.

Obraz do USA przekazywał pierwszy telekomunikacyjny satelita geostacjonarny Syncom 3 i można było je oglądać na żywo w całości. Do Europy nadawał starszy satelita Relay 1, obiegający Ziemię co mniej więcej trzy godziny, co ograniczało czas transmisji do 15-20 minut raz na 185 minut. W sumie jednak transmisje telewizyjne igrzysk w Tokio mogli obejrzeć mieszkańcy USA, Kanady i 21 krajów Europy.

Jeśli igrzyska w Meksyku (w 1968 roku) były pod jakimś względem pierwsze, to dlatego, że całość transmisji na żywo odbywała się w kolorze. Nie była to jednak ani pierwsza transmisja na żywo w kolorze, ani na żywo w ogóle – ta odbyła się czterdzieści lat wcześniej.

Przeczytaj także:

Transmisja z Księżyca, czyli problemy techniczne

Nie oznacza to, że transmisja na żywo lądowania Amerykanów na Księżycu nie była wyzwaniem technicznym.

Samo opracowanie kamery, która podołałaby temu zadaniu, zajęło kilka lat i kosztowało 2,29 miliona dolarów. Wyprodukowała ją firma Westinghouse i nie miała łatwego zadania. Sprzęt musiał być odporny na wahania temperatury, kosmiczną próżnię, promieniowanie kosmiczne oraz specyfikę księżycowego oświetlenia.

Nawet na Ziemi trudno jest rejestrować obraz, gdy w tym samym kadrze znajdują się elementy jaskrawo oświetlone i pogrążone w głębokim cieniu (ten problem trapi nie tylko aparaty i kamery, lecz również ludzki wzrok). Na Księżycu atmosfera nie rozprasza słonecznego światła, więc kontrasty oświetlenia są jeszcze większe. W cieniu panuje niemal całkowity mrok, słoneczne światło jest ostrzejsze niż na Ziemi.

Księżycowa kamera mogła rejestrować 10 klatek na sekundę przy rozdzielczości 320 linii. Ówczesnym standardem było 30 klatek na sekundę, więc niezbędna była konwersja, by obraz na ekranach odbiorników był płynny.

Do tego dochodził problem z odległością (386 242 km), który nawet fale elektromagnetyczne: światło i fale radiowe pokonują w zauważalnym już czasie (1,3 sekundy).

Wszystko to wpłynęło na jakość telewizyjnej transmisji z lądowania.

Australijczycy widzieli to pierwsi

Była jeszcze jedna kwestia. Gdy Armstrong schodził na powierzchnię Księżyca (o 22:56 czasu lokalnego), nad Houston Księżyc był już nisko nad horyzontem i niespełna godzinę później (o 23:54) zaszedł.

Sam lądownik osiadł o 16:17, lecz procedura lądowania była stresująca. Program misji zakładał, że astronauci zjedzą i prześpią się, zanim wyjdą na powierzchnię. Armstrong i Aldrin byli jednak zbyt podekscytowani, by zasnąć, przypomina „New Atlas”. To dlatego wyjście na powierzchnię odbyło się nie po kolejnym wschodzie Księżyca nad Houston, lecz o jego zachodzie.

Oznaczało to jednak, że radiowy sygnał będzie trzeba przekazywać na Ziemię do odbiorników w Goldstone w Kalifornii i do dwóch odbiorników w Australii, a dopiero potem sygnał retransmitować do Houston i telewizyjnych odbiorników na świecie.

Gdy Armstrong włączył kamerę, okazało się, że obraz docierający do Goldstone w Kalifornii ma zbyt wysoki kontrast i niewiele na ekranach widać. Lepszy był sygnał docierający do Australii i w ostatniej chwili zdecydowano, że to ten zostanie retransmitowany na cały świat, co przytaczam za stroną „Air And Space” Smithsonian Institute.

Tu docieramy do pierwszego dowodu na lądowanie ludzi na Księżycu. Otóż Australijczycy widzieli na ekranach swoich odbiorników Neila Armstronga stawiającego stopę na Księżycu o 0,3 sekundy wcześniej, niż zobaczyła go na ekranach reszta świata. Odbierali bowiem bezpośrednią transmisję telewizyjnych sygnałów z Księżyca, reszta widzów zaś skazana była na retransmisję z Australii i stąd owe niewielkie opóźnienie.

