0:00
Prawa autorskie: il. Iga Kucharska /OKO.pressil. Iga Kucharska /O...
01 stycznia 2023

Jak zbiedniejemy w 2023 roku? Stracą prawie wszyscy, ale najubożsi najwięcej

Wysoka inflacja nie zniknie magicznie w 2023 roku. Nasze płace realne dalej będą tracić na wartości. Według Komisji Europejskiej średnio prawie 2 proc. Kto jest bezpieczny, a kto ucierpi w nowym roku najbardziej? Sprawdzamy i pokazujemy celowe, skandaliczne zaniedbania rządu

Wydrukuj

Rok wyborczy będzie dla wielu z nas trudny. Wiele wskazuje na to, że inflacja w końcu rzeczywiście zacznie spadać. Ale to wcale nie znaczy, że zaczniemy od razu szybko się bogacić. Po przyzwyczajeniu się do wskaźników na poziomie 15-18 proc., dziesięcioprocentowa inflacja może zostać przyjęta z ulgą. Ale to wciąż bardzo dużo.

Zastanówmy się więc, co 2023 rok przyniesie naszym portfelom. Czy będziemy realnie zarabiać mniej, czy więcej? Od czego to zależy?

Inflacja i płace

Spróbujmy najpierw spojrzeć na sprawę z góry. Co wiemy o inflacji i płacach w tym i kolejnym roku?

To niełatwe zadanie, bo nie mamy jednego spójnego systemu prognozowania wzrostu płac. A przewidzenie co będzie działo się za rok – niezbędne do przewidzenia poziomu płac i inflacji w całym 2023 roku – w obecnych zmiennych czasach może sprawiać problem, bo prognozy szybko się zmieniają.

Wiele wskazuje jednak, że inflacja w przyszłym roku w końcu zacznie spadać. Niestety mówimy tutaj o średniej rocznej i późniejszych miesiącach.

Na początku inflacja będzie niemal z pewnością wyższa niż obecnie.

To między innymi wynik znoszenia obniżek podatków z początku 2021 roku - te obniżki teraz zostają cofnięte. W lutym poziom wzrostu cen może sięgnąć nawet 20 proc. Potem jednak większość efektów będzie wygasać.

W projekcie budżetu rząd zakłada średni poziom inflacji na poziomie 9,8 proc. To nadmiernie optymistyczna prognoza, choć jest to wartość po korekcie. Gdy w połowie roku publikowano założenia do ustawy na 2023 rok, wówczas prognozowano inflację na poziomie 7,8 proc., przy wzroście wynagrodzeń 9,8 proc., a więc realnie dawało to wzrost o 2 proc. Jednak nawet ten nowy, podniesiony wskaźnik z założeń budżetowych jest niższy od inflacji faktycznie prognozowanej przez ekonomistów.

  • Ekonomiści banku ING uważają, że inflacja w całym 2023 roku wyniesie aż 14,5 proc.
  • OECD przewiduje inflację w Polsce na poziomie 10,8 proc.
  • Komisja Europejska mówi o 12,3 proc.
  • Z kolei najbardziej aktualna prognoza NBP z listopada przewiduje, że według najbardziej prawdopodobnego scenariusza inflacja w 2023 roku wyniesie 13,1 proc.

KE: spadek płac o prawie 2 proc.

Co z wynagrodzeniami? Komisja Europejska przewiduje, że w Polsce nominalnie wzrosną o 10,4 proc. Ale pisaliśmy już o inflacji według KE. Gdy zsumujemy te dwie wartości, mamy spadek płac o 1,9 proc.

I o tyle mogą skurczyć się nasze wynagrodzenia w ujęciu realnym. To wartość średnia, co oznacza, że miliony osób mogą zubożeć mocniej. A, przypomnijmy, ten proces już trwa. Realne płace spadają od połowy 2022 roku.

Płaca minimalna

W stosunku do obecnego roku względnie nie najgorzej wyjdą pracownicy, którzy zarabiają płacę minimalną. W skali roku czeka ich spora, prawie dwudziestoprocentowa podwyżka. Z 3010 zł brutto na 3490 zł w styczniu i 3600 zł od 1 lipca. W zależności od wysokości inflacji zyskają realnie nawet 5-10 proc.

