Uchylenia immunitetu członka neo-KRS Macieja Nawackiego odmówiła Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN, ale nie jest to jego zwycięstwo. Bo Izba jednocześnie uznała, że jednak podarł on dokument. Izba nie podważyła też legalności prokuratorów, czego domagał się Nawacki
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyUchylania immunitetu sędziemu Maciejowi Nawackiemu – na zdjęciu u góry – Izba Odpowiedzialności Zawodowej odmówiła w środę 25 lutego 2026 roku. Orzeczenie w jednoosobowym składzie wydał neo-sędzia SN Marek Siwek. Jest ono nieprawomocne i Prokuratura Krajowa, która chce stawiać Nawackiemu zarzuty, zapowiada, że się od niego odwoła.
Choć Nawacki wygrywa w I instancji, to jego zwycięstwo ma smak słodko-gorzki. Z kilku powodów.
Izba nie umorzyła sprawy, jak chciał Nawacki, jego obrońca neo-sędzia Adam Jaworski i byli rzecznicy dyscyplinarni Ziobry. Czyli były główny rzecznik dyscyplinarny Piotr Schab i jego dwaj zastępcy Michał Lasota i Przemysław Radzik.
Dowodzili oni, że wniosek o uchylenie immunitetu złożył wydział spraw wewnętrznych Prokuratury Krajowej, w którym są rzekomo nielegalni prokuratorzy skierowani tu przez rzekomo nielegalnego Prokuratora Krajowego. Dowodzili, że Prokuratorem Krajowym nadal jest Dariusz Barski, zaufany Ziobry (został odsunięty od kierowania prokuraturą w styczniu 2024 roku).
Ale neo-sędzia SN Siwek dopuścił prokuraturę do udziału w sprawie. A w swoim orzeczeniu uznał, że choć zgadza się z uchwałą neo-sędziów SN z września 2024 roku (uznano w niej zmiany w prokuraturze za obecnej władzy za nielegalne), to prokuratorzy mogą występować w sądach. Powołał się na zasadę jednolitości prokuratury.
Wynika z niej, że działania każdego prokuratora są traktowane jako całej instytucji. Prokurator nie musi być przywiązany do konkretnej jednostki, by mieć prawo występować w sądach. Siwek podkreślał, że musiałby być konkretny przepis mówiący, kto w sprawach immunitetowych może występować. A takiego przepisu nie ma. Dlatego uznał, że wniosek o uchylenie immunitetu ws. Nawackiego jest dopuszczalny – bo każdy prokurator mógł go złożyć – i go rozpoznał merytorycznie.
Sędzia Siwek odmówił jednak uchylenia immunitetu, ale nie oznacza to pełnego zwycięstwa Nawackiego. Prokuratura Krajowa chciała mu stawiać dwa zarzuty za podarcie w lutym 2020 roku projektów trzech uchwał sędziów Sądu Rejonowego w Olsztynie.
Uchwały były w obronie niezależności sądów i zawieszonego wówczas przez nielegalną Izbę Dyscyplinarną sędziego Pawła Juszczyszyna. Sędzia Nawacki był wtedy nie tylko członkiem neo-KRS, ale też prezesem olsztyńskiego sądu rejonowego. Jako prowadzący Zebranie nie poddał uchwał pod głosowanie, tylko podarł je przed kamerami TV. Dzięki czemu jego butną minę i gest widział cała Polska.
Za to prokuratura chciała mu postawić zarzuty z artykułu 231 i 276 kodeksu karnego i 27. Pierwszy mówi o niedopełnieniu obowiązków służbowych lub przekroczeniu uprawnień. Drugi o zniszczeniu lub uszkodzeniu dokumentu. Wniosek o uchylenie immunitetu w tej sprawie złożono ponad rok temu.
Neo-sędzia Marek Siwek w ustnym uzasadnieniu odmowy uchylenia immunitetu uzasadniał, że co do czynu z artykułu 231 nie ma on znamion czynu zabronionego. Orzekł, że Zebranie Sędziów Sądu Rejonowego w Olsztynie, które jest samorządem sędziowskim, nie mogło wówczas takiego wniosku złożyć.
Powołał się na przepisy ustawy o ustroju sądów powszechnych, w których samorząd sądu rejonowego ma małe kompetencje. I uznał, że ten samorząd nie może zgłaszać projektów uchwał ws. praworządności. Skoro tak, to Nawacki nie miał obowiązku rozszerzać porządku obrad Zebrania, którego celem było tylko zaopiniowanie jego rocznego sprawozdania o działalności sądu.