Gdyby sygnał nadawano ze studia w Hollywood, czy gdziekolwiek indziej w Ameryce, Australijczycy nie mogliby go odebrać 0,3 sekundy wcześniej niż Amerykanie. Dziwne, ale żadna teoria spiskowa nie twierdzi, że lądowanie na Księżycu sfingowano w filmowym studio w Australii…

Są i nagrania na taśmie

Transmisja telewizyjna była marnej jakości, ale zejście Armstronga na powierzchnię Księżyca nagrywała również zwykła kamera (filmowa, nie telewizyjna) na taśmie 16 oraz 70 mm, zamontowana wewnątrz lądownika i skierowana przez jedno z okien. Można to obejrzeć dziś w internecie, na przykład na stronie NASA.

W sumie przez te lata po Księżycu stąpało dwunastu astronautów. Ostatnim był Eugene Cerman w grudniu 1972 roku. Po nim, od 53 lat już żaden człowiek nie oddalił się od Ziemi więcej niż na 400 km (na tej wysokości krąży Międzynarodowa Stacja Kosmiczna).

Lądowanie amerykańskich astronautów na Księżycu jest częstym tematem teorii spiskowych. Według niektórych była to mistyfikacja, a sceny lądowania nakręcono w filmowym studio.

Zacznijmy może od tych najmniej sensacyjnych, lecz nie mniej interesujących dowodów na brak “księżycowego spisku” czyli od matematyki.

Krótkie życie konspiracji

Jak w 2015 roku pisał Umberto Eco: „Jeśli istnieje jakiś sekret, nawet znany tylko jednej osobie, zostanie odkryty, choćby i w łóżku kochankowi. [...] Jeśli istnieje sekret, zawsze istnieje też odpowiednia suma, która zapewni rozwiązanie czyjegoś języka”.

Prawdopodobieństwo, że ktoś dochowa tajemnicy (ani nie zostanie wykryty) może być wysokie, ale przecież jest mniejsze od pewności i nie wynosi sto procent. Jeśli szanse na dochowanie tajemnicy wynoszą 99,9 procent, przy stu osobach trzeba odpowiadającą temu odsetkowi liczbę (czyli 0,999) podnieść do setnej potęgi, tłumaczyłem niedawno w dotyczącym wyborczych spisków tekście “Nieznaczna przewaga, czyli słabość demokracji”.

Otóż im więcej osób, tym większe prawdopodobieństwo wpadki. Gdzieś w okolicach 650 osób następuje krytyczny próg i statystyczne szanse, że spisek zostanie ujawniony, zaczynają przeważać. Przy tysiącu wtajemniczonych szanse na dekonspirację wynoszą już 63 procent. Oznacza to, że prawdopodobieństwo, że ktoś puści parę z ust, przy tej liczbie osób jest większe, niż na zachowanie tajemnicy.

Szanse na odkrycie spisku rosną bardzo szybko (bo jest to wzrost wykładniczy). Przy pięciu tysiącach świadków wynoszą już 99,33 procent. Spiski liczące tysiące osób są matematycznie skazane na dekonspirację.

Sfingowanie lądowania na Księżycu wymagałoby milczenia zatrudnionych przy programie Apollo naukowców, inżynierów, pracowników administracji, oraz firm-podwykonawców i ich pracowników. Jak szacuje NASA, w szczytowym momencie (który przypadał właśnie na pierwsze lądowanie astronautów, czyli misję Apollo 11) przy programie kosmicznym pracowało aż 400 tysięcy osób.

Dlaczego teorie spiskowe to bzdury

Fizyk z Oksfordu, David Grimes, stworzył matematyczny model długości trwania spisków w zależności od liczby spiskowców. Jego pracę opublikowano w PNAS w 2016 roku.

Wziął pod uwagę historyczne tajemnice, które zostały ujawnione: eksperyment medyczny w Tuskegee (opisany w 1972 roku), fałszowanie ekspertyz kryminologicznych przez FBI (ujawnione w 1998 roku), oraz program PRISM (ujawniony przez Edwarda Snowdena w 2013 roku).

To pozwoliło mu określić, ile trwa przeciętna konspiracja obejmująca daną liczbę osób. Jak wylicza, gdyby lądowanie na Księżycu nigdy nie miało miejsca, dowiedzielibyśmy się o tym najpóźniej po 3 latach i 9 miesiącach.