Pamiętajmy jednak, że to w najlepszym wypadku rekompensata za wcześniejsze straty.

Jeśli przyjmiemy prognozę inflacji OECD na 2023 rok dla Polski, to wówczas od grudnia 2020 do grudnia 2023 realna wartość płacy minimalnej ostatecznie wzrośnie o 4 proc. Jeśli natomiast sprawdziłaby się prognoza banku ING, wówczas będziemy blisko zera.

O tym, ile na inflacji tracą najniżej wynagradzani, pisaliśmy w OKO.press:

Emeryci względnie bezpieczni

W polskim systemie najlepiej przed inflacją chronieni są emeryci. A to z prostego powodu – wskaźnik waloryzacji na kolejny rok po prostu uwzględnia wartość inflacji z poprzedniego (w tym wypadku z 2022) roku. Pod uwagę bierze się inflację gospodarstw emeryckich, która zwykle jest nieco wyższa niż ogólny wskaźnik, ale nieznacznie. Dodatkowo w pewnym stopniu liczy się też realny wzrost wynagrodzenia z poprzedniego roku. Nie mamy pełnych danych za obecny rok, nie znamy więc jeszcze wysokości waloryzacji, ale będzie ona najpewniej wynosiła około 15 procent.

Oczywiście to rekompensata za poprzedni rok, więc emeryci wychodzą mniej więcej na zero. I to dla nich bardzo dobra wiadomość. Problem w tym, że inne waloryzacje tak nie działają, więc ostatecznie emeryci są w lepszej sytuacji wobec innych grup. A gdyby brać pod uwagę tylko przyszły rok, wówczas emeryci realnie zyskują – żadna prognoza inflacji na cały przyszły rok nie sięga 15 procent. Mogą zyskać od 0,5 do nawet 5 proc., w zależności od tego, jak potoczą się losy cen w przyszłym roku. A jeśli popatrzymy z lotu ptaka, to emeryci są tylko nieznacznie narażeni na ubóstwo.

To wszystko nie znaczy, że emerytom nie należy się ochrona ich dochodów przed inflacją. Ani, że to PiS chroni ich przed nią szczególnie mocno, zasady waloryzacji powstały dużo wcześniej. PiS jest to jednak na rękę, bo to wśród najstarszych formacja Kaczyńskiego cieszy się największym, wciąż ponad pięćdziesięcioprocentowym poparciem, a jego utrzymanie jest kluczowe dla wyniku wyborczego. Stąd też dodatkowe świadczenia, tzw. trzynasta i czternasta emerytura wysokości emerytury minimalnej.

Obecnie potrzebujemy jednak bardziej systemowego podejścia do waloryzacji i polityki rekompensowania inflacji niż obecnie.

Działania PiS pokazują, że obecna partia władzy nie ma do tego żadnych ambicji.

Zapomniana budżetówka

Świetnym przykładem jest podejście do podwyżek w sferze budżetowej, czyli przede wszystkim dla tysięcy urzędników w całym kraju.

Pisaliśmy już, że w połowie roku prognozowano inflację na 7,8 proc. Wówczas na tyle ustalono również podwyżki w budżetówce. Później prognozę inflacji skorygowano na 9,8 proc., ale podwyżki pozostawiono już bez zmian. Największe centrale związkowe – „Solidarność”, OPZZ i Forum Związków Zawodowych domagały się 20 proc. podwyżki. Rząd w rozmowach w Radzie Dialogu Społecznego to zignorował i ostatecznie sam zdecydował o wysokości podwyżki. Będzie ona znacznie niższa niż inflacja.

W zależności od ostatecznej wysokości inflacji - z zakresu prognoz, które przytaczaliśmy wyżej - płace urzędników realnie spadną w przyszłym roku od 2 do 7 proc.

Podwyżki w wysokości 7,8 proc. dotyczą też w 2023 roku nauczycieli, policjantów, prokuratorów i sędziów.

Zasiłki: świadczenie pielęgnacyjne razem z minimalną, ale...

Niestety najtrudniejszy los czeka tych, którzy już teraz mają najgorzej. To osoby ubogie, niezdolne do pracy, pobierające zasiłki. Trzeba niestety powiedzieć jasno: państwo o nich nie dba.

Waloryzacja obejmie świadczenie pielęgnacyjne. Przysługuje ono osobom sprawującym stałą opiekę nad osobami z niepełnosprawnościami.

Podobnie jak u emerytów, ta waloryzacja związana jest z zapisami ustawowymi. W tym przypadku pojawia się jednak pewien absurd.

Wg ustawy o świadczeniach rodzinnych, która m.in. określa zasady weryfikacji świadczenia pielęgnacyjnego, świadczenie to jest waloryzowane o wysokość podwyżki płacy minimalnej. Ta w styczniu wzrośnie o prawie 16 proc. Czyli świadczenie pielęgnacyjne wzrośnie z 2119 zł do 2456 zł. Ale jak już wspomnieliśmy, płaca minimalna zostanie podniesiona jeszcze raz - w lipcu. Łącznie podwyżka płacy minimalnej będzie bliska 20 proc. Tymczasem w ustawie podniesienie świadczenia przewidziane jest tylko raz, wiec zostanie ono podniesione o wysokość styczniowej podwyżki płacy minimalnej, a nie pełnej podwyżki w całym roku.

Reszta zasiłków bez zmian

Waloryzacji nie podlega natomiast zasiłek opiekuńczy. To 620 złotych dla osób, które ze względu na to, że niepełnosprawność członka rodziny powstała w dorosłym życiu, nie mogą otrzymać świadczenia pielęgnacyjnego. W 2014 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że rozwiązanie takie jest niezgodne z konstytucją, i takim opiekunom również powinno przysługiwać świadczenie pielęgnacyjne. Ale przez ponad osiem lat polskie władze wyroku nie wykonały.

Tymczasem, aby nie stracić prawa do tych niskich zasiłków, nie wolno podejmować pracy zarobkowej.

Już w przypadku świadczenia pielęgnacyjnego ten zakaz jest absurdem, przy specjalnym zasiłku opiekuńczym ten absurd robi się wyjątkowo mroczny.

Życie za zaledwie 620 złotych wraz ze swoim podopiecznym to skrajnie niebezpieczna dla zdrowia obu osób sytuacja. Osoby w tej sytuacji albo rezygnują z zasiłku na rzecz pracy, jeśli mają taką możliwość, albo muszą polegać na innych zasiłkach lub rodzinie. Ale to, że taki zasiłek nie podlega żadnej waloryzacji, to skandal, który obniża warunki życia osób, które poświęcają się, by zapewnić godne życie swoim podopiecznym z niepełnosprawnościami.

W tym wypadku brak waloryzacji to decyzja członków rządu. Świadczenia rodzinne weryfikuje się raz na trzy lata. W 2021 roku uznano, że nie ma potrzeby ich podnosić, a następny termin na weryfikację to 2024 rok. Wcześniej, w 2018 roku, również uznano, że nie ma potrzeby podniesienia zasiłków.

RPO: wysokość zasiłków nie pozwala na realną pomoc

Na początku 2022 roku podniesiono niektóre świadczenia z pomocy społecznej. Stało się tak pierwszy raz od 18 lat. W przyszłym roku zmian już nie przewidziano. O wysokości tych świadczeń tak w październiku tego roku pisali specjaliści z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich:

„Pomimo jednak zweryfikowania od 1 stycznia 2022 r. wysokości progów dochodowych i niektórych świadczeń z pomocy społecznej nie można uznać, że aktualnie, wobec spadku siły nabywczej pieniądza, ich wysokość pozwala na realną pomoc. Nawet określona kwotowo część świadczeń, jak np. zasiłek stały dla osoby niezdolnej do pracy z powodu wieku lub całkowicie niezdolnej do pracy (od 30 do 719 zł), czy zasiłek okresowy (od 20 do 600 zł) pozostaje na poziomie niepozwalającym na zaspokojenie niezbędnych potrzeb”.

Podsumowując: większość świadczeniobiorców będzie traciła równo z inflacją, czyli o 10-15 proc. w skali roku. Osoby niezdolne do pracy będą jeszcze bardziej zdane na łaskę rodziny.