Więc nie naruszył żadnego przepisu i nie ma znamion czynu z artykułu 231 kodeksu karnego. Więcej o tych uchwałach i dlaczego Izba uznała, że Nawacki nie przekroczył uprawnień, piszemy dalej.
Co do drugiego zarzucanego czynu z artykułu 276 kodeksu karnego to neo-sędzia Marek Siwek uznał, że jest tu znikoma szkodliwość czynu. A to oznacza, że uznał winę Nawackiego. Definicję dokumentu zawiera artykuł 115 kodeksu karnego.
Mówi on, że „Dokumentem jest każdy przedmiot lub inny zapisany nośnik informacji, z którym jest związane określone prawo, albo który ze względu na zawartą w nim treść stanowi dowód prawa, stosunku prawnego lub okoliczności mającej znaczenie prawne".
Neo-sędzia Siwek orzekł, że projekty uchwał są dokumentem z treścią „okoliczności mającej znaczenie prawne”. Podkreślał, że artykuł 276 chroni dokumenty, ale przewiduje za to łagodną sankcję karną (od grzywny do dwóch lat więzienia). Poza tym Nawacki nie zniszczył projektów, tylko je uszkodził i można było je odtworzyć.
Znaczenie miało też uznanie przez Izbę, że sędziowie formalnie nie mogli ich poddać pod głosowanie. Dlatego neo-sędzia SN Siwek orzekł, że czyn Nawackiego ma znikomą szkodliwość społeczną. Ale dodał, że na niekorzyść sędziego jest to, że podarł projekty publicznie.
Siwek: „Sędzia uprawnień do zniszczenia dokumentu nie miał. Takie ostentacyjne zachowanie jest negatywne. Nie przystoi ono sędziemu. Może to być rozważane pod kątem etycznym”.
Maciej Nawacki był na sali rozpraw ze swoim obrońcą. Byli też byli zastępcy rzecznika dyscyplinarnego Przemysław Radzik i Michał Lasota, którzy wcześniej domagali się odrzucenia wniosku prokuratury.
Była też grupa obywateli. Gdy usłyszała, że Izba odmawia uchylenia immunitetu, mówili „hańba”. I w ramach protestu darli kartki, przypominając gest Nawackiego. Zaś po ogłoszeniu orzeczenia wdali się w wymianę zdań z Nawackim i na jego oczach podarli kartki papieru, tak jak on podarł projekty uchwał olsztyńskich sędziów.
Neo-sędzia Marek Siwek w ustnym uzasadnieniu odmowy uchylenia Nawackiemu immunitetu zrobił wywód, dlaczego nie złamał on przepisów, drąc projekty uchwał.
Powołał się na przepisy kompetencyjne dotyczące samorządu sędziowskiego. Taki samorząd tworzą zebrania wszystkich sędziów danego sądu, czyli formalnie Zgromadzenia. Sędziowie mogą na nich głosować i wyrażać swoje opinie.
Siwek przypomniał, że kompetencje Zgromadzeń w sądach rejonowych reguluje artykuł 36a ustawy o ustroju sądów powszechnych. Przepis w brzmieniu, które obowiązywało w dniu zebrania olsztyńskich sędziów 7 lutego 2020 roku, pozwalał sędziom tylko m.in. na wysłuchanie informacji prezesa sądu o działalności sądu i wyrażenie w tym zakresie opinii, czy zgody na wybór delegata do udziału w posiedzeniach Kolegium sądu okręgowego.
Z kolei na mocy artykułu 31 ustawy o sądach samorząd może wyrazić opinię w sprawach istotnych dla ich sądu. Ale tylko wtedy, jeśli wystąpi o to Kolegium sądu okręgowego. Sędziowie rejonowi na Zgromadzeniu mieli jeszcze prawo do przedstawienia im nowego prezesa sądu przez ministra sprawiedliwości.
Neo-sędzia Marek Siwek uzasadniał, że w lutym 2020 roku Zgromadzenie olsztyńskich sędziów zwołał prezes Nawacki i było ono tylko w celu zaopiniowania rocznego sprawozdania o działalności sądu. Sędziowie wtedy chcieli rozszerzyć porządek obrad i poddać pod głosowanie ich trzy projekty uchwał w obronie praworządności. Nawacki uznał, że to niedopuszczalne i porwał projekty tych uchwał.