Przy tym jest to czas, który nie uwzględnia ryzyka dekonspiracji „z zewnątrz”. Tymczasem zawsze jest ryzyko, że tajemnicę odkryje ktoś przypadkiem albo zainteresują się nią dziennikarze.

Z tych przyczyn, jak pisze Grimes, konspiracje liczące tysiąc osób trwają najwyżej dekadę. Przy pięciu tysiącach wtajemniczonych spiski mogą trwać około roku. Powyżej tysiąca osób czas liczy się w zasadzie w miesiącach.

Jest to główny powód, dla którego wiara w teorie spiskowe nie ma szczególnego sensu.

Nie tylko statystyka, czyli twarde dowody

No dobrze, ale kto sfilmował pierwszego człowieka, Neila Armstronga, schodzącego na powierzchnię Srebrnego Globu, skoro wcześniej na nim nikogo nie było?

Cóż, pomyślano o tym zawczasu. Z boku lądownika znajdował się moduł Modularized Equipment Stowage Assembly (MESA). W jego skład wchodziła kamera telewizyjna wycelowana na drabinę, po której Armstrong zszedł na powierzchnię Księżyca. I to on uruchomił kamery, gdy wyszedł z lądownika na górny podest drabiny.

Na tym zdjęciu z zasobów NASA widać jak (całkiem pokaźnych rozmiarów) kamera była zamontowana względem drabinki księżycowego lądownika.

Bok lądownika z ukazaną MESA i kamerą nakierowaną na drabinkę. Foto NASA

Jeśli mają Państwo cierpliwość, polecam obejrzenie długiego, bo trwającego 2 godziny i 20 minut filmu, który wyjaśnia mity związane z lądowaniem na Księżycu na kanale Everyday Astronaut.

Zrobię szybki przegląd najczęstszych argumentów przytaczanych przez zwolenników teorii, że ludzie na Księżycu nigdy nie wylądowali.

Zdjęcia z Księżyca

Zdjęcia są zbyt dobrej jakości”.

Nieprawda. Jest wiele zdjęć bardzo słabej jakości, zrobionych przez astronautów misji Apollo, po prostu nie są publikowane, bo są nieostre lub rozmazane.

Światłoczułe filmy prześwietliłoby promieniowanie kosmiczne”.

Owszem, pomyślano o tym zawczasu. Aparaty fotograficzne i kamery były odpowiednio zabudowane, by promieniowanie nie przenikało.

Na zdjęciach z Księżyca nie widać gwiazd”.

Są zdjęcia z Księżyca, na których gwiazdy widać, o widoku gwiazd wspominali wszyscy astronauci programu Apollo.

Na większości zdjęć gwiazd nie widać z powodu, który nadmieniłem już wcześniej. Trudno jest na zdjęciu uchwycić bardzo jasny obiekt (taki jak powierzchnia Księżyca oświetlona przez promienie słoneczne) i obiekt bardzo słaby (taki jak gwiazda). Gdy spróbujemy zrobić zdjęcie Księżyca na nocnym niebie, nie zobaczymy na nim gwiazd.

Z tego samego powodu gwiazd nie widać również na zdjęciach Ziemi robionych z pokładu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej – co nie oznacza, że stacja nie istnieje. Gwiazdy widać dopiero, gdy ustawi się wysoki czas ekspozycji zdjęcia. Na przykład na tym poniższym zrobionym z pokładu ISS widać gwiazdy. Jednak czas ekspozycji wyniósł tu 1,6 sekundy, a Ziemia na tym zdjęciu jest oświetlona światłem Księżyca, nie Słońca.

Zdjęcie wykonane 21 lipca 2011 roku aparatem cyfrowym Nikon D3s z obiektywem 24 mm i udostępnione przez ISS Crew Earth Observations experiment oraz Image Science & Analysis Laboratory, Johnson Space Center. Zdjęcie zostało wykonane przez załogę Ekspedycji 28. Fot. NASA

Światła i cienie na zdjęciach z powierzchni Księżyca są dziwne, to było oświetlenie w studio”.

Na Księżycu nie ma atmosfery, która rozprasza światło. Jest ono ostre, dobiega z jednego miejsca na niebie, stąd rzeczywiście przypomina chłodne światło punktowego reflektora. Nie ma jednak zdjęć, na których kąt oświetlenia nie zgadza się z pozycją Słońca na księżycowym niebie.