Granice w górę, płace w dół

To sugeruje, że znacząco może wzrosnąć ubóstwo. Nie znamy jeszcze danych na ten rok, tym trudniej prognozuje się, co stanie się w kolejnym.

„W 2022 roku ubóstwo skrajne, sfera niedostatku i ubóstwo relatywne wzrosną. W większym stopniu ubóstwo skrajne i sfera niedostatku niż ubóstwo relatywne” – mówi nam prof. Ryszard Szarfenberg z Uniwersytetu Warszawskiego, badacz ubóstwa i specjalista od walki z nim. – „Będzie tak dlatego, że znacznie wzrosną granice ubóstwa absolutnego (minimum egzystencji i minimum socjalne) ze względu na formułę ich waloryzacji stosowaną przez IPiSS. Daje ona większe podwyżki niż proste uwzględnienie wskaźnika wzrostu cen”.

Czyli – granice ubóstwa wzrosną, a płace i świadczenia zostaną w tyle.

Spada wartość nabywcza pensji, zasiłków i - co oczywiste - również świadczenia 500 plus, które wiele rodzin ze skrajnego ubóstwa wyciągnęło.

„Wydatki biedniejszych gospodarstw domowych będą więc w stagnacji lub będą rosnąć dużo wolniej niż granice ubóstwa” – dodaje prof. Szarfenberg. – „Z tych też względów wzrośnie deprywacja materialna i społeczna, obliczana na podstawie badań w ramach Eurostatu (deklaracje, że co najmniej 5 potrzeb jest niezaspokojonych z listy 13). Stanie się tak pierwszy raz od 2014 roku, czyli odkąd ten wskaźnik jest liczony”.

Ekspert: w 2022 i 2023 roku wzrost ubóstwa

Prof. Szarfenberg nie podaje swoich prognoz co do ubóstwa na 2022 i 2023 rok w liczbach. Ale nie ma wątpliwości, co nas czeka:

„Jeżeli rok 2023 będzie taki sam jak rok 2022 pod względem spadku siły nabywczej płac i świadczeń na dzieci oraz zbliżony, jeżeli chodzi o poziom inflacji, a dodatkowo wzrośnie jeszcze bezrobocie i pozostawanie poza rynkiem pracy, to przewiduję, że ubóstwo i deprywacja materialna i społeczna w 2023 roku zwiększą się w porównaniu z rokiem 2022. Będą to więc dwa lata wzrostu ubóstwa i deprywacji materialnej i społecznej z niskich poziomów, które zostały osiągnięte w latach 2017-2021. Zwiększy się też nierówność mierzona współczynnikiem Giniego, taki trend widać już od kilku lat, a wzrost ubóstwa w latach 2022-2023 jeszcze go wzmocni”.

Można było tego uniknąć

Pisaliśmy już, że rząd nie waloryzuje wielu świadczeń, choć mógłby to zrobić. Czy mogliśmy uniknąć takiego wzrostu ubóstwa, jaki się zapowiada?

„Można było, poprzez lepszą politykę monetarną, podatkową i społeczną” – wylicza naukowiec. I podaje przykłady.

  • „Pierwsza powinna była silniej hamować wzrost inflacji.
  • Druga nie powinna być nastawiona na obniżanie podatków, tylko na ich zwiększanie w stosunku do wyższych dochodów.
  • Trzecia zaś wymagała odważnych decyzji o zwiększeniu płacy i stawki minimalnej oraz świadczeń, które najbardziej przyczyniają się do redukcji ubóstwa, czyli świadczeń na dzieci (zasiłki rodzinne i 500 plus dla rodzin z niższymi dochodami) i z pomocy społecznej.

Tymczasem w pomocy społecznej doprowadzono do tego, że obecny maksymalny zasiłek stały z pomocy społecznej dla osób całkowicie niezdolnych do pracy wynosi 719 zł, gdy granica skrajnego ubóstwa wynosiła w listopadzie 2022 roku po uwzględnieniu inflacji 783 zł.

Dobre rządy poznajemy po tym, jak się troszczą o najsłabszych, gdy sytuacja kraju się pogarsza. Ten rząd nie sprawdził się w tym względzie i zapłaci za to zmniejszonym poparciem wyborczym”.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne