0:00
Prawa autorskie: Kuba Atys / Agencja WyborczaKuba Atys / Agencja ...
17 września 2022

Janusz Kowalski znalazł jeden prosty sposób, by zostać ministrem wszystkiego. Zobacz jaki

Złośliwi mówią, że nowy wiceminister rolnictwa potrafi orać, ale na Facebooku, a sieje tylko zamęt. Ale Janusz Kowalski wymyślił genialną formułę na funkcjonowanie w polityce. Dzięki niej może sprawować każde możliwe stanowisko. Jak to zrobił?

Wydrukuj

Co mówili? Jak głosowali? Gdzie manipulowali? O co się kłócili? W cyklu "Przekazy tygodnia" rekapitulujemy dla państwa, czym próbowali mamić nas politycy w mijającym tygodniu.

Mimo młodego wieku (ma 44 lata) Janusz Kowalski zdążył zaliczyć już pięć partii (Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe, Platforma Obywatelska, Przymierze Prawicy, Prawo i Sprawiedliwość, Solidarna Polska) oraz zdobyć ogromne doświadczenie na różnorodnych posadach, stanowiskach, w różnych radach i zarządach.

Wymieńmy kilka:

Jak widać, żadna z licznych sprawowanych przez Janusza Kowalskiego funkcji nie ma nic wspólnego z rolnictwem, dlatego jest najzupełniej oczywiste i nie powinno nikogo dziwić, że 16 września 2022 roku Kowalski został wiceministrem rolnictwa w rządzie Mateusza Morawieckiego.

Kowalski z puli Solidarnej Polski objął stanowisko po innym polityku tej partii, Norbercie Kaczmarczyku, zdymisjonowanym po ujawnieniu przez Wirtualną Polskę niejasnych interesów i układów, których był głównym bohaterem. Wśród nich dziennikarze opisali m.in. pełen przepychu ślub na pół tysiąca gości, traktor za 1,5 mln zł, który był i jednocześnie nie był prezentem ślubnym od brata, reklamę producenta luksusowych ciągników oraz trik z dzierżawą 141 hektarów państwowej ziemi.

Ponieważ Kowalski traktorami i ziemią rolną wydaje się umiarkowanie zainteresowany, nadaje się w sposób oczywisty na idealnego następcę Kaczmarczyka. Pytanie jednak, czy nowy wiceminister w ogóle ma coś wspólnego z rolnictwem?

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Będziemy rozbrajać mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I pisać o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Janusz Kowalski potrafi orać na Facebooku

Na pytanie kończące poprzedni akapit negatywnie odpowiadają politycy opozycji zajmujący się wsią.

"Złośliwi mówią, że Janusz Kowalski nie ma żadnych kompetencji, ja się nie do końca zgodzę. Widzę, że potrafi orać na Facebooku, doić spółki skarbu państwa i siać zamęt. To jego kompetencje” - skomentował Marcin Oszańca z PSL.

“Nominacja Janusza Kowalskiego na stanowisko wiceministra rolnictwa to prowokacja. Nie pozwolimy, by tacy ludzie decydowali o Polsce” - napisał na Twitterze lider Agrounii Michał Kołodziejczak.

Inne zdanie na ten temat ma sam Kowalski, który udzielił wywiadu portalowi wPolityce, opublikowanego pod tyle intrygującym, co w tym wypadku adekwatnym tytułem "Co Kowalski ma wspólnego z rolnictwem? Minister odpowiada opozycji".

“Cieszy się pan z powrotu do rządu?” - pyta prostolinijnie dziennikarz.

“Zadaniem numer jeden dla Zjednoczonej Prawicy jest wygranie wyborów parlamentarnych jesienią 2023 roku po to, by nie oddać m.in. polskiej wsi w ręce niekompetentnych polityków PO i PSL, wspieranych przez przystawkę – Agrounię Michała Kołodziejczaka. Lata 2007-2015 były smutnymi latami dla polskiej wsi. Skupiam się dzisiaj na rozwiązywaniu problemów, za które odpowiadają eurokraci tacy jak Frans Timmermans, który spowodował kryzys energetyczny. Ceny energii, ciepła uderzające w polską wieś, są obecnie gigantyczne” - odpowiada Kowalski.

Warto podkreślić, że odpowiada nieco wymijająco i nie wiemy do końca, czy cieszy się, czy nie oraz co ma wspólnego z rolnictwem. Przyznajmy jednak, że wypowiedź Kowalskiego jest na swój sposób genialna, gdyż uzasadnia wysiadywanie przez posła na wszystkich możliwych stołkach, teraz i w przyszłości.

Walczyć z Unią Europejską, Tuskiem, Platformą i Timmermansem można przecież w każdej dziedzinie i każdym możliwym resorcie.

Przetestujmy tę hipotezę.

Ministerstwo Kultury? Jak najbardziej: “Zadaniem dla Zjednoczonej Prawicy jest wygranie wyborów parlamentarnych, by nie oddać polskiej kultury w ręce niekompetentnych polityków PO i PSL. Skupiam się dzisiaj na rozwiązywaniu problemów, za które odpowiadają eurokraci tacy jak Frans Timmermans, który spowodował kryzys energetyczny. Ceny energii, ciepła uderzające w polskie teatry i filharmonie, są obecnie gigantyczne”.