Przede wszystkim jednak Słońce jest tak odległym źródłem światła, że jego promienie można traktować tak, jakby były do siebie równoległe. Promienie światła z bliskich źródeł rozbiegają się z jednego punktu i równoległe nie są (co jest powodem, dla którego ćmy tracą przy takich źródłach światła orientację). Cienie obiektów oświetlonych bliskim źródłem światła nie są równoległe. Tego efektu na zdjęciach z Księżyca nie widać.

„W całej bazie filmów NASA nie ma filmów z astronautami na tle Ziemi”.

Nie ma, bo miejsca lądowania dobierano tak, by miały dobrą łączność radiową z Ziemią, czyli takie, by Ziemia w chwili lądowania była wysoko na księżycowym niebie. Są zdjęcia z astronautami na tle Ziemi, jest i cały film z takimi ujęciami (czas misji 143:18:10).

W 1969 nie było komputerów do obróbki filmów. Wszystkie retusze trzeba by robić na kliszach ręcznie. Byłoby to zadanie niezwykle karkołomne i pozostawiające liczne ślady.

Astronauci przeżyli i podróż, i lądowanie

Powierzchnia Księżyca nie ma atmosfery i nagrzewa się do takich temperatur, że lądowniki by się stopiły, a astronauci nie przeżyli na jego powierzchni”.

Owszem, temperatura powierzchni Księżyca może dochodzić do 120 stopni w pełnym słońcu. Fizycy i inżynierowie programu Apollo wzięli to pod uwagę i lądownik oraz skafandry zostały na to przygotowane. Samo lądowanie odbyło się, gdy słońce było już nisko nad księżycowym horyzontem i temperatura powierzchni wynosiła około 90 stopni Celsjusza.

W kosmicznej próżni nie ma ośrodka, który przewodzi ciepło. Innymi słowy, próżnia jest izolatorem cieplnym (co wykorzystujemy na przykład w termosach). Jeśli obiekt zostanie osłonięty od słońca lub je odbija, a odbijające powłoki miały lądowniki, skafandry i hełmy astronautów, jego temperatura szybko spada do wartości notowanych w przestrzeni kosmicznej (rzędu -270 stopni Celsjusza). To chłód stanowi większe zagrożenie w kosmosie. Ucieczce ciepła zapobiega jednak izolacja, stąd skafandry astronautów są tak grube.

„Promieniowanie kosmiczne jest tak silne, że zabiłoby astronautów”.

Nie jest aż tak silne. Dopiero podróż na Marsa, która trwałaby rok, mogłaby wywołać słabe objawy choroby popromiennej, wyliczano.

Sporym problemem dla astronautów mógłby być rozbłysk słoneczny. Dziś umiemy je dość trafnie prognozować na podstawie aktywności słońca i było to – choć mniej precyzyjnie – możliwe także w czasach księżycowych misji. Podróż Apollo 11 zaplanowano w okresie niewielkiej aktywności słonecznej, co ograniczało ryzyko. Mocno jednak trzymano kciuki za to, by prognozy „kosmicznej pogody” były trafne.

Bo flaga powiewała

Częstym argumentem za tym, że lądowanie na Księżycu nie miało miejsca, a sfilmowano je w studio, jest flaga zatknięta przez Armstronga na powierzchni Srebrnego Globu. Skoro nie ma tam atmosfery, czemu nie opadła (a wręcz powiewała)?

Buzz Aldrin salutuje fladze Stanów Zjednoczonych na Księżycu (czas misji: 110:10:33). Jego palce są widoczne po drugiej stronie przyłbicy. Zwróć uwagę na wyraźne ślady stóp na pierwszym planie. Buzz jest zwrócony w stronę Słońca. W jego przyłbicy widać odbicie Słońca. W dolnej części przyłbicy zwróć uwagę na białą „ramkę”, która jest lekko oddzielona od kołnierza. To dolna część jego złotej przyłbicy, którą opuścił. Na podłożu widać kabel telewizyjny. FOTO NASA

Nie powiewała i nie powiewa, bo w próżni nie ma jak. Amerykańska flaga została zamontowana na maszcie o kształcie odwróconej do góry nogami litery L. Do masztu zamocowany był jej krótszy brzeg i górny, dłuższy. Ruch sztandaru wywołały drgania masztu po jego wbiciu w grunt. Flagę z masztem przewróciły zresztą gazy odrzutowe silników, gdy załoga startowała na Ziemię (tak twierdzi NASA).

Gdy amerykański sztandar umieszczała na Księżycu załoga Apollo 12 (12 grudnia 1969 roku), górny (poziomy) maszt zawiódł i wynik był taki:

Misja Apollo 12. Foto NASA

Broszura z 1977, czyli księżycowy pył

Jest wiele argumentów, które przedstawiają wyznawcy teorii, że lądowania na Księżycu nie było. Dotychczas przedstawiłem najczęściej wysuwane.

NASA opublikowała nawet w 1977 roku broszurę, która te zarzuty odpiera. To raptem dwie strony, które rozprawiają się głównie z twierdzeniami dotyczącymi księżycowego pyłu (jest dość ciężki, więc zachowuje się raczej jak mokry piasek na ziemi) oraz z brakiem kraterów wywołanych przez lądowniki (były one, po spaleniu paliwa, dużo lżejsze niż podczas startu z Ziemi).

W broszurze wspomniano też, że astronauci przywieźli z Księżyca liczne próbki skał (łącznie około 382 kilogramów). Są bezpośrednim dowodem na obecność ludzi na jego powierzchni. Skały te nie mogły powstać bowiem na powierzchni Ziemi.

NASA wspomina też, że Apollo 11 odbywał się całkiem jawnie, był obserwowany przez dziennikarzy i opisywany w mediach od startu po wodowanie na Ziemi.

Broszurę tę wydano ponownie w lutym 2001 roku, dzień przed tym, jak konserwatywna telewizja Fox wyemitowała program „Conspiracy Theory: Did We Land on the Moon?” („Teoria spiskowa: Czy wylądowaliśmy na Księżycu?”).

Kubrick i „Odyseja kosmiczna”

Żeby nie zanudzić czytelników, nie przytaczam większości argumentów i cytuję jedynie kilkanaście źródeł. Anglojęzyczna Wikipedia przytacza ponad dwieście, a konkretnie 207.

Ślady lądowania na Księżycu udokumentowały liczne późniejsze lądowniki bezzałogowe (o czym można przeczytać w osobnym haśle w anglojęzycznej Wikipedii).

Jest też strona internetowa zawierająca odpowiedzi na zarzuty zwolenników teorii spiskowej, prowadzona między innymi przez inżynierów lotnictwa i kosmonautyki. Jej nazwa „Moon Base Clavius” jest dość ironiczna, bo to nazwa księżycowej bazy w filmie Stanleya Kubricka „2001: Odyseja kosmiczna”. Od którego prawdopodobnie te teorie spiskowe się wzięły, bowiem film wszedł na ekrany w kwietniu 1968 roku.

Wedle niektórych teorii spiskowych, NASA rzekomo miała poprosić Kubricka, by nakręcił sceny lądowania na Księżycu. Zwolennicy tej teorii nie podnoszą nigdy faktu, że w jego „Odysei” powierzchnia Księżyca mocno się różni, gazy silnikowe unoszą wysoko wirujący pył (co w próżni nie jest możliwe). Zachowanie księżycowego pyłu w próżni i przy niskiej sile ciążenia byłoby niezwykle trudno odtworzyć w filmowym studio.

Teorię, że to Kubrick nakręcił sceny lądowania Apollo 11 na Księżycu, mógł dodatkowo nasilić paradokumentalny film „Opération Lune” wyemitowany przez kanał ARTE w 2002 roku. Był w zamierzeniu parodią teorii spiskowych, przedstawiając fikcyjne wywiady, historie o tajemniczych śmierciach asystentów Kubricka, którzy rzekomo byli agentami CIA.

Był to film pełen gier słów i ironicznych nawiązań do wielu filmów science-fiction. Część widzów jednak zupełnie tej konwencji nie zrozumiała i do dziś uważa, że jest to dokument.

Dlaczego od lat siedemdziesiątych tam nikogo nie było?

Zwolennicy teorii spiskowej podnoszą często jeszcze jeden argument. Skoro lądowanie na Księżycu rzeczywiście odbyło się w 1969 roku, dlaczego od 1972 roku nikt już potem się na jego powierzchnię nie wybrał?

Przytoczę tu część argumentów z tekstu o mrzonkach Elona Muska i załogowej wyprawie na Marsa.

Rozwój technologii rakietowej i kosmicznej jest pokłosiem drugiej wojny światowej. Jak pisali w książce „Accessory to War” Neil deGrasse Tyson i Avis Lang: wojna i fizyka rakietowa idą ramię. Dzięki wojnie rozwinęła się też fizyka jądrowa. Po drugiej wojnie światowej na technologie rakietowe przeznaczano znaczne fundusze, bo rakiety miały przenosić jądrowe ładunki.

W loty w kosmos oba mocarstwa zainwestowały i ze względów prestiżowych, i militarnych. Związek Radziecki pierwszy wysłał Jurija Gagarina na orbitę, Stany Zjednoczone odpowiedziały programem Apollo i symbolicznie zajęły Księżyc.

Sprzyjał temu klimat ekonomiczny. Po wojnie podatki były wysokie, by budżety państw mogły udźwignąć odbudowę gospodarek z wojennych zniszczeń. Najwyższa stawka podatkowa w USA w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku wynosiła ponad 90 procent. Z czasem systematycznie spadała, jednak do roku 1980 wynosiła 70 procent. Przy takich podatkach USA mogły pozwolić sobie na wysłanie ludzi na Księżyc.

Rozkwit kosmicznych technologii wstrzymał pierwszy kryzys naftowy, który wybuchł w 1973 roku. Potem w latach 1979–1982 miał z kolei miejsce drugi kryzys naftowy (wywołany przez irańską rewolucję). Większość krajów świata borykała się z kryzysem gospodarczym: recesją oraz inflacją.

Cena ropy naftowej w kolejnych latach. Autor wykresu TomTheHand, w wolnym dostępie CC A-S A 3.0

(Linia ciemna to ceny nominalne, pomarańczowa z uwzględnieniem inflacji).

Cały koszt trwającego półtorej dekady programu Apollo wyniósł 20,4 miliardów ówczesnych dolarów, co po uwzględnieniu inflacji wynosi mniej więcej 160 miliardów dolarów dzisiejszych. Budżet NASA pochłaniał wtedy od 2 do 4,5 procent całego budżetu federalnego.

Dziś wynosi ułamek tego – jedynie 0,4 procent.

Za co, kiedy i po co – oto jest pytanie

Jednym z najważniejszych czynników jest jednak to, że od czasów Ronalda Reagana podatki w USA (i na całym świecie) systematycznie spadały. Najwyższa stawka podatkowa to dziś niecałe 40 procent – dwa razy mniej niż w czasach wczesnego podboju kosmosu.

Owszem, istnieją plany załogowej wyprawy na Księżyc, nazwanej misją Artemis. Misja planowana jest na 2026 lub 2027 rok, trzeba jednak przyznać, że to optymistyczny termin.

NASA nie zamierza budować rakiety, chce zapłacić za kurs na Księżyc Elonowi Muskowi. Największa rakieta kosmiczna jego firmy SpaceX składa się z dwóch członów, czyli inaczej stopni. Pierwszy (nazywany Super Heavy) jest rakietą nośną, drugi – statkiem kosmicznym (nazwanym Starship).

Do dziś odbyło się dziewięć startów Starshipów (bez załóg). Jedynie trzy zakończyły się udanym powrotem na Ziemię. Pozostałych sześć zakończyło się katastrofami, w których jeden lub obydwa człony ulegały zniszczeniu.

Trudno być optymistą co do deklarowanych terminów. Pewne jest jedno, kolejna załogowa wyprawa na Księżyc nie przekona wyznawców teorii spiskowych. Na pewno znów będą twierdzić, że to mistyfikacja.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

;
Na zdjęciu Michał Rolecki
Michał Rolecki

Rocznik 1976. Od dziecka przeglądał encyklopedie i słowniki. Ukończył anglistykę, tłumaczył teksty naukowe i medyczne. O nauce pisał m. in. w "Gazecie Wyborczej", Polityce.pl i portalu sztucznainteligencja.org.pl. Lubi wiedzieć, jak jest naprawdę. Uważa, że pisanie o nauce jest rodzajem szczepionki, która chroni nas przed dezinformacją. W OKO.press najczęściej wyjaśnia, czy coś jest prawdą, czy fałszem. Czasem są to powszechne przekonania na jakiś temat, a czasem wypowiedzi polityków.

Komentarze