Neo-sędzia Siwek orzekł, że złożenie tych projektów w świetle kompetencji Zgromadzenia było niedopuszczalne. Bo dotyczyły one uwag do nowelizacji ustawy o sądach (do tzw. ustawy kagańcowej, która wchodziła w życie 14 lutego 2020 roku, czyli 7 dni po zebraniu olsztyńskich sędziów). Sędziowie żądali też przywrócenia do pracy zawieszonego przez nielegalną Izbę Dyscyplinarną sędziego Pawła Juszczyszna.
Neo-sędzia SN Siwek uznał, że nie mieściło się to w kompetencjach Zgromadzenia. Dodał, że jeśliby nawet uznać, że uchwały dotyczyły ważnych kwestii sądu rejonowego, to i tak samorząd mógłby się wypowiedzieć tylko na wniosek Kolegium sądu. A takiego wniosku nie było. Siwek: „Samorząd nie mógł składać dowolnych uchwał. Nie można uchwalać jakichkolwiek uchwał”.
Dalej rozważał, czy na inicjatywę olsztyńskich sędziów zezwalała Konstytucja, a dokładnie artykuł 17. Mówi on o prawie do tworzenia samorządów zawodowych „reprezentujących osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawujących pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony”.
Ale dodał, że przepis ten mówi, że samorząd powołuje się w drodze ustawy. Czyli to ustawa określa jego uprawnienia. A sam artykuł 17 Konstytucji nie daje prawa do formułowania odpowiedzialności karnej Nawackiego. Siwek: „Owszem, wniosek sędziów mógł realizować ideę samorządności, ale nie miał nic wspólnego z kompetencją Zebrania Sędziów”. Dlatego orzekł, że Nawacki nie naruszył artykułu 231 kodeksu karnego.
Na sali rozpraw to nie wybrzmiało. Ale 7 dni po zebraniu olsztyńskich sędziów weszła w życie ustawa kagańcowa, którą PiS uchwalił w grudniu 2019 roku. Nowelizowała ona m.in. ustawę o sądach.
Ustawą kagańcową zakazano sędziom pod groźbą kar stosowania prawa europejskiego i wykonywania wyroków ETPCz i TSUE. Na ich podstawie sędziowie podważali status neo-KRS, neo-sędziów i nielegalnej Izby Dyscyplinarnej. I za to też sędzia Paweł Juszczyszyn został bezprawnie zawieszony.
W ustawie kagańcowej PiS też prawie zlikwidował samorząd sędziowski we wszystkich sądach. Mocno ograniczył jego uprawnienia. Zabroniono przyjmowania uchwał w sprawach praworządności. Zabroniono też samorządom prawa do opiniowania kandydatów do sędziowskich awansów przez nielegalną neo-KRS.
Choć neo-sędzia Siwek mówił, że gest podarcia uchwał przez Nawackiego można oceniać pod kątem etycznym, to nie grozi mu dyscyplinarka.
Sędzia miał już za to postawione zarzuty dyscyplinarne w 2020 roku. Postawił mu je ówczesny zastępca rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym w Białymstoku. Ale wtedy do akcji wkroczył ówczesny zastępca rzecznika dyscyplinarnego Przemysław Radzik. Przejął sprawę i ją w 2021 roku umorzył.
Na posiedzeniu o uchylenie immunitetu w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej – odbyło się dwa tygodnie temu – powoływano się na ten fakt. Dowodząc, że nawet rzecznik dyscyplinarny nie dopatrzył się złamania prawa. Mówili to rzecznicy Ziobry, którzy od nielegalnej neo-KRS – jej członkiem jest Nawacki – dostali awanse aż do Sądu Apelacyjnego w Warszawie.
Nawacki był razem z Radzikiem i Lasotą w grupie dyskusyjnej Kasta/Antykasta na WhatsAppie skupiających sędziów bliskich Łukaszowi Piebiakowi.
Rzecznicy dyscyplinarni bronili w Izbie Nawackiego. Mówili, że porwał kawałek papieru i, że sam stanął naprzeciwko rebelii olsztyńskich sędziów i ją zatrzymał. Robili z niego bohatera. Neo-sędzia Siwek dopuścił ich do udziału w sprawie, choć prokurator kwestionował ich legalność. Z uwagi na odwołanie ich w 2025 roku przez ministra sprawiedliwości.
W orzeczeniu Siwek jednak ani słowem nie odniósł się do tego, czy są oni legalni.
Maciej Nawacki nie jest już prezesem olsztyńskiego sądu. W 2024 roku odwołał go minister Adam Bodnar. W maju kończy się też jego II kadencja w nielegalnej neo-KRS. I nadal czeka na decyzję prezydenta czy powoła go na neo-sędziego NSA. Póki co nadal jest szeregowym sędzią rejonowym z Olsztyna.
Nawacki stał się jedną z twarzy „reform” Ziobry. A symbolicznym obrazem tego był butny gest przedarcia projektów uchwał olsztyńskich sędziów.
Prokuratura Krajowa zarzucała, że zniszczył dokument i, że jego obowiązkiem było przyjęcie projektów uchwał i zarządzenie głosowania ws. rozszerzenia porządku obrad. I jeśliby go zmieniono, uchwały powinny potem być poddane pod głosowanie sędziów.
A Nawacki uciszył sędziów na oczach całej Polski. I po porwaniu uchwał zamknął zebranie. Nawacki chciał uniknąć dyskusji o sędzim Pawle Juszczyszynie, którego odsunął od orzekania, wykonując decyzję nielegalnej Izby Dyscyplinarnej o jego zawieszeniu.
Ta sprawa nie jest jedyną, w której Nawackiemu grożą zarzuty karne. Prokuratura Krajowa prowadzi też duże śledztwo w związku z jego działaniami wobec sędziego Pawła Juszczyszyna. Chodzi o okres 2020-23, kiedy sędzia był bezprawnie zawieszony za stosowanie prawa europejskiego przez Izbę Dyscyplinarną.
Nawacki najpierw nie dopuszczał go do orzekania, nie wykonując orzeczeń sądu, które to nakazywały. A gdy sędzia został odwieszony przez Izbę i w połowie 2022 roku wrócił do pracy, prezes Nawacki karnie przeniósł go do innego wydziału. Juszczyszyn znowu wygrał w sądzie, który orzekł, że przeniesienie było bezprawne.
Ale Nawacki znowu nie wykonał orzeczenia sądu. Sędzia Juszczyszyn przez blisko rok ponownie był de facto zawieszony. Teraz prokuratura ocenia pod kątem karnym działania Nawackiego. W tym śledztwie są też oceniane bezpodstawne dyscyplinarki, które wytaczano sędziemu.
To nie koniec. W styczniu 2025 roku Nawacki dostał 5 zarzutów dyscyplinarnych m.in. za decyzje wymierzone w sędziego Juszczyszyna. Zarzuty postawił mu rzecznik dyscyplinarny ad hoc powołany przez ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. Zaś w kwietniu 2025 roku dostał zarzuty dyscyplinarne za pracę w nielegalnej KRS (dostało je 18 członków tego organu).
Ponadto sędzia Juszczyszyn pozwał o milion złotych zadośćuczynienia wszystkich winnych odsunięcia go od orzekania oraz winnych represji, które na niego spadły. Jednym z pozwanych jest Maciej Nawacki.
Sędzia Juszczyszyn złożył jeszcze subsydiarny akt oskarżenia przeciwko Nawackiemu. Chce go oskarżyć o łamanie praw pracowniczych i przekroczenie uprawnień. Sprawa czeka teraz na Izbę Odpowiedzialności Zawodowej, która prawomocnie zdecyduje, czy uchylić immunitet Nawackiemu (w I instancji odmówiła).
Sędzia Juszczyszyn doprowadził też do śledztwa ws. podarcia uchwał, ale za władzy PiS prokuratura odmawiała zajęcia się sprawą. Sędzia zaskarżył to i w styczniu 2023 roku Sąd Rejonowy w Malborku nakazał śledztwo. Ruszyło ono po zmianie władzy.
Sądownictwo
Adam Bodnar
Zbigniew Ziobro
Waldemar Żurek
Krajowa Rada Sądownictwa
Ministerstwo Sprawiedliwości
Prokuratura Krajowa
Sąd Najwyższy
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej
Izba Odpowiedzialności Zawodowej
Maciej Nawacki
praworządność
sędzia Paweł Juszczyszyn
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Komentarze