Ministerstwo Cyfryzacji? Czemu nie: “Zadaniem dla Zjednoczonej Prawicy jest wygranie wyborów parlamentarnych, by nie oddać polskiego internetu w ręce niekompetentnych polityków PO i PSL. Skupiam się dzisiaj na rozwiązywaniu problemów, za które odpowiadają eurokraci tacy jak Frans Timmermans, który spowodował kryzys energetyczny. Ceny energii, uderzające w polskie serwerownie oraz cyfrowe startupy, są obecnie gigantyczne”.

W ten sposób Janusz Kowalski zaimplementował do polskiej polityki mechanizm znany z internetowych nagłówków w podejrzanych serwisach: znalazł jeden prosty sposób, by zawsze być w rządzie.

Z dziennikarskiego obowiązku odnotujmy również, że wypowiedź Kowalskiego jest luźno oparta na faktach (co ułatwia dowolne stosowanie jej w różnych kontekstach).

Np. wiele można powiedzieć o Michale Kołodziejczaku i Agrounii, ale na przystawkę Platformy Obywatelskiej nadają się średnio. PO wg Kołodziejczaka ma “zerową wiarygodność” ponieważ “tyle lat rządzili, a nie szli w kierunku, o którym dziś mówią”. Tusk? “Nie chcę takiego premiera” - deklaruje lider Agrounii.

Czy lata 2007-2015 były, jak twierdzi Kowalski, smutne dla polskiej wsi? Tu należałoby zapytać świeżo nominowanego wiceministra, jak definiuje smutek, natomiast w latach 2007-2013 średni miesięczny dochód rozporządzalny na osobę w gospodarstwach domowych rolników wzrósł o 36,5 proc., a na polską wieś zaczęły płynąć szerokim strumieniem dopłaty bezpośrednie (liczone dziś już w setkach miliardów złotych) z Unii Europejskiej. Tej samej, którą Janusz Kowalski chciałby opuścić, deklarując, że gdyby dziś odbyło się referendum w sprawie członkostwa Polski w UE, głosowałby przeciwko. Zaryzykujemy komentarz, że rolnikom bez dopłat z Unii byłoby jednak smutniej, nawet jeśli Januszowi Kowalskiemu byłoby weselej.

Tezą głoszoną przez Kowalskiego, że za wysokie ceny energii w Polsce odpowiada polityka UE, zajmowaliśmy się szczegółowo w OKO.press. Jak zwykle bywa z tezami posła Solidarnej Polski, również ta jest dalece dyskusyjna.

Nie najlepszą informacją dla polskich rolników jest fakt, że wiceminister Kowalski pracy niestety nie pozoruje, wręcz przeciwnie - jest człowiekiem niezwykle wręcz aktywnym. Gdy rok temu wymyślił sobie, że sposobem na rozgłos będzie walka ze szczepieniami na koronawirusa, udał się z Warszawy aż do Nowego Dworu Gdańskiego, gdzie dokonał spektakularnej inwazji na dom dziecka, ponieważ usłyszał, że w nim szczepią. Także polscy rolnicy zapewne się od nowego wiceministra nie opędzą. Bardzo nam przykro.

Ursula von der Leyen chwilowo przestała być Niemką

W czwartek 15 września Prawo i Sprawiedliwość wypuściło nowy spot, w którym z dumą chwali się, że dziś "Europa mówi po polsku" i z satysfakcją cytuje szefową Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen i premierkę Finlandii Sannę Marin, które w Parlamencie Europejskim stwierdziły, że Unia Europejska w sprawie polityki Rosji i Władimira Putina powinna wcześniej słuchać Polski i krajów bałtyckich.

Mniej wyrobionemu odbiorcy mogłoby się wydać nieco dziwne, dlaczego raptem Polska ma być dumna, że chwali ją organizacja, która chce nam pisać konstytucję na modłę Józefa Stalina, jest opętana przez cyniczne i zepsute zachodnie elity, a kierowana przez Niemkę von der Leyen, która "jest i zawsze była ważnym politykiem niemieckim i w sposób jawny oszukała polskiego premiera, prezydenta, naraziła na upokorzenie".

Duma z pochwał płynących z ust niemieckich pogrobowców Stalina, którzy upokarzają nasze najwyższe władze państwowe wydaje się nieco perwersyjna. Być może wyjaśnieniem tego paradoksu jest bardzo elastyczne podejście polityków PiS do narodowości polityków europejskich: kiedy krytykują rząd Prawa i Sprawiedliwości są Niemcami, którzy próbują rzucić na kolana suwerenny i dumny polski rząd, kiedy chwalą - są po prostu członkami wielkiej wspólnoty europejskich państw podążających za światłem z Polski.

Bywało tak i wcześniej: kiedy w 2019 roku PiS zagłosował za powołaniem Ursuli von der Leyen na stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej, jeden z prominentnych polityków partii Jarosława Kaczyńskiego wyjaśnił "Rzeczpospolitej: "To nie jest Niemka, to konserwatystka".

Wygląda na to, że historia zatoczyła koło i w UE ponownie nie ma Niemców, bolszewików i wrogów, a sami sojusznicy Polski i PiS. Wszystko wskazuje więc na to, że chwilowo jedynym Niemcem w polityce europejskiej pozostał Donald Tusk. Aż do następnego tygodnia.

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej". Pochodzi z Sieradza

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne